ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...

http://klubpolek.blogspot.it/

++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
Blog > Komentarze do wpisu

Zmiana czasu na zimowy...

...dziś nastąpiła, więc po wczorajszej urodzinowej imprezie mogliśmy nieco odespać... przynajmniej moglibyśmy gdyby nie nasz niezwodny budzik, któr postanowił umilić poranek cioci Asi (Joana w wersji szwedzkiej) i wujkowi Mackowi.

W zwiazku z tym o jakiejs niemozliwie wczesnej porze przyszedł ich zagadywac i w naszym pokoju slychać to było jako takie mruczando,nie dające zasnąć po przebudzeniu w związku z czym musiałam sciągnąc swoje zezwłoki i wyekspediować go do pokoju spowrotem. Co rzeczonym ciociom i wujkom niewiele pomogło bo na terenie Dawidowa zaczęły się odbywać walki i bitwy Francuzów z Wikingami czy jakoś tak,nie raz jakiś ranny rycerz czy żołnierz padał np. na drzwi,albo wydawał jakiś okrzyk bojowy i dla tych co spali na goscinnym łóżku w salonie pojedyńcze drzwi nie stanowiły wystarczającej bariery dzwiękochłonnej...

A impreza była nawet podwójnie urodzinowa bo Joanna swoje 18 lat skonczyla 3 dni wczesniej i postanowilismy swietowac wspolnie we dwie.Milo bylo,towarzystwo nie bylo wielkie  bo dwojka nam sie ze wzgledow chorobowych wykruszyla, ale pozostala 4 zaproszonych doroslych i 1 dziecko wraz z gospodarska 4ką doroslych i dzieckiem sztuk 1 bawila sie wysmienicie. Alkoholu poplynelo akurat,zeby zapewnic dobry humorek, dyskusje na szczescie rzadko schodzily na polityke i toczyly sie generalnie w milej i przyjacielskiej emigranckiej atmosferze. W ddoatku na sam koniec okazalo sie ,ze siostra naszej Gosi powila coreczke i zdazyla przez 24 wiec chac-nie chcac zrobila mi maly prezent urodzinowy :-) Kolejny skorpionik a wlasciwie skorpionica urodzona w tym pieknym pazdziernikowym dniu,hehe...

Kiedy juz zostali tylko gospodarze czyli my i Niamki rozmowki przeplatane poczatkami sprzatania trwaly prawie do 2giej w nocy,a wtedy juz mozna bylo zaczac przestawiac zegarki ;-)

Dostalam slicznego storczyka i fiolka, piekny wazon na swieczki i lampion , szal a od meza i synka ramke cyfrowa na zdjecia,ktora zamierzam sobie zabrac do pracy :-) zebym w wolnych chwilach mogła sobie poglądać moich chłopaków.No i dostałam sporo życzeń telefoniczno-netowo-mailowo-skypowo-naszoklasowych za co jeszcze raz wszystkim dziękuję :-)

Asienka od nas dostala m.in. zestaw pokerowy z żetonami i kartami,więc mamy co robić w długie weekendowe zimowe wieczory ;-) a co,jak kupować prezent to pożyteczny :-) dla otoczenia. Poza tym dostala podobne kwiatki no i slicznego łosia na przyszłe komodę,kominek lub inne miejsce reprezentacyjne w przyszlym domku w Szwecji :-)

Pierwsza część jej swiętowania miała miejsce w Umeå, do ktorego pojechalismy w ostatni wtorek, ona z 2jką ludzi od siebie z pracy a ja z moimi chłopakami. Zrobili sobie 3 dni wolnego ze szkoły i dzięki temu byliśmy troche więcej razem. Mieszkalismy w nawet fajnym hoteliku ( najfajniejsze bylo w nim to, że 1osobowy pokój dla mnie funduje pracodawca, więc płacilismy tylko różnicę w cenie do 2osobowego pokoju a Dawid mógł spać za damo bo spał na materacu na podłodze ) , blisko miejsca, gdzie odbywały się moje wykłady czyli Folkets Hus - rodzaj naszego Domu Kultury, w Kramfors raczej cichy i malo użytkowany, w Umeå stanowi centrum życia wykładowo-koncertowego miasta, wielkością podobnego do Legnicy,ale znaczeniowo w polnocnej Szwecji porównywalnego pewnie do Wrocławia. Przy czym wiele go nie zobaczylismy mieszkalismy w zasadzie w centrum i chłopcy pobiegali sobie po sklepach. Potwierdziły się nasze wcześniejsze spostrzeżenia, że w dziedzinie ubrań a zwłaszcza butów tutejszy styl nie odpowiada nam w 95% więc raczej będziemy się zaopatrywać w Polsce, wyjątek stanowi chyba tylko odzież sportowa i kurtki,niektore kozaki... Wszystko to jest ładne,ale i droższe niż w Polsce, tyle,że chyba też lepszej jakości, więc w sumie warte swojej ceny...

Wykłady można uznać za dośc udane, zwłaszcza jedna część a to dzięki osobie wykładowcy, który Asi od razu nie wyglądał na Szweda ;-) Okazało się,że korzenie ma w Środkowej Europie w okolicach Słowacji, Węgier itp. choć już 40 lat mieszka w Szwecji. Jest naprawdę dobry w tym jak wykłada i chyba nawet o korzeniu pietrzuszki potrafiłby ciekawie opowiadac ;)

Drugiego dnia dojechal do nas Maciek i poszlismy na kolacje urodzinowa.Kosztowala nas ona troche auććć no ale spędziliśmy czas w miłej atmosferze (Dawidek po wspólnej naradzie zgodził się zostać w hotelu bo i dla nas i dla niego pobyt w takiej restauracji byłby męką a tak zjadł coś co woli i obejrzał bajkę a my mogliśmy cieszyć się zarełkiem bez stresowania się tym,że Dawid nie chce go wziaść do buzi ;-) np. ślimaczka albo miesko z króliczka ;-))) napiliśmy się smacznych winek a Asia miała odśpiewane chóralne 100lat po duńsku,szwedzku i angielsku :-)

Końcowka  tygodnia była pracowita bo w czwartek wrocilismy z U. a w piątek jechałyśmy na wykład do Sundsvallu (który raczej mnie rozczarowal, okazal się być w zasadzie omówieniem ksiązki,ktorej prelegent był współautorem i w zasadzie nie wnosił żadnych przełomowych informacji do mojej wiedzy...)a po powrocie wspomagalam męża w przedimprezowych działaniach kuchennych.Tak naprawdę więc odpoczęłam dopiero dziś po południu,poszliśmy na spacerek wykorzystując sprzyjającą jak na koniec października aurę a potem usiadłam przy kompie,żeby podpowiadać na maile i nadgonić braki w tymże oto blogu :)

Co niniejszym uznaję za zakończone a wszystkim czytającym życzę przyjemnego tygodnia pracy (no w przypadku moich chlopakow tygodnia laby bo Dawid w szkole a Radek w SFI mają ferie jesiennne...aaaa tylko ja biedna myszka od 8 do 17 w pracy :-((( ) :-))))

niedziela, 26 października 2008, zapiski_szwedzkie