KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
Blog > Komentarze do wpisu

Prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie...

... jest takie przyslowie znacie prawda? Moze nie do konca adekwatne w naszej sytuacji, bo w ogolnym rozumieniu slowa az takiej biedy nie klepiemy. Nie finansowa znaczy... Choc zyjemy na chwile obecna na styk z oplatami, wydatkami i utrzymaniem domu, ale jakos z miesaica na miesiac idzie i prawie sie wiecej nie zadluzamy...Jedynie gdzie w glowie czasi sie lekki strach a co jak zachoruje??? Raz juz wyladowalam w szpitalu niespodziewanie, kto powiedzial ze nawet jesli to sie nie powtorzy to jakas inna przypadlosc mnie nie trzasnie...

I zeby bylo jasne JA nie zaluje ze wyjechalam i wydaje mi sie,ze mimo pewnych trudnosci wyjazd byl jednak dobra decyzja dla naszej rodziny pod wieloma wzgledami. Mowi sie,ze co nas nie zabije to nas wzmocni. Mysle, ze moze w Polsce nasz zwiazek tez by sie rozwijal, ale nie narazony na tak drastyczne zmiany i przestaweinia wartosci chyba rozwijalby sie wolniej, moze w innym kierunku... Narazie jestesmy na etapie bliskim agonii, ale zyjemy, dychamy, prawie sie nie klocimy, prawie nie podnosimy glosu ani sie nie obrazamy. Rozmawiamy... Wyciagamy wnioski... Widzimy trudnosci i dzieki dobrym ludziom naokolo je rozwiazujemy...

Byl spory kryzys w piatek. Duuuzy kryzys przyszedl we wtorek. Ale nas nie usmiercil. Rezultat? Monsz wraca do lekow, tabletki problemow nie zalatwia, ale moze chociaz mu samopoczucie wyrownaja i go lekko wzmocnia. Nad tolerancja stresu i jego wlasnym poczuciem wartosci trzeba natomiast popracowac. Ja weszlam na wyzyny talentow terapeutycznych i jak juz ustalilismy,ze wyciagam wszystko, ale monsz nie czuje sie atakowany ani obrazany ani inne podobne to mi sie udalo skladnie, ladnie i prawie czysta polszczyzna (choc brakuje mi czasami polskich slow z tej dzialki zauwazam) wyklarowac dlaczego uwazam,ze tu juz musi zaistniec jakas terapia, ze trzeba dostac perspektywe z zewnatrz, od kogos kto w tym siedzi i wie o co w tym biega i kto pomajstruje Radkowi w glowie i pouklada to co tam jest w nieco wiekszym porzadku a moze i pomoze mu nauczyc sie jakis nowych strategii, ktore beda bardziej uzyteczne w jego obecnej sytuacji, wieku i okolicznosciach. Bo inaczej nigdzie nie dojdziemy. Bo inaczej skonczy sie to rozwodem lub rozstaniem jego lub moja depresja, problemami z dzieckiem albo jeszcze jakims innym misiem...

Bo w malym stresie to jeszcze sie potrafi ten moj skad inad wielki i silny fizycznie a czesto i silniejszy ode mnie psychicznie facet zmobilizowac, poprzeklina, potupie noga ale idzie i robi i jest w tym swietny. Uwazam,ze potrafi rozwiazywac naprawde trudne sytuacja, nad ktorymi ja zalamuje rece i nie wyobrazam sobie zeby ktos inny robil to lepiej. A w innych obszarach zycia te strategie albo nie daja rezultatu, albo sie zniechecil do ich probowania nawet. Stres zewnetrzny, wymagania, odpowiedzialnosc go wytracaja z jakiejkolwiek rownowagi, o ile w piatek poszedl bardziej w kierunku wscieklosci o tyle we wtorek byla rozpacz, placz i zakret totalny, w zasadzie strategia rozwiazania problemu spadla na poziom, ktory bylby uzyteczny dla moze 6latka, rozplakac sie a potem zostawic zabawki w piaskownicy i spadac do domu pod kolderke.

W sumie nie wiem kto mnie tu czytuje. Jesli tesciowa, mam nadzieje,ze sie nie obrazi, jesli napisze,ze kariera zawodowa Radka nie istnieje. Sklep nie byl wyborem dobrowolnym byl przymusem z rozsadku. Niby nikt go na sile nie trzymal, wiadomo. Bylo nam dobrze pod wieloma wzgledami i w chwili gdy ja nie zarabialam i nie mialam dochodow to sklep dal nam srodki na zalezenie i utrzymanie rodziny a dzieki temu,ze mielismy gdzie mieszkac bylismy razem i mamy Dawida.Ale kazdy kij ma dwa konce. Radek wiele lat byl jednak mniej lub bardziej na swoim, nie musial wykonywac polecen obcego szefa. Mogl wiele rzeczy robic po swojemu... choc niby nie byl, bo zawsze byli rodzice, brat, ktos mial zawsze lepszy pomysl na cos, nawet jesli gdy trzeba bylo zaczac robic rzadko byli chetni. To juz przeszlosc, nie ma co jej rozgrzebywac, ale faktem jest ze sklep i pomogl i zaszkodzil... Potem pierwsz praca na zewnatrz, w normalnym swiecie i wszystko sie posypalo, nie wytrzymal presji. Wtedy byla pacjonalizacja, wynoszenie obiektywnych i prawdziwych trudnosci no i przeciez nie kopie sie lezacego, wiec pomoglam ile umialam. Teraz sie to msci.

Wydawalo nam sie,ze nie uciekamy od niczego a ucieklismy i od przeszlosci i od klopotow i od niepowodzen, myslac naiwnie troche ze jak zaczniemy od nowa to sie juz nie powtorzy. I moze to byla dobra decyzja, moze wyjdziemy na prosta, ale narazie ponad 3letnie bezrobocie, zamykanie sie w sobie, bo brak jezyka, bo mnie nie zrozumieja a teraz reakcje na moze nielatwa, ale jednak do opanowania sytuacje na praktykach najlepiej pokazuja,ze moj inteligetny, wygadany i kochany monsz i ojciec czasami jest kompletnie nieporadnym malym chlopcem... Kocham tez i tego chlopca, ale on musi sie nauczyc trzymac na uboczu i nie wylazic na wierzch jak wszystko sie sypie. Wtedy musi oddac ster mezczyznie, ktory z kata musi sie wygrzebac i rzadzic i walczyc. NO!!!

Jakos mi sie udalo w kazdym razie tego mojego chlopca uspokoic na tyle,ze sie zebral do kupy, rozwiazal problem praktyczny i nie schowal sie w mysiej diurze. Ile go to kosztowalo psychicznie i fizycznie moge sobie wyobrazic, padniety byl jeszcze wczoraj. Sen w tej calej sytuacji tez nie jest najlepszy i nie pomaga. Popoludniu byla rozmowa, wyciaganie wnioskow i konsultacje online z przyjaciolkami na netowej liscie, ktore pomogly mi sie zdystansowac, zobaczyc sprawe z zewnatrz i znalezc mozliwe opcje. Teraz pilka po stronie Radka, jedna juz odbil, dzis wzial lek, druga rekawica ma byc terapia, ktora mama kolezanki zgodzila sie poprowadzic wstepnie przez skype (terapia po szwedzku to jednak troche wyzsza szkola jazdy i narazie nie czuje Radek,zeby moglo mu to pomoc, zeby sie mogl do konca w takiej sytuacji otworzyc) a poza tym Radek sam zaproponowal jak moze sie dowiedziec co dalej z praktyka (no, ja go nieco naprowadzilam, bo jak sie nie wie i sie czlowiek tylko domysla i sie gubi z czarnych wyobrazeniach, to jaka najlesza droga z tego... ZAPYTAC...prawda???) i jesli dostanie propozycje zostania juz na normalnej pensji to pewnie sprobuje. Jesli nie to wracamy do punktu wyjscia i wtedy mam nadzieje,ze z pomoca terapii Radek sam w sobie znajdzie odpowiedz co i jak chce robic dalej. Powrotu na kanape do wysylania tylko cv netem juz nie ma, jesli nasz zwiazek ma dalej trwac. Bo nie o mnie tu chodzi, ale o nas, o to,ze nas to niszczy, wysysa sily i naped takze ze mnie.

A wyprowadzki w nowe miesjce i wyrywania korzeni na ta chwile po raz kolejny sobie nie wyobrazam. Nie mowie,ze tego nie zrobie, ale bylaby to ostatecznosc dla naszej trojki. Miejmy wiec nadzieje,ze znajdziemy inne rozwiazanie za zakretem, jeszcze go nie widac, ale na pewno tam jest...

Tez we wtorek natknelam sie na forum doktorowym na artykul nt wzrastajacej liczby samobojstw w Warszawie i innych polskich miastach:

''Zdaniem dr. Roberta Wyszyńskiego, socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego, coraz częściej na samobójczy krok decydują się  osoby, które straciły pracę i wpadły  w depresję.

– Ludziom wali się ich dotychczasowy świat, tracą wszystko, co do tej pory było ich wyznacznikiem społecznym. Popadają w depresję, która kończy się targnięciem na własne życie. Coraz częściej samobójstwa poprzedzone są zabójstwami bliskich. Około 10 procent ludzi ma stany lękowe, depresje. To syndrom naszych czasów – dodaje socjolog. Doktor Wyszyński zauważa, że „stajemy się społeczeństwem lęku i niepewności, w którym ludzie czują się coraz bardziej samotni".

Pracuje w tej branzy i wynika z tego,ze zajecia bede miala coraz wiecej a nie mniej. Kryzys, dobrobyt na kredyt, ktory staje sie pulapka i ktorego w sumie ja tez zazywam, utrata statusu i tempo zycia przede wszystkim, kotre stawia przed nami coraz wieksze wymagania a nie dalo nam narzedzi w mlodosci do nauczenia sie jak sobie z tym wszystkim radzic...

Wracam do pracy. Dobrze, ze nie mam w tym tygodniu zbyt wielu pacjentow, chyba nie bylabym sie w stanie na tym skupic, zeby im skutecznie pomagac...

czwartek, 15 grudnia 2011, zapiski_szwedzkie

Polecane wpisy

Komentarze
2011/12/15 16:27:08
Aga, to są bardzo trudne i ciężkie tematy... Trzymam kciuki, żeby Radek się pozbierał, oby terapia pomogła! Myślę, że to bardzo ważne, że masz takie dobre o tym pojęcie! Wiele osób ma podobne lub inne problemy, ale na słowo "psychiatra" zaczynają się bać.
A poza tym myślę, że ci nasi panowie to mają trudno w dzisiejszych czasach... kobiety chyba jakoś lepiej się przystosowują. Szczerze mówiąc, ja też zastanawiam się, czy nie wypchnąć mojego małżonka na jakąś terapię w związku z tym wypaleniem zawodowym, na które narzeka...
Trzymajcie się cieplutko!!!
-
2011/12/15 20:44:48
Wiem gania, wiem. Kobiety jakos sobie radza, no przynajmniej mamuski ;-) ja w duzym stopniu dzieki swojej pracy, kursowi psychoterapii i terapi wlasnej w jego ramach, jakos tam poukladalam sobie swoje baboki w glowie i pre, choc tez miewam trudne dni,jak kazdy... Ja jeszcze na studiach tez myslalam o psychiatrii niezbyt cieplo, zajecia na klinikach mi nie pomogly, hihi, ale potem przyszla choroba mojego taty, staz na psychiatrii w Zlotoryi i wsiaklam, zaczelo mi sie podobac...A ze ja gadac lubie to tym bardziej. I tu w Szwecji w koncu moge z pacjentem i godzine pogadac jak potrzeba :-P Co do Twojego Marynarza, moze juz zmeczenie materialu, wiecznie daleko od domu i kochanej rodziny, tego nawet jesli sie bardzo chce nie da sie potem nadrobic... Pewnie pomoglaby mu zmiana pracy, ale na ile to realne...?
-
2011/12/15 22:50:30
Rozumiem Twoje zmartwienia i rozterki, ale rozumiem takze sytuacje w jakiej znajduje sie Twoj maz. Praca dla wielu mezczyzn jest bardzo wazna, to zwierciadlo ich ego i ambicji. Czasami prace stawiaja na pierwszym miejscu, chociaz kochaja zone i dzieci.
Bez zajecia, ktore daje im satysfakcje, czuja sie bezwartosciowi. Napotykajac na trudnosci i nie majac dostatecznie funkcjonujacego jezyka, jest Twojemu mezowi trudno ogarnac sytuacje i on potrzebuje naprawde pomocy.
Wiem, z wlasnego doswiadczenia, ile zdrowia i sily potrzeba, aby pomoc komus bliskiemu, wykopac sie z takiego dolka. Na wlasna reke, kiedy trwa to juz 3 lata, nie ma nadziei, ze sam sie, wlasnymi silami, podniesie. Potrzeba mu drabiny do wyjscia na rowny teren, bo w tej chwili widzi tylko sciany dolka i zadnych szerszych horyzontow.

Kazde malzenstwo ma kryzysy od czasu do czasu. Rozwod jest najlatwiejszym wyjsciem, ale tez najbardziej bolesnym, szczegolnie gdy sa dzieci.

Znam malzenstwo, ktore bylo w takiej samej sytuacji jak Wy. Kobieta lekarz, znalazla prace dosyc szybko, (panowala dobrze jezyk) on bezrobotny
cierpial psychicznie, bo do tej pory on byl zywicielem rodziny i "przewodnikiem stada". Nowej sytuacji nie mogl zaakceptowac, ale z czasem jakos wszystko zaczelo sie ukladac.
Jakos dali rade, dzisiaj sa w dalszym ciagu razem.

Wicej nie bede sie wymadrzac, bo zeby dac dobre rady, to trzeba sytuacje znac lepiej i "pochodzic w butach drugiego".
Smutno mi troche, ze macie takie klopoty, ale mam nadzieje, ze pomalutku dacie rade.
-
Gość: za, 193.235.68.*
2011/12/16 07:51:33
Zapewniam Cie kristofka, ze rozwod jest ostatnim mozliwym a wlasciwie malo mozliwym wyjsiem, tak ze wzgledu na Dawida jak i na mnie sama, bo kocham tego mojego faceta, obu moich facetow, jak wariatka, mimo tylu lat, o moim szalestwie moze swiadczyc fakt,ze w nast roku bede jezdzic do Sundsvall i spowrotem 100km w jednak strone codziennie,zeby tylko polozyc sie razem spac i razem troche czasu spedzic.U Radka kwestia ego, ambicji tez, ale i jesgo niestety mala tolerancja na stres i wiara we wlasne mozliwosci, obraz samego siebie we wlasnych oczach, czyli jednym slowem självbild. Nie mial kiedy go zbudowac, ciezko zauwazyc male znaki z codziennosci, ile jest wart, zwlaszcza ze tych znakow nie ma w zyciu zawodowym i na tym sie glowa w takich chwilach skupia za bardzo...zawezenie perspektywy, pulapki myslowe itp. Wiec ja to rozumowo rozumiem i staralam mu sie przelozyc to z psychoterapeutycznego na nasze we wtorek, emocjonalnie i uczuciowo cierpie z nim ale wiem,ze z tego powodu lepiej zeby mu ktos inny pomogl konkretnie z samym soba. Narazie moj niechetny do pisania i skrobania maili monsz wglebil sie w maile, ktore napisaly moje przyjaciolki, dostal troche imputu z zewnatrz... Mam nadzieje,ze w weekend wykona najtrudnijeszy pierwszy krok i odezwie sie do terapeutki... Pozdrawiam z szarego Kramfors, gdzie caly snieg splynal lub zmienil sie w brudny lod z kamykami bleee... i w dodatku Szwedzi znajomi tiwerdza ze TO jest bardziej typowa zima kramforska niz 3 ostatnie...
-
2011/12/16 07:57:14
Tak jakby co to to bylam ja ten gosc, byalm zalogowana niby a mnie dziwnie dodalo ;-)