KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
Blog > Komentarze do wpisu

Kolo kola podbiegunowego, w sniegach dalekiej Polnocy... no i zmiany na niwie pracowej...

Gdzie nas wzielo i wywialo... 2 dni od srody wieczorem do piatku rano w zeszlym tygodniu spedzilam prawie przy kole podbiegunowym. Wiele osob tych mieszkajacych z Polsce czy nawet i w pld Szwecji uwaza,ze to  ja mieszkam daleko. Jesli tak, co powiedziec o ludziach mieszkajacych w Luleå? Ponad 500km na polnoc od Kramfors?

Jedzie sie tam i jeeeeeeeeeeeedzie... Mija sie Örnskökdsvik a potem rzad miejscowosci z Å w nazwie - Å (mowione jako okraglutnie OOOOO, taaaak dziubek okraglutki robimy i cwiczymy OOOO) to po szwedzku rzeka, choc typowe slowko norrlandzkie na rzeke do ÄLV (czyt. elw)...

Mijalysmy wiec Umeå, Skellefteå - tu wczesniej bylam najdalej na polnoc, potem smignelysmy obok malenkiego Piteå (pite - maly) by po 7,5h jazdy dotrzec do Luleå, celu podrozy.

Mowie mijalysmy bo prowadzila Niamka a ja dzielnie staralam sie sekundowac i pilotowac, przejelam kierownice na godzinke dla odpoczynku  drodze tam. A kolega nam towarzyszacy... wyspal sie, poczytal, powyciagal na tylnym siedzeniu... nooo taaak... pomocny byl raz jak w drodze powrotnej  wylapal,ze zajete plotkowaniem pojechalysmy zamiast na pld do domu na zachod wglab ladu, podrapac Mikolaja po stopach...

Jak na tak odlegle od tzw. cywilizacji miejsce Luleå ma calkiem ladny hotel konferencyjny Clarion. Przytlumione swiatelko, muzyczka, wygodne fotele w duzym lobby, ladne przestrzenne pokoje, nawet jakies spa ale tego nie widzialam juz z bliska no i tzw. skybar. Widok z jednej strony na zamarznieta rzeke/zatoke imponujacy.

Posluchalismy wykladow, po angelsku, uswiadomilam sobie po raz kolejny ze moj angielski medyczny w wiekszosci przypadkow lezy i kwiczy... Ale bylo milo. Nie wiem czy z przyjaciolka moja Niamka kiedys nagadamy sie do syta, ale przynajmniej nadrobilysmy zaleglosci nieco.

A w pt powrot byl mordega, dla naszego szalonego kierowcy zwlaszcza. Padal i zacinal snieg, nic momentami nie bylo widac, autem nosilo w rozdyzdanym sniegu, ktorego nie nadazano usuwac... Te 50mil szwedzkich okazalo sie byc kawalem drogi... choc nawet sobie nie wyobrazam, jakie padniete dojechalybysmy po takiej drodze w Polsce...

A tu jeszcze wieczorem spedzilismy sie u Niamkow w domu, skonsumarzylismy pyszne sushi i obejrzelismy kawalek niezlego filmu, ktory kiedys trzeba bedzie dokonczyc. Bo padlismy po nagadaniu sie jeszcze troche i po opiciu nieco pracy mojego meza... TAAAAK moj maz pracuje... do konca marca i w zasadzie fizycznie ale jest szansa na szanse na stala prace... 3majcie kciuki...

 

 

 

sobota, 01 marca 2014, zapiski_szwedzkie
Tagi: kursy praca

Polecane wpisy