KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
Blog > Komentarze do wpisu

A jak... Agnieszka w Ångermanland.

Z pewnym jak to u mnie bywa czasowym poslizgiem ale w checia i zapalem, ktorych mam nadzieje do konca Emigracyjnego Alfabetu mi wystarczy postanowilam zapelnic nieco swoj wolny czas i ostatnio pustawego bloga wpisami na kolejne literki alfabetu. Prawie na pewno nie znajdziecie u mnie wpisow na wszystkie literki, bo w glowie pustka i nie na kazda litere przychodzi mi cos ciekawego i emigracyjnego do napisania.

Inicjatorka projektu jest Dee z bloga Nie zawsze poprawne zapiski Dee, a blogowo/internetowo/facebookowo polaczyl nas Klub Polki na Obczyznie ofkors.

Zaczynamy?

Moze sie tak nie powinno, ale w przeciwienstwie do Dee nie mieszkam w kraju na A, nie zaczne wiec od refleksji o Szwecji, ale o sobie. Nieskromnie? Moze? Ale tej emigracji nie byloby beze mnie. Wyjazd byl zorganizowany przez firme headhunterska wylapujaca zdesperowanych i zmeczonych praca w polskim systemie SLUZBY zdrowia medykow i dentystow i po nauczeniu nas od biedy szwedzkiego/dunskiego/norweskiego rzucajaca nieswiadomych niczego dochtorow na gebokie wody Emigracji.

Wiec A jak Agnieszka - rocznik 1977 )najlepszy), urodzona i wychowana w Legnicy, Skorpionica, w dziecinstwie spokojna i posluszna kujonka, z czasem coraz bardziej poszukujaca swego miejsca na ziemi dusza, troche ryczaca jeszcze-trzydziestka, ale nie za bardzo bo nastoletniemu synowi przyklad trzeba dawac. Od gdzies tak 12-13 roku zycia wiedzialam,ze chce isc na medycyne. I poszlam. I sie dostalam, choc jako cykor wolalam wybrac dalej od domu polozona uczelnie w Bygdojszczy ;-) co mnie kosztowalo morze lez wylanych przy rozstaniach z najpierw chlopakiem, potem narzeczonym a w koncu mezem.

Na studiach szlo mi lepiej niz powinno jesli wziac perspektywe czasu spedzanego przy ksiazkach. Ale medycyna to sztuka dedukcji i kojarzenia faktow, wiec na tym bazowalam bardziej niz na 100% wykutej teorii. Po urodzeniu syna kontynuowalam nauke we Wroclawiu, potem staz podyplomowy w Legnicy.

Poza wycieczka szkolna do Wloch, wymiana licealna z niemieckimi uczniami, pobytem u chrzestnej od lat mieszkajacen w bylym RFN i wyprawa na piwo do Harrahova, nigdy nie bylam za granica. Skad wiec taki pomysl by wyjechac z Polski na stale? Jesli nasz inny projekt dojdzie do skutku dowiecie sie wiecej ale moge zdradzic, ze choc Polske kocham, mentalnosciowo nie do konca do niej sie wpasowalam i jak moja chrzestna mama i jednoczenie moster - siostra mamy, czulam, ze w Polsce sie dusze i jako obywatel i jako lekarz.

Decyzja o emigracji nie jest latwa, ten kto tak mysli i sam wyemigrowal jest szczesciarzem albo slepym glupcem ;) ten kto w kraju, powinien oczy otwirzyc i z paroma emigrantami pogadac. Kazda historia jest inna, ale tak czy siak wiele sie zostawia. My materialnie moze nie mielismy wiele, cow pewnym sensie ulatwilo nam i sam transport i juz potem zakorzenienie sie w nowym miejscy, ale to co zostawia kazdy z nas to Rodzina, znane od dziecinstwa katy, przyjaciele, znajomi... wszystko trzeba porzucic i zaczac od nowa.

W dodatku calosc pomyslu w naszym przypadku bazowala na moich barkach, na moim zawodzie, kompetencjach i oferowanej mi pracy i pensji. Chlopcy byli na przyczepke, co z jednej strony zdejmowalo z ich barek ciezar odpowiedzialnosci za powodzenie, z drugiej zwlaszcza temu starszemu wiele krwo napsulo...

What doesn't kill you - makes you stronger, spiewa wokalista naszego rodzinnie ulubionego zaspolu Metallica. I chyba moge sie pod tym podpisac. Nieraz wcale nie chcialam i czulam, ze juz dluzej nie dam rady byc silna, ciegnaca emigracyjny wozek Agnieszka, ale nie bylabym soba, upartym, walczacym, nie poddajacym sie Skorpionem, jeslibym odpuscila. Nie zaluje, dobrze sie tu czuje, tesknie, ale nie wracam, jesli zycie mnie nie zmusi, na dluzej niz na pare dni w odwiedziny albo juz na emeryturze...

Jestem teraz prawie 40-letnia kobieta, lubiaca (zwykle) siebie, bez kompleksow, z ktorymi nie daloby sie jakos zyc, zadowolona z wiekszosci zyciowych decyzji, majaca od 20 prawie lat tego samego partnera, od ponad 16lat meza i calkiem udanego i przystojnego syna, ktory spora dawke intelektu odziedziczyl po mamusi i moze, kto wie, tez bedzie lekarzem? Mam dom ze swiezo zrewitalizowanym ogrodkiem, wypasiona rodzinna prawie nowa bryke Skode Superb, ktora na trasie idzie jak zloto pod noga meza, mam drugie jezdzidelko na dojazdy do pracy, Suzuki Ignis Ignacym zwane. W domu nie brakuje milosci, czasami sa sprzeczki czy klotnie, ale na lagom poziomie (kto nie zna jeszcze szwedzkiego slowka lagom, musi poczytac alfabet dalej). W pracy mam zupelnie inny komfort pracy z pacjentem, zespol, ktory mnie wspiera, szefowa jest wlasnie nowa, wiec jeszcze zobaczymy jak bedzie. Ale tu czy gdzies indziej, w Szwecji jest taki niedobor psychiatrow, ze perspektywy mam szerokie i wlasciwie ode mnie zalezy gdzie i za ile i jak dlugo chce pracowac. Troche gorzej z praca dla meza ale i na to mamy pomysl.

Stanowczo mam wiecej rzeczy, osob, zdarzen, dla ktorych warto zyc a chwil slabosci i zwatpienia po pierwszym okresie po wyjezdzie juz coraz mniej. Nie wiem co mnie czeka, przyszlosc planujemy pare miesiecy do przodu. Choc wyjazdu ze Szwecji raczej nie przewidujemy, to juz przeprowadzke raczej tak, pewnie na poludnie albo przynajmniej do srodkowej Szwecji. Albo prace na sztafetach... kto wie...

Ale poki co do konca roku na pewno, moze do konca syna szkoly albo jej obecnego högstatiowego czyli na polski gimnazialnego etapu, jestem sobie Agnieszka z Ångermanland, dalekiej krainy polozonej 2000km od mojego rodzinnego miasta, 1100km od poludniowego kranca Szwecji, krainy tak dzikiej, odleglej jak i pieknej. Slawie jej uroki, mozecie poczytac o tym w poprzednich wpisach, m.in. w bajce o Niedziedziu i opowiesci w ramach projektu Klubu o Top 5 moich ulubionych miejsc w nowej ojczyznie. Nie zaluje, ze rzucilo mnie az tutaj, bo pewnie jak kazdy rasowy Szwed uwazalabym, ze Szwecja konczy sie na poziomie Uppsala.

Co bedzie dalej? Dalej... bedzie B ;-) chyba, ze pomozecie mi wymyslic jaki wyraz na Ą? Haha... nie no nie na Ą ale z literka Ą... Pomozecie, to cos bedzie a jesli nie to za tydzien B jak.............................................

Jak Wam sie podoba projekt?

Jesli chcecie poczytac inne wpisy wpadnijcie na bloga Dee, Anny, Francuskie Zycie, Justyny... moze ktos sie jeszcze dolaczy? Nie trzeba pisac na sile na wszystkie literki i jak widzicie nawet pisanie na okreslony dzien nie jest niezbedne. Wazne, zeby pisac z sensem i na temat :)

CU.

sobota, 05 września 2015, zapiski_szwedzkie

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Ania, *.interaction.com.pl
2015/09/05 21:55:54
Hej. Może " zwĄtpienie". Ciekawa jestem z czym Ci było najtrudniej po przyjeździe do Szwecji. Czy rzeczywiście tak trudno znaleźć znajomych, przyjaciół. Tyle się czyta, że Szwedzi nie "dopuszczają" do siebie, że trzymają się w swoim gronie.
-
2015/09/05 22:23:17
Hmmm dobry temat, choc ja nie wiem czy to byla kiedykolwiek przyczyna zwatpienia. Moze nawiĄzywanie znajomości ;)
-
2015/09/09 00:01:47
Zazdroszczę Szwecji, bo to było zawsze moje marzenie. Los mnie rzucił do Stanów. Ale kto wie, może Szwecja będzie następna?
-
2015/09/09 00:05:29
Kazdy kraj ma swoje zalety i wady. Ale Szwecja na pewno warta jest zobaczenia.
-
2015/09/09 23:14:43
Nigdy nie zastanawiałam się,jakby to było mieszkać w Szwecji. Na pewno jednak jest całkiem fajnie. No a Ty jeszcze masz pracę na miejscu i to jest bardzo ważne:)
-
2015/09/09 23:30:29
Dla mnie to byla podstawa. Ale juz moj monsz pracy nie mial o czym z reszta jeszcze w alfabecie napisze ;) Zapraszam do czytania Asiu.
-
2016/04/25 10:50:42
Miło się czyta Twoją historię emigracji. Pozdrawiam:)
-
2016/04/25 22:31:47
Milo mi :) Na pewno stopniowo bedzie przybywalo odcinkow...