KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
Blog > Komentarze do wpisu

Ą jak nawiĄzywanie znajomości a może Pan lub Pani Ącka ;) i w końcu zwĄtpienie...

Dalsza część projektu Alfabet Emigracyjny, wymyślonego przez Dee, z którą wspólnie należymy do Klubu Polek na Obczyznie.

Ponieważ Alfabet bazuje na polskich literkach pojawią się też wszystkie te kłopotliwe polskie literki jak Ą, Ę, Ć, Ś, Ń, Ź... O ile spółgłoski jeszcze mają szansę zaczynać jakieś słowo to każdy Polak wie, że na Ą ani Ę niczego nie uświadczymy.

Stąd tak tu jak i na moim fanpejdżu poprosiłam o pomoc. Nie będzie więc do wpis spontaniczny ale wspólny mój i moich nielicznych ale kochanych czytelników.

Ania poprosiła o moje refleksje nt. zawierania znajomości. Szwedzi jako naród na pewno nie robią wrażenie ognistych, energicznych i spontanicznych, takie można odnieść wrażenie. Można myśleć, że są zimni i zdystansowani. Na pewno są i tacy Szwedzi, ale czy nie można ich po prostu unikać? Czasami się nie da, może typowym Svenssonem okaże się szef czy szefowa, kolega z pracy, klient, pacjent. Pamiętam mensza opowieść o Szwedzie jego szefie, który z duma perorował o tym, jak to nigdy nie sluchał innej muzyki jak szwedzkiej, wszystkie maszyny, narzędzia ma szwedzkie (bo najlepsze)... nic dziwnego, ze nie zatrudnił Radka po praktyce... nie byl w końcu szwedzkie, ta... Ale zamknął się w swojej przemowie, jak go Radek zapytał czemu nie jeździ wtedy jeszcze szwedzkim Saabem ani Volvo :D

Na początku przeszkodą w nawiązywaniu znaczących znajomości był język. Od biedy starczał w moim przypadku do dogadania się ale do zgłębiania relacji już niekoniecznie. Poza tym, nie nie będę ściemniać. Po 8h w pracy gadania w tym dziwnym języku nie miałam ochoty zmóżdżać się przez kilka kolejnych.

Faktem jest też, że w przypadku Szwedów przejście a etapu dobrego wychowania i uprzejmości poprzez znajomość, dobrą znajomość do przyjaźni trwa. Bo oni przyjaźnią się z osobami, które znają od lat, z wózka lub piaskownicy, przedszkola, w najgorszym razie szkoły. W nazywaniu znajomości nawiązanych później, w wieku dorosłym przyjaźnią są nieco bardziej ostrożni. Z resztą mam wrażenie, że mimo uprzejmości i chęci pomocy, gdy ktoś o to poprosi, zabiera jednak Szwedom trochę czasu zanim dadzą się innym poznać na tyle by fajnie spędzać czas.

Kiedy zaczęliśmy kurs języka szwedzkiego nasza nauczycielka widząc zwartą grupę pod automatem z kawą w trakcie jednej z pierwszych naszych FIK czyli przerw na kawę, śmiejącą się, zawzięcie dyskutującą i poklepującą po placach była przekonana, że my się wszyscy od dawna znamy. Innym potwierdzeniem mojej teorii jest to, że po 5 dniowym wyjeździe letnim ze Szwedami nikogo nie zapoznał a po nieco ponad tygodniu w Londynie z Polakami siedzi przy komórce non stop, trzyma kontakt z kilkoma osobami a jest nawet plan powtórki z rozrywki za rok.

Przejdźmy do Pana Ąckiego lub Pani Ąckiej, kogoś, kto przyczynił się do naszego wyjazdu. Co do Pana Ąckiego będziemy mieli do czynienia z bohaterem negatywnym - tuż przed wyjazdem mój duży, silny i wielu dziedzinach życia bardzo zaradny monsz został prawie wpędzony w zaburzenia lękowe albo wypalenie zawodowe. O ile mieliśmy wiele wątpliwości, to szef formy w której monsz prawie sobie na to "zapracował" był ostatnią kroplą, gwoździem do trumny. Spowodował, że przestaliśmy się zastanawiać CZY. Zaczęliśmy zastanawiać JAK, GDZIE, KIEDY...

Panią Ącką jestem chyba jednak ja, bo to jednak był mój pomysł, mój zawód, który dał nam szansę na wyjazd z zaczepieniem. Może jeszcze C. - szefowa firmy headhunterskiej, Szwedka, która na emigrujących lekarzach i kierowcach ciężarówek zrobiła nieeeeeeezły interes. Oddaje szacunek może nie tyle jej samej co jej zdolnościom zatrudnienia odpowiednich ludzi i poziomowi kursu. Dzięki temu no i włożonej w naukę pracy nie utonęłam całkiem po przyjeździe... Ale już szczerość i otwartość nie były jej znakiem rozpoznawczym.

ZwĄtpienie... w sumie mogłoby być na końcu, jako wpis na Z... Ale potykam się o nie co jakiś czas tu na emigracji. Kiedy było na początku tak trudno językowo, kiedy Radka sytuacja była tak długo niestabilna, o czym niedługo więcej opowiem, kiedy zaczynałam robić tu specjalizację, a okazało się, że z moich najbliższych współpracowników nikt nie orientuje się, jak zastosować nowe zasady, jak zaplanować staże, gdzie można znaleźć niezbędne kursy... była to droga przez ugór. Ale dałam radę. Wiele wątpliwości było też, kiedy po ledwie półtora roku zaczynałam językowo wymagający kurs pierwszego stopnia z terapii poznawczo - behawioralnej. Potem zostawać tu na Północy czy się przeprowadzać... przeprowadzka pewnie dojdzie w końcu z różnych względów do skutku, ale jeszcze nie teraz, choć 1,5 roku temu było baaaardzo blisko.

Ja sama z mojej perspektywy wyjechałam pewnie, że też dla pieniędzy a raczej komfortu życia z jednej pracy. Ale i dla możliwości pomagania pacjentom w efektywny sposób, pracy w zespole, czasu dla pacjenta. Sens tego został zachwiany w ostatnim tygodniu, bo moja efektywność przez  została podsumowana mniejszą ilością wyprodukowanych wizyt i to z najmniej spodziewanego kierunku, od kolegi lekarza... Przez mój świat przeszło trzęsienie ziemi a do tego myślę, że jak kolega wróci z urlopu CDN i chyba będzie tsunami. Kogo zatopi? Zobaczymy...

Tyle na temat literki Ą...

B Będzie jak Będzie, haha...

---------------

Inne wpisy z Ą:

Ą jak ąę

Ą, czyli przygody z francuskĄ mowĄ, cz. 1



piątek, 11 września 2015, zapiski_szwedzkie

Polecane wpisy

Komentarze
2015/09/13 13:23:26
Ciekawy cykl, świetnie to Dee wymyśliła. :)
-
2015/09/13 18:25:51
Tez mi sie podoba, ale pisanie 2 razy w tygodniu jest wyzwaniem, przynajmniej dla mnie ;)
-
Gość: Kulek, *.bredband.skanova.com
2015/09/25 18:12:24
Twoj blog jest swietny, licze na wiecej historii, zwlaszcza o tym jak radzicie sobie w trudnych sytuacjach. Bardzo podnosza mnie na duchu
-
2015/09/26 09:35:11
Dla mnie też, to tak jest jak się nie pisze o niczym... Pomysł przedni,