O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
środa, 28 stycznia 2009

No to siedze sobie sama calkiem w 2-osobowym pokoju na samiutkim koncu korytarza hotelowego w tym Sztokholmie ... siedze i mysle,ze calkiem sama samiutenka tu jestem...

No dopra,dopra,moze sie ktos zaplata przeczytac to w jakims sensie nie bede taka samotna...Poza tym jest Anita,moja towarzyszka niedoli na tym wyjezdzie,uparcie cwiczaca sie w wymawianiu mojego imienia ;-)

Nie nalezy oczywiscie zapominac o reszcie grupy naszej zajmujacej sie rozwojem programu opieki nad osobami z zab.odzywania (woooowww jak to swietnie brzmi :-P ), ktora juz pewnie w wiekszosci spi rozrzucona po pokojach tegoz samego hotelu http://www.hotellzinkensdamm.com/index.asp?page=0&module=pa&lang=sv&photo=6 , ale z nimi jakiegos blizszego kontaktu nie udalo mi sie naziwazac, nawet z jedynym procz mnie Polakiem zamienilam ledwie kilka slow...

Przylecialysmy w poniedzialek wieczorem,pokonanie 30 km z lotniska Arlanda najpierw ArlandaExpress (marne 170km/h) a potem Tunelbana (metro,ale w wiekszej czesci naziemne ;-))  a potem koncowka na piechotke zajelo nam w sumie mniej niz godzine od ladowania.Zainstalowalam sie w pokoju,uwzglendiajac podlaczenie sie do Internetu ;-) i zdazylam nawet jeszcze odpoczac,pogladac film ( Step Up - nawet mila historyjka troche w stylu Dirty Dancing ) i poczytac. W nocy jak to zwykle poza domem nie moglam zasnac , nawet brak mojego traktorka, eee... kochanego,chrapiacego meza mi nie pomogl...

Rano sniadanko w hotelu i spacer na zajecia z obslugi narzedzia do diagnostyki i sledzenia przebiegu leczenia pacjentow z zab. odzywania pod nazwa Stepwise. Jest to stworzony przez zespol informatykow,naukowcow,psychologow,lekarzy twor, w ktorym zostaly zgrupowane odpowiednio wybrane rozne testy psychologiczne i psychiatryczne z calego swiata,ktore maja pomoc w powyzszym jak i np. w zdiagnozowaniu wspolistniejacych innych zab.psychicznych.Idea super,narzedzie proste w uzyciu poki co,cwiczenia na udawanych pacjentach przez 1,5 dnia to jak dla mnie az za wiele szczescia.Na pewno praktyka na zywym pacjencie przyniesi wiele pytan, o ile wogole kiedys zaczniemy tego uzywac...

 Po wczorajszym szkoleniu podreptalam prawie 2 km na Stare Miasto czyli Gamla Stan,pogladac kamieniczki i kupic moim facetom prezenty. Jakie-pochwale sie jak juz dam bo jakby przypadkiem ktory tu zajrzal ;-) nie byloby niespodzianki...

Wczoraj tez minela nam,niestety oddzialnie rocznica 13sta mojej studniowki czyli naszego poczatku bycia razem...Az nieprawdopodobne,ze tak dlugo juz razem jestesmy...Swietowanie z przyczyn obiektywnych zostanie przesuniete na najblizszy weekend ;-)

Dzis natomiast buszowalysmy po second handach tutejszych i upolowalam ladny brazowy sweterek za ok 20zl i kurtke sportowa za 35,wbdb stanie,ma tylko takie zacieki na rekawie,cyba od soli i mala plamke,jakby od zelazka??? ktora mam nadzieje zejdzie... Ale generalnie jest fajna i moze byc poki co na narty.. jak sie ich kiedys dorobie ofkors...

Jutro ciezki dzien,zajecia dluzej bo od 8.30 do 17 a potem jeszcze kolacja a w piatek od 8.00 do 16.00,ale pewnie sie urwiemy,zeby zdazyc na samolot do domu :-) wiec jak juz dolecimy o ile samolot sie poddzwignie pod ciezarem moich bagazy ;-) bede pewnie padnieta jak bury misiu ;-))))

Papaaaaa

22:28, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 stycznia 2009

Kolejny tydzien ma sie na szczescie kukoncowi.Jeszcze tylko dzis dopoludnia pobyt na oddziale zöverläkare Perem a potem jeden pacjent i do domku... przebrac sie,bo jedziemy na spozniona imprezke urodzinowym do Niamka obecnie juz 30-latka od ponad miesiaca...

Mily poczatek weekendu co??? Poza tym to pewnie spedze go leniuchujaco i pakujaco bo w poniedzialek wylatuje do Sztokholmu... Zeby mi sie chcialo tam leciec tak jak mi sie nie chce...

W tym tygodniu swietowalismy Dzien Babci i Dziadka,na odleglosc niestety ale Babcie i Dziadki prezent dostaly w grudniu w postaci kalendarza z naszymi zdjeciami,ktory mam nadzieje umili im rozlake a Dawid zadzwonil do wszystkich i zlozyl zyczenia, szumne, dlugie i bogate... ''Wszystkiego Najlepszego ... (tu podszept mamy)... z okazji Dnia Babci i Dziadka'' ... Wypasne cooo??? Tia...

Ja swietowalam tez imieniny,choc skromnie bardzo.Maly prezent od rodzinki w Polsce dostalam tez w grudniu a teraz zyczenia od nich,Niamki no i od meza... tak kolo 20stej,jak sobie przypomnial po telefonach rodziny,ze jakies chyba zona ma swieto dzisiaj i polecial kupic wyszukany,przemyslany prezent hehe... Slodki jest ... Aaa i kwiatki w doniczce,ale ladne akurat, miniaturowe rozyczki... I tyle z obchodow...

A teraz koncze bo za 5 minut raport MobilTeamu a potem oddzial.Milego weekendu...

08:36, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 stycznia 2009

Minal jeszcze szybciej niz nadszedl,ale byl niezwykle mily i zajety.

Najpierw w piatek zgodnie z namowami po ankiecie pracownikow, z ktorej wyniknelo, ze nikt prawie nie wykorzystuje w naszej przychodni tzw. friskvårdtimme czyli godziny z czasu pracy,kiedy mozemy oddac sie jakims sportom, wzielam sobie wczesniej wolne czyli wyszlam z poradni o 16 i poszlismy sobie na basen.Bylo super pod tym wzgledem, ze basen byl prawie pusty i moglismy sobie plywac do woli. Troche gorzej bylo z kondycja i silami po miesiecu nieplywania,ale i tak kilkanasie dlugosci zaliczonych. Dzis planujemyznowu isc podciagackondycje po weekendowych obzarstwach zwlaszcza i opiciach. Minusem tejze plywalni,poza tym,ze w weekend jest czynna tylko do 15 jes to,ze w szatni jest dosc zimno tzn. jak sie idzie na sucho to jest ok, ale potem po wyjsciu z basenu juz podwiewa i nie jest to najprzyjemniejszy moment. Niestety jakuzzi jest dostepne tylko bo zabukowaniu czasu i dodatkowej oplacie,wiec nie udalo nam sie wygrzac w nim troche...

W sobote jak juz sie zwleklismy z lozeczek pojechalismy na lodowisko ponownie.Ja i Dawid wprawialismy sie w jezdzeniu a Radek pojechal do sklepu. Potem zostawil nas na dluuugie godziny, mnie w kuchni zajeta pieczeniem chleba (o dziwo wyszedl mi, nie jakas rewelacja,ale bez zakalca, tyle ze na polskiej mace, zobaczymy czy taki sam wyjdzie na szwedzkiej???),sernika (wg wspanialego przepisu z blogu kulinarnego http://mojewypieki.blox.pl/html  mozna wlaczyc sobie subskrybcje i przychodza na mail przepisy wraz ze smakowitymi zdjeciami ciast,chlebkow,ciasteczek i innych wypiekow autorki, serniczek w czekoladzie mniam palce lizac :-))i smazeniu plackow z selera z serem zoltym i sosem pieczarkowym (te z kolei mi nie wyszly,rozwalaly sie az niemilo ;-) w koncu sie wkurzylam i zapieklam mase w blaszce w piekarniku i dzis zjemy w takiej formie...).

Radek postanowil w koncu wrocic do domu, z tarcza poki co bo reflektory jeszcze sie trzymaja, jutro  bedzie mogl je sprawdzic w boju bo jada z Dawidem na karate 20km w jedna strone i okaze sie jak to zniosa.

Wieczorkiem polalismy obficie i procentowo nowy domek Orzelkow,coby im sie nie rozsechl i dobrze sluzyl jak dlugo w nim mieszkac beda.Niektorzy a konkretnie moj maz zarzucili rowniez makaronem tajskim na stol (lekko tlusta i mocno goraca miska z potrawa wyslizgnela mu sie z rak i makaron udekorowal Asiny sernik ;-)) ale nie wiem czy to moze miec jakikolwiek pozytywny vel negatywny wplyw na stan domu ;-))

Dzieciaki dzielnie nam towarzyszyly do 24tej, nic wiec dziwnego,ze pobudka w niedziele wczesna nie byla, ale bardzo pozna tez nie bo z kolei do nas wpadli z wizyta wspaniali mieszkancy Örnsköldsviku a nasi z kursu znajomi. Zjedlismy sobie razem obiadek na miescie a potem wrocilismy na kawe,herbate i rzeczony sernik do nas, poswiecajac sie z pasja plotkowaniu i omawianiu wieeeelu ciekawych spraw dotyczacych naszego zycia,pracy,znajomych itp.

Kiedy nasi goscie pojechali z weekendu zostaly juz tylko niewielkie resztki,ktore wykorzystalismy do cna na nauke szwedzkiego,ogladanie filmu,czytanie... Do kolejnego weekendu zostalo 4 dni bo dzisiejszy przynajmniej w zakresie pracy dla mnie juz sie skonczyl, byl 1 pacjent i rozmowa video ze Sztokholmem (moj slynny szumny program opieki na pacjentkami z zab.odzywania, hehe... moje uczestnictwo w jego tworzeniu polega glownie na uczestnictwie w roznych spotkaniach,notowaniu i brainstormowaniu tego co z tego wynioslam z glowna osoba w/w projektu czyli moja kolezanka z pracy Anita ; ona jako osoba od lat pracujaca z tymi zagadnieniami zbiera natomiast wszystkie swoje dostiadczenia i wyniki naszych spotkan i rozmow i spisuje je ; za tydzien w zwiazku z tym jedziemy na 4 dni do stolicy tj.Sztokholmu najpierw na szkolenie a potem na seminarium odnosnie tegoz programu opieki...) a za godzine bedzie basenik i wieczorem z ksiazka,komputerkiem i moze jakims filmem...

Na dworze zrobilo sie duzo milej,tzn. temperaturka kilka stopni ponizej zera,dopadalo troszke sniegu wiec znowu jest bialawo i nawet nie tak slisko jak w ubieglym tygodniu,mozna wiec sie przemieszczac bez polarnych ubran i bez podkucia pod butami,khekhekhe ;-) Takze mam nadzieje,ze tak wlasnie pozostanie w najblizszych dniach :-) Punkt, slut för idag... znaczy sie koniec,kropka,pl ;-)))

16:04, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 stycznia 2009

Zauwazyliscie??? Minela wlasnie polowa pierwszego miesiaca Nowego Roku... Boze,dlaczego musiales wsadzic moje zycie w jakis atomowy akcelerator? Czy ja sie skarzylam,ze mam za male tempo zycia? Dzis nie mam czasu (jak zwykle) zeby cos wiecej napisac wiec chcialam tylko dac znac,ze zyje, jeszcze nie zamarzlam (podobno w okresie swiatecznym bylo kilka dni po -25 stopni, potem te mrozy minely sie z nami i kiedy my wrocilismy tutaj to tak zimno zrobilo sie na kilka dni w Polsce a tu bylo kolo -10; po czym na poczatku tego tygodnia a dokladnie w poniedzielaek bylo 7 stopni... ale na plusie... Za to dzis rano termometr u mnie za oknem pokazal -21 a u Niameckich w Sollefteå nawet -27... brrrrr...) , pracuje juz troche bardziej, zdarzylo mi sie nawet miec 3 pacjentow dziennie w tym tygodniu... Jeszcze sobie radze choc jestem strasznie zajeta ;-) i na pisanie bloga nie mam czasu a w domu po powrocie juz nie mam na to sily... Po trudnych kilku pierwszych dniach, moj szwedzki sie odblokowal na nowo i jakos idzie.

Co poza tym? Sprzedali juz ten domek,ktory pokazywalam poprzednim razem,niestety nie nam.Do lutego bez Radka pracy nie mamy szans na kredyt a bez kredytu nie stac nas na dom,wiec jest jak jest.Od marca ja dostane dluzsza umowe,Radek szuka pracy,ja usilnie i upierdliwie opowiadam o tym wszystkim naokolo,ale narazie na moim gadaniu sie konczy...Mam nadzieje,ze im blizej wiosny i im dluzsze dni tym mniej bedziemy mieli dolkowatych dni,ktorych ostatnio pare bylo... Ale staramy sie nie poddawac. BYLE DO WIOSNY !!!

14:19, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (1) »