O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
wtorek, 19 stycznia 2010

Oj tak, tak, wydaje mi sie jakbym to dopiero wczoraj siedziela w Malmo piszac poprzednia notke (chyba sama do siebie, coz, nie ma co ukrywac,ze poczytnym moj blog nie jest...) a to juz 2 miesiace temu...

Na swoje usprawiedliwienie Wysoki Sadzie mam to, ze w moim zyciu wiele sie dzialo w tym czasie... niestety wiecej zlego niz dobrego...

Moja kochana Babcia jest chora.Mniej wiecej zaraz po przyjezdzie moim z Malmo, zaczely sie klopoty po kolejnej z kolei, piatej z szesciu zaplanowanych chemii... nie mogla wyjsc na prosta, byla slaba, okazalo sie,ze wyniki morfologii bardzo sie pogorszyly, bardziej niz poprzednim razem po drugiej chemii.


Zapadla decyzja,ze dostanie znowu transfuzje tym razem nie 2 a 3 jednostek krwi. Poprzednio jakby w nia wstapilo nowe zycie, tym razem poprawa nie byla taka spektakularna, dalej byl dosc slaba.Wypisali ja z interny, ale nie czula sie calkiem dobrze.

Wieczorem tego samego dnia dostala goraczke i biegunke.To ja wymeczylo potwornie, kilka nastepnych dni radzilam mamie i dziadkowi ja przede wszystkim poic bo miala bardzo niskie cisnienie 60/40 i byla coraz mniej kontaktowa a goraczka skakala co pare godzin do 39st. Byli nawet na izbie, karetka ja zawiozla, dali kroplowke, sprawdzili wyniki, dali antybiotyk i stwierdzili,ze w babci stanie z rozregulowana odpornoscia bezpieczniej dla niej bedzie lezec w domu...


W poniedzialek bylo juz na tyl zle, ze dziadek poprosil ich lekarke rodzinna na wizyte
domowa, ona zaraz po zbadaniu zdecydowala,ze nie ma na co dluzej czekac.W szpitalu przez pierwsze dni babci kolejnego pobytu byl zakaz odwiedzin, wiec nawet mama ani dziadek nie mogli byc przy niej, byl akurat szczyt zachorowan na grype. Z jej punktu widzenia bylo to moze nawet i lepiej, ze te kilka krytycznych dni miala mniejszy kontakt z drobnoustrojami, ale my wszyscy wahalismy sie miedzy ostrozna nadzieja i placzem...Czulam sie taka totalnie bezsilna... Caly czas myslami bylam przy niej, w pracy, w domu, wieczorem przed snem. Mawiaja jak trwoga to do Boga... tia...

Babcia tak naprawde juz sie ze swoja choroba troche oswoila, zyje przeciez juz dobre 20 lat od pierwszego jej ataku.Mimo wszystko, choc te lata z nia mozna by bylo potraktowac jako czysty zysk to ma sie poczucie niesprawiedliwosci, dlaczego teraz, dlaczego znowu ona, dlaczego po tylu latach...

Wznowa w bliznie w 2000r. byla szokiem, po tylu latach spokoju, kiedy wlasciwie 5 lat bez nawrotu przyjmuje sie za wskaznik wyleczenia, w dodatku sprawdzana byla zdrowa piers i tam sie nic nie dzialo, a nikt w tamtym czasie nie sprawdzal co sie dzieje w bliznie... Jak z tego w miare wyszla to znowu gammapatia sie przyplatala, tez choroba na tle nowotworowego rozrostu komorek w szpiku, taka, ktora rzadko zabija, ale zwykle tli sie w organizmie i powolutku go oslabia z roznych stron.I serie leczenia, duzo lagodniejszego niz teraz, ale jednak zwykle po jakims czasie nieskutecznego, proba za proba...

Babcia bardzo jest dzielna, zwykle wogole nikt by nie pomyslal,ze wogole ma jakies problemy ze zdrowiem, usmiechnieta, zawsze jest skupiona na innych.Nazywamy ja czasami babcia - terrorystka bo jak sie do niej idzie po prostu nie sposob sie obronic przez najedzeniem, napiciem do wypeku ;-) i zawsze z usmiechem ale tak nas wymanewruje ze zwykle w koncu robimy jak chciala...


Juz sie wydawalo,ze jednak sprobuja nowego, skutecznego choc nie obojetnego leczenia szpiczaka, to zupelnie przypadkiem odkryli plyn wokol pluc...Szczescie w nieszczesciu mozna by powiedziec bo 2 tyg pozniej bylo go tyle,ze babcia prawie nie mogla oddychac...

Bardzo ja namawialam na leczenie tlumaczylam,ze jakby lekarze ja zdyskwalifikowali z leczenia chemia to by znaczylo,ze nie ma szans, ale skoro chca ja leczyc to nie wolno sie poddawac... Zniosla 5 z 6 zaplanowanych chemii, nie bez powiklan ale 4 razy jakos sie z nich wygrzebywala w ciagu tych 3tyg przerw, teraz juz nie dala rady... za duzo na raz dla jeden nawet tak dzielnej i walecznej osoby...

Ale wierzylismy, ze musi byc dobrze, po prostu MUSI...

No i narazie chyba jest.Kiedy bylam u niej na jeden dzien w Polsce na pocz grudnia juz byla lekka poprawa, ale wciaz balismy sie miec nadzieje,ze to minie i ze wroci jeszcze do domku. Wciaz ciezko oddychala, szybko sie meczyla no i momentami opowiadala o rzeczach, ktore na pewno rozegraly sie w jej glowie a nie w rzeczywistosci. Mozecie sobie wyobrazic jak ciezko odejsc od lozka babci, ktora blaga,zebym zostala bo boi sie ze pielegniarki zrobia jej w nocy krzywde...

Ale kryzys minal, z kazdym dniem miala i ma sie lepiej.Po chyba jeszcze tygodniu na internie przeniesli ja na 2 tygodnie na paliatywna, gdzie ustawili jej leczenie p/bolowe i w poniedzialek przed swietami wypisali do domku.Dal pewnosci wzielismy skierowanie na po swietach, ale mimo pewnych trudnosci poradzili sobie z dziadkiem w domu z pomoca na poczatku nas a teraz glownie mojej mamy...

Babcia nie wie o tym,ze choroa sie rozsiala, przynajmniej nie od nas ani nie od lekarzy, czy sie sama domysla nie wiem... Uznalam,ze bedac tam gosciem na pare swiatecznych dni nie mam prawa jej mowic, skoro ani dziadek ani mama tego nie zrobili... Poki co jest dobrze, miala duze problemy z podnoszeniem sie z siedzenia i chodzeniem, ale cwiczy codziennie i jest juz w stanie prawie sama to robic, czasami z niewielka pomoca, choc nogi sa dalej slabe... Uzywaja pampersow dla bezpieczenstwa, babcia probuje nabrac wagi bo stracila jej troche przez te 2-3 tygodnie.Ma apetyt, wiec waga idzie w gore, juz nawet powiedziala, ze musi znowu zaczac uwazac na ciasta i slodycze po w swieta sobie pozwalala na male ilosci, a wiecej przytyc nie chce...

Co bedzie dalej???Nie wiemy... Mama unika tematu z nia, babcia wprost nie pyta, choc poprosiila mame o zalatwienie z rodzinna skierowania na podstawowe badania, na rehabilitacje itp.Ale o dalsza chemie nie pyta, zobaczymy... Oczywiscie moze wie, moze sie domysla... Moze nie wie a odczekuje az nabierze wiecej sil...

Nie chcialabym jej musiec wyjasniac tego przez telefon, choc jestem gotowa to zrobic, jesli zajdzie potrzeba. Mama powiedziala,ze nie chce brac tego na siebie, ze nie odwazy sie, bo boi sie,ze babcia stracilaby wole walki i dalszego zycia... Ale czy nie straci jej jeszcze bardziej jesli dowie sie przypadkiem lub od kogos obcego??? Ma wokol siebie wiele osob, dla ktorych jest wazna i dla ktorych powinna chciec zyc, ale kto wie, jak zareaguje w takiej sytuacji? My rodzina nie wiemy...

Zycie toczy sie dalej, po trudnym grudniu przyszedl Nowy Rok i styczen, po swietach niespodziewanie spedzonych jednak w Polsce (dostalam dodatkowe wolne w zwiazku z choroba osoby bliskiej, nie wiedzialam,ze jest cos takiego i mam nadzieje,ze nie bedzie mi potrzebna ta wiedza zbyt czesto...) wrocilismy do zwyczaju rozmow telefonicznych z babcia raz na pare dni i czekamy, jak jej organizm sie bedzie zachowywal...Oby do lata, oby minal czas przeziebien i infekcji, to jest cos czemu jej organizm moglby nie podolac...

Ciezko bylo patrzec na Babcie,taka chudziutka, zmieniona, z siwymi cienkimi wloskami...Zawsze miala takie piekne fryzury, upiecia, koki, wlosy od wielu lat rozjasniala wiec byly dosc suche, ale za to swietnie sie trzymaly upiete i w dobrze zrobionym koku mogla chodzic i 2 tygodnie ;-) Zawsze umalowana, elegancka, teraz siedziala na fotelu w pizamce i sweterku, na Wigilii dala rade pobyc z nami moze z 1,5 h a potem musiala sie polozyc odpoczac...Koniecznie chciala przyjsc do mamy w pierwszy dzien Swiat, na imieniny, ale po tym zdala sobie sprawe,ze skorka nie jest wart wyprawki i ze pewnie nie posiedzialaby zbyt dlugo z nami a trzeba by ja bylo znosic, wnosic, wiezc...A to jednak i wieksze zagrozenie, ze ktos czyms ja zarazi...

Mam tylko nadzieje,ze cokolwiek jest jej pisane spedzi ostatnie miesiace zycia w domku i zasnie spokojnie, kiedy przyjdzie czas, ze nie bedzie cierpiala... Szkoda w takich momentach, ze czlowiek jest tak daleko i nie moze wpasc na kawke i galaretke do Babusi :-(

 

12:17, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »