O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
czwartek, 27 stycznia 2011

No kiedy??? Kiedy???

Ze niby to juz 15 lat odkad mialam 18 lat??? NIEEEEE!!! gromkim glosem zakrzyknela ... a potem sklesla przygnieciona swiadomoscia, ze to jednak prawda...

27.01.1996r... pamietna data... Pamietna studiowka, od ktorej wszystko sie zaczelo. Milosc sie zaczela, przyjazn sie zaczela, wspolnota, tesknota i partnerstwo... Los widac tak chcial, hehe...

Zabawa, ktorej moglo nie byc, bo ten z ktorym isc chcialam nie chcial/nie mogl isc ze mna (i tak wciaz Cie lubie Qbo ;-)) a sama, na studniowce... to by bylo dopiero przezycie ekstremalne... Dosc juz mialam samotnych dyskotek, podpierania sciany, pewnie wcale bym nie poszla i ominelaby mnie m.in. konferansjerka w wykonaniu pewnego znanego dzis aktora a mojego nieco starszego ''kolegi'' z tego samego liceum...

Na szczescie dobra i odwazna dusza sie znalazla (dzieki Ci Pchelko ;-) hehehe zaplacilas juz swoja cene nasza droga swiadkowa), ktora poswiecila sie dla dobra mego i zaprosila w moim imieniu pewnego dlugowlosego kolege z silowni (uklony dla Zbyszka i wspomnienie o sp. Basi, ktora mnie i Ize na silownie zaciagnela...) jako mojego studniowkowego partnera...

Mamusia moja wlasna powiedziala,ze w koncu co mi szkodzi, najwyzej sie raz spotkamy, potanczymy i tyle...

Tydzien wczesniej zabawa karnawalowa na wzmiankowanej silowni, mozliwosc lepszego poznania sie i porozmawiania (wczesniej byly to tylko jakies zdawkowe pogaduchy przy atlasie ;-))... Zaiskrzylo...

A wybuchlo z sila wielu kiloton na samej studniowce, mimo ze makijaz i czarna sukienka odmienily mnie prawie w cyganiche ;-) jak patrze na te fotki sama sie dziwie, co on we mnie zobaczyl, hehe... Eksplozja zmiotla moja opinie grzecznej dziewczynki, podniosla mi nieco samoocene no i spowodowala ogromna ilosc plotek wsrod zazdrosnych kolezanek... A dlugie wlosy niesamowicie sie przydaly...Nie moje rzecz jasna :-P

Pora tez podziekowac tesciom (buziaki :-*), ze wstrzymali sie z powiedzeniem Radkowi,ze tego dnia odeszla po dlugiej chorobie jego Babcia... Bo pewnie nie poszedlby bo by nie wypadalo i tych 15 lat by nie bylo...

Dzieki kochanie za ten czas. Jest raz lepiej, raz gorzej, czasami wqr.....my sie nawzajem do szefskiej pasji i snieznobialej gorrrrraczki, ale chyba nie byloby tak gdybysmy sie nie kochali, eller hur? I to jeszcze mocniej, bo dojrzalej i z bagazem doswiadczen z tych 15 lat. I z 10letnim facecikiem prawie mojego wzrostu, ktory nam sie kreci po domu ;-)

KOCHAM CIE!!!!

13:55, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (3) »
środa, 19 stycznia 2011

Zaliczone 6 testow powtorkowych z kat B i 1 z kat C. W koncu udalo sie Radkowi ruszyc z miejsca, jeden test robil 5 razy u i brakowalo mu 2 punktow do zaliczenia, oczywiscie za kazdym razem pytania troche sie zmienialy...

Pchnieta tez czesc o wozku widlowym - niestety nie konwertuja autoamtycznie uprawnien z Polski, teoretycznie moznaby je uzywac, bo EU, ale w praktyce wiadomo, szwedzki pracodawca woli szwedzki papier... No wiec zacisnal zeby, zaliczyl w czw teorie, w pt praktyczny - wozek mial luksusowy, nowy, idealny... dla pokurczow typu ja, no moze max. 180cm ale nie dla wielkoludow 193... wiec nozki mu sie srednio miescily, pedaly byly ciezkie do wciskania, mimo przeszkod jednak jakos poszlo...Operator wozka dwojga narodow...

W tym tygodniu przewoz materialow niebezpiecznych, dzis byl egzamin i 21,4 punkta na 23 mozliwe, przy czym byl to test wielokrotnego wyboru, za niepelna odpowiedz mniej punktow a jak jedna odp zla zaznaczona to 0p. Maksi ten moj kujon poki co nieeeeee???

Jutro jakies kolejne zaliczenia...

Mezus opisuje to jako lobotomie mozgu i chyba jeszcze pamietam co ma na mysli... caly dzien po szwedzku bleeeeee migrena gotowa :-P

Na szczescie juz czwartek, w piatek zwykle koncza szybciej, wiec w zasadzie do weekendu juz niedlugo...

A weekend zaczynamy w pt masazem i plotkami z przyjaciolmi a potem w sb imprezka u znajomych i zmniejszanie zapasow napojow % ...

Czy maz czuje sie pochwalony???

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Podobniez wg jakiegos naukowca, ktory stworzyl stosowny wzor dzis przypada najbardziej depresyjny dzien w roku tzw blue monday albo black monday. Coz... pewnie sporo jest dni rownie albo i bardziej dolujacych, ale nie powiem w sumie moze sie zgadzac...

U jednej blogujacej zap krtani u jednej pociechy a zap oskrzeli u drugiej... U kolejnej znajomej zalanie drogi, niewspolpracujacy studenci... (apropos zapomnialam Ci kochana dopisac, ale pewnie sobie przeczytasz u mnie ze mi pewna platforma cyfrowa na 3 litery od ktorej w szale nierozwagi wzielam kiedys dekoder z dostepem do 1 - slownie jednego - kanalu dla lekarzy, kazala po wypowiedzeniu umowy i nie oddaniu dekodera - a chcialam, slowo skauta ze chcialam, ale wypowiedzenie zaginelo po drodze po 3 miesiacach wiec stwierdzilam, a niech lezy, zalatwie to kiedy indziej, a potem sie naaagle znalazlo i zazadali 1000 zlotych polskich w ramach kary...)

U mnie jedynie nie zaliczony kurs, tzn jego ostatnia czesc pisemna, pisana w miejscu pracy czyt w domu w czasie wolnym... Do poprawki ocena ryzyka dla pacjenta i rozwazania etyczne, problematyzacja leczenia przymusowego vs. poczucie krzywdy pacjenta z uwzgledniem konwencji madryckiej i jakiejs tam jeszcze a takze etyki praw i konsekwencji... Bleeeeeeeeeeeeeeeeee...

Jak juz zapomne czy tez mgla niepamieci przykryje mgle caly prawie dzien panujaca nad miastem to w zasadzie nic wielkiego poza tym sie nie dzialo...

Aaaa no Dawid mial 1 z 6 zajec w szkole jazdy na nartach, wzrostem przewazal nad swoim kompanem do jazdy, wiekowo byli chyba zblizeni... Coz tu dzieci zaczynaja na nartach jak sie tylko naucza chodzic... Zobaczymy jak smiesznie ja bede wygladac miedzy tymi dzieciakami bo sobie chyba wezme mala prywatna lekcje za tydzien.

A zeby bylo smiesznie nieco to opowiem dykteryjke jak to tzw. lajkoniki narciarskie kupily i rekami Pana Meza posmarowaly narty woskiem... do jazdy biegowkami czyli zwiekszajacym przyczepnosc... Zgadnijcie jak sie dobrze Dawidowi zjezdzalo na  nich, hahaha... W zasadzie stal w miejscu ;-) Na szczescie na miejscu jest wypozyczalnia i dostal inne deski a jego i nasze tez trzeba z tego smaru oczyscic...

No... to na tyle z dnia dzisiejszego. Na szczescie za 2 h sie konczy ;-)

22:02, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 stycznia 2011

... bylo w tym roku 22 grudnia, to doba z najdluzsza noca i najkrotszym dniem. Oczywiscie praktycznie caly grudzien trudno bylo odnalezc w dobie jakis dzien, slonce ledwie wychylalo sie znad okolicznych gorek i za godzine chowalo... chyba ze bylo przykryte chmurami i nie pokazywalo sie wcale...

W najkrotszym dniu wschod Slonca mial miejsce o 9.24 a zachod o 14.08... Wypas co???

Dzis tzn 13.01 a wiec po 23 dniach wschod byl juz o 9.05 a zachod bedzie o 14.49... razem o godzine dluzszy dzien w czasie tylko marnych 3 tygodni... WYPAS!!!

(Pozwalam sobie pominac milczeniem,ze w Legnicy moim miescie rodzinnym dzis Sloneczko wstalo o 7.54 i zajdzie o 16.13, spoko, spoko juz w marcu Was dogonimy a potem przegonimy ;-))

Natomiast za kolejne 10 dni, 22 stycznia dzien wstanie 08.46 i potrwa do 15.14, kolejne 44 minuty, JUPII!!!

Byle do wiosny, byle do wiosny... Bo dzis jest 20dni od swiat i wg szwedzkiej tradycji znikaja wszystkie swiatelka, odzobki bozonarodzeniowe, nastanie wiec czas posredni oczekiwania miedzy BN a Wielkanoca i wiosna...Wy3mamy!!!!!

środa, 12 stycznia 2011

Auc...

Wspominalam,ze 4 zdjecia kosztuja 350sek, czyli ok 200zl? Wspominalam...

Popelnilam blad strategiczny pytajac czy mozna fotke dostac na jakims nosniku, bo do aplikacji musza ja dolozyc online... ale nie pytajac ile to kosztuje...

Plyta CD z nagraniem zdjecia sztuk 1, jedyne... 70sek ekstra...

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA...

A bylo meza zaprzac i zrobic fotke w domu...

A tak oto wygladam ;-)

20:22, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 stycznia 2011

Jako ze jestem obywatelem kraju nieco gorszej kategorii, musze sie starac o wize do USA. W tym celu musze sie umowic na spotkanie w ambasadzie USA w Sztokholmie i pojechac tamze z wypelnionym drukiem ktory nazywa sie literkowo-cyferkowo ;-) i ktory wypelnia sie obecnie online na stronie ambasady. Konia z rzedem temu, ktoremu dosc dlugi i zawily formularz, w ktorym pytaja niemal o wszystko z rozmiarem stanika prawie ze, a wiec konia z rzedem temu, kto za pierwszym podejsciem zdazy rzeczony druk wypelnic w ciagu danych 20 minut... czemu akurat 20? A bo po 20 min druk sie resetuje, ze wzgledow podobniez bezpieczenstwa...

Przed Sylwkiem zasiadlysmy z kolezanka do wypelniania druku, udalo nam sie przebrnac do konca za 2gim podejsciem, po czym okazalo sie,ze zeby wyslac formularz trzeba od razu zaladowac zdjecie... zdjecia nie mialysmy wiec formularz zasejwowalam ;-) ciekawe czy uda mi sie go otworzyc i wyslac czy tez bede musiala calosc wypelniac po raz 3ci...

A zdjecia nie mialam bo to nie moze byc zdjecie byle jakie, ooooo nie... Otoz musi byc kolorowe, ale na bialym tle, twarz ujeta na wprost, bez cieni, uszy odsloniete, wymiary 2 na 2 cale czyli ok 5 cm na 5 cm. BOMBASTIK!!! jak sobie przypomne zdjecie do paszportu na ktorym wygladam jak z kriniki policyjnej a ktora poza wymiarami niewiele sie w zalozeniach roznilo od powyzszego juz sie ciesze jak jutro je zobacze...

Tak, tak, jutro bo dzis bylam u fotografa. Za marne 350sek (ok200zl 8-/) otrzymam 4 odbitki (a potrzebna mi oczywiscie 1...)i plytke z wersja cyfrowa zdjecia (cala plytka na 1 zdj... no ale nie bede musiala skanowac...). W dodatku przyszlam nieumowiona aja, baja (tak sie mowi w Szwecji do niegrzecznego dziecka, cos w stylu naszego nu nu nu...) i zanosilo sie najpierw,ze bede musiala wrocic innego dnia albo za pol godziny, w koncu czekalam marne 10 minut...

Takze juz jutro zobacze sie oczami amerykanckiego ambasadora...Zobaczymy czy bede miala wystarczajaco zakazana facjate,zeby mnie wpuscili do USowa...

Wogole interesujace czy sie dogrzebia, ze kuzynka Radka pojechala do USA za zaproszenie jego Babci i nie wrocila do Polski, z tego powodu Radkowi 2 razy odmowili wizy w latach 90-tych... czy takie rzeczy przenosza sie w malzenstwie, chi chi???

Aaaa o najwazniejszym bym zapmniala, wiza kosztuje jedyne 1200sek (ok 550zl), na szczescie zatupalam i pracodawca nam za to zwroci ;-)

14:13, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 stycznia 2011

... ciężko po 11 dniach wcale nie takiej znowu całkowitej laby znowu wsiąść do pociągu PRACA i udawać, że się wypoczęło... Noooo dooooobbbbra, trochę odpoczęłam, ale jednak miałam nadzieję, że czas będzie przywoitszym facetem i nieco zwolni...He... Naiwności...

Dziś było jeszcze leniwie niedzielnie, dłuższe spanko, poranne przeciąganie w łózku, powolne śniadanko, kawka przy kompie, potem rodzinny spacerek i cykanie zimowych fotek, obiadek, TV, grzebanie w Inernecie w poszukiwaniu telefonicznych zabawek (trwa walka między Sony Ericsson Xperia X8 a Samsungiem jakimś tam, nazwy nie pamiętam, ale taki Iphonopodobny...) i filmu oglądanie...

A jutro Radka czeka pobudka przed 6, wyjazd do Sundsvall kole 6.30, bo od 8 pierwszy dzień kursu - ok. 4,5 miesiąca dojeżdżania przed nim, ok 10 mil w jedną stronę w języku szwedzkim = 100km w polskim, no ale możecie mimo zimowych warunków porównać to do ok 80km w Polsce, czas dojazdu ok. 1h 20min... jak śnieg puści trochę i mrozy będzie i 1h 10min...

O kciuki prosiemy, bo się mocno przydadzą, to dla nas realna szansa by Radek w końcu zaczął po duuużo za długiej przewie pracę na szwedzkim rynku pracy, zdobył refrencje, tu podstawa zatrudnienia, zaczął przynosić do domku własne pieniądze itp... A że żadna praca nie hańbi a ta nawet mu się narazie widzi może będzie to przepustka do spokojnego życia z pracą, 2 pensjami, spłacaniem domku, autkiem z napędem 4x4, wyjazdami do Polski, na wakacje i wycieczki... Marzymy a póki co nielekkie pół roku przed nami...

Ja klasycznie w przychodni, w tym tygodniu 3 dni tylko bo w czwartek u nas też dzień wolny a w piątek mam czas na naukę skomasowany z 2 tygodni (przysługuje mi 4h w tygodniu), więc pracuję w domku.

Dawid ma jeszcze tydzień wolnego, ferie świąteczne jullov sie to zowie a jest tak naprawdę przerwą międzysemestralną i od następnego poniedziałku już nowy semestr, wiosenny.Trzy dni będzie w świetlicy z kolegami a potem autobusem do domu, lekcje z polskiego (mama - kat - iusza mu zadaje, wredota jedna) i ewentualnie potem rozrywka - film o zwierzątach, bajka, komputer i net albo gra w Simsy no albo konsola... Jakiego ja mam już dużego syna, sam wraca ze szkoły, sam siedzi w domku...

W środę spotkanie z przyjaciółmi i masaż - okazało się że młoda ciałem, starsza duchem jestem i nie zaszkodzi mi małe rozmasowanie tego i owego, poprawienie przepływu chłonki, ujędrnienie i rozciągnięcie tu i ówdzie... Ostatnio A traktowała mi rączki moxą i masowała je auć... i w środę kontynuacja... no ale auć po jednym dniu mija, siniaki znikają i łapki ładnie wyglądają...

A w czwartek może kino? Narnia w 3D nam się marzy, ale na nią do Sundsvall trzeba się wybrać... zobaczymy...

No to jak napisala moja psiapsiola mamuskowo-grupowa zaczynamy przekonywac samych siebie, ze prace mozna kochac :-P

Okazało się, że jednak ktoś tam czyta moje wypocinki, więc pozwalam więc sobie zaszaleć i Nowy Rok zacząć od nieco bardziej rozbudowanego wpisu.

Umarł król, rok 2010 przeszedł do lamusa. W historii świata i Europy w szczególności nie był on łatwy, trzęsienia ziemi, powodzie, katastrofa tupolewa, sprawa krzyża, kłotnie Polaków zamiast jedności, o której w pierwszych dniach w swej naiwności wielu mówiło, atak zimy, który sparaliżował Polskę, Europę, ba nawet w Szwecji utrudniał podróżowanie i życie wielu, zwłaszcza na południe od Sztokholmu...

W moim małym prywatnym kosmosie pozostanie to rok, który zakończył długą i pod koniec bolesną niestety walkę mojej kochanej Babci z choroba nowotworową :-( (czeka na mnie jeszcze opis moich wspomnień z nią związanych, do którego na pewno powróc...) To wciąż boli, każde wspomnienie powoduje ból w sercu i uczucie pustki...

Wyjazdowo - urlopowo byliśmy w sumie 3 razy w Polsce, raz w Anglii w tym pól dnia w Londynie (za krótko, stanowczo za krótko) i na licznych wycieczkach w Szwecji po okolicy - zwłaszcza przy okazji wizyty mojego brata i moich rodziców u nas na dalekiej Północy (bardzo się cieszymy, że mogli do nas przyjechać i mamy nadzieję, że wkróte zawitają ponownie; szkoda, że Babci nie dane było nas dowiedzić :-((( ).

Jesteśmy pełni nieustannego podziwu dla naszych znajomych z Härnösandu, którzy śmieją się, że w tym roku mieli 4 turnusy gości, teraz mają u siebie jej rodziców (dzięki czemu ich 2-letni syn miał zapewnioną wczoraj opiekę, najlepszą z możliwych poza rodzicielską)  a wkrótce na narty przyjeżdżają kolejni znajomi. Szacun bo wiemy jak to jest mieć gości, a znajomi mieszkają z mieszkaniu a nie w 200m chawiurze...

Innych wyjazdów nie było, mało typowego wypoczynku niestety, stąd też między innymi Boże Narodzenie i Nowy Rok spędziliśmy na własnych śmieciach, bo raz, że urlopu już mało a dwa,że zwyczajnie chciało nam się poleniuchować...

Hahahaha poleniuchowac, dobre...

Przed Wigilia pierwsze 2 dni wolne spędziłam w kuchni pichcąc, piekąc i doprawiając. Dobrze,że mąż wziął na siebie sprzątanie a razem z Dawidem ubrali choinkę...

Wigilie powinno spędzać się z rodziną... lub jak ja uważam - z bliskimi ludzmi. I w tym roku tacy się na naszej drodze pojawili, przyjaciele z Härnösand A i J z dwoma synkami a Dawida najlepszymi kumplami od kilku miesięcy H i A i z nimi mieliśmy przyjemność w Wigilię podzielić się opłatkiem i życzyć sobie wszystkiego najlepszego.

Na świątecznie stole pojawił się barszczyk z tortelini udającymi udanie ;-) uszka, szuba (pokłony dla teściowej, robi furorę), pierogi w wersji jedynie słusznych legnickich w świecie znanych jako ruskie ;-) i z serem na słodko, łosoś zapiekany z posypce z majeranku i z sosem z śmietany creme fraiche i kawioru, sałatka colesław i z buraków do tego, 2 sałatki jarzynowe i pyszny chlebek kupiony przez A i J  w szwedzkiej sieciówce Coop, okazuje sie niebywale popularny, na zakwasie, szkoda, że to co na codzień sprzedają jako chleb o wiele tańsze nie jest tak smaczne...

Mikołaj był łaskawy, ja dostałam śliczną torebkę, mąż wiertarko-wkrętarkę z akumulatorem a Dawid furę zabawek - Lego Indiana Jones i grę Lego, książki o Mikołajku, o biurze detektywistycznym Lasse i Mai, koszulki, grę na konsolę... Ależ to moje dziecko musiało bywać grzeczne... czasami... chyba jak mamusi w domu nie było...

Było miło, prawie rodzinnie, goście zostali u nas aż do drugiego dnia świąt. W sobotę do jedzenia poza tym co zostało z Wigilii mieliśmy mniej postne jaja faszerowane, pieczony schabik, klops i inne smaczne wędlinki...

Wieczór 1go dnia spędziliśmy przy kominku, oglądając wspólnie filmy, nasza żywa choinka świeciła się obok nas świątecznymi światełkami, świeczki były, miodzio... Żyć nie umierać...

W 2gi dzień poszliśmy na obiad do naszych najbliższych sąsiadów E i B na świąteczny obiad (ach coż to był za łoś, mniam, palce lizać...) a wizyta ta może zaskutkować dla A i J udanym zakupem, zobaczymy :-P

Generalnie jedne ze spokojniejszych, bardziej leniwych świąt jakie pamiętam, mimo tego szykowania w qchni... Udane, udane...

Po świętach korzystając z poświątecznych wyprzedaży czyli mellandagarsrea zrobiliśmy małe zakupki... w tym dawno obiecany dla syna wypaśny laptop... Pieniążków w nadmiarze dostał jeszcze na Komunię rok temu, teraz sam sobie dołożył z pieniążków urodzinowych i wspaniałą maszynkę ma aż mu mamusia i tatuś zazdroszczą ... Tatuś ma nadzieję móc spozytkować w koncu prezent sprzed chyba już 4 lat, grę na PC Wiedźmin, ale narazie nie chce ona współpracować z Windowsem7, grrrrrrrrr...

Potem było 2 dni prób popracowania troszkę (do końca marca mam do napisania pracę zaliczeniową na mój kurs psychoterapii a poza tym do 7 stycznia musiałam napisać zaliczenie kursu z prawa w przychiatrii - to ostatnie się udało, to pierwsze ledwie w maleńkiej części, niestety...).

W czwartek Radek zaczął kurs na zawodowe prawo jazdy, co do którego żywimy nadzieję że da mu pracę już w tym Nowym Roku. Teoria od poniedziałku przez 16 tygodni, potem 3 tyg praktyk i pewnie egzamin... Jak pomyślne wiatry wiać będą jest szansa, że w maju na koniec będzie miał uprawnienia... i może może jakąś pracę znajdzie??? To by pod znakiem zapytania postawiło wyjazd wakacyjny, ale jednak praca ważniejsza...

I się zrobił dzień sylwestrowy... W kuchni tym razem nie dałam się zaszyć, mąż odpracował małe porządki. Prywatka miała skład Wigilijny plus wspomniana dwójka znajomych z H. - było super. Do jedzenia tzw. plockmat (kolejne szwedzkie słówko użyteczne bardzo a nie dające się przetłumaczyć jednym polskim) czyli żarełko w postaci wędlinek, łososia, serków, warzywek, dipów, sosików itp do podbierania... jedynie na ciepło zrobiłam paszteciki z przepisu znalezionego w necie (łatwe i smaczne wyszły) do barszczyku z papierka...

Były ploty, były drinki - dominowała whisky i riesling, mniam oraz przepalanka spirytusu ze szwedzkiem specjałem zwanym glögg... Po paru głębszych ruszyliśmy w tany, doceniając zalety domu na szwedzkim pustkowiu, bo głośniki komputerowe Logitech dawały czadu :-) Kole północy przenieśliśmy się na dół, Sylwester na TVP1 z Wrocka nerwił nas reklamami, więc rulez relacja z Warszawy na Polsacie. Korki i serpentyny odpaliliśmy punkt 24.00 albo 0.00 ;-) .... szampan był niezły, muzycznie Amadeus sie nazywał...

Co przyniesie Nowy 2011 rok?

Dla mnie zakończenie, mam nadzieję pozytywne kursu psychoterapii z wszystkimi jego elementami,  kilka kursów do specjalizacji, część drugą stażu na medycynie i neurologii, może staż na psychiatrii dziecięcej, prawie na pewno wyjazd na Hawaje w maju na zjazd APA czyli amerykańskiego towarzystwa psychiatrów... Planów wakacyjnych ani wyjazdowych prywatnych narazie nie ma żadnych ze względu na kurs Radka... Poza marzeniami o zobaczeniu Kopenhagi i Legolandu z Dawidem... się zobaczy...

Radkowi - na pewno niełatwy językowo ale dający nadzieję na zatrudnienie kurs na kierowcę, jeśli dzięki temu znajdzie w końcu pracę będziemy w domu;-)

Dawid na wiosnę ma test kompetencji dla 3klasistów, kontynuuje treningi karate może bez wielkich sukcesów, ale do przodu. W lecie chce pójść na treningi piłki nożnej, głównie dlatego,że jego najlepsi kumple z klasy trenują. A póki co w styczniu ma ruszyć nauka jazdy na nartach, na którą mamy nadzieję pójdzie (a my może z nim...)

Najbliższe miesiące czeka nas więc sporo zajęć i pewnie dzięki temu ani się obejrzymy i skończy się rok szkolny (tu kończy się w czerwcu na początku, ok 10-11 już...)

A jaki będzie ten Nowy Król??? Oby łaskawszy, zdrowszy i do przodu ;-)

Czego nam wszystkim życzę...

sobota, 01 stycznia 2011

 

Sylwester

 

Stary Rok odszedł wielkimi krokami,
Niech więc wszystkie złe chwile zostaną za Wami.
Nowy niech Wam przyniesie dużo zdrowia,wiele radości,
A przede wszystkim morze miłości.

Z okazji Nowego Roku 2011 tego życzą Wam

AgRaDki

PS. I tak chyba nikt tego już nie czyta...