O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
środa, 17 lutego 2016

Mija dwumiesiecznica wpisu na C. W takim tempie doczolgam sie do Z tak kolo 60tki.

Coz... Moze juz Wam wspominalam, ze gdzies tam we mnie zawsze tkwil gen emigracji. Kocham Polske i zawsze bedzie to moja Ojczyzna, ale nie do konca odnajduje sie w typowej polskiej mentalnosci, jak na przyklad tendencji do narzekania i krytykanctwa nawet gdy jest dobrze, do klocenia sie miedzy soba, jak brak zewnetrznego wroga czy tez kombinowania. Oczywiscie te cechy moga miec jasniejsza strone, narzekanie moze oznaczac potem niezgode na stan obecny i sile do zmiany, klocenie sie przyda sie jednak jak wrog wewnetrzeny czy zewnetrzny nam mocno dopiecze - zgodnie z haslem kto nie krzyczy i nie tupie, tego wszyscy maja w d...e a umiejetnosci kombinowania przydaje sie w rozwiazywaniu problemow w sprytny sposob.

Tak czy siak uwazam, ze dzieki emigracji odnalazlam w sobie wiecej czulosci i milosci do mojego kraju, niz bylabym stanie zyjac w nim.

Kiedy jeszcze studiowalam, zastanawialismy sie, czy jest dla nas opcja zycia gdzies indziej niz w Polsce. Mam bliska rodzine w Niemczech, siostre Mamy, a moja Chrzestna Matke, z mezem i synem. (Syn, moj kuzyn w lecie wzial slub z piekna dziewczyna, Polska z pochodzenia tez w Niemczech wychowana, wiec mam teraz i kuzynke.)

Przez wiele lat z mniejszym lub wiekszym zapalem uczylam sie niemieckiego, w EMPIKu, prywatnie, w ogolniaku z matura zdana na 6 ;) i na studiach medycznych. (Teraz uwazam, ze byl to troche blad i pojscie na latwizne, angielski przydalby mi sie duzo bardziej, ale wybralam wyjscie latwiejsze do ogarniecia a na brak nauki nie narzekalam.)

Pierwsza mysl byla wiec moze na Zachod? Dosc blisko, przynajniej bez morza po drodze, jezyk juz cos znam... nawet sie z pomoca znalezionej lektorki a potem nawet kolezanki podszkalalismy jezykowo, ale kiedy poczytalam o warunkach pracy lekarzy w Niemczech poczulam, ze to nie do konca to...

Po kilku latach, jak juz bylam po stazu i nawet psim swedem zalapalam sie na luksus dla mlodego lekarza - etat, rozmawialismy dalej, dosc luzno jakie mamy mozliwwosci w Polsce - ja biegajaca przez wiele lat z pracy do pracy, dorabiajaca w gabinecie prywatnym, moze w jakims ZUS, plus dyzury, zeby splacic kredys na 2-3 pokojowe mieszkanie we frankach albo zarzynanie sie na budowe domu, do czego sie w ogole nie nadaje... Ciagle nerwy i utarczki z NFZ, za wlasne pieniadze jezdzenie na kursy, szkolenia, kupowanie ksiazkek... Monsz wlasnie odchodzil ze slepu, ktory nie wytrzymal konkurencji marketow, przeszedl do formu egzekujacej ubezpieczenia. ale to nie bylo to z roznych wzgledow... Kiedy stosunki w tej firmie doprowadzily go na skraj choroby wrzodowej i depresji, powiedzielismy basta. Nie tak, nie my.

Dawid, nasz syn jedyny jak sie okazalo z czasem, mial wtedy 6,5 roku, wlasnie mial zaczac nauke w 1 klasie. Chowal nam sie generalnie zdrowo i bez wiekszych problemow, ale troche wysilku wymagal jego rozwoj mowy, seplenienie, bardzo niewyrazne mowienie, problemy z ogarnianiem rzeczywistosci. Zostal dpuszczony jako rocznikowy 7latek do szkoly, ale z zaznaczeniem ze nie do konca jest do tego dojrzaly. (Puszczenie go jako 6latka, czyli faktycznie w wieku 5 lat 9 miesiecy byloby totalnym nieporozumieniem, ciesze sie, ze go to i nas ominelo.)

Poczatki nie byly wcale latwe. Polska szkola jaka jest, kazdy widzi. Wiele godzin spedzane kazdego dnia nad zadaniami, Dawida i nasza frustracja, zdenerwowanie, zmeczenie nie pomagaly. Dziecinstwo generalnie mu sie skonczylo, powazne zycie dyszalo nad ramieniem. I to nie bylo do konca fair, bo od pierwszych tygodni zniechecalo jego a i nas do szkoly.

Czulismy wiec cisnienie, ze jesli cos zmienic, wyrwac go z korzeniami to w miare szybko. Kiedy Niemcy odpadly, wybor padl na Skandynawie. Rodzina, rozumiejac juz, ze nas nie zatrzymaja wybor nawet popierala, nie bez kozery kraje skandynawskie maja dobry PR. Najpierw znow myslelismy o polozonej w niezadalekiej odleglosci ladowej Danii. Ale jej rynek pracy dla lekarzy na ta chwile byl wysycony i byly oferty tylko do Szwecji.

Po kilku miesiacach oczekiwania od pierwszych testow jezykowych (z wybranego jezyka w moim przypadku przepustka do Szwecji okazal sie niemiecki) i probnych lekcji, po raz pierwszy w moim zyciu, na kilka dni przed 7mymi urodzinami syna, polecialam z mezem samolotem a nawet dwoma w jedna strone na jak sie potem okazalo calkiem daleka polnoc Szwecji i po rozmowie - tu juz musialam wysilic moj licealny angielski, dostalam propozycje pracy.

Nie do konca chyba zdajac sobie sprawe z konsekwencji mojego czynu i wyboru, po moze 2 dniowym rozwazaniu sprawy z menszem podjelismy decyzje, JEDZIEMY... teraz, wszystko albo nic. Czulismy, ze w Polsce poza Rodzina niewiele nas trzyma a nowe ciagnie i ze wszyscy potrzebujemy zmiany, nowego startu. Dawid nie uczestniczyl w podejmowaniu decyzji, ale byl o wszystkim informowany i ciekawy jako to bedzie choc jednoczesnie jak to dziecko - przerazony.

Czekala nas jeszcze najpierw przeprowadzka cala rodzina na kilka miesiecy do Warszawki na kurs szwedzkiego (nie chcielismy sie rozstawac i w ten to sposob Dawid pol roku chodzil do szkoly w 100licy a monsz pracowal w sklepie sieci Select ale bez stacji, za to ze stacja TVN w poblizu i mial okazje sprzedawac pifko wielu znanym osobom), pewne moje przygody zdrowotne, ktore nieoczekiwanie moglu nam zycie wywrocic do gory nogami, pakowanie, wyrzucanie i juz moglismy rozpoczac nasza wielka szwedzka przygode.

Niezauwazalnie minelo nam kilka dni temu 7,5 roku bytnosci tu, prawie polowa zycia naszego syna i choc bylo wiele momentow trudnych to wyszlismy z nich obronna reka i mamy nadzieje z kolejnych tez wyjdziemy. Trzeba bylo do tego duzo cierpliwosci, ogromu pokory, sporo zaparcia i masy szczescia i do fajnych ludzi i sytuacji. A jednoczesnie mimo tych trudnosci, czujemy, ze to byla wlasciwa decyzja. Ze zyje nam sie latwiej, lepiej, spokojniej, dostatniej...

Ale o tym cos wiecej przy innej okazji.