O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
wtorek, 29 listopada 2011

Dopiero co donosilam,ze sniegu ani widu ani slychu a tu w niedziele aura nas zaskoczyla i sniegiem sypnelo, jak to zwykle bez umiaru od razu z 10cm...I co dziwne mimo granicznej temperatury na zewnatrz wciaz jest bialo, choc siedzac wlasnie przed komputerem w pracy slysze jak z dachu woda pokapuje, podejrzewam wiec,ze czesc z tego sniegu w wode sie zamieni a czesc pewnie w nocy zmrozi na przyjemny lodzik,zeby mi sie jutro z rana milej sunelo na zajecia z liderowania. Bede nadrabiac zajecia z dynamiki grupy, ktore z moja grupa mialabym w kwietniu, ale akurat wtedy zdaje teoretyczny egzamin z podstawowego kursu metodyki prowadzenia badan naukowych (uff jakos mi sie idalo przetlumaczyc ze szwedzkiego na polski, choc jakos po szwedzku lepiej mi to brzmi, hehe) i musze nadrobic teraz.

Wogole dochodze juz od dosc dawna do wniosku,ze zorganizowanie sobie specjalizacji, pewnie w Polsce tez, ale w Szwecji przede wszystkim, ze wzgledu na mnogosc elementow obowiazkowych takich jak kursy, szkolenia, staze, auskultacje itp wymaga pojemnego kalendarza, zdolnosci organizacyjnych i stalej kontroli czy cos sie z czyms nie kloci, nie pokrywa, nie przeszdzadza... Nu ale w koncu nikt nie obiecywal ze bedzie prosto... I jako ze zaczynam widziec poczatek konca tych wiecznych puzzli, zaczynam tez coraz wiecej slyszec planow,ze strony mojej opiekunki specjalizacji i drugiego specialisty o tym,jak to beda ograniczac prace, schodzic z etatu itp... Bach sie strac... tzn strach sie bac, wyglada na to,ze na drugi dzien jak dostane papiur specjalisty przejme przychodnie i oddzial, chyba ze moj nowy kolega, mlody stazem, nieco mniej mlody cialem zalapie sie na stare zasady robienia specki i skonczy ja wkrotce po mnie (mniej formalnosci, mniej papierkow, latwiej, wiec moze dac rade, ja niestety nie mialam szansy poprobowac nawet bo szwedzka legitymacje dostalam za pozno...)

Pytacie czemu pisze na blogu zamiast pracowac? Bo kazdy mozg moze sie w koncu przegrzac i potrzebowac odskoczni... a przegrzalam sie na poszukiwaniu literatury do mojego projektu. Siedze sobie wlasnie i przeszukuje 1 z wielu dostepnych baz medycznych i okolomedycznych a okazalo sie,ze nasza biblioteka, a mam na mysli wojewodzka biblioteke medyczna a nie jakas krajowa, ma dostep do prenumerat ponad 2000 czasopism roznego typu a nawet jesli nie prenumerujemy czegos, to jesli potrzebujemy jakiegos artykulu, mamy pelne prawo je na koszt biblioteki zamowic... Piekne co??? No to siedze sobie i grzebie w poszukiwaniu pomocnej do mojej pracy literatury, krazac poki co wogkol migracji i imigracji pracownikow sluzby zdrowia ogolnie pojetej, zwlaszcza lekarzy a momentami nawet w szczegolnosci psychiatrow. Zamierzam sobie pobadac jakie to czynniki przyczynily sie,ze wielu lekarzy przyjechalo do naszego malego szpitala z roznych krajow, jaka jest ich sytuacja rodzinna i okolomedyczna ogolnie mowiac, co sprawia,ze chcieliby tu zostac lub stad spadac i czy pracodawca moze miec na ich decyzje jakis wplyw. Ten kto sie troche na pisaniu prac naukowych zna juz widzi,ze nie beda to studia statystyczne a bardziej opisowe, polegajace na analizowaniu, wyciaganiu wnioskow i probie zrozumienia wzrocow...

No to wracam do moich poszukiwan, mam jeszcze godzinke na nie dzisiaj a potem do domku... Sajonara...

piątek, 25 listopada 2011

Juz nawet znajomi sie pytaja, czy to aby prawda,ze u nas jeszcze nie ma sniegu... ano nie ma ...

Cieplo (to plus), choc czasami jak temperaturka spadnie do tego 0- (-1) a jest nieco mokro to bywa srednio fajnie bo slizgawica...  Ale bez sniegu raz ze nam dziwnie jest, po zeszlej zimie, kiedy duuuzy snieg spadl bodajze 21 czy 22 pazdziernika i juz z nami zostal na dluuuugo, bylismy nastawieni na powtorke z rozrywki... a teraz wsztscy zaczynaja opowiadac, jak to rok przed naszym przyjazdem do Szwecji zima byla prawie bezsniezna... Brzmi nieprawdopodobnie ale wielu Szwedow tak mowi... Chyba ze maja nieco skrzywiony odbior rzeczywistosci hehe i moze lezalo TYLKO z pol metra sniegu co dla nich prawie jest jego brakiem... Minusem braku sniegu jest to,ze listopad byl dosc ciemnym i mrocznym miesiacem. Ciemnosci zapadaja coraz wczesniej, teraz juz kolo 15 jest szarowka a o 16 ciemno jak w d..., pracujac wiec jak standardowy szwedzki lekarz miedzy 8 a 17 slonka nie widze wcale. Jak jest snieg, zaraz okolica jakos tak ladniej wyglada, na pewno jest wrazenie,zejest jasniej... Na szczescie w niedziele pierwsza niedziela adwentu, nasi sasiedzi juz porozwieszali swiateczne swiatelka na drzwiach, oknach, drzewkach, wstawili julstake czyli jak juz wierni czytelnicy mojego bloga w liczbie porazajacej na pewno wiedza - tradycyjne lampki adwentowe, powiesili swiateczne firanki, rozstawili balwanki, trolle, swieczki i kupili glögg i pepperkakor czyli alkoholowy lub bezalkoholowy napoj winopodobny, do podawania na cieplo z rodzynkami, orzechami, migdalami itp oraz szwedzki odpowiednik pierniczkow, takich cienkich, znany wielu Polakom z - oczywiscie - sklepu Ikea ;-) My po pracowitym tygodniu kwestie dekoracji musimy nadrobic jutro. Lampki nadrzewne sa, nabalkonne musza sie podwiesic, julstake w wersji ikeowej jest, a za dekoracje robic beda wlasnejroboty bombki steropianowo-wstazkowe... Maaaaamo jak ten czas leci, pamietam jak dzis jak je rok temu rozwieszalam... I juz znowu swieta za pasem...

U nas zanim swieta jeszcze jedno wielkie grudniowe swietowanie, Dawida urodziny. Zaczynamy w nast sobote imprezka urodzinowa, zwana po tutejszemu kalas na hali bowlingowej czyli kreglowej... Dawid po zeszlorocznym niepowodzeniu organizacyjnym, kiedy to zaprosil kolegow z klasy do domu a przyszlo w sumie 2 w tym dniu a 1 innego dnia, nie bardzo chcial znowu ryzykowac zapraszanie Szwedow... Ale przekonalam go i zaprosil cala swoja druzyne recznopilkowa... No i wiekszosc zamierza pryjsc ;-) oby przyszli albo szwedzka krew sie poleje hahahaha... ;-) a tak serio naprawde mam nadzieje,ze kregle przyciagna ich ale ze przyjda tez i dla Dawida... Oprocz pilkarzy bedzie tez kilku kolegow ze szkoly tyc najlepszych i polskie dzieciaki, poza najmniejszymi maluszkami, ktore wraz z polskimi starszakami dolacza do nas juz w domu po kalasie... Druga czescswietowania bedzie wiec juz typowo polinijna...Z ciachami, tortem i duuuza iloscia dzieciakow. W porownianiu z tym sam dzien urodzin pewnie bedzie blado wygladal... Nie wiem czy Radek zdazy wrocic z praktyki, ja wiec zaplanowalam wczesne wyjscie z pracy,zeby dopelnic tradycji i cygnac zdjecie dziecku o 16.05, czasie kiedys zostal wypchniety na swiat... A jak tatus wroci to sobie jakas symboliczna swieczke zdmuchniemy i rozpakujemy prezenty od nas i rodzinki zakupione...

Praktyka dala Radkowi troche w tym tygodniu w kosc... No odzwyczailo sie chlopie od aktywnosci nie ma co, takze troche pomarudzil, powsciekal sie zwlaszcza na zajecia niewiele majace z kierowaniem, choc niby wiedzial,ze tak ma byc... ale w sumie polowe czasu spedzial za kolkiem, co prawda jakiejs rzechowatej Scanii, ale jednak, rozwazac po okolicy rozne dostawy i odbeirajac towary... Dzis jezdzil caly dzien i od razu w telefonie slychac bylo,ze jest zadowolony...Oby tak dalej... Narazie praktyki ma do konca grudnia, wiec nawet jakbysmy planowali wyjazd na swieta do Polski nic by z tego nie wyszlo... Ale nie planowalismy, Wigilie spedzic zamierzamy jak w zeszlym roku z rodzina Tarasiukow, tym razem w domu ktory wynajmuja. Ciasto na pierniki juz zagniecione, pierogi beda sie robic za 2 tyg i zamroze, bo wtedy zjadly mi najwiecej czasu przed Wigilia. A tym razem mam zamiar do konca do pt 23 pracowac, wiec az tyle czasuna szykowanie wigilijnego zarelka miec nie bede...

To beda co prawda juz drugie, ale wciaz bolesne swieta bez Babci... Bez rodzinki tez... ALe damy rade, nie??? Jak materii nie staje na podroze to jednak wolimy zpriorytetowac inne rzeczy...

A za oknem wieeeeje... podobno jakis orkan do nas leci z Norwegii, wiec jutro pewnie ze spacerku nici...

Wracam do mojej dzisiejszej lekturki, ksiazka o zasadach pelnej zaufania wspolpracy, musze sprawdzic,czy jestem w zielonej czy czerwonej strefie hehe...

Paaaaaaaaaaaa

niedziela, 06 listopada 2011

Ani nawet okiem nie mrugnelam porzadnie i jesien na dobre objela swiat we wladanie. W Polsce jeszcze jakies podrygi pieknej, zlotej, cieplej jesieni, u nas coraz czesciej mgliscie, pochmurnie, dzzyscie, choc jak na polowe prawie listopada calkiem cieplo, miedzy 0 a 10st, na plusie ofkors... Takze nie skarze sie, rok temu o tej porze lezal juz snieg...A tenze bialy, skrzacy sie puch w okolicy grudnia a cholerne, biale g...o w marcu :-P spadnie na pewno, wiec ja tam chetnie jeszcze chwilke poczekam.

Minal kolejny tydzien pracy/stazow. Od 3 tyg jestem kawalkami na neurologii, tzn max pare dni w tygodniu, reszte zajmuja mi kurs z liderowania i z pisania prac naukowych. Zjazd z liderowania mamy wlasnie jutro i pojutrze, w Hotelu Höga Kusten http://www.hotellhoga-kusten.se/ (jak ktos ciekawy jest tez ang wersja strony), w sumie niedaleko od domu, ale ze zajecia z psychologii i dynamiki grupy mamy miec do poznego wieczora, wiec przenocujemy tam na miejscu. Potem albo sr i czw albo czw i pt bede wlasnie na naurologii, popatrze, postukam mloteczkiem neurologicznym wciaz cokolwiek nieudolnie, zas jesli mi sie uda przesunac neurologii na sr i czw to w pt pojade na spotkanie wszystkich pracownikow przeorganizowanej psychiatrii Sollefteå/Kramfors, w sumie miloby by bylo poznac w takich niezobowiazujacych okolicznosciach zwlaszcza pracownikow od niedawna polaczonej z nami jednostki psychoatrii dzieci i mlodziezy...

Potem jeszcze kolejny tydzien, tym razem juz w calosci na neurologii i... po ponad 5 miesiacach wracam na czas krotki na swoja rodzima kramforszanska psychiatrie...

A co tak poza tym zapytacie mili moi, ktokolwiek tam sie odzywa ;-P Poza tym,to w zeszly piatek, po odbytym i zaliczonym w cuglach kursie na obsluge dzwigu do ladowania drewna, Radek spotkal sie z pewnym Szwedem, prawdopodobnie pelniacym funkce spedytora i kordynatora dla jednego z tutejszych przedsiebiorstw zrzeszajacyh male firmy transportowe, by pogadac czy ten nie zorganizowalby mu miejsca praktyki chocby na jakis czas. Jak sami wiecie narzad nieuzywany zanika, Radek nie jezdzi juz od sierpnia a przy jego niklym doswiadczeniu kazdy tydzien bez jezdzenia to tydzien zmarnowany... No i czekamy na odpowiedz, jak sie nie odezwie Radek pewnie w tygodniu sam zadzwoni... A tak to siedzi w domu, sprzata, zmywa, odkurza i bardzo, ale to bardzo sie stara nie zalamywac, bo co to da... A ja sie zrzymam w sobie bo z moja obecna pozycja w pracy, ciagle na szkoleniach, ciagle niepelny specjalista, nie bardzo mam jak naciskac i dyskutowac. Oby do przyszlego roku...

Dawid, poza tym,ze uwielbia mnie czasami doprowadzac do szewskiej pasji swoja niejoza (nie chce mi sie robic lekcji, sprzatac, rozpakowac zmywarki itp NIIIIC mi sie nie chce) to w gruncie rzeczy niezgorszy dzieciak. Wiekszosc tych rzeczy co to mu sie ich nie chce robic w koncu robi, dobrowolnie lub praaawie dobrowolnie. Teraz akurat mu zalezy bo kazdy dzien wirtualnie oceniamy i wkladamy do wirtualnej skarbonki grosik, a raczek korony, zeby okresli jakiej wartosci komorke dziecina dostanie w zamian za swoj mocno juz wysluzony, przynajmniej 10-letni mode Nokii. Co prawda jednego dnia sie wydaje, ze mu zalezy, innego,ze wcale, ale jak inaczej nauczyc go, ze na pewne przyjemnosci trzeba zapracowac a wynagrodzenie jest proporcjonalne  do wlozonego wysilku? Posprzata po sobie, rozpakuje zmywarke bez napominania, nakarmi koty zanim umra z glodu, wieksza sumka wpada na konto, zrobi to samo po 5 przypomnieniach - mniejsza, przegnie - nic nie wpada... I tak do polowy grudnia  pewnie, a potem narada z Mikolajem i cos tam moze pod choinke wpadnie...

No tak, bo swieta sie zblizaja, w sklepach juz otwarcie dekoracje, slodycze, kolory swiateczne. W tym roku calkiem spora grupa rodakow zostaje na BN tutaj na miejscu, zobaczymy czy cos wspolnie zorganizujemy czy kazdy sobie... Zanim jednak swieta po drodze jeszcze Dawida urodziny 11-te, zastanawialismy sie zeby cos mu zorganizowac poza domem dla rowniesnikow a ewentualnie potem jeszcze zaprosic tych cobeda chcieli do domku na ciacho i kawe... Dziecko samo nie wie czego chce... Niby ma teraz paru kumpli w szkole i w druzynie, ale twierdzi, ze oni sie za bardzo z nim nie zblizaja, nawet jesli mi na meczach sie wydaje,ze jednak jest ok... Badz Pan madry i pisz wiersze. Do szkoly chodzic lubi, trenowac chce, krzywda mu sie nie dzieje, nie wysmiewaja go ani nie krytykuja, a z czego wynika to ze stoi jednak troche z boku i wsrod tutejszych nie ma kolegow? Dystans? Niesmialosc? Lek? Ich niechec??? Nie wiem... Niechec raczej nie, bo by Dawid byl smutny, w zyciu grupowo klasowym uczestniczy chetnie, ale bästisa czyli takiego naj naj kumpla brak i widze,ze mu tego brakuje...

Tort do klasy na pewno zabierze. Czy zaprosi kogos z kumpli z klasy czy treningu, zobaczymy. Na pewni obejdzie urodziny w naszym dzieciowo-polonijnym gronie...

Apropos grania ten weekend stal pod znakiem pilki recznej i Statkraftcupen czyli zawodow dla dzieciakow w Sollefteå. W pt mieli 2 mecze grupowe, pierwszy do przerwy zremisowany 5:5 z ostatecznym zwyciezca ich grupy wiekowej,  niestety druga polowe chlopcy przespali i przegrali 5:13. Nie wiem co Hinken i reszta trenerow z nimi zrobila, ale kolejny mecz po godzinie wygrali w ladnym stylu z druzyna chlopcow z Norwegii, 8:6. Wszystko wiec mialo sie zadecydowac w meczu sobotnim... I chlopaki grali jak niesieni na skrzydlach, obrona super, bramkarz - syn trenera i naszego sasiada w jednym bronil swietnie, strzelali celnie i wygrali 10:4, ogrywajac jak sie poniewczasie okazalo druzynez Härnösand, w ktorej gra syn polkich znajomych. W ramach rekompenaty dali sie namowic na kawe u nas, czekajac dowieczora na ostatni mecz Kuby w grupie. Dawida druzyna zas miala zapewnione miejsce w polfinale Ao miejsca 1-4. Mecz odbyl sie, o ile mi sie to nie przysnilo ;) dzis o 7 RANO!!! Ja jako nocny marek jakiekolwiek slady sennosci  poczulam po polnocy, ale kiedy sie polozylam i tak nie moglam zasnac,nawet jak Radek kaszlacy jak zwykle wieczorem w koncu przysnal na tabletce. Z reszta on po 40 min rozkaszlal sie na nowo i w koncu wywedrowal do salonu a ja zasnelam kolo 2 w nocy. Moj stan po 5 mozecie sobie wyobrazic, zwlaszcza,ze wstalismy na moj zapasowy budzik, zamiast na Radka punkt 5, bo ten raczyl byl nie zadzwonic...

Nasze poswiecenie nie na wiele sie zdalo, skrzydla siopakom podciela albo wczesna pora, albo energie zaostawili pod kolderkami bo nie bylo sladu prawie obrony, atak byl mizerny i nawet nieindealnie grajacy przecuwnicy dali sobie z nimi rade. A szkoda, bo wygladalo ze sie rozkrecaja...

Ale nic straconego, Hinken mowi,ze waznezeby grali jak sie ucza a nie wygrywali ;-P kolejny cup w Falun, w styczniu, jedziemy z dzieckiem, on bedzie skoszarowany z kolegami a my w hoteliku bedziemy podziwiac zime na poludniu Szwecji...

Ogien w kominku bucha, ode pogadac z tym moimoslowatym dzieckiem o urodzinach, czas juz podjac jakieskonkretne decyzje, zwlaszcza ze mecze i treningi narzucaja nam wybor daty imprezki na 3 grudnia. Do sklikania kochani, pozdrawiam czytelnikow.