O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
wtorek, 24 listopada 2015

Z tym emigrowaniem za granice roznie bywa. Niektorzy emigranci wyjezdzaja sami, na chwile, zarobic na cos - auto, mieszkanie, dom, leczenie i wrocic. Albo w poszukiwaniu innego zycia, pracy za godna pensje, spokojniejszego zycia. Czasem wyjezdza para, malzenstwo, jesli maja potomstwo, dzieci zostaja czesto pod opieka rodziny. W Polsce w ostatnich latach sporo przybylo takich emigracyjnych "sierot".

Taki scenariusz w naszym przypadku w gre nie wchodzil. Tylko wyjazd calej rodziny bralismy pod uwage. A ze moj gen emigracji dzialal od dawna, myslelismy od poczatku o tym, ze bedze to wyjazd na stale albo przynajmniej na dlugo. Do pracy, do nowego zycia, by na nowe ziemi zbudowac nasze zycie od nowa. Bo choc Polske kochalismy, kochamy, kochac bedziemy i za nia i za nasza Rodzina tesknimy, nie potrafilismy w kraju naszego urodzenia dalej zyc i pozostac w zgodzie ze naszymi wartosciami, planami, oczekiwaniami, marzeniami.

Przeczytalam dzis wypowiedz mojej imienniczki p. Agnieszka Holland, ktora pasuje do mojego nastawienia. Pozwole sobie zacytowac:"Człowiek kocha tę rodzinę, ale czuje, że nie może się rozwinąć, nie może żyć, nie może odetchnąć pełną piersią. Więc wyjeżdża..."

O tyle bylo nam latwiej z takim nastawieniem tu sie zaaklimatyzowac, ze bylismy nastawienie na poznawanie, uczenie sie, dopasowywanie, nie stalismy w rozkroku z jedna noga jeszcze tam a druga juz tutaj. Nie, nie chcielismy stac sie Szwedami, ale chcielismy sie o nowym kraju duzo dowiedziec, jakos ta nowa rzeczywistosc oswoic, przysposobic.

Na szczescie  ja jechalam juz z jakims tam poziomem jezyka, moi chopcy musieli ta robote wykonac na miejscu. Stopniowo przyszedl czas na czytanie gazet, ksiazek, ogladanie TV czy kino. Bylo dla mnie niesamowita przyjemnoscia przeczytanie w oryginale sagi Millenium Larssona czy obejrzenie serialu komediowego podsmiewujacego sie ze szwedzkich wad Welcome to Sweden.

W kuchni wielkie zmiany nie zaszly, niektorych potraw nie ma w sklepie, jak chce zjesc pierogi musze je sobie zrobic (naprawde Mamutku ;)), ogolnie jemy raczej europejsko z akcentami polskimi, ale kilka szwedzkich potraw jest niczego sobie.

Muzyki sluchamy roznej, choc jakos szwedzka nam nie wpadla w ucho. Przez pierwsze lata mielismy glownie polskich znajomych, w wiekszosci calkowicie zaprzeczajacych przekonaniu, ze nikt Ci tak na obczyznie nie zaszkodzi jak Rodak. Ale po jakims czasie stopniowo grono znajomych szwedzkich jednak zaczelo sie powiekszac. Co jest wspaniale, bo sa to ludzie otwarci, weseli, chcacy nas nauczyc cos o Szwecji i sami od nas sie uczacy innego spojrzenia na swoj kraj i otwartosci na nasza Ojczyzne, Polske.

Pomysl na nowy projekt Klubu Polki na Obczyznie powstal w burzliwych umyslach czlonkin i wzbudzil poniekad spory zapal. Lista chetnych do pisania szybko sie zapelnila - ktora Polka lub Polak odpuscliby mozliwosc ponarzekania ;) choc to nie O TO tak naprawde w tym projekcie chodzi. Wielu komentujacych wczesniejsze wpisy nie do konca zrozumialy te towarzyszaca nam intencje.

U mnie niewielu czytelnikow, trolli chyba zadnych sie nie spodziewam, wiec licze na Wasz inteligencje i ze potraktujecie ten wpis z lekkim przymruzeniem oka. Jesli macie ochote poczytac inne wpisy dotyczace wielu europejskich i pozaeuropejskich krajow, zajrzyjcie TUTAJ. A o Szwecji pisaly juz GABI , POLKA W SZWECJI i HEMMA HOS JOHANSSONS oraz AGNES - mam nadzieje,ze zadnej Szwedzki nie pominelam?

Przejdzmy do wypelnienia zobowiazania projektowego, nie wiem ile rzeczy mi tu wyjdzie... (A jak zblizycie sie do konca, nie zapomnijcie przeczytac o tym, komu akcja jest poswiecona!!!)

Zacznijmy od...

1. BIUROKRACJI - coz... chyba stalszym czytelnikom mojego bloga nie musze wiele wyjasniac. Popelnilam ostatnio wpis na ten temat. Jest to moje chyba pierwsze zetkniecie z taka sciana szwedzkiej biurokracji, nie poddajaca sie ani logice ani telefonom z prawa i lewa w mojej sprawie.

Ale Szwedow uwielbienie slowa pisanego, czapkowanie zasadom, regulom, instrukcjom, wytycznym jest wszechobecne. Oczywiscie to nie jest tak, ze Szwedzi sa tacy swieci (maja tylko bardzo dobry PR na swiecie i sami sa wychowani w szacunku dla tego co jest po szwedzku zrobione) i zadnych od nich odstepstw nie robia w zyciu, ale maja jednak mniejsza tendencje do zycia w odcieniach szarosci niz ogolnie mowiac Polacy.

Zazawyczaj zauwazam tego spore zalety, czasami jest mi to doskonale obojetne. Tym razem okazalo sie to byc moim wrogiem. Chyba wrogiem nie do przejscia. Co sie okaze w ciagu tygodnia.

2. NUMEROLOGIA - ciag dalszy szwedzkiego uporzadkowania. W kolejce w aptece, Izbie przyjec, rejestracji, na Poczcie, w stoisku wedliniarskim, serowym, wszedzie, gdzie nie ma samoobslugi, znajduja sie male automaciki lub wieksze, ktore po nacisnieciu przycisku zaopatruja Cie w numerek. Podlug tego numerka jestes obslugiwany. Ni wczesniej ni pozniej. Nie moglam sie w ogole dluuuugo  do tego przyzwyczaic, choc widze zalety. Mozna sobie spokojnie usiasc z boku zamiast deptac sobie po palcach i dyszec w kark osobie przed Toba. Ba, raz jak na Poczcie przede mna bylo chyba z 8 osob, zdazylam jeszcze szybkie zakupy zrobic na hali (u nas Poczta jest w markecie, tuz obok kas i sklepiku z fika), zanim moja kolejka przyszla i nie musialam sie nikomu tlumaczyc, zajmowac sobie miejsca. Ryzyk fizyk mogla mi ewentualnie kolejka przepasc.

Ale do jednego aspektu kolejkowego nie potrafie sie przyzwyczaic. Jak wchodze gdzies, nie ma NIKOGO. A nikt mnie nie obluzy, poki sobie tego numerka nie nadam ;) po czym 5sek pozniej on sie nie wyswietli na tablicy... wtedy mozna podejsc. Noooooo wiecie co, haha, az moja polska dusycka chce to obejsc. Czasami sie nawet udaje...

3. SPOTKANIA - calkowite przeciwienstwo Polski, gdzie tak wiele spraw zalatwia sie z kolegami z pracy w przelocie a zasady czesto sa nadawane odgornie a nie dyskutowane i analizowane przez tych, ktorych beda dotyczyc. I o ole wiadomo, ustawy, zalecenia oszczednosci budzetowych sa ustalane na wyzszym szczeblu, o tyle mnostwo spraw fajnie jest moc przedyskutowac w jakims mniejszym gronie, zrobic burze mozgow, podzielic sie swoja i zaczepnac z wiedzy innych itp. Jednak w Szwecji czasami az glowa peka od tych wszystkich spotkan.

Przyklad? Co tydzien 4h we wtorki dopoludnia siedzimy na konferencji. Najpierw nowe skierowania, potem rozdzial spraw, gdzie trzeba przyjac telefoniczne zglodzenie od pacjenta, kolejna czesc to raportowanie od osob, ktore robily pierwsza ocene nowych pacjentow, tzw bedömninssamtal, zeby ustalic co z nimi dalej, nastepnie kazdy moze podniesc jakichs swoich problematycznych pacjentow czyli takich kotrych ja lekarz np. chce skierowac do psychologa albo takich spraw ktorych osoba prowadzaca terapie potrzebuje sie poradzic. Ogolnie potrzebne spotkania wiadomo. Ale czasami siedzac te 4h dostaje juz bilaej goraczki. Ale to nic. Bo co 4tygodnie PO tych godzinach sedzimy KOLEJNE 4h po lunchu na tzw APT Arbetsplatsträff czyli spotkania osob pracujacych w danym miejscu pracy. Tu szef daje nam informacje z tego co sie dzieje w organizacji, dyskutujemy rozne mniej lub bardziej wazne sprawy administracyjne. Tez potrzebne. Owszem. Ale czasami podjecie najprostszej decyzji trwaaaaaaaaaaa tyyyyyyyllllleee, ze umieram. Juz nie mowiac o decyzjach powazniejszych.Choc one zwykle zapadaja na Dniu Planowania Paneringsdag. Taki mamy srednio raz do roku, zwykle gdzies poza praca, siedzimy wtedy caly dzien, czesciowo wszyscy, potem jest praca w podgrupach, zeby kazdy mogl dojsc do glosu i potem opowiedzenie do czego doszlismy na forum ogolnym. Analiza konsekwencji i nastepstw, zyskow i strat. Propozycja zmiany, postanowienie od kiedy i kiedy skontrolowac, jak to dziala...

Ale zeby to wszystko nieeeee... Lekarze maja swoje spotkanie oddzielnie, ok 2h, do tej pory mielismy lokalnie co 2 tygodnie bo bywal na nim nasz szef, teraz mamy reorganizacje w klinike wojewodzka, szefowa siedzi w Svall, wiec nasze lokalne beda co 4tyg a jeszcze przez video tzn taka aplikacje, rodzaj Skype, raz w mesiacy mamy spotkanie z wszystkimi lekarzami na psychiatrii w wojewodztwie...

ITD. Oszczedze Wam wiekszej ilosci detali. Ja ogolnie samo to, ze rozmawiamy bardzo baaaaaardzo lubie. Uwazam, ze to konieczne dla rozwoju i wspolpracy. Tylko czaaasami mam dosc ilosci tych spotkan. Zwlaszcza jesli sa bezpproduktywne.

4. SNUS - slyszeliscie? TU mozecie przeczytac pare slow na ten temat. Ogolnie ja NIENAWIDZE papierosow. Zwlaszcza palenia przy jedzeniu czy kiedy ktos idzie tuz przede mna albo stoi na przystanku i dmucha mi dymem w nos. Nigdy nie palilam. Popalam pojedyncze papierosy na imprezie. Glownie,zeby dostac troche nikotyny do krwioobiegu i uniknac bolu glowy, troche ze wzgledow plotkarsko-towarzyskich. Ale na trzezwo, w domu, bleeeee... Snus niby jest tych rzeczy, ktore mnie denerwuja w papierosach, smrodu, dymu pozbawiony. Czemu wiec darze go antypatia. Najgorszy jest luzny snus, wyobrazcie sobie usmiech osoby, ktora ma to na dziasle nad zebami, jak to wyglada??? Albo jak ktos spluwa tym kolo Was? Mam odruch wymiotny, no nic na to nie poradze. Zwlaszcza, jak jest to ladna, fajna dziewczyna... Snus w torebkach jest nieco tylko lepszy, ale obserwowanie niektorych moich wspolpracownikow, jak go namietnie wyciagaja oslinionego spod wargi, pakuja do pudeleczka, wyciagaja kolejny i pakuja pod warge... nooooo bleeeeee... PUBLICZNIE? Ja rozumiem nalog... niby otoczeniu nie wadzi. Ale razi moje poczucie dobrego smaku...

5. SYSTEMBOLAGET - kolejny nalog. Calkowicie w zasadzie znacjonalizowany. Panstwo kladzie lape na wszystkich podatkach ze sprzedazy. Przynajmniej tej oficjalnej. Nie, nie jestem alkoholiczka. Taaaak wiem i tak bym sie nie przyznala, faza zaprzeczenia. Ale lubie sie napic. Czasami dronka z mezem. Czasem na imprezie. To, ze musze ja planowac z wyprzedzeniem, bo po 18 w dni powszednie, po 19 w czwartki i po 13 w sb oraz wcale w niedziele nie moge kupic sobie alkoholu - nie dlatego, ze mieszkam na wsi, tylko dlatego, ze alkoholowy zamkniety??? Oczywiscie ani Szwed ani Polak glupi nie jest - my i tak mamy sporo zapasu alkoholu z Polski wszelakiego, w tym takiego,jakiego tu nie ma, oraz zakupy robimy na wolnoclowce i przywozimy z wyjazdow wakacyjnych na wyspy rozne, Szwedzi pedza sobie w domu na uzytek wlasny, meliny na pewno w miescie istnieja, wiem, ze sa od pacjentow i kolegow, choc nie wiem gdzie bo mi ta wiedza niepotrzebna.

W zwiazku tym propaganda uzasadniajaca istnienie kontroli Panstwa nad handlem alkoholem statystyka, zmniejszaniem ryzyka, ze biedne szwedzie dzieci beda sie chowaly w domach z pijacymi rodzicami, do mnie nie trafia. (filmiki sa na YOUTUBE np. TEN czy TEN ).

Jak ktos bedzie chcial pic za duzo, bo jest chory, ZADNA propaganda i statystyka go nie powstrzyma bo albo pedzi sam, albo wie kto pedzi albo wypije wszystko co ma alkohol. Taka to choroba. A normalni, zdrowi ludzie powinni byc traktowani jak dorosli i moc sobie alkohol zakupic jak ich najdzie potrzeba. Normalnie w sklepie - nie tak do 3,5%... Skoro juz ktos to kiedys dopuscil do obrotu... Taka jest moja opinia, choc z alkoholikami stykam sie w pracy i widzie ile alkohol czyni zla. Ale nie czyni go mniej w Szwecji mimo tych dzialan,a pielgrzymki do Systemu w czw i pt sa jak w Polsce na Jasna Gore...I Panstwo zaraaaaabiaaaa... W sumie az dziw, ze jeszcze nie zalegalizowali marihuany...

Do niedawna podobnie sprawa sie miala z lekami, jak przyjechalismy poza apteka nie bylo ZADNYCH lekow. Chyba z 5 lat temu nastapilo odpanstwowienie, powstalo kilka sieci aptek i troche mniejszych prywatnych w duzych miastach. Tu jestem nieco bardziej sklonna przytaknac pewnej kontroli, np. ostatnio ze sklepow wycofano preparaty Paracetamolu, ktore sporo osob uzywalo do prob samobojczych, zalatwiajac sobie na cacy watrobe. Tu na pewno trzeba sporo edukacji, choc Szwedzi sa i tak dokladniejsi niz Polacy z informacja o lekach w aptece, no ale nie uzyskasz tej informacji poza nia...

6. LAGOM (szw. w sam raz, akurat, nie za duzo, nie za malo itp) i JANTELAGEN (PRAWO JANTE) - czasami przyczyniaja sie do tego, ze Szwedzi chowaja sie za taka maska politycznie poprawnych, nie wystajacych, nie umiejacych sie przepychac lokciami, bronic swoich przekonan, wystawac ponad innych. Chca byc akuratni, pasowac wszystkim, a we wspolczensym swiecie taka postawa nie sprawdza sie. Pewnie, ze nie jestem zwolenniczka drugiego biegunu i ze nie wszyscy Szwedzi tacy sa, ale jest ich sporo i czasami bardzo ich to hamuje w rozwoju.

7. TACK czyli dziekuje. Na kazdym kroku i na wiele sposobow. Czasami az za czesto. Wiedzieliscie, ze Szwedzi nie mowia: Podaj mi to, prosze tylko Podaj mi to, dziekuje? I tak to w jezyku szwedzkim dziekuje sie czesto.Nie wiem w zasadzie, czy samo dziekowanie az tak mi przeszkadza, ale niekiedy brakuje mi wladnie polskiego prosze, poprosze.

A i ja Wam niniejszym dziekuje za cierpliwosc w czytaniu mojego postu. Minelo nam 7 lat na Obczyznie. Mysle wiec, ze nie bedzie nietaktem napisanie, co nas tu uwiera. Moze jeszcze nie przywyklismy. A moze nigdy sie nie przyzwyczaimy do pewnych rzeczy. Co absolutnie nie zmienia faktu, ze wyjazd, decyzje o emigracji uwazamy za dobra decyzje dla naszej rodziny, tam, wtedy, z tych powodow, ktore nami kierowaly. To ze nie jest zawsze rozowo swiadczy tylko o tym, ze kraj-raj nie istnieje, jest utopia, ale kto by chcial mieszkac w utopii?

Wakacyjny projekt dedykujemy akcji „AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM” -Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Wciaz brakuje ponad 30 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą.

Więcej info: PRZEMEK

Aby Was zachecic za każde 25 zł wpłacone na akcję "Autostopem dla Hospicjum" możecie wybrać pocztówkę z różnych miejsc na świecie! Lista krajów poniżej - czas tylko do końca listopada!

USA (Teksas, Miami, Centrum Kosmiczne im. Johna Kennedy'ego, NASA, Chicago)
Włochy (Perugia, Asyż, Rzym, Watykan, Turyn, Asti, Aosta, Florencja)
Bułgaria (Sofia)
Francja (Paryż, Strasbourg)
Niemcy (Dorstn, NRW, Berlin)
Belgia (Bruksela)
Hiszpania (Saragossa)
Maroko (Casablanca)
Australia (Perth)
Irlandia (Dublin)
Holandia (Hoorn)
Dodatkowo mamy dla Was pocztówki z takich krajów, jak: Wielka Brytania, RPA, SZWECJA (!!!), Szwajcaria, Irlandia, Holandia, Portugalia.

Wiecej informacji na STRONIE KLUBOWEJ.

Wczoraj o pewnych trudniach aklimatyzacyjnych w Holandii pisala ANNA GREGOROWICZ a juz... dzis (moj post planowany byl na poniedzialek, ktory chwile temu sie skonczyl) kolejny marudny post u DOROTY STRZELECKIEJ piszacej o pieknej Hiszpanii i Maroku.

wtorek, 17 listopada 2015

Czuje sie jakbym walila lbem w twarda jak skala sciane szwedzkiej biur(w)okracji. Zacznijmy od poczatku.

7 lat temu jeszcze calkiem mloda polska lekarka zamyslila sobie wyjazd zagramanice. Do Szwecji. Jako obywatelka ciudnej EU przeszla miekka sciezka, jej wyksztalcenie zostalo uznane na bazie specustawy zwanej na gabinetach dyrektywa 2005/36/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 7 września 2005 w sprawie uznawania kwalifikacji zawodowych. W koncu studia zacne, legitymacja jest, trzeba sie dobrem dzielic i lekarzom prace zagramanica umozliwic.

Hurrrrra moja legitymacja lekarska polska przeksztalcila sie po wyslaniu paru papierkow w legitymcje szwedzka. Pozostala do pokonania skromna przeszkoda w postaci jezyka szwedzkiego. W zasadzie NIE MUSIALAM nic udowadniac. Moglabym z legitymacja owa i walizka przyjechac i szukac pracodawcy, sklonnego mnie przyjac, raczki ucalowac i kurs szwedzkiego zapewnic. Wiem, ze tak mozna bo mam kolegow lekarzy, ktorzy tu na miejscu sie jezyka uczyli z dobrym skutkiem o sobie teraz pracuja, sie specjalizowali, leki wypisuja, pacjentow lecza, odpowiedzialna prace wykonuja.

Ja poszlam inna droga. Moze trudniejsza, ale mi bardziej pasujaca bo ustrukturyzowana, dajaca tez ludziom na tym interesie zarobic. Landsting zaplacil, chyba jednak nie wiecej niz za moje utrzymanie jako jednostki uczacej sie jezyka a jeszcze nie pracujacej, czyt. nie produkujacej wizyt. Ja sie jezyka od podstaw nauczylam na poziomie porownywalnym do tego, ktory bym musiala kiedys osiagnac, przed dyrektywa EU, by tu jako lekarz pracowac, poziom, ktory musza osiagnac i udowodnic czarni na bialym lekarze z krajow 3 swiata spoza EU.

Zostalo to przez kursodawce udokumentowane, 3x w trakcie kursu zdawalismy egzaminy bazujace na egzaminach krajowych z jezyka. Bylam w wierchuszce, nie chwalac sie. No prawie najlepsza na kursie bylam. Miodzio.

Przyjechalam bec, rzeczywistosc dala w leb, mimo swietnych rezultatow nauka szwedzkiego w praktyce szwedzkiego medycznego a przede wszystkim szwedzkiego codziennego zabrala pare lat zycia i wciaz trwa.

W miedzyczasie lekareczka sobie rozne kursy konczyla, zwykle, specjalizacyjne ale i uniwersyteckie, a jakze. Czemu nie jak jej kazali, dali, zaplacili. Psychoterapie. Kurs naukowy - taaaak ten byl najlepszy, organizowany przez uniwersytet w Svall, dajacy punkty wyksztalcenia wyzszego, a jakze. Po paru latach specjalizacje skonczyla, psychiatra sobie zostala. Pare lat popracowala i ... zatesknila do szkolnej lawki.

Bo pojawil sie kurs, ktory ja zainteresowal. Medycyna ubezpieczeniowa. Zwolnienia lekarskie, opiniowanie dlugotrwale niezdolnych do pracy pacjentow. Jakos tak wyszlo. Bo choc nie szwedka po czasie niedlugim doszla do takiej wprawy w pisaniu zwolnien, zaswiadczen lekarskich do renty, ze ma ok 0,1% zwrotek z prosba o uzupelnienie. Nieee nie 10%. Nawet zostala zaproszona do wspolpracy z reprezentantami odpowiednikow polskiego ZUS, UP, gminy i sejmiku wojewodzkiego, zeby reprezentowac psychiatrie i srodowisko lekarskie. Bardzo ja chciano namowic na kurs. ZUS ja namawial, pracodawca. Udalo sie jej nawet przewalczyc, ze ZUS doplaci pracodawcy, zeby miala czas na nauke w czasie pracy. Bo ze kurs sam na koszt pracodawcy i w czasie pracy to normalka w tym kraju, wiec zaden cymes.

Jezuuuuu ale rozpuszczona. Jeszcze pare lat temu tez bym tak myslala. Ale przy psach wieszanych na Szwecji i zmianach w tym pieknym kraju, kryzysie finansowym w sluzbie zdrowia i oszczednisciach - to wciaz jest väldfärdsland, kraj dobrobytu i tu sie na pewnych rzeczach jeszcze NIE OSZCZEDZA.

No ale o co chodzi z biurwo... przepraszam z biurokracja... Otoz TO nie jest juz kurs lekarski,  w ramach specjalizacji. To jest kurs uniwersytecki. Na Karolinska w Solna. A co. Studia podyplomowe mozna by powiedziec. Noooooo i sprawa sie rypla. Radosnie wyslalam co mialam, legitymacje szwedzka lekarska, dowod zdobycia specjalizacji, dyplom lekarski polski... ale zaczelam miec zle przeczucia. Bo na liscie wymagan na stronie antagning.se (antagning - przyjecie na przyklad na studia) pojawilo sie cos, z czym jako wyjety spod zasad obowiazujacy dla innych studentow w Szwecji lekarzyna nie musialam miec wczesniej do czynienia: HÖGSKOLEBEHÖRIGHET czyli wszechszwedzki zasady co szwed lub nie szwed musi udowodnic czarno na bialym zeby w Szwecji studiowac.

Svenska B/3 och Engelska A/6.

Taaaa... Niewazne, ze jestem dochtor, ze znam jezyk, ze z nim na codzien pracuje, na dooooosc zaawansowanym poziomie, ze lecze Szwedow, pisze zaswiadczenia, zwolnienia, opinie. MUSZE czarno na bialym udowodnic, ze znam szwedzki na pozomie 3. Sposob? Egzamin TISUS juz... 10 maja 2016r. Albo kurs w Komvux, taka szkola dla doroslych, ktorzy sie pogubili w gimnazjum albo zle wybrali kierunek, chcieli skonczyc zawodowke a potem zmadrzeli i chca jednak studiowac itp. i egzamin tamze. Kurs na 100p. zeby zrobic inny kurs na 22p. A co...

No doooobra, w Szwecji studiuje, niech po szwedzku udowodni, ze mowi. A co z tym angielskim... Kurs w medycynie ubezpieczen jest po szwedzku, zeby nie bylo. Po angielsku w literaturze jest kilka artykulow dodatkowych dla gleboko zainteresowanych, jak na kazdym kursie tutaj. Ale i na psychoterapii i na kursie naukowym mialam PODRECZNIKI po angielsku i dalam rade. NIKT NIGDY nie chcial ode mnie papieru na to ze dam rade. Ale teraz muuuuusze udowodnic, ze znam angielski. Nieeee, nie ma zludzen, moj angielski czynny lezy i kwiczy z reszta uczylam sie tylko 3 lata w liceum i co prawda mam BDB ale w roku 1996. Prawdopodobnie musialabym miec MATURE z min. 2005r. Albo egzamin na Uniwersytecie. Szwedzkim. Koszt 2500sek. Sa organizowane raz na jakis czas, z biegu nie przystapie bo musialabym (w koncu) przysiasc pare tygodni. A czasu niet. Ze dalabym rade przeczytac artykuly ze zrozumieniem a calosc egazminow jest i tak po szwedzku nie ma najmniejszego znaczenia.

Bo wszystko musze skompletowac do 30 listopada. Tlumaczenie przysiegle dokumentow to pikus, nawet wykaz przedmiotow z uczelni daloby sie zdobyc. Ale wyzej wymienione... Wale, wale, glowa mnie boli, odsylaja mnie od Annasza do Kajfasza, dzwonie, tlumacze, rozmawiam. Chyba nie dam rady przebic muru. Biurwy... biurokracji.

Poddaje sie. Nie no jeszcze nie ale za chwile. Nic tylko sie pociac. Dac sie pociac. Spox, nie mam planow samozniszczenia, zwyczajnie dostalam termin wykonania zabiegu odhalluxowania pierwszej stopki. 9 grudnia. Swieta spedzam w tym roku z nozka w gorze na zwolnieniu lekarskim. Min. 2-3 tygodnie. W porywach do 6. Dowale sobie znieczulajacymi i mi bedzie wszystko jedno.

HOUGH.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Cale wakacje przyszlo na pracowac, bezdzietni robilismy sobie tylko weekendowe wypady i male wycieczki. Lato nas prawie nie nawiedzilo (wiem, myslenie o lecie z perspektywy dzisiejszych malutkich opadzikow sniegu, ktory juz po  5min zamienil sie w siekacy zimny deszcz jest dziwne... dziwaczne...). Z ulga powitalam wiec pare dni wolnego. Niestety ogrod byl w robocie i mialam u siebie ogrodosprawce z synem. Ale w koncu pojechali a nam sie te pare dni lata podobalo. Oooooj podobalo.

A potem spedzilismy 1,5 tygodnia w wiekszosci w aucie. Zrobilismy 4500km w tym czasie. Auteczko - GENIALNE, kocham Dziobka miloscia niezmienna, choc jeszcze sie nie odwazylam notabene mojego auta poprowadzic. Ale padnieci bylismy jak dzikie norki. Co przezylismy to nasze, wystep Metallica w Göteborg, prom jeden i drugi, Niemcy (KOOORKI), Wroclaw i cudny Ostrow Tumski (M jesli to czytasz jeszcze raz dzieki), Rynek, Fontanny... Potem szybko Legnica i dalej w glab Niemiec do Munchen na slub kochanego kuzyna i nowej kuzynki, sieeee dzialo.

Wypoczynkiem tego nie nazwe. Potem po przyjezdzie... coz, mowiac oglednie dostalam obuchem w glowe. Bardzo nieladne zachowanie ze strony kolegi lekarza, placz, niepewnosc, mnostwo wsparcia od kolegow. Zadra zostala i wyglada na to, ze bedzie. A potem bylam przez 3,5 na 5 tygodni sama. Obciazenie, zmeczenie, tak fizyczne jak i przed wszystkim myslowe. Jak mgla... Straszne. Jesli tak wyglada wypalenie JA TEGO NIE CHCE. W koncu odpiscilam i kilka dni siedzialam na zwolnieniu.

Doczekalam sie. W koncu zasluzony urlop jesienny. Gran Canaria, Playa del Ingles odc, 2.

Jak ja za raz sloncem a dwa ciepelkiem tesknilam. Bylo przecudnie, pogoda nieidealna, ale wystarczajaca, plaza, lezaczek, basen, kocyk, lenistwo, odpoczynek, manjana, zarelko, wieczorne wyjscia z mezem, prawie jak za starych mlodych czasow.

Ale nas troche pokaralo. Za duzo tego lenistwa chyba, haha... Najpierw Radka ucho bolalo, potem jeden dzien lezal i zdychal. Kolejny byl syn, goraczka, spal caly dzien. Powrot - kierowca na rzasach. Niedziela na ogarniecie. W pn do pracy a tu NO NO NO...

Maz sie slania, wymiotuje... Syn zawroty glowy lezy, spi, ja charcze. Maz tez charczy. Szpital na peryferiach. Myslalam, ze jakas jelitowka hiszpanska. Aaaaa ja wole hiszpanska muche...

Cud, ze mnie nie zawracalo i zwracalo, bo charczaca moglam ich obskakiwac. Wiec po 2tyg urlopu jeszcze tydzien chorobowego. Ja i syn. Maz dzis poszedl... i wrocil. Po pawiku. Antybiotyk, jeszcze tydzien zwolnienia, lezy, zdycha. A juz bylo dobrze.

Eeeeech...

No to tak w telegraficznym skrocie ostatnie miesiace u nas. I nastala ciemnosc...

PS. Nie lubie wrzucac tu zdjec. Instagrama polubilam. Troszke. Zapraszam.

INSTAGRAM