O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
sobota, 31 grudnia 2011

Kochani... Juz niby przy swietach sie zyczy i Szczesliwego Nowego Roku, ale coz zaszkodzi pozyczyc raz jeszcze? Tym razem nie dwu, nawet nie trzyjezykowo ale wielojezykowo ;-)

Afrikaans Voorspoedige nuwe jaar
Arabic Kul 'am wa antum bikhair
Basque Urte Berri on
Bengali Shuvo noboborsho
Chinese (Cantonese) Sun nien fai lok
Chinese (Mandarin) Xin nian yu kuai
Czech Stastny Novy Rok
Danish Godt NytÅr
Dutch Gelukkig nieuwjaar
Esperanto Bonan Novjaron
Finnish Onnellista uutta vuotta
French Bonne année
German Ein glückliches neues Jahr
Greek Eutychismenos o kainourgios chronos
Hawaiian Hauoli Makahiki hou
Hebrew Shana Tova
Hungarian Boldog uj evet
Indonesian (Bahasa) Selamat Tahun Baru
Italian Felice Anno Nuovo or Buon anno
Japanese Akemashite Omedetou Gozaimasu
Korean Sehe Bokmanee Bateuseyo
Laotian (Hmong) Nyob Zoo Xyoo Tshiab
Latin Felix sit annus novus
Nigerian (Hausa) Barka da sabuwar shekara
Norwegian Godt Nytt År
Philippines (Tagalog) Manigong Bagong Taon
Polish Szczesliwego Nowego Roku
Romanian La Multi Ani si Un An Nou Fericit
Samoan Ia manuia le Tausaga Fou
Spanish Feliz año nuevo
Swahili Heri za Mwaka Mpya
Swedish Gott Nytt År
Thai Sawatdee Pi Mai
Vietnamese Chuc mung nam moi
Welsh Blwyddyn Newydd Dda




18:47, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 grudnia 2011

... tak po szwedzku nazywa sie ten okres, dni pomiedzy... Znany z mellandagarsrea czyli wyprzedazy sni pomiedzy w Polsce zwanych poswiatecznymi... ale nie ma tu az takich rabatow jak w UK czy USA ani takich dantejskich scen jak tamze... My w tym roku w kazdym razie ze wzgledow oszczednosciowych jak i pracowych raczej nie skorzystamy...

(A i wlasnie sie dowiedzialam,ze Szwedzi uknuli nawet na te dni specjalne zyczenia. przed swietami zycza God Jul czyli Wesolych Swiat, przed Sylwkiem Gott Nytt År czyli Szczesliwego Nowego Roku a w mellandagar ... God Fortsättning czyli Milego Kontynuowania... tylko czego, hmmm... swiatecznej szynki? obzarstwa? lenistwa? kanikuly? hehe...)

Choc dzieki Tesciom, co do ktorych nie mam w sumie pewnosci czy w koncu czytaja czy nie (tzn jesli juz to Tesciowa, ale chyba czytasz prawda Mamo???) na naszym polskim koncie znalazla sie wcale nie taka mala niespodzianka pokarpiowa gotowkowa za ktora niniejszym serdecznie dziekujemy, na pewno sie bardzo przyda. Na cel wiadomy z gory czyli prezent dla Andrzeja, Radka chrzesniaka, co za chwile w wiek dorosly wkracza, na Radka terapie i na mnostwo wydatkow, na ktore juz juz mialam pchac pieniadze ze szwedzkiego konta czyli w zasadzie przelac z pustego w prozne, bo jak poschodza wszystkie oplaty, kredyty, rachunki to jak zwykle niewiele zostanie...

Tymczasem do nastepnej wyplaty miesiac a do tego czasu potrzeby sa... W nast weekend po Sylwku jedziemy z Dawidem na turniej pilki recznej, tzn on jednym busem z kolezankami i kolegami a my w drugim w ogonie z czescia rodzicow. Nie chcial jechac sam a i my nie chcielismy puszczac go samego w taka daleka wyprawe... zwlaszcza ze jednak wiekszosci chlopcow towarzysza rodzice a czesto i dziadkowie... Milo mu bedzie ze bedziemy tez kibicowac och meczom... Ale bedzie mogl byc z kolegami, beda skoszarowani razem w jakiejs szkole albo akademiku, podobnie jak na pucharze w noznej pilce w lecie w Svall. Tak wiec czesc rodzicow jedzie autobusem jak my,  czesc woli jechac wlasnymi autami, ale my podziekujemy, zwlaszcza po ostatnich wiatrach nie mam na to najmniejszej ochoty - wlasnie o dziwo wcale nie lezacy dzis z rteszta tylko w smetnych resztkach snieg w tym roku jest problemem a sztormowe wiatry od wczoraj... Nam wywalilo na szczescie tylko jedna oslone tarasu, ale ludziom pozrywalo dachy, kable pradowe, zatrzymane bylo czesc pociagow... I dzis dalej wieje, choc niby troche slabiej...

Czesc rodzicow nie jedzie wcale... dzieciakow sie z domu pozbeda, wolnosc i swoboda ufff... hehe... Ja sie ciesze,ze spedzimy sobie te 2 dni razem ale nie w domu z menszem, przyda nam sie taka odskocznia od codziennosci... Turniej jest  w Falun, kawalek drogi, mam nadzieje,ze pogoda pozwoli polazic troche po miescie...

Oj tak, te swieta byly krotkie, minely jak zwykle szybko... Na moze bardziej zdrowo i ociupinke sie objedlismy, oczywiscie wszystkiego bylo za duzo i jeszcze bedziemy caly tydzien tzn mellandagarna wykanczac... Ale dobre zarelko, wybralismy to co lubimy.Praca w tym tygodniu byla w zasadzie odpoczynkiem, pacjenci postanowili nie sprawiac problemow, nie chorowac ostro, chcieli tylko czasami przedluzyc sobie recepty troche za wczesnie albo na zbyt duza ilosc uzalezniajacych tabletek, ale to normalne... Przyjec planowych prawie wcale, bo tu od tygodnia przed BN do tygodnia po Nowym Roku,tzn do po Swiecie Trzech Kroli sa male wakacje, maly okres kanikuly, w odroznieniu od duzej kanikuly czyli wakacji letnich, od polowy czerwca do polowy sierpnia (wtedy to kazdy pracownik ma PRAWO do min. 4 tygodni ciaglego wolnego, ha...) - nic sie nie dzieje, spowolnienie, spokoj, cisza i niejoza... hehe...

Od jutra ponad tydzien wolnego, nie calkiem luznego bo musze w koncu plan pracy naukowej napisac, ale przynajmniej w domku pobede. Jutro dzien na nauke oficjalny a potem niby urlopik, ale nieoficjalnie trzeba bedzie przebic sie przez pare artykolow o migracji, integracji itp i wymodzic jakis fajny tytul i podloze do pisania pracy...Tytul, na ktory wpadlam wczoraj... "What doesn't kill you makes you STROOOONG!!!" czyli lekarzy kilku opowiesci wlasne o migracji i integracji w Krolestwie Szwecji... Czy cos w ten desen...

Pochwalilabym sie jeszcze czyms, ale nie moge, pochwale sie po fakcie, hahaha w kazdym razie dzis sie wyzywalam artystycznie i to udanie... Ide spac... Natti natti...

Jakies plany sylwestrowe? Prosze mi sie spowiadac...

 

czwartek, 22 grudnia 2011

Wszystkim ktorzy tu wpadaja, zagladaja, regularnie czytaja albo moze tylko zjawili sie przypadkiem zyczymy wszystkiego naj naj naj!!! I to w dwoch jezykach a co!!!

 

PS. Dzis na FB znalazlam zdanie, ktore chce Wam przeslac jako dodatek to zyczen, calkiem GRATIS ;-)

Så här i jultider: Hellre enkel mat med kärlek, än påkostad utan kärlek. Glädja er att ni är nära de ni älskar och att får tillbringa tid tillsammans!!! - Swieta za progiem : Chetniej proste jedzenie z miloscia niz drogiei wykwintne bez milosci. Cieszcie sie bliskoscia ludzi, ktorych kochacie i czasem wspolnie spedzonym!!!

wtorek, 20 grudnia 2011

...dzis zadzwonila Babcia Dawida, a moja mama Ewa...Dawidka niespodziewanka dotarla do nich... zdekompletowana... Bo przeciez co moga wysylac bogate emigranty ze Szwecji do Polszczyzny zadulszczyzny... No monejki moze jakies, albo cennosci... a jeszcze napisali,zeby ostroznie traktowac, na peeeeeewno cos cennego...

A kurde CENNEGO!!! Bo z serca, pamieci i tesknoty zrobionego od wnuka dla Babci, Dziadka, Wujka Taty Chrzestnego i Pradziadka...Finansowo drozej kosztowala wysylka niz sam material, ale wlozony czas i chec i wlasnorecznie napisany list do rodziny na swieta i drugi zalegly w odpowiedzi do babci... to sa rzeczy bezcenne... A KTOS kogo nawet nie znize sie,zeby opisowo nazwac inwektywami, ktorych polski jezyk nie jest pozbawiony - otworzyl koperte, 2 obrazki rozpakowal ze swiatecznego opakowania, trzeci pewnie wqurzony brakiem cennej zawartosci alboprzy otwieraniu calej paczki uszkodzil, nawet nie odpakowujac...Koperte z kartka i listami nie wiem, wyrzucil? Obrazki puscil dalej, dobre i to. Ale niespodzianka zepsuta, Babcia kochana odzaluje i dwa pozostale obrazki zapakuje i dla Wujka i Pradziadka, ktorzy pewnie z calej 4ki najmniej jednak docenia istote checi dziecka i wartosci... a list i kartka z zyczeniami przepadly w nicosci... Urok wysylania listow na papierze, przez dziecko odkryty delikatnie jakby poszarzal, bo mail jeszcze mozna probowac odtworzyc, ale listow sprzed 2 tygodni i tygodnia juz nie ma sensu, bo sie zdazyly zdezaktualizowac.

A wiecie co jeszcze mnie wkurza? Ze przez jakiegos %&^^&%^%&^ grrrrrrr... moje dziecko mialo lzy w oczach, wrazliwiec moj kochany, zwyczajnie mu sie przykro zrobilo, ze sie niespodzianka nie udala... GRRRRRRRRRRRRRR...

Mam nadzieje,ze wlasciwa instancja zanotowala, rozge przyniesie i zgage i kaluze pod nogami i slizgawice, zeby sobie pojechal na pietach i d... obtlukl i jakies zylaki, hemoroidy, pasozyty i 40 dowolnie wybranych plag egipskich...Ciekawe czy niespodzianka tego samego sortu dotarla do drugiej Babci i Dziadka i do Mamy Chrzestnej...

niedziela, 18 grudnia 2011

Moja znajoma marynarka http://tnij.org/oovv wlasnie szuka nastroju swiatecznego... Fakt, nielatwo mi jest znalezc atmosfere lat dzieciecych, zapachow jeszcze swiatecznych nie ma... ale w kuchni stoja 4 puszki i miska pysznych pierniczkow, ozdoby swiateczne w koncu dzis odkurzone i powieszone, a za oknami sypnelo akuratna iloscia bialego puchu, ktory blaaaagam niech juz z nami ostanie,bo swiat naokolo zrobila sie jakos taki bardziej zimowy, przyjazny, jasny no i swiateczny...

W pokoju siedzumy przy kominku, z braku szyby jest blacha wiec nie widac trzaskajacych plomieni w tym roku, ale milutko i cieplutko. Na obrzezy stoja swieczki i plomyki migaja...

W glowie powoli klaruje sie plan dzialan na nastepny tydzien do Wigilii. Jutro rozejrzec sie za drzewkiem i moze kupic plus dziecko ma w szkole julfest czyli cos w rodziju polskiej wspolnej Wigilii, beda razem jedli potrawy zamowione na wynos z restauracji, a potem tance albo ogladanie wspolne filmu, co sobie wybiora. Wtorek domowo, wiec moze uda nam sie ubrac choinke? W srode Dawid ma ostatni trening przed swietami a ja moze wybiore sie z kolezanka na podwojna godzine Zumby w Sollefteå, wiec pewnie niewiele bedzie przygotowan do swiat, chyba ze zaliczyc do nich zrzucanie kalorii, hehe... Za to w czwartek pelna mobilizacja, zakupy, odmrazanie lososia, ktory trzeba w polowie w piatek upiec w majeranku, mniam a w polowie zrobic w galarecie mniam, mniam... Poza tym w czwartek trzeba odsolic sledzia na szube i obgotowac marchewke, tejze roche wiecej od razu do salatki. W pt jaja do szuby i scieramy pyszne warstwy, potem w kosteczke kroic bedziemy salatke z marchewki, jablka, grzybkow marynowanych, jajek, ogorkow kiszonych i kukurydzy i groszku z puszki, mniaaaaam...Co tam jeszcze... aaaa pierogi ruskie wyjac z lodowki,ale to pewnie albo wieczorem w pt albo w sb rano i ciacha zamrozone przy okazji pieczenia na urodziny Dawida, brownies pyszne, seromakowiec i jablecznik...Pewnie jeszcze zrobie jaja faszerowane na pierwszy dzien swiat, bo one sa z szyneczka...

No i jak ma sie tyle planow kulinarnych to przeciez nastroj trzeba miec, prawda??? Mam nadzieje, ze w pt uda mi sie wyjsc wczesniej, planuje wyjsc w lunch, to wtedy i zdaze ze wszystkim i nie bede musiala gonic w pietke...

Kiepsko te swieta wypadaja w tym roku, malo czasu, malo wolnego, ale zrobimy najlepsze z tego co sie da...

A dzieki mojej kochanej, niezawodnej mamusi bedziemy mieli oplatek na Wigilie do podzielenia sie dzieeeeki kochana, juz mialam Anitke prosic,zeby z Polski koniecznie przywiozla, ale przyszedl razem z kartka swiateczna... Buziaki, nam tez bedzie Was brakowalo... Ciebie zwlaszcza...

U nas juz spokojniej, pogadalismy, cwiczymy pozytywne nastawienie, Radus bardzo, bardzo sie stara...Psychoterapia czyli madre Polakow rozmowy z profesjonalista beda jak najbardziej na miejscu,a poki co odreagowalismy spedzajac mily, lazy, prawie rodzinny wieczor w pt u Niamkow, bylo faaaajowsko, bezstresowo, beznapieciowo, graniowo, dyskusyjnie i spokojnie... Po powrocie w ramach sobotniego nicnierobienia zrobilismy pare rzeczy, tylko to 21 nam zeszlo a potem juz blogie nierobstwo, haha... Dzis dzien kuchenny, robota na 4 rece z naszykowaniem lunczykow na caly tydzien, najlepiej plynnych lekko, w sosiku tak zeby Radek podgrzal i z termosika sobie wyjadl. Mission comleted!!!

Niedziela minela ostatnia adwentowa, ostatni przedswiateczny tydzien czas zaczac...

Zima

23:10, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 grudnia 2011

... jest takie przyslowie znacie prawda? Moze nie do konca adekwatne w naszej sytuacji, bo w ogolnym rozumieniu slowa az takiej biedy nie klepiemy. Nie finansowa znaczy... Choc zyjemy na chwile obecna na styk z oplatami, wydatkami i utrzymaniem domu, ale jakos z miesaica na miesiac idzie i prawie sie wiecej nie zadluzamy...Jedynie gdzie w glowie czasi sie lekki strach a co jak zachoruje??? Raz juz wyladowalam w szpitalu niespodziewanie, kto powiedzial ze nawet jesli to sie nie powtorzy to jakas inna przypadlosc mnie nie trzasnie...

I zeby bylo jasne JA nie zaluje ze wyjechalam i wydaje mi sie,ze mimo pewnych trudnosci wyjazd byl jednak dobra decyzja dla naszej rodziny pod wieloma wzgledami. Mowi sie,ze co nas nie zabije to nas wzmocni. Mysle, ze moze w Polsce nasz zwiazek tez by sie rozwijal, ale nie narazony na tak drastyczne zmiany i przestaweinia wartosci chyba rozwijalby sie wolniej, moze w innym kierunku... Narazie jestesmy na etapie bliskim agonii, ale zyjemy, dychamy, prawie sie nie klocimy, prawie nie podnosimy glosu ani sie nie obrazamy. Rozmawiamy... Wyciagamy wnioski... Widzimy trudnosci i dzieki dobrym ludziom naokolo je rozwiazujemy...

Byl spory kryzys w piatek. Duuuzy kryzys przyszedl we wtorek. Ale nas nie usmiercil. Rezultat? Monsz wraca do lekow, tabletki problemow nie zalatwia, ale moze chociaz mu samopoczucie wyrownaja i go lekko wzmocnia. Nad tolerancja stresu i jego wlasnym poczuciem wartosci trzeba natomiast popracowac. Ja weszlam na wyzyny talentow terapeutycznych i jak juz ustalilismy,ze wyciagam wszystko, ale monsz nie czuje sie atakowany ani obrazany ani inne podobne to mi sie udalo skladnie, ladnie i prawie czysta polszczyzna (choc brakuje mi czasami polskich slow z tej dzialki zauwazam) wyklarowac dlaczego uwazam,ze tu juz musi zaistniec jakas terapia, ze trzeba dostac perspektywe z zewnatrz, od kogos kto w tym siedzi i wie o co w tym biega i kto pomajstruje Radkowi w glowie i pouklada to co tam jest w nieco wiekszym porzadku a moze i pomoze mu nauczyc sie jakis nowych strategii, ktore beda bardziej uzyteczne w jego obecnej sytuacji, wieku i okolicznosciach. Bo inaczej nigdzie nie dojdziemy. Bo inaczej skonczy sie to rozwodem lub rozstaniem jego lub moja depresja, problemami z dzieckiem albo jeszcze jakims innym misiem...

Bo w malym stresie to jeszcze sie potrafi ten moj skad inad wielki i silny fizycznie a czesto i silniejszy ode mnie psychicznie facet zmobilizowac, poprzeklina, potupie noga ale idzie i robi i jest w tym swietny. Uwazam,ze potrafi rozwiazywac naprawde trudne sytuacja, nad ktorymi ja zalamuje rece i nie wyobrazam sobie zeby ktos inny robil to lepiej. A w innych obszarach zycia te strategie albo nie daja rezultatu, albo sie zniechecil do ich probowania nawet. Stres zewnetrzny, wymagania, odpowiedzialnosc go wytracaja z jakiejkolwiek rownowagi, o ile w piatek poszedl bardziej w kierunku wscieklosci o tyle we wtorek byla rozpacz, placz i zakret totalny, w zasadzie strategia rozwiazania problemu spadla na poziom, ktory bylby uzyteczny dla moze 6latka, rozplakac sie a potem zostawic zabawki w piaskownicy i spadac do domu pod kolderke.

W sumie nie wiem kto mnie tu czytuje. Jesli tesciowa, mam nadzieje,ze sie nie obrazi, jesli napisze,ze kariera zawodowa Radka nie istnieje. Sklep nie byl wyborem dobrowolnym byl przymusem z rozsadku. Niby nikt go na sile nie trzymal, wiadomo. Bylo nam dobrze pod wieloma wzgledami i w chwili gdy ja nie zarabialam i nie mialam dochodow to sklep dal nam srodki na zalezenie i utrzymanie rodziny a dzieki temu,ze mielismy gdzie mieszkac bylismy razem i mamy Dawida.Ale kazdy kij ma dwa konce. Radek wiele lat byl jednak mniej lub bardziej na swoim, nie musial wykonywac polecen obcego szefa. Mogl wiele rzeczy robic po swojemu... choc niby nie byl, bo zawsze byli rodzice, brat, ktos mial zawsze lepszy pomysl na cos, nawet jesli gdy trzeba bylo zaczac robic rzadko byli chetni. To juz przeszlosc, nie ma co jej rozgrzebywac, ale faktem jest ze sklep i pomogl i zaszkodzil... Potem pierwsz praca na zewnatrz, w normalnym swiecie i wszystko sie posypalo, nie wytrzymal presji. Wtedy byla pacjonalizacja, wynoszenie obiektywnych i prawdziwych trudnosci no i przeciez nie kopie sie lezacego, wiec pomoglam ile umialam. Teraz sie to msci.

Wydawalo nam sie,ze nie uciekamy od niczego a ucieklismy i od przeszlosci i od klopotow i od niepowodzen, myslac naiwnie troche ze jak zaczniemy od nowa to sie juz nie powtorzy. I moze to byla dobra decyzja, moze wyjdziemy na prosta, ale narazie ponad 3letnie bezrobocie, zamykanie sie w sobie, bo brak jezyka, bo mnie nie zrozumieja a teraz reakcje na moze nielatwa, ale jednak do opanowania sytuacje na praktykach najlepiej pokazuja,ze moj inteligetny, wygadany i kochany monsz i ojciec czasami jest kompletnie nieporadnym malym chlopcem... Kocham tez i tego chlopca, ale on musi sie nauczyc trzymac na uboczu i nie wylazic na wierzch jak wszystko sie sypie. Wtedy musi oddac ster mezczyznie, ktory z kata musi sie wygrzebac i rzadzic i walczyc. NO!!!

Jakos mi sie udalo w kazdym razie tego mojego chlopca uspokoic na tyle,ze sie zebral do kupy, rozwiazal problem praktyczny i nie schowal sie w mysiej diurze. Ile go to kosztowalo psychicznie i fizycznie moge sobie wyobrazic, padniety byl jeszcze wczoraj. Sen w tej calej sytuacji tez nie jest najlepszy i nie pomaga. Popoludniu byla rozmowa, wyciaganie wnioskow i konsultacje online z przyjaciolkami na netowej liscie, ktore pomogly mi sie zdystansowac, zobaczyc sprawe z zewnatrz i znalezc mozliwe opcje. Teraz pilka po stronie Radka, jedna juz odbil, dzis wzial lek, druga rekawica ma byc terapia, ktora mama kolezanki zgodzila sie poprowadzic wstepnie przez skype (terapia po szwedzku to jednak troche wyzsza szkola jazdy i narazie nie czuje Radek,zeby moglo mu to pomoc, zeby sie mogl do konca w takiej sytuacji otworzyc) a poza tym Radek sam zaproponowal jak moze sie dowiedziec co dalej z praktyka (no, ja go nieco naprowadzilam, bo jak sie nie wie i sie czlowiek tylko domysla i sie gubi z czarnych wyobrazeniach, to jaka najlesza droga z tego... ZAPYTAC...prawda???) i jesli dostanie propozycje zostania juz na normalnej pensji to pewnie sprobuje. Jesli nie to wracamy do punktu wyjscia i wtedy mam nadzieje,ze z pomoca terapii Radek sam w sobie znajdzie odpowiedz co i jak chce robic dalej. Powrotu na kanape do wysylania tylko cv netem juz nie ma, jesli nasz zwiazek ma dalej trwac. Bo nie o mnie tu chodzi, ale o nas, o to,ze nas to niszczy, wysysa sily i naped takze ze mnie.

A wyprowadzki w nowe miesjce i wyrywania korzeni na ta chwile po raz kolejny sobie nie wyobrazam. Nie mowie,ze tego nie zrobie, ale bylaby to ostatecznosc dla naszej trojki. Miejmy wiec nadzieje,ze znajdziemy inne rozwiazanie za zakretem, jeszcze go nie widac, ale na pewno tam jest...

Tez we wtorek natknelam sie na forum doktorowym na artykul nt wzrastajacej liczby samobojstw w Warszawie i innych polskich miastach:

''Zdaniem dr. Roberta Wyszyńskiego, socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego, coraz częściej na samobójczy krok decydują się  osoby, które straciły pracę i wpadły  w depresję.

– Ludziom wali się ich dotychczasowy świat, tracą wszystko, co do tej pory było ich wyznacznikiem społecznym. Popadają w depresję, która kończy się targnięciem na własne życie. Coraz częściej samobójstwa poprzedzone są zabójstwami bliskich. Około 10 procent ludzi ma stany lękowe, depresje. To syndrom naszych czasów – dodaje socjolog. Doktor Wyszyński zauważa, że „stajemy się społeczeństwem lęku i niepewności, w którym ludzie czują się coraz bardziej samotni".

Pracuje w tej branzy i wynika z tego,ze zajecia bede miala coraz wiecej a nie mniej. Kryzys, dobrobyt na kredyt, ktory staje sie pulapka i ktorego w sumie ja tez zazywam, utrata statusu i tempo zycia przede wszystkim, kotre stawia przed nami coraz wieksze wymagania a nie dalo nam narzedzi w mlodosci do nauczenia sie jak sobie z tym wszystkim radzic...

Wracam do pracy. Dobrze, ze nie mam w tym tygodniu zbyt wielu pacjentow, chyba nie bylabym sie w stanie na tym skupic, zeby im skutecznie pomagac...

10:35, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (5) »
niedziela, 11 grudnia 2011

Tututttuuuuu... Odtrabione przygotowanie pierogow ruskich na Wigilie. Mialam w zasadzie w zamiarze przygotowanie wczoraj tylko farszu a skonczylo sie wykonczeniem pierozkow.Nie liczylam dokladnie, ale kolo 80 sztuk jest. Ufff... Uwielbiamy wszyscy ruskie pierogi, stad ten wybor wigilijny, nieco specyficzny. Ale lepienie ich nie nalezy do moich ulubionych czynnosci...

Wigilie spedzimy z przyjaciolmi. Robota sie dzielimy i kompletujemy, oni zrobia barszczyk z tortellini udajacymi uszki, ja rybke lososia pieczonego i chyba tez w galarecie, salatke warzywna i w/w pierogi a Jacek ma zlepic pierogi z kapusta i grzybami.Do tego zrobia salatke z tunczykiem.

Po zarciu beda ciacha seromakowiec, jablecznik, brownnies, pierniczki i ciasto szafranowe... Mniami...

Dzis obiad u znajomych, potem dekorowanie domkow z piernika u innych... Bedzie prawdziwie przedswiatecznie... Dzingel beeeeels dzingel beeeeels dzingel on de weeeeeej... :-P

PS. Wieczorem musze w koncu wywiesic przedswiateczne dekoracje, moje bombeczki, ktore przyjaciolka okreslila czulym mianem KARCZOCHOW...

11:19, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 grudnia 2011

Odtrabiony snieg stopnial, potem bylo pare dni szklanki i deszczu. Wczoraj wieczorem biala cieeeeniuuuutka warstewka pokryla swiat naokolo... No nie powiem ladniej tak jest choc jak na moj gust jakies 10-20 cm sniegu w zupelnosci by wystarczylo...

Dzis wazny dzien... 11 lat temu, dokladnie o tej proze, lezalam na porodowce w Lubinie, dolnoslaskie, stekajac i prac, by dokladnie o godz. 16.05 stac sie pelnoprawna i pelnoetatowa mama pewnego nastolatka... Nie wiem kiedy zlecialy te wszystkie lata...

Czasami tesknie za tym malenstwem slodko mlaszczacym przy piersi lub wrzeszczacym ile pary w plucach, za tym urwipolciem 2latnim, ktory najlepiej znal jedno slowo NIEEEEE i zawsze zmierzal w przeciwnym kierunku, za 3latkiem, ktory odwaznie i bez mrugniecia okiem szedl najpierw do zlobka a potem do przedszkola, za 4-5 latkiem, ktory zaczal coraz wiecej i wyrazniej mowic i pytac, za rosnacym w rozumiem i wzroscie 6latkiem konczacym zerowke i wkraczajacym na dluuuuga i kreta droge edukacji, za przestraszonym nieco szkola i narastajacymi obowiazkami prawie 7latkiem, odwaznym 8latniem, ktory dzielnie zniosl najpierw przeprowadzke do Wawy, potem do Szwecji, nieco niesmalym 9latkiem, ktory pracowicie uczyl sie jezyka i staral sie nawiazac przyjaznie z tubylcami, za 10latkiem, ktory swietowal wejscie w 2cyfrowy wiek...

Kolejny roczek minal... juz nie kilkulatek, ale nastolatek, mlody bo mlody, ale jednak.

100 lat synku!!!!!!!!!!

15:27, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »