O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
czwartek, 17 marca 2011

Z rana rozmowa z kolezanka po fachu, przyszla zapowiedz pensji a w niej potracenie zaliczki na zaplacenie wizy, ktora nie miala byc potracona stad dzien zaczelam od rozmowy telefonicznej i wyjasniania... Potem handledning czyli rozmowa z superwizorem (cos jak opiekun specjalizacji, tylko od kursu psychoterapii) nt pacjentow.Podroz z Sundsvall, szybki lunch...I mail od szwefowej nt. aut leasingowych, ze absolutnie i bez wyjaztkow NIE MOZNA ich brac pod dom, nawet jesli np. jezdzi sie na kurs i w droge rusza sie na przyklad kole 7 rano a meza nie ma juz od 6 bo jest w drodze do Sundsvall na swoj kurs... Nie ma to ja ludzkie podejscie, co...

Kolejny prztyczek jak popatrzylam na pensje - dostalam podwyzke, milo, milo, taka sama jak inni ST - mniej milo bo wg szefa mialam miec priorytet w podwyzce a liczac procentowo dostalam nawet mniej, w dodatku nie wzieli pod uwage moich uwag,ze warto by bylo liczyc mnie juz jako specjalizanta na koncu specjalizacji a nie dopiero za 2 lata, jak przy dobrych wiatrach juz ja skoncze... (czeka nas wiec rozmowa o tym i jeszcze paru sprawach, ktore jak sie wlasnie dowiedzialam inni ST mieli a mnie och odmowiono...)... Podwyzke wyrownali zgodnie z zapowiedziami od pazdziernika, ale od tej nadplaconej sumy policzyli podatek 54% (!!!!!) zamiast 34%... GRANDA... Pewnie wyrownaja to przy rozliczeniu podatku, ale to bedzie w polowie 2012 roku... A w Polsce ludzie skarza sie na podatki...

Na oslodzenie dnia - po wtorkowym telefonie z Trafikverket ze juz zajeli sie Radka podaniem (a jeszcze w poniedzialek sprawdzlismy,ze zajmuja sie sprawami, ktore wplynely tydzien przed nasza) dzis NIESPODZIANKA papierek do wklejenia zdjecia i wpisania podpisu - z lyzka dziegdziu... Blankiet wplaty na 150sek (ok 70zl) za nowe prawko, ktore jak dobrze pojdzie posluzy Radkowi moze pare tygodni... ciekawe czy uda nam sie odzyskac te pieniadze motywujac faktem,ze to z winy Trafikverket Radek musi zmieniac prawo jazdy...

No ale wazne ze moje wypociny i prosby poskutkowaly...

Teraz jestem juz tylko szczesliwa,ze czwartek 17 marca sie skonczyl...

sobota, 12 marca 2011

... siedzimy sobie w Coffeehaeven na lotnisku i za nasza kawke i czekolade wcalenietakadroga biorac pod uwage ceny w Szwecji, mamy dostep do netu porcjowany po pol godzinki i nawet prad dla podladowania lapka...Niech zyje wspolczesnosc...

...i nasze przeklenstwo bo przez to prawie na zywo ogladamy tragiczne skutki trzesienia ziemi i tsunami w Japonii... Zaginione pociagi pelne ludzi, samochody plywajace jak zabawki, straszne...

A na dworze wiosna w pelni, poza wczorajszym deszczykiem pozostale dni nszego pobytu tutaj byly piekne i sloneczne. Z lotniska podroz pociagiem kl.2, wytrzeslo nas za wszystkie czasy, potem 2 dni w Toruniu ze zwiedzaniem starowki i wizyta w planetarium. Na szczescie pozytywne fluidy daly Alince 2 spokojniejsze dni i moglismy sie soba nacieszyc, nastepnie znowu pociagiem do Legnicy - tu juz zafundowalismy sobie 1 klase, niewiele w TLK drozsza i dzieki temu mielismy caaaaaly przedzial dla siebie...

Male opoznienie we Wro i po polnocy bylismy w Legnicy. Rano odespalismy, Dawid az do 10.30 i potem dzien z moja rodzinka, wizyta na cmentarzu, w tym u kochanej mojej Babci (smuuutno...) a potem zupa, drugie, 2 ciasta, kolacja, salatka (kocham Cie mamutku) i dzien minal... Kolejny z tesciami, a popoludniu Dawid posiedzial z kuzynami a jak zwiedzilam Galerie... bynajmniej nie z obrazami ;-)

I wreszcie dzien ostatni, male zakupy (maaaale a torba z 15 kg urosla do 25...) i pakowanie (oooooo matko jak ja to zdolalam upchnac...)... Wieczor z przyjaciolka w Krzeczynie, Dawid mogl sie pobawic z rzadko widzianym Mackiem i Filipkiem, nocowalismy tam i z ranka o 6 autobus do Poznania... Od 10 siedzimy na lotnisku, na szczescie znalezlismy nasz hot spot i stad ta ultra szybka relacja z naszego pobytu w Polsce, tuz przed lotem spowrotem. Buziaki i pozdrowienia dla wszystkich czytajacych, do uslyszenia prawie 2tys km stad, po drugiej tej zimniejszej stronie Baltyku ;0

12:45, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 marca 2011

Najpierw tym nielicznym osobom, ktore to stale zagladaja jestem winna ciag dalszy naszych przygod z wiatrami... i nie mam tu na mysli sensacji po zjedzeniu grochowki, hehe...

Otoz... Koledzy egzamin mieli wczoraj... Radek mial dzien wolny od jechania, ktory mogl sobie poswiecic na nauke wlasna... Poswiecil na odpoczynek, nalezlo mu sie...

Papiery skompletowalismy i wyslalismy w zeszly piatek. W czwartek wieczorem przyszedl zamowiony druk podania o zmiane prawka, ktory wypelnilismym do tego prawko w oryginale, podanie po szwedzku dlaczego nam zalezy na szybkim zalatwieniu sprawy, podobne po polsku, o ktorego zalaczenie do faxu prosimy w podaniu szwedzkim no i wreszcie cos co sie nazywa personbevis i jest wydrukiem z rejestru urzedu podatkowego o tym kim sie jest, jaki sie ma adres zamieszkania, od kiedy sie jest osiedlonym w Szwecji i jaki sie ma szwedzki pesel... To ostatnie okazalo sie,ze trzeba zalaczyc i bylam juz bliska placzu majac wizje czekania na nie kilka dni, ale okazalo sie ze majac tzw. e-legitymacje dostarczaja przez bank Nordea mozna je wyswietlic na wlasnym kompie i wydrukowac na wlasnej drukarce - za takie rzeczy wlasnie szwedzki system kocham, tym samym za inne go nienawidzac...

Bo nasz pepierki doszly do nich w poniedzialek... coc z tego, skoro laduja sobie w kolejeczce zgodnej z data nadejscia i do momemntu az wyladuja na biurku jakiegos konkretnego urzednika nikt nawet na nie nie spojrzy ani ich nie spriorytetuje... a kolejka jest na ok 3 tygodni... GRRRRRRRRRRR... i nie da sie jej w zaden sposob obejsc. Dwoch Panow czy moze nawet juz i trzech z ktorymi w tym tyg rozmawialam pewnie dolozyli notatki systemowe ze jestem upierdliwa i dzwonie, ale tak czy siak fax do Polski z prosba o potwierdzenie wyjdzie nie wczesniej niz za ok 2 tyg... A potem wyladuje na biurku polskiego urzednika, ktory mam ogromna nadzieje bedzie mial niesamowicie dobry dzien, slonce na dworze, mila zona w domu wzglednie maz co dostal premie i kupil zonie-urzedniczce diamentowa kolie, dziecko wygralo konkurs na nainteligentniejszego x-latka itp, i odpowie w ciagu kilku dni i nie trzeba bedzie po miesiacu wysylac ponaglenia...Potem to juz powinno byc z gorki, wysylaja papier, nakleja sie zdjecie, podpisuje i w ciagu 1-2 dni prawko powinno byc u nas...

Aleeeeeeeee...miesiac czekania bedzie i w zwiazku z tym,zeby nam nie bylo nudno okazalo sie,ze i w zeszlym tygodniu jak sie to wszystko okazalo i w tym Radek byl zaplanowany tylko na teorie i testy i symulacje na kompie, zadnych jazd probnych... Najpierw myslal,ze to ze wzgledu na ten planowany egzamin... ale jak w tym tygodniu tez nie mial jazd to sie zaczal dopytywac... i co sie okazalo??? Ze pan N. i pani Ch.-sekretarka sa niepewni czy aby wydane przez urzad drogowy pozwolenie na prowadzenie w trakcie kursu aut ciezarowych jest w tej sytuacji wazne, zwlaszcza w swietle informacji jaka otrzymalam od tegoz urzedu ze po roku musimy zmieniac prawko i juz i ze inaczej jest niewazne... I ze w zwiazku z tym nie bedzie mial chyba jazd poki nie dostanie tego szwedzkiego prawka i nie potwierdza,ze jego prawko nie jest karta biblioteczna... Pani Ch miala wyobrazenie graniczace z pewnoscia,ze to potrwa paaaaare dni, jak wymiana szwedzkiego prawka i gdyby tak mialo byc to oki, ale miesiac a kto wie czy nie dluzej???P. Ch. sie zmozdzyla i wyslala zapytanie mailem o to jak sie maja zachowac, na wiecej aktywnosci nie miala napedu...

No wiec rada nierada przystapilam do akcji czytania FASCYNUJACEJ!!!! lektury mianowicie szwedzkiej ustawy o prawie jazdy, zasadach przyznawania, odbierania, wymiany, egzaminow, jazd probnych itp... MIODZIO... Przeprnelam, wydrukowalam to co nas a raczej Radka dotyczylo, w 2 kopiach. Sama wyslalam takie samo zapytanie- odp jeszcze nie ma... Potem zadzwonilam do urzedu, nie mogli znalezc nic co by przeczylo mojemu tlumaczeniu prawa, ale dla pewnosci odeslali mnie na drugi dzien do biura zajmujacego sie wlasnie problemami interpretacji prawa itp.

W czwartek zadzwonilam tamze i pierwszy raz w tej calej kolomyi trafilam na prawdziwie kompetentna osobe, ktora widziala o ktorych paragrafach mowie, zgodzila sie ze mna,ze fakt,ze szwedzki urzad nie przyjmuje polskich praw jazdy jest zassadniczo niezgodny z prawem, ale on nie ma na to wplywu. Przy tym czytajac ustawe doczytalam sie,ze informacja uzyskana wczesniej,ze MUSIMY zmieniac prawko po roku stalego pobytu jest NIEPRAWDZIWA bo to dotyczy obywateli Panstw spoza EU!!! o czym pewnie urzedniczek zapomnial lub tez sadzil,ze Polska jest poza EU...

W kazdym razie ow mily Pan dla pewnosci jeszcze sie skonsultowal wyzej i sam zadzwonil do Radka szkoly, rozmawial z p. Ch i poinformowal ja,ze nasze prawko jest wazne, ze to system zmusza nas to jego wymiany tylko i wylacznie po to,zeby zaplacic 600sek a za pare tygodni mam nadzieje wymienic na nowe z kat C i CE, ze prawo jazdy zagraniczne dopoki nie zostaloby uznane za karte biblioteczna a wiec w okresie rozpatrywania podania JEST WAZNE czy tez jak stoi w ustaie NIE JEST NIEWAZNE!!! i ze jak najbardziej majac wazne prawo jazdy polskie i wazne pozwolenie na prowadzenie aut ciezarowych na kursie Radek MOZE cwiczyc praktycznie jazdy,zeby jak juz w koncu dostanie ten szwedki plastik moc od reki podejsc do egzaminu i teoretycznego i praktycznego...

UFFFFFFFF... Kamien z serca... Malenki kamyczek jeszcze lezy no bo sprawy leza i czekaja na osobistego urzednika, poza tym uspokoje sie ostatecznie jak w rozpisce na nowy tydzien Radek bedzie mial jazdy, ale pewna satysfakcja jest!!! A jak mi sie stan wiedzy prawniczej poglebil, mniami, dzieki bogu bylam juz po lekturze prawa dot mojej pracy i ten jezyk szwedzki stal sie dla mnie nieco lepiej zrozumialy, choc nie powiem,ze lekki do czytania...

W tych okolicznosciach pierwsza czesc zaliczenia z kursu psychoterapii czyli pokazanie superwizorowi (co za nazwa, w Szwecji taka osoba to handledare, tlumaczac doslownie prowadzacy za reke a w specjalizacji to opiekun specjalizacji, brzmi lepiej) tasmy z calej jednej sesji z pacjentem jakos mnie wogole nie mialo czasu zestresowac. Bylam oceniana wg skali CTRS, 12 roznych elementow skladowych czyli umiejetnosci jakie terapeuta musi posiasc, skala od 1 do 6, 1 to brak danej umiejetnosci, 6 to mistrzunio po 30 latach prowadzenia leczenia, my mielismy miec min 2, 3 to bylo juz  VG czyli db a 4 to MVG czyli bdb. Srednio powinnam miec 3,5 pkt czyli db z plusem, nie dostalam jeszcze protokolu oceny, ale handledare od razu komentowala po kolezankach i mowila wstepna ocene... Takze JUPII pierwsza czesc do przodu...

Zostaje oczywiscie "wykonczyc" moja pacjentke, jestesmy juz w jakis 2/3 terapii, zostalo nam jakies 4-5 spotkan i potem jeszcze wizyta kontrolna po jakims miesiacu,zeby sprawdzic jak jej idzie...I dokonczyc prace pisemna zaliczeniowa z 12 pytaniami, kazde z 2-3 podpytaniami, wiec w sumie ok 30 pytan do opisania i seminarium z literatury na jeszcze nie znany temat, zobaczymy co nam wyznacza... W kwietniu KONIEC!!!

Poki co w tym tygodniu bede bardzoej zmeczona fizycznie, wlasnie siedzimy z Dawidem w pociagu do Sztokholm, dalej na lotnisko Skavsta i z Wizzairem do Poznania, potem prawdziwa przygoda z PKP do Torunia do przyjaciol i na urodziny Radka chrzesnicy jako reprezentacja chrzestnego, ktory w domu sie kursuje... tam zostajemy do wtorku, znowu przygoda pkpowska do Legnicy, 3 dni na spotkanie rodzinki, znajomych, male zakupy i spowrotem PKP, WIZZAIR, YBUSS i kochany fordzik - w nocy z soboty na niedziele za tydzien bedziemy spowrotem w domku... Takze intensywne tygodniowe ferie od szwedzkeigo i Szwecji spedzone w pewnej czesci w podrozy i na wyzywaniu losu na pojedynej pt. "przyjedzie pociag czy nie przyjedzie ;-)"

Pazdrawlaju :-)