O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
piątek, 28 marca 2014

Ostatnio udalo mi sie poszerzyc horyzonty emigrancko blogowe. Lepiej pozno niz wcale ;) mowi przyslowie.

Najpierw odkrylam blog Polka w Szwecji i jego przemila autorke Monike, ktora mam nadzieje poznac in real world w niezadlugim czasie, bo czytajac jej wpisy mam poczucie pewnego pokrewienstwa dusz ;)

A potem kretymi sciezkami Internetu trafilam tez na KLUB POLEK , ktory jeszcze przez kilka dni realizuje projekt jezykowy, czlonkinie klubu w roznych stron swiata opisuja z roznych perspektyw swoje przygody z jezykami obcymi czy tez raczej ich drugimi jezykami ojczystymi.

Monika majaca sile sprawcza na fb i na swoim blogu rozleklamowala moje zapiski_szwedzkie. Poczulam sie z jednej strony doceniona, bo to znaczy, ze nie pisze tak najgorzej, z drugiej zmobilizowana, bo skoro obserwuje mnie wiecej osob, trzeba od czasu do czasu stanac na wysokosci zadania i cos madrego z siebie wydukac, z trzeciej przerazona, bo ja ten blog NAPRAWDE traktuje bardziej jak wlasny pamietnik, zbior mysli, przezyc ku pamieci wlasnej i troche rodziny od nas geograficznie oddalonej ale chcacej uczestniczyc w naszym zyciu codziennym i niecodziennym, wiec bycie podgladana przez jakas tam ilosc osob mnie nieznajacych moze byc tak wyzwaniem jak i utrudnieniem. Bo wiadomo,ze tematy wazne dla mnie, nie musza byc wazne, ze moje wartosci nie musza sie zgadzac z ich i ze poza pochwalami i wyrazami poparcia mozna sie tez zetknac z krytyka, wytykaniem palcami, trollami itp. Ale biore to na klate, jesli beda negaatywne slawy (hehe) konsekwencje bede szukac pilnej pomocy psychiatrycznej - spojrze w lustro ;)

A poki co chcialam pare kamyczkow dorzucic do jezykowego ogrodka, choc w wersji prywatnej,bo juz w klubie napisac w tym cyklu i tak nie zdaze. Moja przygoda ze szwedzkim nie zaczela sie od wielkiej milosci do jezyka, kraju czy szwedzkiej literatury. Raczej wziela sie z faktu mojego niedopasowania do polskiej rzeczywistosci i z nieumiejetnosci wpasowania sie w reguly pracy lekarza w Polsce. Nie chcialam byc kombinujacym, biegajacym z wywalonym jezorem miedzy 5 pracami tzw. "lapiduchem" opisywanym w Super Ekspresie pod wpadajacym w oczy tytulem w stylu: Lekarz w 50h cieglej pracy popelnia blad w ocenie stanu pacjenta i w 5 minutowej rozmowie przegapia mysli samobojcze. Ojciec 5os. rodziny nie zyje... Moja tzw. etyka zawodowa nie zgadzala sie z tym obrazem. NIE CHCIALAM tak pracowac jako lekarz a zwlaszcza na psychiatrii. Z drugiej strony przeciez studiowalam lacznie 7 lat (rok poslizgu po tym jak sie przenioslam juz jako mama Dawida z Bszczy do Wro), rok stazu, czekalo mnie kolejne min. 5 lat robienia specki i chcialam moc rodzinie zapewnic godne, dostatnie zycie bez zapracowywania sie na smierc...

Wiec zaczely sie rozwazania gdzie. Pojawiala sie Anglia. Niemcy... Dania..... A w koncu, jako ze naboru do Danii nie bylo, trafilo na Szwecje. I choc wyladowalam w malej diurze w pln Szwecji (geograficznie w srodkowej, ale w realu jednak juz polnocnej) to nie zaluje. Mieszkam w pieknym miejscu, choc w pizdu od swiata daleko. Mam tu cudownych towarzyszy doli i niedoli, glownie polskich przyjaciol i znajomych ale poznalam tez przynajmniej kilkoro fajnych Szwedow. Wiele sie dowiedzialam o swojej i mojej rodziny zdolnosci adaptacji, przetrwania w stresie, pod presja. Wzmocnilam sie psychicznie, poznalam sie lepiej. A przede wszystkim - po 6 latach moge to powiedziec, nauczylam sie w stopniu mnie satysfakcjonujacym (a tym, co mnie nie znaja wyjasniam,ze nie jestem istota, ktora ma tendencje do chwalipiectwa), dajacym mi w 95% komfort pracowania w zasadzie NON STOP z pomoca jezyka wlasnie... Tylko bez glupich skojaarzen prosze, hehe...

Psychiatra ma w zasadzie jako swoje narzedzia pracy oko - bo pacjenta trzeba obserwowac, jak sie zachowuje, jak odpowiada, jakie ma relacje z innymi i jak reaguje na lekarze i na otoczenie, ucho - trzeba sluchac i ROZUMIEC co i jak pacjent mowi i jezyk - bo pacjentowi trzeba zadawac pytania, tak zeby on je ZROZUMIAL... a wiec by pracowac komfortowo jako lekarz ogolnie a jako psychiatra w szczegolnosci, TRZEBA nauczyc sie jezyka. A jezyk to nie tylko slowa. Nie tylko gramatyka... To lekkosc mowienia i rozumienia. To rozne przyslowia, powiedzenia, ktore mozna wplesc w wypowiedz, by porozumienie bylo lepsze. Jeszcze nie jestem u celu, jeszcze moge sie wiele nauczyc. Ale czuje,ze juz jestem dosc blisko. I to daje mi komfort, bezpieczenstwo i stabilizacje. NO...

I tyle na dzis. Ide ogladac Taniec z Gwiazdami (TAAAAK mam polska TV i prawie tylko ja ogladam, szwedzkiego mam jednak dosyc przez 8-9h dziennie) i trzymac pod reka moja smycz dyzurowa (dyzur weekndowy pod telefonem...). Spokojnego weekendu.

sobota, 22 marca 2014

Tez tak macie? Po ja tylko odkreslam tydzien za tygodniem. Pewnie przyczynia sie do tego fakt, ze mam w koncy mensza pracujacego codziennie, co oznacza,ze po przyjsciu z pracy trzeba jeszcze dom ogarnac, pozmywac, uprac, poprasowac, sprzatnac...

Niby w pracy nie jest (jeszcze) tragicznie, sytuacja w Sollefteå duzo bardziej zakrecona, w Kramfors zwykle spokojniej. Ale spraw papierowych cala masa i zdazaja sie dni, kiedy musze zostac dluzej, zeby to ogarnac. Czasem czuje sie jak jakas glupia, nieogarnieta. Nie mam wielu pacjentow kazdego dnia ale i tam ledwo sie wyrabiam... Nie wyobrazam sobie przyjmowania wiekszej ilosci pacjentow. Nie wytrzymalabym tez takiego tempa jakie w ostatnich tygodniach utrzymywala Asia...

Tydzien po wyjezdzie do Karlskrony byl dla mnie okropny. W kolejnym niby juz sie jako tako ogarnelam, ale i tak caly czas cos nowego splywalo. Teraz kolejny tydzien przede mna, ktory moze byc choc nie musi ciezki - moja podpora na oddziale, Asia idzie na swoje staze i jej juz w Sollefteå nie bedzie, zeby ratowac sytuacje, a drugi doktor, specjalista, tzw hyrläkare, ktory ma go ogarniac jak jest, w ostatnich 4 tygodniach prawie polowe czasu przechorowal... Jesli teraz znowu sie rozchoruje, nie bedzie komu zajac sie poradnia i oddzialem.

Noooo ale poki co byl piatek spedzony w domu z milymi znajomymi, w nieco podobnej sytuacji co my, on lekarz, ona nie-lekarka, ktora wiele lat byla bez pracy az w koncu on otworzyl firme, pracuje jako hyrläkare ale na dluzszych kontraktach w jednym miejscu, m.in. teraz u nas w Kramfors a ona jest zatrudniona na czesc etatu i pilnuje spraw papierkowych, podatkowych itp. a jednoczesnie reszte czasu zamuje sie domem i ich synem, w wieku naszego Dawida, tez chodzacego do klasy 6tej.

Dzis mielismy spedzic wieczor ze znajomymi Szwedami, trenujac nasza szwedczyzne, ale nam sie pochorowali i szukuje sie wieczor domowy. Bieeeedny synek, ktory sie juz nastawil na samotny wieczor, tylko ON, KONSOLA, SLUCHAWKI i koledzy online... Nieeee ma, wapno w domu.

Do Szwecji jak do calej Europy wczesniej w tym roku dotarla wiosna. Oczywiscie 20st i kwitnace kwiaty to tylko w Polsce, tu wiosna okreslamy zejscie sniegu i sloneczko dajace temperatury na sporym 8-10 stopniowym plusie. Tak bylo juz tydzien temu, potem w zeszlym weekend bylo slonko ale temperatury spadly do okolic zera, a we wtorek spadl snieg, troszke i sie zaraz stopil, za to w czwartek walilo sniegiem jakby znowu zima wrocila... brrrr... no ale "w marcu jak w garncu" - w pt rano snieg zaczal doslownie splywac, temperatura podskoczyla do 8st, a w sloncu  i wiecej.

Dzis po przebudzeniu kolo 11 piekne promienie nam swiecily, nie bylo wiec wyboru... Zebralismy rzeczy i ziuuuuu do najpiekniejszego miejsca w okolicy, Rotsidan... Bosz jak tam jest pieknie. Jesli sie kiedys stad wyprowadze, tego miejsca bedzie mi brakowalo najbardziej... Upieklismy sobie kielbaski na ognisku. Bylo cudnie...

środa, 19 marca 2014

Dzis tylko chcialam Wam podlinkowac wpis do bloga nowej znajomej Polki mieszkajacej w Szwecji. Wpis a raczej dwa wpisy dotycza jezyka szwedzkiego, jego odrebnosci i metod nauki.

Jezyk szwedzki: http://polkawszwecji.wordpress.com/2014/03/15/jezyk-szwedzki/comment-page-1/#comment-1286

Jak sie uczyc: http://polkawszwecji.wordpress.com/2014/01/18/pratar-du-svenska/

Zachecam do czytania, komentowania, Monika jest szalenie sympatyczna i na pewno jesli bedzie mogla poradzic czy podpowiedziec cos to to zrobi.

wtorek, 11 marca 2014

Po wtorku byl oczywiscie jeszcze dalszy kawalek tygodnia. W srode mialam okazje spedzic dzien razem w doktorka, ktora jest jednym z 2 dlugofalowych sztafetow w poradni. Juz mam nadzieje, ze wszyscy wiedza, kto to sztafeta? No...

Doktorka bardzo pozytywna, Wegierka, po 50tce, usmiechnieta, nieco zakrecona, ale bardzo w podejsciu do pracy, stresu, pacjentow, organizacji podobna do mnie, a to razem ze wspolnymi elementami historii przyjechania do Szwecji szybko odnalazlysmy wspolny jezyk.

Poradnia choc tez ogolnopsychiatryczna, ale praca zespolowa zorganizowana inaczej niz u mnie. Zespol podzielony na dwie mniejsze czesci, w kazdej lekarz, psycholog, kurator (nie mylic ze znaczeniem tego slowa po polsku, tu kurator to pracownik, ktory zna sie na przepisach prawa socjalnego, pomaga pacjentom  wspolpracownikom w ogarnieciu rzeczywistosci, w znalezeniu odpowiedzia na problemy psychosocjalne), socionoma, pielegniarke... W takim malym zespole omawia sie i rozdziela nowe skierowania, radzi sie siebie nawzajem. Moim zdaniem ciekawy model, krotszy czas oczekiwania dla pacjentow na pierwsza wizyte. Bylam tez na jednej wizycie pacjenta... Oczywiscie caly czas,ze swiadomoscia, ze choc realnie nie pracuje to wszyscy mi sie przygladaja i jestem w jakis sposob oceniana, czy sie nadaje... i ze glowny mieszacz czyli moj ewentualny przyszly szef bedzie sie wypytywal ich o wrazenie.

Mieszacz??? A tak... i troche makiaweliczny manipulator. oze tezja bylam ciut za uczciwa, mowiac,ze nam zalezy na przeniesieniu sie teraz, ze wzgledu na szkole Dawida. I on sobie oczekuje,ze ja dezycje podejme w ciagu ok 5-6 tygodni. A co mi daje? No coz, moze bardziej ciekawa prace, fajniejsza, bardziej rozwojowa w teorii a moze i w praktyce organizacje, stymulacje do nauki. Pensje mniej wiecej w tym samym poziomie. Moge na poczatku posztafetowac, na dobre i na zle... bowiecej pieniedzy na reke ale mniejsze bezpieczenstwo socialne, brak chorobowego, dodatkowej skladki na emeryture, platnego urlopu itp. Daloby nam to zastrzyk finansowy rekompensujacy przeprowadzke, mozliwa strate na domu itp.

Bo w kwestii pracy dla mensza to on wielkich mozliwosci nie widzi. Podcinal nasze oczekiwania, to Radek ma szukac, kopa w dupe dac, niech sie uczy jezyka, a rynek pracy jest w K. duzo wiekszy i na pewno cos znajdzie. No ale wiadomo, poki tu JEST praca a tam hipotetycznie-teoretycznie sa wieksze mozliwosci a my dalej mamy na nazwisko Radziewinscy a nie Gustavsson czy podobnie i nie mamy poparcia z gory... no to wybor jest latwy.

Wszystko rozbije sie wiec o to, czy w Karlskronie sa w stanie cos dorzucic i jak praca tu bedzie sie ksztaltowac... a poza koniec marca nic poki co nie wiemy... zyjemy wiec w zawieszeniu, w rozkroku, jedna noga i myslami za przeprowadzka, druga w domowych pieleszach, w naszym domu, w naszej malej miescince, w naszymi przyjaciolmi i znajomymi... Ciezko byloby te korzonki i korzenie wyrwac...

Ech...

W czwartek zalapalam sie na mega interesujacy wyklad z anknytningsteori, http://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_przywi%C4%85zania po polsku teoria wiezi. Bardzo i brakowalo wiedzy z tego, bo mialam pecha nie byc na wykladzie o tym na moim kursie psychoterapii i jakos nikgdy sie za to nie wzielam. Teraz poczulam jeszcze wieksza ciagote do zglebienia tematu, hehe...

Oczywiscie nie oznacza to,ze tam kursy maja w kazdy czwartek, ale i tak fajnie,ze cos takiego i w takiej skali sie tam ogranizuje lokalnie, 150 uczestnikow tylko zatrudnionych w klinice... No inna skala normalnie...

W pt mi odpuszczono, szef wzial pod uwage, ze mamy przed soba prawie 100 mil czyli 1000km. Udalo nam sie wyjechac ok. 10 i dojechac na 21. Jechalo sie jak zwykle nudnawo... proste drogi, zadnych prawie zawalidrog, ktorych nie mozna by bylo myknac na najblizszym rozszerzeniu... Ale ta odleglosc... Dupki bolaly...

Wpadlismy od razu w cyklon przyjazni bo nasi kochani przyjaciele nas przenocowali zaoszczedzajac nam dodatkowe 80km drogi i wstawanie skoro swit. Pogadalim, zuppdatowalim co sie przez tydzien pozmienialo, a dziaaaalo sie dziaaaaalo nie tylko u nas. A potem lulu a od rana mecze. 2 wygrane i 1 przegrana, ale o wlos i to z zespolem, ktory jest duuuzo mocniejszy, rok a czasem nawet 2lata starsi zawodnicy, szybcy, sprawni... Bedziemy z nimi grali w grupie mecz w nast sobote na zawodach i wszyscy maja smaka,zeby w koncu RAZ z nimi wygrac. Zwlaszcza ze 2 lata temu nasze jeszcze wtedy dzieciaczki male ostro dostawaly od nich w leb, przegrywajac np 30 do 5... A teraz przegrali zdaje sie 2 bramkami i grali jak rowny z rownym... troche szczescia albo czasu zabraklo...

Wrocilismy w sb popoludniu. Potem jeszcze wpadli nowi znajomi szwedcy, czekal wiec nas mily wieczor aczkolwiek obcojezyczny. To, zmeczenie calego tygodnia, wino i sauna i odpadlam... najzwyczajniej wylazlam, zostawilam towarzystwo i zwinelam sie grzecznie pod kolderka...

Oczywiscie za wyjazd sie placi wysoka cene i w domu i w pracy tez. Mnostwo spraw nie zalatwianych przez caly tydzien czekalo na zrobienie... Wiec niedziela niby byla leniwa, ale nie do konca... A potem juz byl poniedzialek i w pracy czekali stesknieni i nieco cokolwiek zaniepokojeni koledzy i jeszcze bardziej czekajacy pacjenci... seeeeetki pacjentow...

wtorek, 04 marca 2014

http://www.szwecjadzisiaj.pl/namaczaj-w-mleku-goracy-klin/ 

Dzis w Szwecji dzien jedzenia semli czyli Fettisdag. Sprobowalam raz, podziekuje... Nie moj smak... z reszta to jakos do polskich paczkow mam sentyment, semla do mnie nie przemawia...

Kolejny dzien sprzedawania sie za mna... Przeszlam dzis sie po Izbie przyjac, Ostrym oddziale psychiatrycznym tzw. PAKA i PIVA a potem przez zwykly oddzial. Pogadalam z jedna doktorka, ktora jest tu od ponad 20 lat, od swojego stazu specjalizacyjnego ST, potem odpytalam szczoteczka koordynujacego prace ostrych oddzialow. Sczoteczek czyli mowiac po polsku pielegniarka rodzaju meskiego (pielegniarka to po szwedzku sjuksköterska czyt. szjukszuteszka, przechrzczona przez Polakow na szczoteczke(... a koncu zamienialm slow pare z szefem, tym co wczoraj i z moim znajomym lekarzem, chölem wszystkch chöli czyli takie glownym lekarzem na psychiatrii odowiedzialnym za sprawy rutyn, administracyjne i podobne...

Rozmowa z szefem zamieszala mi w glowie bo mniej albo wiecej probowal mnie postawic pod sciana, ze mam podjac dezycje w przeciagu 5-6 tygodni. Ze wzgledow roznych mysle,ze zejdzie nam dluzej a na pewno nie podejme zadnej decyzji bez jakichs zmian dla Radka tak w Kramfors jak w Karlskrona... A kiedy to bedzie??? Pewnie musialo by byc najpozniej w maju... ale z drugiej strony ok, zalezy mi na przenosinach zanim Dawid zacznie szkole, ale swiat sie nie zawali, jesli bedzie to pozniej albo wczesniej...

A od znajomego dowiedzialam sie,ze raz, robi cos na niwie pracy dla Radka, ze sytuacja lekarska jest dobra ale nie AZ taka dobra, ze praca jest nie tylko w jednej poradni a w wielu... Wiec sa opcje i mam sie nie poddawac. Moze sie nie stawiac, ale walczyc...

No to bede... Jak Tommy Lee Jones w Sciganym BEDE!!!

A po pracy, wykonczona gadaniem, sluchaniem i handlowaniem soba (hmmm jak sie to w branzy handlowej nazywa???) mialam ochote sie po prostu zresetowac. Najpierw spacer, potem 2 piwka afajnej knajpie The Fox & Anchor, zarezerowanie kina na czwartek, basenu z sauna na srode wieczor a w koncu ciepla zupa w hotelu potrafa zdzialac cuda... Plusy zycia w centrum miasta... w dodatku w mieszkaniu ale w hotelu...

poniedziałek, 03 marca 2014

Dzis mialam tzw sovmorgon czyli ranne pospanko - nie mialam sie pojawiac przed 13.00. Dzieki temu odespalam troche, zjadlam sniadanko, wypilam kawe w spokoju i maz odwiozl mnie na miejsce. Sam notabene udajac sie w odiwedziny na Izbe Przyjec - potrzebowal pomocy, jakkolwiek trywpialnie to nie zabrzmi z babrajacym sie paznokciem na duzym palcu lewej nogi ;)

Bylo spokojnie, w zasadzie aktywnosc dnia dzisiejszego ograniczyla sie do rozmowy z ewentualnym-potencjalnym przyszlym szefem kliniki. Uslyszalam duzo nt organizacji tutejszej psychiatrii w calosci a miejsca, w ktorym mialabym pracowac w szczegolnosci. Poopowaidalam o sobie... zeszlo nam prawie 3h.

Plan na kolejne dni mial byc od dawna uszyty a mozna powiedziec,ze jest nieco sfastrygowany... moze taaaak a moze siaaaak... Jutro w kazdym razie mam byc na PAKA - nie mylic z kabaretem Paka, moze bedzie smiesznie ale to po prostu Izba Przyjec Psychiatryczna a potem mam byc na Uzaleznieniach i wreszcie na jednym z poki co 2 oddzialow. A pojutrze mam byc w tej poradni w ktorej mialabym ewentualnie-potencjalnie pracowac... W czwartek zas wszyscy jada na kurs z anknytningsteori czyli psychologicznej teorii przywiazania i jej wplywu na nasz rozwoj i nasze funkcjonowanie w doroslym zyciu. Moze byc ciekawie, mam nadzieje,ze wszystko mimo fastrygi sie odbedzie i bedzie pouczajace.

Natomiast, mowiac szczerze wielkich nadziei na pomoc w znalezieniu pracy dla Radka mi nie robiono... A miejsce moze byc najcudowniejsze na swiecie... co z tego, jesli on mialby siedziec dalej w domu...

CDN.

22:03, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 marca 2014

Jadymy do tej Karlskrona, jadymy ... czy ta Szwecja się nigdy nie skończy? Za nami z domu ponad 50mil i przed nami jeszcze ponad 40. I my mielibyśmy się tyle przeprowadzać??? Brzmi dziwnie, nieludzko i prawie nie do ogarnięcia. ...

I jak to będzie... Tydzień pracy na próbę. Tydzień życia w hotelu w mieście. Plusy i minusy, a jeśli, a może, a gdyby... Kuuuurna jak ja nienawidzę takiego rozdwojenia jaźni. ...

sobota, 01 marca 2014

Gdzie nas wzielo i wywialo... 2 dni od srody wieczorem do piatku rano w zeszlym tygodniu spedzilam prawie przy kole podbiegunowym. Wiele osob tych mieszkajacych z Polsce czy nawet i w pld Szwecji uwaza,ze to  ja mieszkam daleko. Jesli tak, co powiedziec o ludziach mieszkajacych w Luleå? Ponad 500km na polnoc od Kramfors?

Jedzie sie tam i jeeeeeeeeeeeedzie... Mija sie Örnskökdsvik a potem rzad miejscowosci z Å w nazwie - Å (mowione jako okraglutnie OOOOO, taaaak dziubek okraglutki robimy i cwiczymy OOOO) to po szwedzku rzeka, choc typowe slowko norrlandzkie na rzeke do ÄLV (czyt. elw)...

Mijalysmy wiec Umeå, Skellefteå - tu wczesniej bylam najdalej na polnoc, potem smignelysmy obok malenkiego Piteå (pite - maly) by po 7,5h jazdy dotrzec do Luleå, celu podrozy.

Mowie mijalysmy bo prowadzila Niamka a ja dzielnie staralam sie sekundowac i pilotowac, przejelam kierownice na godzinke dla odpoczynku  drodze tam. A kolega nam towarzyszacy... wyspal sie, poczytal, powyciagal na tylnym siedzeniu... nooo taaak... pomocny byl raz jak w drodze powrotnej  wylapal,ze zajete plotkowaniem pojechalysmy zamiast na pld do domu na zachod wglab ladu, podrapac Mikolaja po stopach...

Jak na tak odlegle od tzw. cywilizacji miejsce Luleå ma calkiem ladny hotel konferencyjny Clarion. Przytlumione swiatelko, muzyczka, wygodne fotele w duzym lobby, ladne przestrzenne pokoje, nawet jakies spa ale tego nie widzialam juz z bliska no i tzw. skybar. Widok z jednej strony na zamarznieta rzeke/zatoke imponujacy.

Posluchalismy wykladow, po angelsku, uswiadomilam sobie po raz kolejny ze moj angielski medyczny w wiekszosci przypadkow lezy i kwiczy... Ale bylo milo. Nie wiem czy z przyjaciolka moja Niamka kiedys nagadamy sie do syta, ale przynajmniej nadrobilysmy zaleglosci nieco.

A w pt powrot byl mordega, dla naszego szalonego kierowcy zwlaszcza. Padal i zacinal snieg, nic momentami nie bylo widac, autem nosilo w rozdyzdanym sniegu, ktorego nie nadazano usuwac... Te 50mil szwedzkich okazalo sie byc kawalem drogi... choc nawet sobie nie wyobrazam, jakie padniete dojechalybysmy po takiej drodze w Polsce...

A tu jeszcze wieczorem spedzilismy sie u Niamkow w domu, skonsumarzylismy pyszne sushi i obejrzelismy kawalek niezlego filmu, ktory kiedys trzeba bedzie dokonczyc. Bo padlismy po nagadaniu sie jeszcze troche i po opiciu nieco pracy mojego meza... TAAAAK moj maz pracuje... do konca marca i w zasadzie fizycznie ale jest szansa na szanse na stala prace... 3majcie kciuki...

 

 

 

Tagi: kursy praca
17:18, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »