O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
niedziela, 20 marca 2016

(Wlasciwie tytul powinien brzmiec, jak przetrwac polnocnoszwedzka zime albo zime w Norrland.... No ale nie badzmy czepliwi...)

Przez dwa zimowe miesiace luty i marzec czlonkinie KLUBU opisuja naprzemiennie straszne historie i sposoby na przetrwanie zimy w krajach, do ktorych wyemigrowaly. Moje zycie w strasznie straszne historie przynajmniej takie warte opisania, nie obfituje, ale tak czy siak muuuusialam, po prostu musialam zglosic sie do projektu zimowego.


I wybor nie mogl pasc na inna date niz 20 marca. Dlaaaaczego??? Oczywiscie, ze wiecie...

Przeciez dzis wlasnie konczy sie na naszej polnocnej polkuli ta przez wielu najbardziej znienawidzona pora roku ZIIIIMAAAA... w koncu, nareszcie juz, juuuuz, JUUUUZ zaczyna sie kalendarzowa WIOSNA (astronomiczna w tym roku zaczela sie juz wczoraj)... Wyteskniona, wyczekana, wymarzona... Slooonce, ptaszki, kwiatki, zielen... Zyc nie umierac...

Haha... moze U WAS. Bo ja moi mili choc moze na Biegunie nie mieszkam, ani nawet w poblizu Kola Podbiegunowego (mam do niego dalej niz z mojego miasta rodzinnego Legnicy do Warszawy) to jednak zima jest pora roku, ktora w Norrland zdecydowanie dominuje w trakcie 12 miesiecy roku, jakby na to nie patrzec.

Nasza przeprowadzka do Szwecji miala miejsce w polowie sierpnia, dane wiec nam bylo zakosztowanie koncowki calkiem przyjemnego lata 2008 roku, ale juz po kilku miesiacach, nooo tak po moze dwoch w polowie pazdziernika, przyszlo nam sie zmierzyc z prawdziwa zima, jakiej w Polsce nie widzialam od wielu lat. Mrozna, sniezna, dluga, przez jakies 3 miesiace wybitnie ciemna... ale jednoczesnie... jakze, przynajmniej przez sporo jej czesc urokliwa... i prawdziwa... w koncu snieg, masy sniegu. A nawet MAAASYYY... I mrozik. Mroz. MROZICHO...

Jako osoba lubiaca ciepelko, nie ukrop ale wlasnie ciepelko i sloneczko (Wyspy Kanaryjskie to moje naturalne srodowisko) nigdy nie pomyslalabym, ze wyladuje wlasnie tutaj - tak daleko na polnocy nie tylko Europy ale i, nie owijajmy w bawelne, Szwecji... Oczywiscie myslelismy o emigracji do Skandynawii, kiedy juz odpadla Germania, ale bardziej w teoretyczny smak (bo w praktyce nie wiemy i o tym kraju zbyt duzo, a po przejechaniu go w lecie kilka lat temu jakos nie zapalalismy zachwytem) byla nam Dania, bo i bardziej europejsko i blizej Polski przez Niemcy, zwlaszcza, ze tak niestrategicznie z punktu widzenia Szwecji w tej Polsce mamy miasto rodzinne, poludnowy-zachod... makabra... a przez niemieckie autobahny do Danii jedzie sie migusiem...

Noooo ale oferty na Danie akurat sie konczyly... Maping Day czyli eliminacje u headhuntera po niemiecku z krotka lekcja szwedzkiego i sprawdzeniem czy cos wchlonelismy byl w lecie 2007 roku... a na oferte wyjazdu gdziekolwiek czekalismy do konca listopada... czekajac czulismy, ze konczy nam sie troche czas na takie wielkie zmiany w zyciu naszego wtedy pierwszoklasisty i ze rowniez nasze zycie potrzebuje jakiejs odmiany, swiezego powietrza, podmuchu wiatru pod podciete skrzydla tak zawodowe jak i prywatne. Kiedy wiec oferta wyjazdu do kliniki hen, hen daleko w pizdu w pln Szwecji przyszla, bylismy troche, troszeczke zmeczeni czekaniem i wlasciwie zdecydowani na wszystko, z mysla, ze przeciez zawsze jesli nam sie nie spodoba, mozemy poszukac innego miejsca, juz tu na miejscu w Szwecji. Ale... miejsce sie spodobalo, praca sie spodobala i wciaz siedzimy na tym naszym zadupiu, od czasu do zasu wyrywajac sie do mniej lub bardziej wielkiego miasta... Nie bylo wiec wyjscia, trzeba bylo to male norrlandzkie miasto brac z dobrodziejstwem inwentarza...

Na pierwszy wyjazd do docelowego miejsca emigracji (na szczescie ze wspomalzonkiem, cel to przede wszystkim rozmowa z przyszlym szefem i kolegami, moj chyba w sumie pierwszy wywiad o prace - od razu z grubej rury po angielsku, poza tym ogladanie Solleftea z perspektywy pieknie polozonego na wzgorzach hotelu z widokiem z gory na cale miasto - ktos tu odrobil lekcje z umiejetnosci sprzedawania kota w worku, haha) i druga podroz kilkudniowa (wyjazd rodzinny, z mezem i dzieckiem, w polowie kursu jezykowego, do dyspozycji tym razem  mieszkanie sluzbowe, bo hotel dla tylu osob za duzo juz by kosztowal haha na 4 dni, ale i autko sluzbowe, na pojezdzenie po okolicy, wizyta w szkole dziecka, w miescie w ktorym mielismy wkrotce zamieszkac, w przyszlym miejscu pracy, zdjecie dla lokalnej gazety) do Norrland poslano nas samolotem i w swojej wielkiej naiwnosci i nieswiadomosci wciaz usilowalismy przed przeprowadzka uparcie wszystkich przekonywac, ze przeciez jeszcze tyyyyle Szwecji nad nami, ze Kramfors jest w srodkowej Szwecji... Pierwszy wyjazd byl na poczatku grudnia, zima akurat przyszla, okolica pokryta byla niewielka iloscia sniegu, widok z okna na okolice piekny... Wlasciwie zakochalismy sie w tym widoku i przyrodzie od reki... I nawet w tej zimie cholernej, tak, tak... Dopiero przeprowadzajac sie juz z bambetlami, fordem, z dwoma kotami zaopatrzonymi jako i my w paszporty i nieomal rozwodzac sie po zjechaniu z promu, kiedy po wieeelu godzinach dobilismy do celu, uswiadomilismy sobie jak to jest DALEEEEKO...

Z drugiej strony... jak juz na polnoc sie przeniesc, to przeciez nie bedziemy mieczaki, nie bedziemy siedziec w wietrznym Göteborgu czy w pieknym ale przesadnie zaludnionym Sztokholmie. Zamiast tego chcac niechcac, troche nieswiadomi konsekwencji swoich wyborow, szast prast podjelismy decyzje (tak naprawde nielatwa, nie mielismy na nia wiecej niz kilka dni, wiec bylo burzliwie, nocne Polakow rozmowy z menszem, z rodzina, z nowo nabytymi przyjaciolmi z mapping day, ktorzy mieli wyjechac do Solleftea a my do Kramfors, 40km odleglosci...) i po 6,5 miesiecznym kursie jezykowym w Warszawie, gdzie przez ten czas moj maz pracowal na kasie a syn chodzil drugi semestr do pierwszej klasy, zmienilismy adres na miejsce polozone 500km w las i szuwary na polnoc od stolicy, tam gdzie podobno zima losie i renifery biegaja dniami i nocyma... Tak twierdza poludniowcy. Znaczy sie nie Wlosi czy Hiszpanie ale poludnowi Szwedzi, czyli jakies 7 z 9 milionow mieszkajace ponizej linii Uppsala...

Nooo nie wiem jak oni, ja poza zoo przez prawie 8 lat widzialam losia chyba 3 razy, z tego raz klepe z malymi dostojnie oddalajaca sie z mojego wlasnego ogrodu, raz d... losia przeskakujacego pare metrow przed nami lesna sciezke i raz glupiego, zagapionego losia z dziobkiem, stojacego przy brzegu drogi.

Losie, renifery czy inne zwierzeta, nie to tak naprawde jest istota norrlandzkiej zimy. Jak wspomnialam determinuje ja jej dlugosc. To byla, upps wrooooc, jest moja siodma zima tutaj wiec mam niejaki oglad, choc ekspertem sie nie nazwe... pierwsze cztery zimy zaczynaly sie od konca pazdziernika do polowy listopada, a ja za poczatek prawdziwej zimy uznaje spadniecie porzadnej ilosci sniegu, ktory juz do wiosny nigdy nie topnieje. Jak zyc zapytacie???

Otoz moja odpowiedz moze Was zdziwi.... w koncu jak napisalam wyzej lubie ciepelko... ale skoro przyszlo mi zyc w krainie szuwarow, lodu i sniegu, to tak niby wczesne opady sniegu, maja swoja niewatpliwe zalety. Gdy o zieleni lata dawno zapominacie a piekne barwy krotkiej acz przepieknej zlotej a wlasciwie bardziej czerwonej szwedzkiej jesieni leza w postaci szarej papki pod nogami, gdy na dworze coraz zimniej i ciemniej i szarzej... nie ma nic piekniejszego niz lekki lub nieco mocniejszy mrozik i mnoooosto pieknego, swiezego, bialego puchu. Od razu robi sie jasniej, piekniej, bajkowo. Latwiej jest przetrwac te tygodnie z wyjatkowo krotkim dniem (w grudnu i styczniu slonce ponad wzgorzami od poludniowej strony miasta pokazuje sie na moze 2h... o ile nie ma chmur...) a jak do tego dolozycie pojawiajace sie w koncowce listopada adwentowe swieczniki i rozliczne lampki w oknach naprawde Szwecja staje sie calkiem znosna. Dlatego choc rasowy Svensson sprzata Boze Narodzenie z domu juz na 6 stycznia ja trzymam choinke i do konca miesiaca a lampki sa u mnie w kazdym oknie wiszace, stojace dopoki kolo drugiej polowy lutego ciemnosc nie zacznie popuszczac. Pozniej z reszta tez sa zalaczane jak tylko zapadnie zmrok...

Przekonalam sie o rozswietlajacej sile sniegu niestety przez ostatnie 3 zimy, z ta wlacznie z powodu jego braku az do konca gudnia a nawet stycznia :(. Czy wina jest efekt cieplarniany czy zmieniony Golfszrom, nie mam pojecia. Ale cos sie stalo i to chyba nowa tendencja, do ktorej bedzie sie mi jednak ciezko przyzwyczaic. Niby z jednej strony zima robi sie krotsza, ale jednoczesnie tak naprawde trudniejsza do zniesienia. No i jesli juz mialabym zime gdzies skracac, zapewniam, wolalabym skrocic ja wlasnie teraz, na wiosne.

Ale wrocmy na chwile do sniegu. Daje on jak wspomnialam cudne rozswietlenie, przykrywa szarosc, bloto, ale sa i ciemne strony jasnego sniegu, nie ukrywam... Np. kiedy sniegu spadnie w krotkim czasie bardzo, bardzo duzo. Coz wtedy przyda Wam sie solidna lopata... albo jeszcze lepiej sniegowy niedzwiedz - snöbjörn.

Lecz jesli jednego dnia wieczorem spadnie kilkadziesiat cm i kolejnego dnia rano podobna ilosc a odsniezajacy droge dojazdowa plug usypie Ci zaporowa zaspe ze zbitego sniegu, snöbjörn ci ja rozbije a snöslunga, odsniezarka, uratuje plecy przez przeciazeniem i wiele minut ciezkiej pracy.

Tak wiec z duzymi opadami sniegu, z malymi wyjatkami tak my jak i rodowici Szwedzi sobie nauczylismy sie radzic. A co jesli ta wieksza jak w pierwszych latach na przedwiosniu w marcu/kwietniu albo jak w ostatnich sezonach mniejsza ilosc sniegu czesto od razu jak spadnie albo raz w tygodniu jak przyjdzie ocieplenie (noooo i za co ja mam lubiec efekt cieplarniany i lagodniejsze zimy???) co chwile sie topi i znowu nad ranem przymarza??? DONT LIKE IT!!! no ale radzic sobie wciaz trzeba... jaka jest na to rada?

Odpadaja obcasiki, delikatnie kozaczki z polski na cienkiej podeszwie (nosze, oj noooosze ale wiosna i jesienia) - duzo duuuzo bardziej docenia sie sportowe albo traperkowate buty, na podeszwie z miekkiej, nie twardniejacej na kamien na mrozie gumy, ktora pod wplywem ciezaru ciala wczepia sie w podloze, ma odpowiedni bieznik a w niektorych momentach do tego wszystkiego trzeba dolaczyc albo nakladane na buty albo montowane na stale aaaaalbo dajace sie wmontowac w momencie korzystanie dzieki specjalnemu systemowi wbudowanemu w podeszwe KOLCE, KOLCE BUTY Z KOLCAMI lub z SYSTEMEM KOLCOW ... nie sa to oczywiscie bliscy krewni rakow, ale jednak cos w tym stylu. Znow pod wplywem ciezaru ciala wbijaja sie w lod i zapewniaja przynajmniej szczatkowa przyczepnosc na lodzie. Jesli do pracy lub szkoly ma sie pod gorke (haha... chodzi mi o nachylenie terenu a nie niechec do pracy) lub nawet i z gorki a na calej szerokosci drogi zywy, jeszcze nie posypany kamyczkami lod, dzieki kolcom mozna dojsc i przezyc.

Tak, tak, kamyczki, skal tu dostatek, po wyrabywaniu tuneli na drogi i tunele kolejowe material sie rozdrabnia i cala zime sypie regularnie na chodniki i wiekszosc drog przy szklance. W Szwecji soli sie tylko najglowniejsze drogi i tam jest najczesciej standard czarnej drogi vel ciapki, ale i tam przy szklance czasami sypia kamienie (na dobre i na zle bo kamyczki moga strzelac spod kol i rozbic szybe innego auta, ale znow chodzi o choc szczatkowa przyczepnosc na lodzie tym razem aut...) - reszta pomniejszych drog jest odsniezana ale pozostaje biala. To oczywiscie przyczynia sie, ze temperatury okolo 0st daja regularna gololedz... kamyczki poza tym jak snieg na przemian topnieje i zaarza wtapiaja sie pod powierzchnie. Wtedy kolce na butach a takze na oponach samochodow naprawde ratuja zycie i zdrowie.

(Szwedzkie auta ciezarowe rzadko uzywaja opon z kolcami, takze w duzych miastach wjazd osobowka z kolcami w niektorych rejonach jest zabroniony po podobniez szkodza male czastki asfaltu wyrywane przez nie i unoszace sie w powietrzu, czytalam jednak artykul naukowy, ze to bullshit i wiecej zanieczyszczen w powietrzu pochodzi z innych zrodel jak spaliny, dym z piecow itp. i nie sa temu winne kolce... no ale jest jak jest. Wracajac do ciezarowek, ktore sa tu wieksze i ciezsze niz w reszcie kontynentalnej Europy, maja one w wiekszosci przypadkow opony zmieniane na ZIMOWE w nie jak polskie czy litewskie, lotewskie i inne na wielosezonowe, maja albo systemy lancuchow narzucanych pod kola albo piaskarki, rozsyujace pod kola piach... wiec jesli jakis T.I.R sie rozkraczy na norrlandzkich drogach rzadko jest to ciezarowka na szwedzkich blachach).
 
Jak wspomnialam opony zimowe (nordyckie, grubszy bieznik i inny odporny na mroz rodzaj gumy), kolce, piasek, lancuchy... Brzmi powaznie ale po sezonie czlowiek sie przyzwyczaja, wchodzi w rytm sniegowo-zimowy i staje sie to codziennoscia.. Nieco utrudnien na drodze jest nieuniknione, ale tutejsi drogowcy sa na snieg nastawieni. Przy czym ponawiam zapewnienie, ze mam na mysli Norrland. Na poludniu rownie czesto sa oni sniegiem zaskoczeni jak polscy drogowcy, hehe... O ile snieg nie spadnie w Wigilie czy w srodku nocy w niedziele, odsniezanie zaczyna sie prawie od razu, glowne przez rasowe odsniezarki, czesto z lopata rozkladana na szerokosc dwoch pasow (masakra wlec sie za taka przez kilkadziesiat km, ale zwykle jak tylko jest jakas zatoczka dobrze wychowani kierowcy zjezdzaja i przepuszczaja sznureczek aut). Mniejsze drogi zwykle odsniezaja ludzie z okolicy, zakntraktowani przez gmine, roznymi traktorami ze spychaczem.

Jesli jestesmy lub mamy udac sie w droge i porzadnie sniezy - jest i na to rada. Zwolnic, zalozyc dodatkowe porzadne swiatla hahaha... (no moze nie tyle, mielismy max 3szt.) i sprawic sobie autko z napedem na 4 lapy. Mamy takie od kilku lat, najpierw Hultaja czyli Hyundai SantaFe, potem jako drugie, moja autko na dojazdy do pracy Ignas czyli Suzuki Ignis a od niecalego roku Skoda Superb, nie tylko z napedem ale i z ogrzewaniem postojowym. Nie mielismy tego luksusu na poczatku wiec w naszym poczciwym Fordziku jezdzila z nami zawsze w trase ciepla odziez zimowa, skrzyneczka piasku, kable, kamizelki odblaskowe, termos z ciepla herbata itp. Warto tez jesli srodki pozwalaja miec dobry assitans najlepiej na cala Europe i mzliwosc podstawienia samochodu zasteczego, tak na w razie czego...

Wracajac jeszcze na chwile do ogrzewania autka, oczywiscie nie wszystkie jeszcze autka zwlaszcza starsze je maja, ale juz wiekszosc jest wyposazona albo doposazona w system ogrzewania motorvarme czyli grzalke w bloku silnika i czesto tez w srodku podlaczona do specjalnego kontaktu farelke - na wiekszosci parkingow tzw pod chmurke czyli kolo praca, bloku, a czesto i np. pod hotelami jest mozliwosc wykupienia miejsca z motorvärme i podlaczenia sie w okresie zimowym do slupka z pradem, na zewnatrz autka jest specjalne gniazdko i kabelkiem podlaczamy samochod. Albo na stale albo na 2-3 h wlacza sie prad, grzalka grzeje silnik, farelka nagrzewa wnetrze i zarowno autko jak i motor jest cieple jak sie chce wyjezdzac. Dobra rada - nie stawiajcie farelki na podszybiu, jesli nie macie w planach wymiany szyby, haha... No i jesli ogrzewanie wlaczane jest na krotko albo okresowo nalezy liczyc sie z tym, ze stopnialy snieg po odlaczeniu pradu na mroziku zamarznie w lod, w skrajny przypadku moze byc ciezko dostac sie do auta a na pewno warto nasmarowac uszczelki i miec specjalny maly spray do odmrazania zamkow, zeby uszczelki sie od mrozu i wilgoci nie skleily a zamek nie zamarzl...

Szwedzi maja przysłowie: Det finns inget dåligt väder, bara dåliga kläder. Nie ma zlej pogody, sa tylko zle ubrania. Nie znajac go jeszcze juz na poczatku pierwszej zimy zaopatrzylismy sie w kurki prawdziwie zimowe wg nas, wieeelkie, puchowe czule zwane Miszelinkami. Wiecie jakie to??? Gruuuube, puchaaaate, z wielkim kapturem z futrem, wyglada sie w nich doklaaadnie jak czlowieczek Michelina. W pewnym zakresie swoja funkcje spelanialy, czemu nie, chronily przed zimnem, wiatrem, sniegiem. Bardzo skutecznie chronily tez przed spoceniem sie, bo ograniczaly mozliwosc poruszania sie do minimum... hehe. W dodatku choc mialy miec odpornosc na niskie temperatury, mensza kurtka po 2 latach poddala sie mrozowi i material sie po prostu rozerwal (na szczescie nie tylko przyjeli po terminie reklamacje, ale oddali cala sume za kurtke w slepie - to sie nazywa frontem do klienta).  Chyba kazdy musi zaplacic frycowe, nas po prostu przerazila perspektywa temperatur, jakie moga tu byc.

Ekstremalny byl okres ok 4 tygodni chyba z 5 lat temu, kiedy temperatura nie rosla powyzej -25st. Jak pozniej skoczla do -25 czulismy sie jak na Hawajach... Ale okazalo sie, ze jesli potrzebujemy nie tylko stac na mrozie ale i sie przemieszczac, duuuzo lepiej sprawdza sie ubieranie na cebulke, w nowoczesne materialy. Wybor ubran tego typu jest tu ogromny, ceny bardzo rozne od podobnych do polskich do megazaporowych ale kazdy znajdzie cos dla siebie. A Szwedzi lubia sie zima ruszac, spacerowac, uprawiac sporty wiec w sklepach sportowych i odziezowych znajdzie sie kciuki na kazda pogode, kieszen i do kazdego rodzaju aktywnosci zimowej na swiezym powietrzu. Nie powiem, zebysmy i my wyssali potrzebe ruchu niezaleznie od pogody, temperatury czy ilosci sniegu z mlekiem matki, ale spacery w sniegu sa cudne, uwielbiam jak skrzypi pod nogami a z czasem czlowiek zaczyna znajdowac rozne rodzaje aktywnosci na swiezym zimowym powietrzu, ktore do niego pasuja...

Uczylismy sie juz tutaj jezdzic na nartach slalomem, ja nie wyszlam poza etap oslej laczki a ostatnie 3 lata z roznych wzgledow nie jezdzilam wcale, ale dziecko ma przynajmniej opanowane podstawy, wiec moze kiedys sie rozwinie. Okazalo sie ze przy -20 i tak na okolicznych stkach zamykaja wyciagi a np. moj monsz jezdzi przy mniejszym mrozie tylko z bieliznie ermoaktywnej i cienkiej piance.

Wielu Szwedow jak i znajomych Polakow uprawia narciarstwo biegowe i bardzo sobie ten sport chwala... mnie jakos nie pociaga, jak i bieganie, ale kto wie, moze jak sprobuje to pokocham? Spodobalo mi sie natomiast bardzo, bardzo jezdzenie na skuterach zimowych, najchetniej jako pasazer, bo ja sama jestem cykor do jednosladow czy jakis quadow, motorow, trajek, najbardziej pewnie czuje sie jednak w aucie, choc i tak nie uwazam sie za mistrza kierownicy... ale widoki, ped zimnego powietrza i jedzenie zrobione wlasnorecznie na sniegowym grillu to niezapomniane chwile z naszymi przyjaciolmi, ktore mam nadzieje, jeszcze kiedys powtorzymy... Do takich rozrywek niezbedne sa cieple, ale wygodne ciuchy, tak by mozna bylo wsiadac, zsiadac, rozlozyc sie, upichcic cos...

Jesli nie w smak komus sport lub po prostu nie ma sie na to czasu lub sily a na dworze zimno, czas zaopatrzec sie w cieple skarpety, sweterek, kocyk, rozpalic ogien w kominku i oddac sie lekturze. Np jakiegos fanego kryminalu w oryginale, np. Camilla Läckberg (Lekberi) czy Stieg Larsson (Stiiig Larszon). Dlugie zimowe wieczory lubimy tez spedzac ogladajac TV, filmy, programy, czesto po polsku ale i po szwedzku. Nie ma nic lepszego niz duza kanapa, rodzinny fredagsmyyyys (mysa czyt. miiiiyyysa oznacza wlasnie spedzanie czasu najczesciej z rodzina lub bliskimi znajomymi, zwykle w piatek - fredag, ewentualnie w weekend lub inne dni tygodnia, na wspolnym nicnierobieniu lub robieniu czegos, co wszyscy lubia... jacy Ci Szwedzi fajni, niektore szwedzkie wyrazy sa ta wieloznaczne lub pojemne w swoim znaczeniu, ze jak widzicie trzeba calego zdania, zeby opisac ich znaczenie i odczucia im towarzyszace w kazdej szwedzkiej i przysposobionoszwedzkiej rodzinie)...

Jak wspomnialam, jesli juz mialabym skracac zime czy ja lagodzic zdecydowanie postawilabym na ocieplenie marcowo-kwietniowe. Wczesniejsze zimy oferowaly zwykle piekny, sloneczny, choc jeszcze sniezny i mrozny luty, wtedy tez dzien zaczyna wygrywac znow z noca a slonce z chmurami, wiec luty bywa po prostu przepiekny. W tym roku sniegu jednak bylo malo, czesto podtapiany juz w styczniu byl bardziej zbity, brudny, nieladny, a luty nie dal zbyt wielu ladnych dni. W marcu akurat jak my przenikani zimnym wiatrzem, smagani deszczem ze sniegiem i przygnebieni chmurami odwiedzalismy rodzine i znajomych w kraju, tu w koncu przyszly marcowe sloneczne dni i po powrocie moglismy poczuc troche slonka na twarzy, cieplego powietrza. Oczywiscie snieg zaczal plynac strumieniem, nad ranem przymarzac (kolce rzadza) ale nadzieja rychlej wiosny sie budzi do zycia. Coraz latwiej wstawac, coraz blizej wyrownania wiosennego i lata. Ale droga tam jest zwykle dosc dluga, zima walczy, poddaje sie i znowu podnosi leb, snieg topi sie, zamarza, dopaduje, topi... jak sie stopi na chodnikach jest rowna wielocentymetrowa warstwa kamieni - nie zbiera sie ich poki pogoda sie nie ustabilizuje.

Dopoki ich nie zbiora, odpadaja cienkopodeszwowe wspomniane przeze mnie polskie butki zimowe i kozaczki. Odpada mycie okien, jakkolwiek w sloneczne dni widok ich nie lamalby mi serca... choc trudno uznac mnie za typowa matke-Polke latajaca z mopem i szmata... Odpadaja kwitnace przebisniegi i krokusy w marcu bo resztki sniegu moga lezec i w kwietniu a nawet zdarzaly sie solidne opady tego bialego go...a na ognisko z okazji Valborgafton czyli swieta Walpurgii na koniec kwietnia czy na poczatku maja - mam zdjecie bialej okolicy z 12 maja ktoregos roku.

Rownie dobrze wiele kwietniowych dni moze byc cieplych, jak tylko wyjdzie slonce temperatura odczuwalna skacze i do 20st a kazda komorka ciala wystawia sie do slonca i produkuje masowe ilosci vit. D. W jeden z majowych weekendow grillowalismy w pelnym sloncu a jeden odwazny wychowany w Szwecji cieplokrwisty kolega nawet sie wykapal w jeziorze, brrr...

Przezylam juz 4 ciezkie i 3 w sumie bylejakie zimy... Wole porzadne. Polubilam zime. Nauczylam sie tez jej regul. Tesknie w zimowe wieczory do slonca - zastepuja mi je wszelakie lampki i ciepla - kominek, skarpety, kocyk. I mimo wszystko da sie zyc... Bo przeciez i w Polsce w tym okresie jest zwykle zimno a czasami, jak np. teraz w marcu zimniej. Wiec nie narzekam za czesto na zime, no chyba, ze na brak sniegu i mrozu na BN. Ale jak wszyscy zlakniona czekam na WIOSNE...

I tym tymistycznym akcentem... zakoncze. Polecam Wam wpisy o zimie i strasznych strachach innych klubowiczek. Odnosniki TU albo TU.

Buziaki moi mili. Nastepny wpis bedzie albo z Alfabetu... Zdaje sie na E jaaaak... cos tam albo kolejny projekt klubowy. Bosz, bez Klubu nie poznalabym swietnej grupy Kobiet z calego swiata no i chyba juz nic bym nie pisala. Aporpos poznawania, odsylam do wpisu z zaprzyjaznionego bloga mojej imienniczki i rownolatki o spotkanie klubowych Szwedek przeze mnie zwolanym - nie przyjechala gora do Mahometa, Mahomet z Norrlandii wybral sie do gory.

Ciao.