O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
piątek, 11 kwietnia 2014

http://zapiskiszwedzkie.blox.pl/2010/04/RIP.html

Dzis mijaja 4 lata... az 4 lata... tylko 4 lata... Babciu, tak bardzo wciaz mi Ciebie brakuje. Tak czesto lapie sie na mysli,ze o tym czy o tamtym chcialabym Ci opowiedziec. Podzielic sie radosciami i smutkami moimi, mojej rodziny... Juz prawie prawie lapie za telefon albo chce zadzwonic na Skypie... ale nie mam Twojego numeru tam gdzie jestes. Gdziekolwiek to jest, mam nadzieje,ze jest Ci tam dobrze... To dla Ciebie ten wirtualny znicz. Pamietam i tesknie...

Idag har det gått 4 år sedan min kära Mormor gick bort. Redan... bara... Jag saknar henne såå oerhört mkt. Så ofta vill jag ringa henne för att berätta om ditten och datten. Om händelser i mitt och min familjens liv, de som ger glädje och de som gjort oss ledsna. Men jag har tyvärr inte Ditt nummer till det ställe Du finns nu. Hoppas att Du har det bra där Du finns nu... Detta ljus är för Dig. Jag kommer ihåg Dig och saknar Dig...

 



22:29, zapiski_szwedzkie , Zapiski codzienne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 kwietnia 2014

... no juz tak jest. I caly ten mail to nie ejst niestety Prima Aprilisowy zarcik... wiec kto ma depreche albo niejoze, niech nie czyta, bo bede medzic...

Chwilowo mala stabilizacja na froncie domowym i mezopracowym. Monsz pracuje juz ponad miesiac, zadowolony, umie juz prawie wszystko co powinien umiec. Dostal wyplate za pierwszy miesiac z kawalkiem. Odzyskal nadzieje ze swoj motor vel trajke w niedalekim czasie, wiec jestem pombardowana linkami z allegro i blocket.se z przykladowymi pojazdami. W desperacji, drazniony codziennie przemykajacymi pojazdami, zastanawia sie nad trojkolowym skuterem...

Umowe ma na pewno na kwiecien, a wszystko wskazuje,ze przynajmniej na lato tez, bo jest ujety w planowaniu wakacyjnym. Wstepnie sie juz pytal o wolne przy okazji naszej malenkiej 15-letniej rocznicy i nie powinno byc problemu. Pozostaje wiec pomyslec, gdzie sie chcemy wybrac, czy na kilka dni czy na caly tydzien i co wtedy z przychowkiem. Opcje sa albo go "sprzedac" do przyjaciol majacych dzieci w jego wieku, jesli by mogli albo wywiezc dziatwe na jakis miesiac zeby sie z nim rodzina w Polsce pomeczyla... eeee znaczy sie nacieszyla. Mysle,ze to drugie rozwiazanie wygra, jesli tylko uda sie to zorganizowac. Wtedy moglibysmy albo w Polsce na ten tydzien gdzies sie zaszyc we dwoje albo z Polski gdzie pojechac. A dziatwe na 2 tyg wyslac na jakis oboz z reszte po tygodniu z dziadkami jednymi i drugimi, niech sie poznaja, gadaja, nudza, spedzaja czas... Poki jeszcze chce.

W domu prace remontowe narazie nie ida, ale maz wykonczyl co zaczal i narazie wiecej nie robi. Narazie nie mamy szczegolnego napedu, bo a noz jednak zostajemy? Bardziej wiec zajal sie planowaniem np. zakupu badtuna i wstawieniem jej w taras z tylu z zadaszeniem, tak by mozna bylo urzadzac posiadowki z piwkiem w cieplej wodzie, mmm... Prace domowe jakos opedzamy i jeszcze sie zdarza jakas godzinka czy dwie wolne na wieczor. No chyba,ze mam dzien smyczowy, tzn mam dyzur pod telefonem, bo wtedy nie zna czlowiek dnia ani godziny. Np. w niedziele musialam jechac do Oviku i bylam "w pracy" od 18.45 do po 1 w ocy...

Za to mojopracowo sie wali, pali i skrzypi. Doktory sztafetowe, co pieknie oddzial prowadzili od wrzesnia do lutego odeszli w niepamiec. ZA DRODZY byli... ze efektywni, przewidywalni, szybcy, dobrzy... IT DOESN´T MATTER... Niamka, ktora sie przy nich uczyla mase i im pomagala ogarniac jest przez pol roku poza jednostka na ostatnich stazach i kursach, na wakacjach, urlopach, macierzynskich. Wroci na jesien, zasadniczo gotowa specjalizacyjnie. I jej sie nalezy, bo zrobila swoj staz caly solidnie...

Za to mniej sie nalezalo koledze drugiemu, ktoremy starzy wyjadacze naobiecywali gruszki na wierzbie kiedy go do nas zwaabiali, ze zrobi sobie specke spooookooojnie wg starych zasad i wysle do konca 2013 roku papiery. Ale nie policzyli za bardzo i wyslal niekompletne papiery, wiec mu specjalizacji nie uznali. I nie wiem czy smiac sie, cieszyc, bo mu sie NIE nalezalo... Ale to jednak nie w moim stylu, poza tym nie ja mu obiecywalam, nie ja my podpisywalam papiery. Nie moje ZOO, nie moje malpy...

A zeby wyslac wg nowych regul musi juz nie tylko dokompletowac staz na neurologii, ktorego brak mu zarzucili, ale przede wszystkim mase kursow. Bo teraz w ramach poprawy jakosci stazu specjalizacyjnego wymagaja masy papierkow ze stazy i z kursow, min. jeden kurs na kazdy punkt programu specjalizacyjnego... Na kursy panstwowe, dla niego ani kliniki nieplatne nie dostaje sie, bo juz ma jedna specke i panstwo szwedzkie mu juz nie chce ulatwiac kolejnej specjalizacji. Choc ma wole dospecjalizowania sie w dzialce nieobleganej i z brakami wsrod specjalistow... Wiec albo bedzie teraz wiecznym ST do emerytury, czyli jakies kolejne 10 lat... albo go nie bedzie przez najblizsze 2-3 lata bo sie bedzie dostazowywal i dokursowywal... i bedzie sporszo klinike kosztowal. Bo kazdy kurs trzeba mu bedzie kupic komercyjnie... Paragraf 22...

A byl on szefa nadzieja na lepsze czasy. Raz ze Szwed, da sie z nim pogadac, zna tutejsze zasady, nie wylamuje sie jak my... dwa ze spod Solle jest i mialby pewnie zaaoferowane pracowanie w Solle, ktore niedomaga o czym za chwile...

Taka nadzieja jest, jak ja i Aska bylysmy jak zostalysmy sprowadzone 6 lat temu, zeby zatkac dziure po odchodzacych na emeryture starych wyjadaczach, tych co to koledze naobiecywali, nie znajac realiow robienia specki... a bylo mnie i Niamke zaytac... Mialysmy byc ratunkiem, ale raz,ze nie do konca wpasowywujemy sie w szwedzkie schematy. Jakos nikt nie ma nic przeciw jak Niamka zaiwaniala jak maly samochodzi na oddziale, ratujac sytuacje, choc jest tylko w trakcie specjalizacji. Ale jak juz probujemy cos po naszemu, polskiemu zaalatwic, przewalczyc, zmienic, urealnic... NOOOOO tak sie tego po szwedzku nie robi... Grrr...

Jak bylo planowane wygi odeszly na te swoje emeryturki, jedno planowo, drugie z pochorowaniem sie pod koniec. Ja wg planow sie wyrobilam ze swoja specka, przejelam  piecze nad jedna z poradni (choc na szczescie nie sama a ze wsparciem kolegi, co to pojawial sie u nas i znikal wczesniej juz dwa razy, ale zawsze znikal bo wchodzil w konflikt z kims w poradni, zawsze plci zenskiej, hmmm... moze jakos teraz sie uda go zatrzymac, nie zestresowac, nie zajechac...). Niamecka bedzie wyrobiona z poslizgiem pomatczynym przed koncem tego roku...

Ale juz pomijajac, ze nie do konca wpasowywujemy sie w schematy to ani mnie ani jej nie sa pewni,ze zostaniemy. Niamka to juz znikac probowala pare razy. I ciagnie ja na to poludnie, bardziej niz ciagnie ja do mnie... Ze ja tez sie nad rejterada zastanawialam a raczej zastanawiam nie jest tajemnica. Jesli monsz prace utrzyma, istnieje szansa, ze bede chciala tu zostac przynajmniej najblizsze 3 lata. Ale jesli bedzie sie dzialo dalej jak sie dzieje, to nie wiem czy BEDE naprawde CHCIALA...

A co sie dzieje... Odkad Skonczycy, jak ich miedzy soba nazywalismy skonczyli nic nie jest jak powinno. Nowy sztafeta mial byc lekiem na cale zlo a tymczasem sam jest schorowany, po nowotworze, promieniowaniu... wrazliwy na infekcje. Choruje w kazdy poniedzialek a i we wtorki czesto, czasami nawet w srody. Nawet w te tygodnie jak jest na oddziale, choc sie stara nie obrabia sie z zaleglowsciami.

A oddzial to juz nie bajka, jak w Kramfors. Po przenosinach do Solle, w poblizu szpitala zmienila sie ciezkosc pacjentow, i ta somatyczna, bo przeciez teraz szpital jest w poblizu, wiec zawsze konsult moze przyjsc i mozna podeslac jakby co, a po drugie w szpitalu tna koszty i miejsca, wiec chca nam pacjentow oddac szybciej. Albo wcisnac takich co sa problematyczni, jesli tylko maja choc slad depresji, leku, psychozy - PSYCHIATRIA!!! Nawet starsza Pania, ktora ma zaburzenia lekowe bo ma chorobe obturacyjna pluc i sie jej ciezko oddycha - kazdy by sie bal... A lezac u nas nie oczeka sie pomocy od gminy bo maja na to 30dni a nie 5 jak na somatyce... Tylko ze u nich brak miejsc, wiec nawet tych 5 dniu polezec nie moze...

I tych rzeczywiscie psychiatrycznych nam sie szybko podsyla albo na konsulty, ktorych teraz jak szpital jest 300m a nie 40km od oddzialu, jest 2-3 razy wiecej... albo i od razu kladzie sie na oddzial. Kiedys sie ich puszczalo, moze umawialo wizyte na poradni, wyslalo skierowanie... teraz w razie aby aby lepiej polozyc. A tam nie ma I NIE BEDZIE stalego lekarza... Ani na oddziale ani na sasiadujacej z nim poradni... Poza tym chorowitym, ktory chyba do swojej emerytury jednak u nas nie dopracuje bo sie tylko na zwolnienie nadaje, jest jeszcze wracaajacy co pare tygodni na pare tygodni sztafet z demencja i zdaje sie Zp Aspergera tez wyjsciowo, dziwak straszny, no po prostu doktor Szalony... I Asia vel Niamka... ktorej nie ma... A poza tym tylko nas dwoje, pracujacych w drugim miescie, gdzie po roku udalo nam sie w miare wyczyscic i uporzadkowac jedna poradnie... I nie mam ani sily, ani ochoty walczyc z porzadkowaniem kolejnej zapuszczajacej sie powoli poradni, gdzie juz personel nie wie jak po raz kolejny przebukowywac wizyty pacjentow bo doktor zachorowal albo co mowic pacjentom, ktorzy potrzebuja zwolnienia, recept, planowania z FK - odpowiednik naszego ZUS... Kazda poradnia zdrowia psychicznego bazuje na przewidywalnosci, planowaniu i na stalosci, ciaglosci kontaktu lekarz - personel - pacjent. Juz i tak piszemy recepty, przyjmujemy pacjentow 1 dzien w tyg niektore tygodnie. Kazdy pacjent tam to znowu nowy pacjent, ale zwykle nie nowy-nowy a nowy dla mnie, za to znany w poradni od paru miesiecy czy lat... Czasem jestem 3 czy 4 lekarze kolejnym, ktorego spotyka... I trzeba sie obczytac, wiedziec co juz bylo robione, co bylo planowane... by nie wyjsc na idiotke, nie zaszkodzic a moze nawet pomoc. A co dalej??? Poradnia to i tak pryszcz, tydzien czy dwa bez lekarza jakos dadza rade. Ale tydzien na oddziale juz nie da rady. I KTO, no pytam sie KTO bedzie wtedy niby poproszony a tak naprawde zmuszony do ratowania sytuacji???? No bo jak mozna odmowic??? A jesli odmowie ja to kto? Kolega... Tak czy siak niedobrze. Zadne z nas nie jest zwierzem oddzialowym jak Niamka. No nie nasz swiat. Wiec bedziemytam pod przymusem, jeden dzien, probujac mniej zepsuc niz wiecej. A poradnia ucierpi i ta w Solle juz cierpiaca i ta nasza juz odchuchana... A JA NIE CHCE...

A szef co... na chorobowym... wiadomo, choroba nie wybiera. Ale nawet jak jest i tak sie nie da z nim gadac po ludzku. Nie kuma czaczy. Moze jest dobrym administatorem i budzetem zarzadza ale juz tkanka ludzka nie.

Mam sie nie przejmowac. Mam robic swoje i czekac na rozwoj sytuacji. Ale mnie wqrw trafia. Jednak polowa glowy mowi spieprz... stad bo pojdziesz na dno. Druga mowi dacie rade,bedzie dobrze... A serce panikuje... Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...

No to sie wyzalilam. Pewnie nikt nie da rady moich zalow ogarnac. Wiekszosc z Was zna sluzbe zdrowia z perspektywy pacjenta. A tu takie sobie zale mlodego lekarza... Ale ja tego nie ogarniam i boje sie, jak to bedzie. Jak postawic logiczne granice, ile chce na siebie wziasc, zeby przetrwac, nie przegiac sama ze soba i nie byc tez swinia, ktora zrzuca na innych. Ja tak nie do konca potrafie, choc juz kolega niedoszly specjalista nie ma np. z tym problemu... Za to kolega specjalista, z mojej poradni, ktory jest tez odpowiednikiem dyrektora ds medycznych i ma i staz i jakis tam jednak autorytet, ma tez poczucie misji, najwazniejsze jest dobro poradni. I jak nie ja to on sie poswieci a jak sie poswieci to sie zajedzie. Albo postawi sprawe tak,ze sie musimy poswiecic solidarnie i podzielic ciezarem a wtedy nie wiem, ile ja dam rade udzwignac. Nie fizycznie raczej stresowo i psychicznie, ogarnac, podolac, zdazyc, zrobic dla pacjentow dobra robote i dla personelu, by wszyscy byli jako tako zadowoleni i ja tez, a jednoczesnie dac rade ogarnac zycie. Nie jestem typem pracocholika, lubie moja mala stabilizacje i zaChiny nie chce wpasc w pulapke, w ktora wpada tak wielu moichwlasnych pacjentow... ze nie umieli powiedziec nie, postawic granic, wycofac sie...

No i badz tu madry... CDN...