O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
środa, 22 kwietnia 2015

Poniższa opowieść powstała w ramach projektu marcowego “BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI” Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie maja możliwości by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów. Zapraszam do lektury pierwszej w moim życiu bajki :)

***********************************************


"Istnieje mapa bez krańców świata - są na niej wszystkie kontynenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce. Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy - nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał. Tak jak tutaj."


         *** Niedźwiedź z Norrland ***


-  Ojej a gdzie my tym razem jesteśmy??? - zapytała uśmiechnięta od ucha do ucha Karinka, już ciesząca się na czekająca ich nową przygodę. Pokochała te odległe podróże w magiczną mapą... Ile one już dzięki niej przeżyły... Krótkie, ciemne włosy dziewczynki błyszczały w promieniach słońca przebijających się przez gęstwinę liści.
- Nie mam pojęcia... Nooo na pewno nie jest to park rozrywki ani żadne miasto... - Starsza z sióstr, Ala rozejrzała się ostroźnie dookoła, ale poza tysiącem drzew: świerków, sosen i brzóz, nie widziała żadnej żywej istoty... A przecież zawsze ktoś na nie czekał... Kawałek dalej drzewa były jednak jakby nieco rzadsze.

- Tam jest chyba jakaś polanka, chodź, rozejrzymy się, może ktoś tam jest... - powiedziała, biorąc młodszą dziewczynkę pewnie za rękę. Miała ochotę ją przytulić, jak to miała w zwyczaju, gdy mała czegoś się przestraszyła, ale powstrzymała się. Nie chciała by siostra domyśliła się, że Alę zaniepokoiła cisza panująca w otaczającym je lesie i to, że nikt nie czekał na nie w nowym miejscu, w które przeniosła je magiczna mapa.
- Dobrze, chodźmy – powiedziała Karina – jestem taka ciekawa, co będziemy dziś robiły, że aż w nocy nie mogłam zasnąć. Każda nasza wyprawa jest taka fascynująca... i inna...

Przeszły kilka kroków i rzeczywiście - drzewa rozrzedziły się a spomiędzy nich zaczęły być wyraźnie widoczne ogromne głazy, większe niż obie dziewczynki kiedykolwiek wcześniej widziały.
- Woooow... co to jest – zdziwiła się Karinka, wypowiadając na głos to samo, co pomyślała Ala.

 

 

- To pamiątkowe kamienie – dziewczynki aż wysoko podskoczyły do góry z okrzykiem przestrachu, kiedy zza jednego z głazów usłyszały cienki chłopięcy głosik.
 - Ooooch... ale nas przestraszyłeś... Myślałyśmy, że nikogo tu nie ma – Ali udało się ukryć lekkie drżenie głosu i tylko serce biło jej szybko. Ale przecież była tą starszą, większą siostrą, miała już 12 lat i musiała dawać przykład małej Karince - Kim jesteś?
- Mam na imię Björn, Björn Björkqvist, do usług.
- Bjoern Bjoerkwist? - Karinka roześmiała się perliście – Ojej jak śmiesznie Ty to wymawiasz, jeszcze nie znałam nikogo, kto by się tak nazywał. To w ogóle nie brzmi jak imię i nazwisko...
- Ależ oczywiście, że to jest moje imię i nazwisko. Björn to przecież normalne imię, wielu chłopców tak się nazywa... Rodzice je lubią, bo znaczy też „niedźwiedź”... a björkqvist to popularne nazwisko no i znaczy „gałązka brzozy”.
- Naprawdę? - zdziwiła się Ala, mało co nie gryząc się przy tym w język, bo przecież mama uczyła ją, że nieładnie jest tak się dziwić czy wyśmiewać z tego, jak ktoś się nazywa... No i w sumie była to ciekawa opowieść a ona interesowała się językami.
- Nooo przecież. Nie wiecie? Przecież mówicie po szwedzku? - zapytał chłopiec, śmiesznie marszcząc w wyrazie zdziwienia czoło.
- Po szwedzku? To my jesteśmy w Szwecji? - Karinka miała oczy wielkie jak spodki ze zdziwienia.
- Nooo... przecież... rozmawiamy po szwedzku. Rozumiecie mnie?
- Rozumiemy... ale nieee... my nie znamy tego języka. - zdziwiła się Ala. Jak to jest możliwe... Choć właściwie... przecież właśnie się przeniosły z tajemniczą mapą w jednej chwili na odległość wielu tysięcy kilometrów. Nic nie jest niemożliwe... Więc może mówią też po szwedzku? Choć na ten jeden dzień? Albo przynajmniej chłopiec rozumie ich polski... czy jakoś tak psiejsko, czarodziejsko rozumieją się nawzajem. Zaje... fajnie ;)

Tymczasem młodsza z dziewczynek w ogóle nie kłopotała się kwestią języka, ona uwielbiała poznawać nowych ludzi, niezależnie od ich narodowości, języka czy wyglądu, a zwłaszcza lubiła poznawać dzieci.
- Ala, słyszysz??? Szweeeeecja... Suuuuper. Kocham dzieci z Bullerbyn, Pippi jest w dechę, aaaa i to piękne muzeum z wyłowionym statkiem też przecież jest w Szwecji, co nieee??? Mówiliśmy o tym ostatnio z naszą Panią na lekcji. Oooooo to będzie fajna wycieczka...
- Ale zaraz, zaraz... - żywo zaprotestował Misiek... (To znaczy Björn, ale ponieważ Niedźwiedź nie pasowało nijak do dość wysokiego, ale szczuplutkiego chłopca, Ala w myśli od razu nazwała go Miśkiem) – Świat Astrid Lindgren to jest w Junibacken a statek królewski w Sztokholmie, w Muzeum Wazy, a to jest 50mil, tzn. 500km stąd. Więc nie wiem, jaki był cel Waszej podróży, ale chyba zgubiłyście się. Przecież Wy jesteście w pónocnej części Szwecji, w Norland. A dokładniej w Län Västernorrland a w krainie Ångermanland. A to miejsce jest w gminie Kramfors. A nzywa się Häxberget, Górze Czarownic. (1)

- Czarownic? - teraz Karinka poczuła lekkie mrowienie na plecach, ale widząc uśmiech chłopca szybko o tym zapomniała i z fascynacją słuchała jego historii o tym, jak w XVII w. w pobliżu odbył się wielki proces czarownic i wiele z nich niestety tu właśnie pożegnało się z życiem. Mimo, że sama historia była trochę przerażająca, jednak ani Ala ani Karina nie bały się, bo ich młody szwedzki kolega opowiadał z ogromną fantazją i cały czas się uśmiechał.
- No właśnie... tak to było... i od tamtej pory okoliczni mieszkańcy wierzą że miejsce, gdzie tyle kobiet podejrzewanych o czary straciło życie, nie może być zwyczajne. Postawiono tu te głazy, by jakoś uczcić ich pamięć i ludzie, którzy tu przychodzą wierzą, że miejsce ma magiczną moc...
- Ha, na pewno. To pewnie dlatego to tu przybyłyśmy z naszą magiczną mapą.
Dziewczynki uraczyły chłopca opowieścią o tym jak już od wielu tygodni podróżowały po całym świecie za pomocą mapy.
- No skoro przyjechałyście taki kawał chętnie bym pokazał Wam okolicę. Może nie mamy tu wielkich miast, muzeów ani lunaparków, ale wokół pełno jest pięknej przyrody i urokliwych miejsc. Tylko... ja chyba nie mogę stąd daleko odejść. Nigdy nie próbowałem, ale...
- Dlaczego ??? – chórem zapytały siostry.
- Booo... widzicie... ja tak naprawdę... tylko się nie bójcie... Pamiętacie jak wspominałem, że to miejsce ma magiczną moc? Bo ja... ja... jestem naprawdę niedźwiadkiem. Małym, nie zdążyłem urosnąć. Wiecie... - chłopiec zaczął wyrzucać z siebie zdania, jakby obawiał się, że dziewczynki mu przerwą albo uciekną – kiedyś wędrowałem tu za mamą... Mówiła, żebym szedł zaraz za nią...ale tu było tyle kwiatków i liści... i ja odbiegłem od niej na chwilę. Potem szukałem jej i szukałem... Dzień i noc... i cały dzień... ale nie znalazłem. Po kilku dniach przyszedłem w okolicę tych głazów. Cały czas myślałem tylko, jak bardzo bym chciał odnaleźć mamę i że już zawsze będę się jej słuchał. Ale moim drugim marzeniem, jeszcze wcześniej było aby móc być dzieckiem, ludzkim dzieckiem. Widziałem je w trakcie naszej wędrówki i one były... takie wesołe, uśmiechnięte, beztroskie, rozbiegane...
Ala i Karinka podeszły do chłopca i usiadły na kamieniu obok niego, spojrzeniem zachęcając Miśka do kontynuowania tej niewesołej ale fascynującej opowieści.
- Wszedłem między kamienie i nagle usłyszałem miękki głos mówiący, żebym się nie bał, że już niestety nie odnajdę Mojej Mamy, ale jestem dzielnym, wesołym misiem i poradzę sobie. Na te słowa pomyślałem, że w takim razie chcę być małym chłopcem. Ku swojemu zdziwieniu usłyszał chichot i głos mówiący:
- Mój drogi, nie wiem co aż tak Cię fascynuje w byciu człowiekiem, ale mogę spełnić Twoje marzenie. Jest tylko jeden warunek, nie jestem pewna, jak daleko po tylu latach sięgają moje czary, więc musisz chyba mieszkać całe życie jak najbliżej kręgu, bo inaczej jest ryzyko,że czar zniknie.
- Tu jest tak pięknie, że nigdzie nie chcę się stąd ruszać.
- Wspaniale. No i... to nie warunek... ale prośba... odwiedź mnie tu czasami... lubię patrzeć jak dzieci się bawią. Chociaż mnie samej nie widać...
Björn ochoczo się zgodził. Przecież domyślił się, że to musi być któraś w młodych dziewcząt, które tu straciły życie... ta najwidoczniej nie całkiem bezpodstawnie... I od tej pory, już od kilku lat był małym chłopcem. Znaleźli go okoliczni mieszkańcy i przygarnęli. Rósł i rozwijał się, jak inne dzieci. Śmiał się, biegał, wiele popołudni spędził w okolicy kamieni bawiąc się z kolegami, z przyjemnością chodził do szkoły i uczył się. Czasami tęsknił za niedźwiedzią mamą, to pokochał swoją nową, ludzką mamę.
- Jaka piękna historia. Wiesz, kiedy ją opowiadałeś... - Ala była już duża i poczuła, że nie chce zabrzmieć dziecinnie...
- Ty też usłyszałaś chichot? Jakby jakiejś młodej dziewczyny? To na peeeeewno jest jakaś dobra czarownica... - powiedziała Karinka – To znaczy była... choć właściwie... ona wciąż tu przecież jest? Niedźwiadku, może poprośmy ją żebyś mógł nam pokazać okolicę?
Dziewczynki teraz już wyraźnie usłyszały w szumie wiatru śmiech. Rozejrzały się, ale nikogo nie było widać. Wtedy usłyszały głos mówiący:
Myślę, że się uda. Czuję, że ta Wasza mapa ma cudowną magiczną moc, więc wspólnymi siłami chyba damy radę zapobiec odczarowaniu Björna. Nooo... lećcie zwiedzać... zanim pożałuję... mam nadzieję, że tu do mnie wrócisz kochany chłopcze. Bez Ciebie byłoby mi smutno...

Chłopiec nie dał sobie dwa razy powtarzać. Zabrał dziewczynki do wszystkich tych miejsc w okolicy, o których słyszał a w które wcześniej nie odważył się wybrać. Najpierw zabrał je do Parku ze Zwierzętami Djurparken w Junsele (2), gdzie dziewczynki zobaczyły egzotyczne lamy, wilki, słynne białe tygrysy, niedźwiedzie i łosie, które tak polubiły już przy wizycie w Norwegii.


Potem pojechali do Näsåker, gdzie przy wodospadzie było wiele świetnie zachowanych rysunków naskalnych, podobno niektóre miały nawet 6000 lat. (3)


Zachwytom dziewczynek nie było końca, kiedy dotarły do kolejnego celu wycieczki - Tajlandzkiego Pawilonu.


- Skąd tutaj, w środku brzozowego lasu taki piękny Pałac? - Ala z przyjemnością patrzyła na roześmianą twarzyczkę młodszej siostry, której na widok złoceń i ozdób aż oczy się śmiały. Tuż obok było oczko wodne, ławeczki i plac zabaw.

Björn okazał się prawdziwą skarbnicą informacji. Opowiedział im o wizycie w Szwecji tajlandzkiego króla Chulalongkorna, który w roku 1897 odwiedził najpierw stolicę Szwecji a potem wybrał się z całą świtą do Norrland, północnej części tego pięknego choć nieco dzikiego kraju. Trasę, którą przebył król z dalekiego, egzotycznego kraju, mieszkańcy, dla których zobaczenie władcy z tak daleka było niezapomnianym przeżyciem, nazwano imieniem władcy.
Prawie 100 lat później grupa tajlandzkich tancerzy usłyszała jak uhonorowano ich władcę i z ich inicjatywy powstała budowla. Piękna świątynia, która niczym egzotyczna biżuteria, jedyna w swoim rodzaju poza Tajlandią, zadziwia i po dziś dzień wzbudza zachwyt wśród zarówno Szwedów jak i turystów.

Spod Tajlandzkiego Pawilonu dzieci popłynęły najpierw kajakami a ostatni odcinek stateczkiem wzdłuż rzeki Ångermanälven, która okazała się być między dwoma małymi miejscowościami Sollefteå i Kramfors szersza niż największa polska rzeka Wisła. Okazało się, że kiedyś rzeką flisacy spławiali drewno a teraz stoi przy jej brzegu duża fabryka papieru koncernu Mondi (5), do której nawet zimą, gdy woda na rzece pokrywa się zwartą taflą lodu, dzięki lodołamaczom może dopływać statek pełnomorski.


Płynąc dalej najpierw minęli most Sandöbron (6) ...


... a w końcu oczom dziewczynek ukazał się majestatyczny most Höga Kusten Bron (7).

 

 

Tam wysiadły i wszyscy w trojkę mogli pobawić się w pobliżu hotelu (8) noszącego tą samą nazwę i posłuchać o tym rejonie Północnej krainy, Wysokim Wybrzeżu (9), uznawanym za rezerwat natury i element światowego dziedzictwa.

- Zabrałbym Was i do rezerwatu Skuleskogen i na górę Skuleberget i na wyspę Ulvön... - chłopiec zobaczył jednak, że obie dziewczynki były już zmęczone i zmienił plany, bo przecie¿ zbliżał się już wieczór a on zdawał sobie sprawę, że ten szczególny dzień się skończy. - Ale lepiej pokażę Wam nasze morze. To niby ten sam Bałtyk co w Waszym kraju, ale wygląda inaczej. Ono nawet nazywa się inaczej, całe Morze po szwedzku to Östersjön czyli jezioro a część między Szwecją i Finlandią czyli Zatoka Botnicka, po szwedzku nazywa się Botniahavet czyli Morze Botnickie. - roześmieli się wszyscy troje a potem Misiek zabrał je do miejsca, o którym słyszał wielokrotnie od kolegów i domyślał siê, że one też je pokochają. To miejsce nazywało się Rotsidan (10).


 

Dziewczynki usiadły na fotelikach, które znikąd wyczarował Misiek... Zjadły kanapki z pięknego piknikowego kosza. A potem już tylko patrzyły w wodę, słuchały delikatnego szumu fal, rozbijających się o skaliste wybrzeże, wiatr lekko rozdmuchiwał ciemne włoski Karinki i blond długie pasma Ali. Oczy prześlizgiwały się im po dużych, płaskich kamieniach, po porostach, kwiatkach, drzewach... Nagle powieki stały się ciężkie... coraz cięższe...

Jeszcze przez kilka kolejnych dni dziewczynki dyskutowały zawzięcie, czy jak twierdziła Ala - Misiek powiedział do nich „Hejdo (Hejdå)” czy, jak upierała siê Karinka - „Sie ma (Tjäna)”.
Ale faktem jest, że gdy otworzyły oczy były w swojej sypialni w Polsce a za oknem była noc...

Karinka otuliła się kołdrą, westchnęła jakby nieco smutno... ale potem w jej głosie wyraźnie słyszalne było już tylko szczęście, gdy wymruczała:
- Zawsze mówiłam, że Miśki to fajne zwierzaki.
- Haha... taaak... zwłaszcza, jeśli są miłymi, szwedzkimi chłopcami. - cichutko odpowiedziała Ala, pogłaskała Karinkę po głowie i sama do siebie powiedziała... - Ciekawe, gdzie mapa zabierze nas jutro...

*** THE END ***

Źródła zdjęć i informacji:
(1) Häxberget – Góra Czerownic
zdjęcie ze strony: WIKIPEDIA  (szwedzki)
                           WIKIPEDIA (angielski)
(2) Djurparken Junsele - zdjęcia własne.
Informacje: Djurparken Junsele (szwedzki)
                  Djurparken Junsele 2 (szwedzki)
                  Djurparken Junsele 3 (angielski)
(3) Näsåker - zdjęcia własne
Informacje: Namforsen (szwedzki, angielski, holenderski, niemiecki)
(4) Thailändska Paviljongen - zdjęcia własne oraz ze strony THAIPAVILJONGEN (angielski, tajski, szwedzki)
(5) Fabyka papieru Dynäs w miejsowości Väja, polożona nad rzeką Ångärmanälvän - zdjęcie ze strony: MONDI 
(6) Sandöbron - zdjęcie ze strony:
                   SANDÖBRON (szwedzki)
                   SANDÖBRON 2 (polski)
(7) Höga Kusten Bron - zdjęcia własne
Informacje: HÖGA KUSTEN BRON (szwedzki)
                  HÖGA KUSTEN BRON 2 (angielski)
(8) Hotel Höga Kusten – zdjęcia własne
Informacje: HOTELL HÖGA KUSTEN (angielski, niemiecki, szwedzki)
(9) Höga Kusten – Wysokie Wybrzeże
Więcej informacje na stronach:
                   HÖGA KUSTEN (szwedzki)
                   HÖGA KUSTEN 2 (szwedzki, angielski)
                   HÖGA KUSTEN 3 (szwedzki, angielski)
                   HÖGA KUSTEN 4 (angielski)
(10) Rotsidan - zdjęcia własne oraz ze strony o Kramfors i o Höga Kusten.

sobota, 11 kwietnia 2015

Kochani. Rzadko pisuje, wiem, ale nie mam natchnienia a i  nigdy nie mialam poczucia misji. Ale teraz mam.

Dzis w Teleexpresie padlo haslo, iz wszyscy Polacy moga glosowac korespondencyjnie.

Zaraz weszlam na strone Konsulatu Polskiego w Sztokholmie i znalazlam ta strone:

http://www.sztokholm.msz.gov.pl/pl/aktualnosci/wybory_prezydenta_rp_2015___obwieszczenie_konsula_rp

Wystarczy zglosic chec glosowania na odleglosci, podac dokladne dane albo przez telefon, listem, mailowo... Zajrzyjcie jesli macie chec/potrzebe glosowac.

Ja czulam sie troche winna bo wyjezdzamy 9 maja do Barcelony wiec nie zaglosowalibysmy w pierwszej turze a w trakcie ewentualnej drugiej mam dyzur w pracy pod telefonem i tez do Sztokholmu bym nie pojechala... a poniewaz mamy wazne polskie paszporty i dowody (choc od nieco ponad tygodnia jestesmy tez dumnymi posiadaczami szwedzkiego obywatelstwa ;)) wiec sie zglosilismy mailowo i mam nadzieje,ze bedziemy mogli zaglosowac.

Nie wiem jakie macie sympatie, ale poczulam misje szerzenia tej wiedzy!!!! Jesli mieszkacie gdzie indziej niz w Szwecji czy nawet w Polsce a nie mozecie zaglosowac w dniu wyborow, szukajcie informacji by spelnic obywatelski obowiazek korespondencyjni!!!

23:12, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »