O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
czwartek, 06 czerwca 2013

W sprawie nobilitacji istnieje niewielka szansa, ze moi wierni czytelnicy pamietaja przedostatni bodajze wpis sprzed prawie 3 miesiecy od moim papierku specjalizacyjnym. Pamietacie??? No... To po tzw negocjacjach bez begocjacji i pojsciu na ugode czyli wzieciu tego co dali, w koncu w pt podpisalam umowe na ÖVERLÄKARE... czyli nadlekarza... No ale sie czuuuuje... Jak nadczlowiek, nie kojarzcie prosze z Nitzsche... A serio to jest tak,ze nie kazdy specjalista jest od razu na etacie nadlekarza ale kazdy nadlekarz to specjalista. ÖL (po szwedzku piwo) to tytul sluzbowy poniekad. A ze pracowanie jakos tylko specjalista wiazaloby sie z nizsza pensja ale nie mniejsza odpowiedzialnoscia, wiec doszlam do wniosku - jak juz mam rzadzic i podejmowac decyzje to niech mi choc zaplaca te ciut wiecej...

Podpisanie umowy nie obylo sie bez lyzki dziegdziu, z reszta na wlasna prosbe ja dostalam... Szef zanim mi dal umowe wyrazil ubolewanie iz jako reprezentant mojego pracodawcy czyli Landstingku zostal niesprawiedliwie przeze mnie oceniony w komenatarzu do artykulu w Gazecie Lekarskiej nt. srodkow zaradczych ktore jakoby moj Landsting ma podjac w celu  rozwiazania problemu z naborem przede wszystkim lekarzy rodzinnych i psychiatrow, by zapobiec wysokim kosztom oplacania tzw. lekarzy sztafetowych, czyli zatrudnianych przez formy posredniczace, ktore biora swoja dole a lekarze sami dostaja za prace przez tydzien czy dwa w danym miejscy moja miesieczna pensje... Notabene moj kolega z kursu wlasnie sie wypowiedzial ze swojej pracy i ma zamiar pracowac na zastepstwach w innych przychodniach, wiec jego poradnia zamyka sie na lato, na okres urlopowy... Wiec on skomentowal slusznie,ze moze warto pomyslec, jak tych, ktorych ten pracodawca wyksztalcil, zatrzymac... A ja dodalam,ze trzeba by bylo wziac pod uwage sytuacje kazdego lekarza, posluchac co moze sprawic, ze bedzie chcial zostac lub odejsc i skoro jest taki niedobor jednak zadbac bardziej o tych co sa. Za pieniadze wydane na moje kursy i szkolenie jestem wdzieczna, ale nie poczuwam sie do splacania tego inaczej jak przez rzetelne wykonywanie mojej pracy poki tu jestem, a nie bede tu zostawac za wszelka cene, skoro moj maz nie ma pracy a ja dostalam pensje jak wszyscy i nic ponad to. Poza tym uslyszec w trakcie decydujacej rozmowy, ze to byl wylacznie MOJ blad w dokumentach, ktory przyczynil sie do 3 miesiecznego poslizgu w nadaniu specjalizacji i ze bledem sluzbowym bylaby pomoc dla mojego meza w znalezieniu pracy - BEZCENNE... Nawet jesli jest w tym pierwszym czesc prawdy, do tej pory zaluje,ze nie zrobilam po swojemu a dalam sie przekonac szefowi i rektorowi... I w drugim coz... moze i tak jest... ale wiadomo ze realnie jak ktos za Toba nie stanie i nie szepnie dobrego slowa, szansa,ze Cie zatrudnia jest niewielka... Ja uwazam,ze bledem sluzbowym rekrutujacych i firmy headhunterskiej bylo calkowite olanie tej kwestii, za co teraz place ja i moja rodzina...

Ale dosc o tym... po tym milym wstepnie nastapilo wiekopomne podpisanie dlugo wyczekiwanej umowy, jak rozumiecie pozbawione pewnej uroczystej otoczki. Zarowno z powodu opoznienia jak i atmosfery... No ale podpisane, jest, bedzie pensja w koncu wyzsza z wyrownaniem od marca. A praca bez zmian. Bo taka sama robie od listopada...

Oczywiscie wiazalo sie to ze zmiana mojego zaszeregowania w szeregu roznych systemow, programow i wiekszosci musialam dopilnowac, inaczej ptrwaloby to jeszcze kolejny miesiac ale nacisnelam pare guziczkow, wyslalam pare maili i JUZ...

Ha...

Teraz kwestia korzonkow zwanych po szwedzku ryggskott i kopania framugi. Pierwsze dotknelo mensza. Jako chop wyrowniety problematyczne ma stawy i problematyczne ma plecki. Ostatnio glownie te ostatnie. Lekko zlamaly go 2 tyg temu ale leki, masazyk i sie rozchodzilo. Teraz niby nic nie robil ale albo go przewialo na moim skuterku (o nim potem) albo cos dygnal... i JAK GO POLAMALO... Byl tylko rozpaczliwy telefon,ze musze natychmiast przyjechac bo on sie nie moze ruszyc... I nie mogl, serio... I to bylo w pn... porzadna dawka lekow w max dawkach... powolne rozruszanie... masaz lekki i wygrzanie... aaaaaa no i sauna i dzis juz jest znosnie, ale w pn byl to gwozdz do trumny...

A trumna zaczela sie wieczorem w nd - synus wychodzac z toalety bym myslami gdzies indziej... albo z kims innym... i sobie kopnal we drzwi framuge. Tak kopnal... ze zlamap sobie srodkowy palec prawej stopy...

 Pierwsze jego zlamanie... ktore zaskutkowalo kilkoma dniami absencji w szkole bo noga byla spuchnieta i bolala... i wlasnymi kulami, bo do wczoraj na nich sie opieral... I koncem grania z noge na jakis czas a wiec i brakiem zajecia na poczatku wakacji...

Po takim poniedzialku to mialam ochote sie rozplakac... Nie wiedzialam, ktorego kulawego albo polamanego obsluzych najpierw... Na szczescie jeden sie juz rusza a drugi kustyka. O pierwszego trzeba zadbac,zeby sie nie przeciagnal o drugiego,zeby mogl jeszcze te ostatnie 3 dni pojsc do szkoly czyt zawiezc i odebrac...

A w miedzyczasie zuuupelnie nieeeeoczekiwanie zakonczyl nam sie remont... Przywiezli spowrotem i wniesli meble, kartony a reszte zrobi sobie sam, wiadomo... Dziwne uczucie... Nagle odzyskalismy po 137 dniach prawie polowe domu... no moze 1/3, ale jednak... Jeszcze musimy sie rozliczyc za prad i zareklamowac pare uszkodzen no i rozpakowac wszystko ale to juz inna bajka...

O negatywach mialo byc... ale chyba na wiecej negatywow dzis nie mam natchnienia... Wiec o Rudasku slow pare i o skuterku (to juz bardziej pozytyw choc kosztowny) napisze inna raza...

01:49, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (6) »