O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
czwartek, 29 lipca 2010

Do Legnicy Babcia przyjechala za dziadkiem, ktory pod Legnica odbywal sluzbe wojskowa. Slub wzieli 15 sierpnia 1953 roku a 9 miesiecy i 5 dni pozniej ;-) na swiat przyszla starsza z ich corek a moja mama Ewa. 3 lata pozniej urodzila sie moja ciocia i matka chrzestna Jola.

Wiem,ze Babcia pracowala na kolei, chyba w Lokomotywowni. Ale jak ja juz bylam na swiecie i cos tam zauwazalam i zapamietywalam to Babcia byla juz chyba na rencie chorobowej z powodu problemow z kregoslupem.

Pierwszy raz choroba nowotworowa zatakowala w latach 80-tych, jakos w polowie zostala wykryta, wiec babcia miala ledwie skonczowne 50lat a przeciez musiala sie rozwijac juz wczesniej. Mialam wtedy kilka lat, ale pamietam, ze odwiedzalismy Babcie w szpitalu we Wroclawiu. Juz duzo pozniej dowiedzialam sie,ze Babcia przeszla mastektomie a potem leczenie chyba promieniowaniem. Udalo sie wygrac z rakiem, choc Babcia wyszla z tego okaleczona. W czasach mojego dziecinstwa i wczesnej mlodosci pamietam, ze byla niezwykle aktywna, na ile zdrowie jej pozwalalo - spotykala sie z kolezankami, dzialala w Agatkach - legnickim oddziale amazonek czyli kobiet po mastektomii. Mimo, ze najpierw byla na rencie a potem na emeryturze wciaz miala cos do zrobienia, a to spotkanie a to gimnastyka a to wizyta u kolezanki...

Kiedy mialam kilka lat wyprowadzili sie ze wspolnego z nami mieszkania - dostali przydzial wysnionego, wyczekanego mieszkania w bloku na osiedlu. Wiecie jak to drzewiej w Polsce bywalo, cos co nam mlodym ciezko juz pamietac z co dopiero tak naprawde zrozumiec... Blok 4-pietrowy z tzw wielkiej plyty, 2 pokoje na jakis 50metrach, ciasna kuchnia w ktorej 2 osoby rownoczesnie to juz tlum. Ale za to centralne ogrzewanie i lazienka, w dodatku z wanna i biezaca ciepla woda, no luksus... Nooooo nie smiac mi sie, z mojej perspektywy weekendy u Babci to wlasnie byla kapiel w wielkiej wannie, w wodzie z mnostwem babelkow, z reszta chyba stad wzielo mi sie uwielbienie do wylegiwania sie w wannie, ktore minelo mi dopier w ciazy... Na naszym starym mieszkaniu nie mielismy lazienki ani wanny, ciepla woda byla uzyskiwania za pomoca junkersu a kapiel byla w wanience takiej jak dla niemowlaka, sami pewnie taka mieliscie, postawionej na srodku kuchni na 2 stolkach... (A rodzice na stojaco myli sie wielkiej misce... ) Tak sie kapalam to 7 klasy podstawowki, kiedy to i my dostalismy wyczekane mieszkanie z wielkiej plycie na kolejnym osiedlu... Nic wiec dziwnego, ze wanne babci i Dziadka zapamietalam calkiem dobrze.

Podczas gdy moja rodzina cieszyla sie z w koncu dostanych 60paru metrow na osiedlu (4 pokoje na metrazu 3, ale dzieki temu w koncu ja i moj wtedy zaczynajacy 1 klase brat mielismy kazde wlasny pokoj a rodzice w koncu wlasna sypialnie, plus lazienka i ubikacja, biezaca woda,  centralne ogrzewanie i ... nieszczelne okna, mieszkanie albo niedogrzane albo gorace, krzywe sciany, futryny, sasiedzi, ktorych slychac jak tylko podniosa glos i jeszcze inne uroki PRLowskich blokow... plus cena, ktora w czasie gdy czekalismy na kolejny, 3ci przydzial - 1wszy uwzglednial juz niezyjaca prababcie i mama bala sie,ze nie bedzie kogo zameldowac a takie duze mieszkanie 4 os rodzinie nie przyslugiwalo, a 2gi dostalismy na 11 pietrze wiezowca, szczytowe, z przejsciem do kuchni przez salon... - wzrosla 40krotnie... tiaaa nie pomylilam sie, slownie czterdziestokrotnie, pierwsze wplata czyli 10% wartosci w ciagu chyba 15 miesiecy urosla z 400zl na 16000, czyli cena calego mieszkania z 4000 na 160000... ma sie to szczescie... KONIEC DYGRESJI) druga corka Babci na szczescie mogla sie cieszyc radoscia i swoboda dzikiego Zachodu. Majac chyba 8-9 lat rozpoczela swoje samodzielne zycie, wyjezdzajac do szkoly baletowej w Warszawie... nielatwe dla kilkuletniego dziecka, nielatwe dla rodziny. Potem bylo Mazowsze, wyjazdy z Pagartem zagranice na wystepy. W szkole baletowej poznala meza i razem zdecydowali, ze chca sprobowac zycia gdzies indziej... na pocz lat 80tych wyjechal najpierw wujek a potem ciocia z 10miesiecznym wtedy synem, Marcinem. Zamieszkali najpierw w Dortmund, potem w Keiserslautern i dla nas byli zawsze ta bogatsza czescia rodziny. Przysylali nam kilka razy do roku paczki ze slodyczami, ciuchami, i dziadkowi i rodzice pracowali kilka razy, juz chyba w latach 90tych przy zbieraniu winigron i pewnie gdzies jeszcze ale nie pamietam... Bylismy u nich, ja chyba 2 razy, oni do Polski od juz wielu lat przyjezdzali na urlop, maja domek letniskowy kolo Warszawy, w Urlach, ktorym zajmuja sie tesciowie cioci, wiec co roku na 1 dzien w czerwcu lub lipcu i na 1 dzien kiedy wracali w sierpniu nasz dom stawal sie odswietnym miejscem z mnostwem  pysznego zarcia (nie wiadomo dla kogo bo oni jako byli tancerze baletowi nigdy duzo nie jedli; byli - bo sa juz na tanecznej emeryturze, szkoda,ze nie zdazylam zobaczyc ich na scenie; pracuja przy teatrze w garderobie, wujek jest nawet przelozonym cioci, jezdza z teatrem na wystepy, wiec praktycznie wszystkie swieta, niedziele pracuja a urlop maja w calosci w lecie...No sie rozpisalam... O cioci pewnie jeszcze bedzie ale poki co... Wracam do Babci...

W czasach gdy chodzilam do liceum Babcia jakis czas pracowala w sklepie jako sprzedawczyni. Byl to butik zalozony przez kolege dziadka i jego zone, babcia pomagala im i dorabiala sobie do renty. A ze lezal on tuz kolo mojego liceum wiec i ja i moje kolezanki dosc czesto tam wpadalysmy pogadac z babcia. W sklepie bylo troche mydlo i powidlo, jakies torebki, jakies kosmetyki - to zaczynaly byc czasy juz wiekszego wyboru kosmetykow, wiele bylo z Niemiec a ze wymagan nt polskich opisow jeszcze nie bylo to nieraz tlumaczylam dla Babci opisy na szamponach, odzywkach, plynach itp... Sklep po jakims czasie przestal funkcjonowac, ale Babci pozostala mila znajomosc z jego wlascicielami, ktorzy potem nieraz goscili u dziadkow na imieninach, urodzinach i rocznicach. Byli rowniez na Babci pogrzebie i na stypie, bardzo Babcie lubili, z reszta jak prawie kazdy kto sie z nia zetknal...

15:19, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 lipca 2010

Prawie 4 miesiace...  15 tygodni i 2 dni czyli 107 dni... tyle juz czasu uplynelo odkad ksiega zycia mojej babci, Janiny Andrysiak zostala zamknieta... Tylko i az... Bo choc to byla "tylko" moja Babcia (wiele osob na pogrzebie sadzilo, ze mama... tak jakby sadzili, ze po smierci Babci smutek powinien byc relatywnie mniejszy...) to jej smierc zakonczyla dla mnie okres bycia najkochansza wnuczka Babci, okres niepowtarzalny, ktory wiele mi dal i ktorego mam nadzieje nigdy nie zapomne...

(Oczywiscie jest wciaz dziadek, po ktorym moj syn odziedziczyl drugie imie - Wojtek. Tyle ze on zawsze uczuciowo byl bardzo skryty, na dystans i tego smierc Babci nie zmienila. Plakal, wiemy,ze przezyl i chorobe Babci i jej smierc. Czasami, choc to mezczyzna, wolal pozostawiac decyzje w waznych sprawach w reku mojej Mamy, choc jednoczesnie jesli czegos chce lub nie chce potrafi byc bardzo zdecydowany. Teraz choc wszyscy martwili sie jak sobie poradzi to chyba on z nas wszystkich poradzil sobie najlepiej. A moze robi tylko dobra mine do zlej gry...??? W kazdym razie zyje sobie z dnia na dzien, chodzi na spacerki, cos tam sobie prostszego ugotuje, nie oczekuje wiekszej pomocy, wrecz odmawia jak mama zaprasza go za czesto na obiad. Nigdy poza Babcia nie potrzebowal i nie utrzymywal blizszych kontaktow z ludzmi, ani ze znajomymi ani z rodzina, w kazdym razie tak jak ja go pamietam. To Babcia byla motorem napedowym spotkan, rodzinnych okazji, wysylania po 30-40 kartek na swieta, imieniny, urodziny, rocznice - moze ostatnio bylo ich juz mniej, ale ona miala potrzebe spotakania, rozmowy... Dziadek jej nie wykazuje... Czasami wrecz potrafi byc obcesowy, nie wiem swiadomie czy nie wobec mamy czy znajomych... Wiem, ze nie powinnam sie o niego martwic, ale gdzies podswiadomie i ja i mama wiemy, ze jestesmy to winne chocby Babci... On nigdy nie pamieta o urodzinach, imieninach, nie ma co liczyc na to,ze zadzwoni, wysle kartke, zlozy zyczenia... Chyba juz za pozno by to zmienic... Ale my mozemy pamietac o tym, zadzwonic, zaprosic od czasu do czasu. Mnie ze wzgledu na odlelosc latwiej jest zachowac umiar, mama mam nadzieje z czasemnauczy sie, ze dziadka nie ma sensu na sile uszczesliwiac... Wiec dziadek wciaz jest, ale trudno z nim takim jakim jest czuc sie Wnuczka a nie tylko nia formalnie byc...)

Moja Prababcia a mama Babci Jasi , Babcia Jozia, zmarla w 1986r. zaledwie tydzien po mojej uroczystej Pierwszej Komunii, z ktorej nie zdazyla nawet zobaczyc zdjec o czym bardzo marzylam... wspomnienia z kilku pierwszych lat zycia kiedy mieszkalismy wszyscy razem (ona, moi dziadkowie, rodzice no i ja, wiec 4 pokolenia na 3 pokojach...) mam juz dosc metne, ale z pewnoscia dla mnie jako malego dziecka pelne milosci i ciepla. Niestety Prababcia kiedy mialam 5-6 lat, nie mogac dojsc do porozumienia z moim Tata wyjechala do swojej drugiej corki, dzis juz jedynej przy zyciu, Haliny i tam zosta az do smierci...

W 1994 (notabene tego samego dnia co i Babcia Jozia...) zmarla moja Babcia od strony Taty, Pola czyli Apolonia (ale tej pelnej wersji ja nigdy nie uzywalam). Byla kochana, ciepla, ale zawsze taka bardziej babciowa, w chusteczce na glowie, bez makijazu, prosta kobieta w calym pozytywnym znaczeniu tego sformulowania. Nieraz zajmowala sie mna i moim bratem, Michalem wieczorami. Miala dzialke z mnostwem kwiatow, owocow, warzyw, ktorymi czasem mniej a czasem bardziej uszczesliwiala cala rodzine... Pobyty u niej kojarzyly mi sie zawsze z pelna tajemic sytuacja rodzinna - dziadkowie byli rozwiedzeni, ale do smierci Babci mieszkali razem w jednym mieszkaniu, dziadek w jednym pokoju a Babcia i jedna z jej corek w reszcie mieszkania. Mieli w sumie wspolnych 5 dzieci, 2 synow i 3 corki, jedna z nich zmarla w dziecinstwie. Babcia miala jeszcze corke z wczesniejszego zwiazku, o ktorym tez z nami dziecmi sie nie rozmawialo... Dziadek (czy tez maz Babci, bo uczuciowo to on moim dziadkiem nie byl) zawsze w nas wnukach - a byla nas w sumie 8mioro, 5 chlopakow i 3 dziewczyny, dosc zroznicowane wiekowo stadlo - moj najstarszy kuzyn jest juz dziadkiem a najmlodsza kuzynka ma 20pare lat... budzil strach jako ten pan zza sciany, ktory czasami wynurzal sie z pokoju i dawal nam kanapki z ogorkiem, ktore ze strachu zjadalam... Dalczego sie rozwiedli nie wiem, o tym sie glosno nie mowilo, jakies tam tylko pogloski, z reszta chyba nie warte powtarzania bo w koncu to juz tylko przeszlosc... Ot takie wspominki ...W kazdym razie Babcia zmarla zanim ja stalam sie dorosla, wiec nigdy nie mialam z nia takich relacji jakie sie ma bedac dojrzalym czlowiekiem a nie dzieckiem.

Babcia Jasia natomiast... Coz... byla zawsze, odkad pamietam. Babcia Elegantka, jak ja zapamietaly moje znajome, nawet te ktore widzialy ja tylko raz kiedys, zawsze ladnie ubrana, choc w domu zwykle sie nie przelewalo. Miala w sobie to cos, wrodzona czy moze w zyciu nabyta klase, szyk. Na kazda wieksza okazje cos tam sobie uszyla albo kupila i wygladala z tym pieknie, budzac zachwyt moich kolezanek. Wlosy zawsze tlenione (na zdjeciach z mlodosci widac,ze wlasne miala ciemne, ale ja jej takiej nie pamietam), kiedys w latach 60-tych, 70-tych upinane w wyyyysoki kok, potem juz krotsze, tlenione a w ostatnich latach zapuszczone, na codzien podpiete. Jak ja jej zawsze zazdroscilam,ze jej tak dobrze w upieciach, na kazda wieksza okazje szla uczesac sie do fryzjera i wygladala zjawiskowo, a poniewaz wlosy potrafila myc i raz na tydzien czy 10 dni (byly po tylu latach rozjasniania juz dosc suche), wiec nosila te koki nawet tak dlugo, caly czas wygladajac slicznie...

Nie mogla sie doczekac kiedy odrosty bedzie miala juz siwe, zeby mogla skonczyc z rozjasnianiem... Kiedy sie tego doczekala - po chemii, to wloski nie tylko jej zsiwialy ale i w sporej czesci przerzedzily, wiec w ostatnich miesiacach nosila peruczke... Ta utrata wlosow byla jej glowna obawa przed chemia, typowa kobieta prawda??? W pierwszej chwili nie pomyslala o tym,ze moze bedzie wymiotowac, bedzie oslabiona, ze moga byc komplikacje infekcyjne tylko o wlosach...

Zawsze umalowana, uwielbiala taki ostry odcien rozu i na paznokciach i na ustach, ale o dziwo odcien w ktorym ja wygladam co najwyzej smiesznie albo jak ta... no wiecie Pani co zarabia na ulicy ;-) ona wygladala elegancko.

Poza wygladem wszyscy zapamietaja ja jako szalenie optymistycznie podchodzaca do zycia osobe. A przeciez lekkiego zycia to ona nie miala...

O jej dziecinstwie wiem w sumie niewiele. Byla najmlodsza z 3 corek. 2 starsze Halina, ktora z cala rodzina mieszka w Pile (z przynajmniej z wiekszoscia bo mlodsza czesc rodziny siedzi na emigracji) i Dana, ktora przez wiele lat byla przez zlapanego dosc pozno w zyciu i niezbyt udanego meza trzymana z dala od rodziny, by po jego smierci ostatnie lata zycia moc w koncu cieszyc sie z mozliwosci odwiedzenia siostry i jej rodziny, obie byly od mojej Babci kilkanascie lat starsze. Babcia urodzila sie w 1934 roku, wiec wojne przezyla jako dziecko i mloda nastolatka. Nie opowiadala zbyt wiele o tych czasach, dla nikogo nie byly one latwe. Nie bylo w historii jej rodziny jakis tragicznych przezyc, obozow, zeslan itp, ale w koncu jak tak sobie pomyslec zdroworozsadkowo to okupacja, walki, glod, bieda odciskaly pietno i na doroslych i na dzieciach tego czasu...

Z wyksztalcienia byla krawcowa, ale w zawodzie chyba nie pracowala, pomagala za to calej rodzinie w drobnych naprawach i przerobkach, bardziej wiedza praktyczna - bo to moja mama a jej starsza corka samouk szyla ale Babcia doradzala jak cos bardziej skomplikowanego, fikusnego trzeba bylo zrobic...

CDN

14:38, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »