O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
sobota, 20 sierpnia 2011

Dzisiejszy dzien, zwlaszcza w perspektywie wczorajszego minal lajtowo... Wczoraj bowiem okazalo sie, ze lekarka-specjalistka, z ktora jestem od pn na oddziale Rehabilitacyjnym, pojechala sobie na czw i pt na spotkanie rodzinne, mimo,ze miala wlasnie 7 tyg wolnego i ledwie w pn zaczela na nowo pracowac. I mimo,ze we wt zapytala,czy zostane i zajme sie sama oddzialem... Na co uslyszala odp ze raczej nie - abstrahujac juz od faktu,ze zaden ze mnie somatyk i jednak po 5 latach od stazu, mimo tych paru miesiecy przepracowanych na internie sama jednak nie podejmuje sie zajmowania pacjentami.. Do tego, jako ze jedne z oddzialow jest dezynfekowany i w szpitalu mniej jest lozek internistycznych, na Rehab trafilo kilkoro ciezkich pacjentow z nowotworami, w zasadzie umierajacych, niby nie maja byc intensywnie leczeni ani reanimowani gdyby... ale jednak nie mozna im pozwolic cierpiec i pewne decyzje lecznicze jednak trzeba podejmowac... Nie chcialam byc postawiona w sytuacji podejmowania tych decyzji sama... a jednak moja nowa "kolezanka z pracy" podjela decyzje za mnie i pojechala jak sobie zaplanowala, zostawiajac mi liscik milosny, ze oczywiscie nie musze podejmowac zadnych odpowiedzialnych decyzji, ktore czuje,ze wykraczaja poza moje kompetencje, ze oczywiscie jakbym miala jakiekolwiek pytania to moge dzwonic do lekarzy na internie, chirurgii i ortopedii a jesli wogole nie chce byc sama na rehab moge pojsc na oddzial a pielegniarki beda jakby co dzwonic bezposrednio do dyzurnego... Alez jasne, przeciez jestem debilka, bez dyplomu lekarskiego... Zostalam, nie czulam sie konfortowo, jakos poszlo, ale jednak niesmak pozostal,ze ktos doswiadczony i niby sympatyczny robi cos takiego...

W dodatku piatki mam wolne, 4h na nauke i 4h kompensacji za dojazdy, wic i tak w pt musieli poradzic sobie beze mnie, zapewne nie pierwszy raz zakladajac,ze na tym oddziale pracuje tylko ona, bardziej jako konsultant i nikt jej nie zastepuje formalnie, jak jej nie ma...

Dzis wiec zamiast sie stresowac ze wydarzy sie cos wymagajace wiedzy, ktorej nie mam, spedzialam dzien w ruchu. Rano pospalam, potem sniadanko, w auto i do Ovik do logopedy, zeby sprawdzic jak tam dawidowa motoryka jamy ustnej i uzgodnic co dalej w sprawie jego dysleksji...Kolejnych wizyt nie bedzie, motoryka ma sie lepiej, a w sprawie dysleksji logopeda pocisnie szkole i po uzgodnieniu wypisze nam srodki pomocnicze, takie jakie w jej ocenie Dawidowi pomoga w nauce. Fajnie, mam nadzieje, ze szkola nie bedzie robila problemow i zakupi mu je do szkoly. Jak nie pojde na wojne...

Potem szybka wizyta w Jysk i Rusta w poszukiwaniu stolika nocnego do naszego nowego zaglowka - lozko zostalo to co bylo, ale uzupelnilismy je wierzchnim materacem, takim na cale podwojne lozko, i w koncu nam sie nie wcina laczenie tu i owdzie, no i kupilismy zaglowek z poleczkami, bialy, wiec nam jasne brzozowe stoliki przestaja pasowac i szukamy malych, bialych, narazie albo nic nie ma, albo sa jakies drozyzny...

I zaraz powrot do Kramfors, szybki obiadek, dla nas pyzy i mielone z sosem grzybkowym, mniam, dla Dawida tortelini w barszczyku (prawie jak uszka) i podrzutka dziecka na mecz pilkarski. My zas dzialania kuchenne, gotowanie, pieczenie, zmywanie itp, czyli zwykla rutyna...

Zeby nie bylo, w drodze do Ovik i spowrotem czytalam i jeszcze jutro pewnie ze 2 h pocztam... Dzien jak codzien... temat dysleksji i sr pomocniczych musze poszerzyc, tylko KIEEDY???? Wiem, wiem moge nie pisac w blogu... i nie siedziec do 1 w sobote... ;-)

Dobranoc...

Tagi: dom dysleksja
00:43, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 sierpnia 2011

3 lata temu o tej porze siedzielismy na pokladzie promu Skandynavia w drodze do nowej Ojczyzny, nowego zycia, nowej pracy, z ubraniami, zabawkami, 2 kotami...Jest lepsze, zycie tu znaczy sie, pod wieloma wzgledami, ale pewnych czesci idealu wciaz brakuje, pozostaje miec nadzieje,ze czesc brakujacyh elementow jest bliska uporzadkowania...

W tym czasie nastapila weryfikacja negatywna wiekszosci znajomosci i przyjazni, pozostalo kilka najcenniejszych,z ludzmi z ktorymi mimo odleglosci warto sie spotykac, jechac do nich, poswiecac czas, energie i pieniadze. Odeszla moja kochana Babcia... Mama przeszla na emeryture... Brat w zasadzie zyje swoim zyciem i sie nie odzywaza wiele... Radka stosunki z bratem za to sie wyprostowaly co zaskutkowalo mila wizyta ostatniej zimy jego i jego synow u nas... Ale generalnie rodzina nas wizytami nie rozpieszcza... Znajomi tym bardziej... (Pozdrawiam znajomych :-P)

Pozytywnie te nielatwa probe znioslo nasze malzenstwo, choc nie bylo zawsze latwo i na pewno jeszcze wiele razy latwo nie bedzie. Jezykowo jest dobrze, u mnie nawet chyba bardzo, u Radka coraz lepiej (zeby jeszcze tylko w pelni sam w to uwierzy ;-)) a Dawid radzi sobie jak umie przy swojej dysleksji...

Pomalu wsiakamy w otoczenie, wielu szwedzkich znajomych nie mamy, ale sie pojawiaja, przyjaznimy sie jednak bardziej z Polakami okolicznymi, z jednymi bardziej z innymi mniej, chyba jednak charakterologicznie nam z nasza nacja zwykle bardziej po drodze...

Nawet nam dobrze na naszej wiosce, nie mamy wielkich ciagot poki co do miasta, zeby jeszcze tylko ta wiocha docenila ogrom szczescia posiadania chetnego do pracy  meza mojego, ech...

No wiec wlasnie... tylko czy az 3 lata???

22:17, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 sierpnia 2011

... Jest 2gie miejsce dla naszych chlopakow (a pierwsze dla rocznika 2001, z ktorym Dawid gra mecze zazwyczaj). Grali final z 1 z 2 druzyn z Sundsvall w roczniku 2000. To najlepiej wskazuje,ze tam nie maja problemu z naborem i w zawodach graja wybrani i wyselekcjonowani zawodnicy ;-) przyszlosc pilki tamtejszej ;-) Nu ale lekkie niedostatki techniczne niektorych zawodnikow, Bron Boze nie wszystkicj bo czesc gra na poziomie nie gorszym niz sundsvalczycy, wiec ewentualne niedostatki nasi nadrabiali spontanicznoscia i walecznoscia. Byli troche zdenerwowani, grali nierowno, momentami swietnie, momentami nieco przypadkowo. Ale prowadzili 1:0, prawie cala pierwsza polowe i przeciwnikow starali sie trzymac z daleka od wlasnej bramki a jak sie przedostal Linus-bramkarz swietnie bronil. Nie wylapal 1 pieknego wolnego na sam koniec 1 polowy i po przerwie musielismy zaczynac od nowa. Zaczelismy od prowadzenia, ktore chlopcom dodalo skrzydel. Uciela je strata 2 bramki a podciela calkowicie prawie 3cia... Prawie bo poki pilka w grze i bramki dwie... Ostatnie sekundy, dosrodkowanie, nieudany strzal, poprawka ... IIIIIIIIIIIIIIIII...

Powinna byc kolejnosc BRAMKA wyrownaniu, koniec czasu gry i KARNE... A byl szybko gwizdek, pilka w siatce, bramka PO czasie gry... Nawet wygrani nie byli pewni,ze wygrali przez kilkanascie sekund...

Nie dziwi Was chyba,ze wiekszosc chlopakow byla wsciekla, rodzice zawiedzeni tym,ze sedzia przerwal akcje w takim momencie, na 2 sekundy przed wpadnieciem pilki do siatki albo i na sekunde...Ech... Musieli przelknac gorzka pigulke i szczescia przy odbiorze medali srebrnych widac na twarzach nie bylo...

Mimo to ogromne GRATULACJE za walecznosc i hart ducha!!!

http://picasaweb.google.com/114055462951892130316

21:48, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 sierpnia 2011

Juz ponad miesiac minal od powrotu z wywczasow a ja czuje jakby sam urlop prawie 3tygodniowy trwal max. 3dni, a te prawie 5 tygodni po moze z 5 dni... Czyli choc szybkosc uplywania czasu zwykle jest nieproporcjonalnie wieksza na wolnym tym razem utrzymuje sie i po wakacjach... Tez macie wrazenie ze tak jest???

Moze to od wieku zalezy, starosc na karku dyszy, 34 urodziny za pasem ;-) syn sie z nas wysmiewa,ze jak sie go pozbedziemy za lat jakies 15scie to bedziemy szalec, owszem, ale z laseczkami, no ha ha ha... dzieciatko kochane potrafi staruszkow pocieszyc... i zeszwedzial na tyle,ze juz mu pomysly oddawania nas do domu starcow przychodza, slodziaczak :-P Wczesniej to my go socialowi sprzedamy, albo sobie malego Chinczyka zadoptujemy, albo jeszcze lepiej sliczna Chineczke i bedzie sie mial spyszna...

Ale zeszlam z tematu...Urlop byl, interesujacy, aktywny i kurdelek drogi, wiec konto kwiczy i trzeszczy, bedziemy splacac najblizsze pare miesiecy.  Mam nadzieje,ze uda nam sie uniknac pulapki zapedzania sie w coraz wieksze zadluzenie, w koncu ja za najdalej 1,5 roku dostane pensje specjalisty a monsz kurs za 200tys koron czyli 80tys PLN ma, wszystkie niezbedne uprawnienia ma, pierwsze 3 tyg praktyki ma (z tego 2 tyg fajne na ciezarowce z gruzem a ostatni tydzien po japonsku, jako taki bo glownie znow zamaiatanie, wkrecanie srubek itp, ale tak to jest jak sie jest wakacyjna darmowa zapchajdziura... no ale takie doswiadczenia tez trzeba zbierac, postara sie zeby te kolejne 3 tyg byly w jakims bardziej atrakcyjnym i nadziejodajacym miejscu pracy...utro wraca jego opiekun z Urzedu Pracy, w srode byl na rozmowie w firmie transportowej z polecenia mojej kolezanki z pracy, firma brata jej szwagra, 3majcie kciuki, moze TO bedzie TO miejsce??? Bo Radkowi i szef i firma sie bardzo spodobaly...)

Tyle pokrotce o dunskiej czesci wakacji. Reszta to podroz w deszcz przez Niemcy, ktora minela dosc szybko i tak, bo dobre drogi, czyste kibelki, fajne warunki. Pobyt w Legnicy to odwiedziny, pogaduchy i zakupy, mily zjazd rodzinny bo niemiecka czesc rodzinki akurat w drodze na letnisko wpadla w tym samym okresie co my na Dln Slask... I w koncu 2 dni wzglednego odpoczynku w Toruniu, polaczonego z podziwianiem malenstwa 2miesiecznego (aaaaaa, jaka ona sliczna), rozmowami z druga cora a Radka chrzesnica, z ich mama a moja przyjaciolka od czasu studiow no i z tata i mezem, ktory dolaczyl do nas po 3dniowym dyzurze, cialem przynajmniej bo duch byl w trakcie zbierania dokumentow i zaliczen ostatnich przed zlozeniem papierow na egzamin na specjalizacje... Kciuki bedziemy trzymac niedlugo za jego zdanie, bo po licznych perturbacjach (pani Opiekun Specjalizacji za nie serdecznie NIW DZIEKUJEMY!!!) papiery zlozyl w terminie i sie teraz usiluje uczyc... Jak ja sie ciesze ze mnie TO ominie, znaczy sie wielomiesieczne zakuwanie do egzaminu... Ja tylko we wlasniwym okresie papiery pozbieram, wysle i przy dobrych wiatrach jakies 3 mies pozniej ODBIORE dyplom specjalisty...

Moze jutro zbiore sie,zeby pare slow napisac o uplywajacym stazu na medycynie i wydarzeniach tego weekendu, ktory nam szybko, ale jakze milo uplywa... Dzis powiem tylko PROSZE JUTRO 3mac kciuki za mojego syna, ktory z druzyna chlopcow rocznik 2000 gra o 13 w finale rozgrywek Drakcupen w Sundsvall :-) 2miejsce juz jest, ale liczymy na troszke wiecej!!! I tym to akcentem.... THE END!!!