O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
wtorek, 28 sierpnia 2012

Dowiedziec sie z maila od szefa na koniec sierpnia, dokladnie dnia pieknego 28go tego miesiaca Roku Panskiego 2012, z 1 (slownie jednego) zdania, ze

*opiekunka specjalizacji i ostatni staly specjalista jak rowniez wieloletni wyjadacz w psychiatrii we wrzesniu, zamiast wziasc czesciowa emeryture i kontynuowac jako opiekun specjalizacji mojej i 2 innych lekarzy, oraz lekarz odp za sprawy medyczne calej przychodni i oddzialu,

*odchodzi calkowicie na emeryture we WRZESNIU (ha, ha na pewno nikt o tym nie wiedzial, zwlaszcza,ze bedac w Svallu uslyszalam to jako plotke w sb na dyzurze...)

*zwlaszcza,ze najdalej w grudniu planowalam juz wstepnie spotkanie w sprawie podpisania papierow specjalizacyjnych z nia i owym szefem...

= BEZCENNE doswiadczenie...

No ale w kolejnym zdaniu napisal,ze szuka kogos, kto przejmie dla mnie na te niesamowicie dlugie 2 miesiace obowiazki i ze to nie narazi na szwank mojego stazu specjalizacyjnego...

                                              WIERZYC???

23:10, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 sierpnia 2012

1. Moj angielski, zwlaszcza opcja mowienia wola o pomste do nieba. A moje poczucie perfekcjonizmu i chec radzenia sobie ze wszystkim od tego cierpia. Nie bylam nigdy szczegolnie zanglycyzowana, zawsze niemiecki byl moim drugim jezykiem, choc ten jest teraz calkowicie nieobecny w moich zwojach mozgowych, wyparty przez zbyt podobna do niego szwedczyzne. Nigdy tez nie naucze sie angielskiego nawet na 1/3 poziomu mojego szwedzkiego, ktory przeciez tez idealny nie jest. Ale niemoznosc sklecenia jednego zdania bez wplecenia szewdzkiego wyrazu przyprawia mnie o apopleksje... A tu za tydzien mamy isc na imprezke do polsko-szwedzkich sasiadow i im doszedl nowy czlonek rodziny, zona syna,z ktora po szwedzku ani po polsku ni hu hu sie nie pogada... jeszcze napisac jakies zdanie na fb sie da... ale powiedziec... aaaaa...

2. Jestem smierdzacym leniem. I bardzo prosze mi nie mowic,ze jestem idiotka i o czym ja wlasciwie mowie. WIEM co mowie. Lenistwo objawia sie u mnie glownie w tym,ze jak czegos nie musze to nie robie i juz. Wiem, ze powinnam, wiem ze potem bede zalowac a i tak nie robie. I potem zaluje i robie na ost chwile i wale lbem w sciane (nie doslownie) ze sie wogole nie ucze na wlasnych bledach... W tym konkretnym przypadku moje wyznanie dotyczy pissania mojej dospecjalizacyjnej pracy naukowej. Musi byc gotowa na ok 15 wrzesnia... a ja mam moze 3/4 pierwszej wersji, ktora nie wiem czy do czegos sie nadaje...

3. Martwia mnie stosunki miedzy moimi chlopakami. Dawid jest coraz bardziej nastolatkowy i miewa rozne denerwujace zachowania, fakt. Charakterem mieszanka mamusi z tatusiem z dodatkiem wujka i stryjka sprawy nie ulatwia, hehe... chce stawiac na swoim albo wchodzi w przeciagajace sie dyskusje zamiast zrobic to co sie go prosi lub mu kaze i miec to z glowy albo sie zapiera i nie robi albo ma zrobic ale zapomina albo urywa w polowie... Mi sie zwykle w 9 na 10 przypadkow (przynajmniej tak mi sie wydaje) na spokojnie osiagnac kompromis, czasem wcale nie kompromisujac, hehe, ale wyjasniajac malemu choc juz duzemu buntownikowi dlaczego mu sie cos oplaca zrobic albo nie oplaca nie robic. Mimo jego jekow i kwekow udaje mi sie tez zmobilizowac go do robienia lekcji w domu, tzn. mam na mysli lekcje po polsku z pisania, opowiadania, ale tez z matematyki czy przyrody i mysle,ze mu to jednak pomaga w rozwoju plus ze on to wbrew pozorom lubi i cieszy go, jesli moze sie pochwalic swoja wiedza o czyms przed Pania w szkole albo kolegami. A Menszu moje ma nawracajaca i mnie niepokojaca tendencje do interpetowania kazdej dyskusji czy buntu jako osobistego przytyku, uwaza,ze Dawid jemu robi na zlosc, ze ja go rozpieszczam i ma robic BO TAK! I w sporej czesci przypadkow konczy sie m.in. na podniesieniu glosu, czesto na nakrzyczeniu. No i wytykanie Dawidowi jego nieustannego gapiostwa, zapominania... Nie, Radek nie robi tego zlosliwie, po prostu narzeka albo komentuje albo sie podsmiewa i widze jak czesto Dawidowi jest przykro albo zamyka sie w sobie i wychodzi z pokoju. Nieeee no ja sama nie jestem perfekcyjna. Czasami mi cierpliwosci nie starczy bo synek uparty jak osiol jest, czasami, niezaprzeczam, czasami tez skytykuje albo kasliwa uwage rzuce. I tatusia tez czasami skomentuje... No wlasnie... CZASAMI... a w wiekszosci przypadkow gadam, gadam, gadam, tlumacze i wyjasniam i mam nadzieje,ze to da z czasem efekt. Bo tak strasznie mi zalezy zeby nie stracic jego zaufania, jak wejdzie w trudny wiek dojrzewania, zeby czul,ze nawet jak bedzie nas juz chcial trzymac poza swoimi sprawami, to w razie kryzysu ma gdzie wrocic i do kogo sie zwrocic... Probuje to menszowi mojemu, skadinad kochanemu i kochajacemu wytlumaczyc, ze nie tedy droga. Ze mozna ponarzekac, pokrytykowac, ale ze duzo wieksza sile razenia ma pochwala. Ze mozna go odgonic, kazac pojsc spac, ale czasami trzeba troche nagiac reguly, zeby spedziec czas razem. Ze za chwile on moze nie bedzie z nami juz tego czasu chcial spedzac i to jest jeszcze ta chwila, kiedy mozna go wiele nauczyc... Narazie jak grochem o sciane. Pomaga na dzien... moze dwa... czasem i to nie... No i sie juz nawet zdazylismy solidnie i z piorunami na ten temat w tygodniu poklocic, co nam sie po tylu latach malzenstwa juz rzadko zdarza... No i monsz sie stara, wczoraj mnie nie bylo to nie wiem jaki byl, ale i w pt i dzis widze oznaki dobrej woli... Czy zrozumial czego sie czepiam  okaze sie za jakis czas, jesli wroci/nie wroci stary gleda maruda i czepiacz...eeee znaczy sie krytykujace tatusko...

4. Chyba splacam wlasnie dlug zaciagniety 4 lata temu kiedy zasypywalam 1001 pytan znajomych wyjechanych do Danii i Szwecji. Opowiadam i odpowiadam na rowna mase pytan kolejnej chetnej do emigracji przyszlej psychiatrycy, ktora jednak sklania sie ku Norwegii... mam nadzieje,ze jej moje rozwlekle refleksje emigracyjne pomoga... I o dziwo namawiam ja na kurs w Paragonie... Bo kurs byl bardzo ok. A ona chce sie uczyc jezyka pare  dziennie na wlasna reke, za wlasna kase i pracujac na 2 etatach... No taka uparta i zacieta to ja nie bylam... Przeciez mowilam,ze jestem leniwa...

Milej niedzieli...

wtorek, 14 sierpnia 2012

No wlasnie, tylko czy az... za pare lat moze 4ka bedzie mi sie wydawala malenka... ale teraz to AZ.

4 lata temu o tej porze fordzik juz byl spakowany pod dach a my dostawalismy reisefieber przec nasza pierwsza tak daleka podroza samochodowa ku nowemu celowi zyciowemy, Szwecji i Kramfors...

Wyjazd z Legnicy nastapil rano 15go sierpnia 2008r., ok. 18.00 wyplynelismy z Gdanska,a "juz" ok 13.00 dnia kolejnego przyplynelismy do Nynäshamn w Szwecji... Po zjezdzie z promu malo sie co prawda z RR nie rozwiedlismy, ale jakos tam to nasze zycie rodzinne przetrwalo i juz wieczorem 16go sierpnia 2008r. zaczelismy zapuszczac szwedzkie korzonki... Puszczamy dalej i wbijamy w oporna szwedzka ziemie, z kazdym dniem, tygodniem i miesiacem bardziej...

Miesiac pozniej zaczelam pisac bloga http://zapiskiszwedzkie.blox.pl/2008/09/Nasze-zycie-codzienne-czyli-vardagsliv-w-Szwecji.html dokumentujac mniej lub bardziej regularnie nasze zycie tutaj...

Czas leci. Nie chcialabym przechodzic drugi raz przez ten pierwszy okres i szczerze do szpiku kosci wspolczulam dzis 3 nowym lekarzom spotkanym na psychiatrii w Sundsvall, ktorzy w weekend przyjechali z Wegier i od pn zaczeli prace na tamtejszej klinice. Widzialam pustke w oczach, wynikajaca z pewnoscia z niewielkiego stopnia zrozumienia tego o czym byla mowa i lekka panike zapisywania kazdego nowego wylapanego slowka, ktore potem pracowiscie sie przetlumacza. Rozpoznaje objawy, Ta choroba mija... ale troche czasu i stresu to kosztuje.

A potem z lekkoscia w sercu wyszlam, wsiadlam do autka i zapuscilam przedostatnia ksiazke Camilii Läckberg, ktora wlasnie symultanicznie tak czytam oczami jak uszami i to z lekkoscia puchu i z przyjemnoscia, jippi... Oby NIGDY wiecej ...

Czy zalujemy... nie... choc wiele mogloby sie znalezc powodow, poczati nie byly latwe, Radek mocno odczul bezrobocie, brak zainteresowania pracodawcy by dopomoc ruszyc z ta kwestia... Ale podoba nam sie tu, chcemy tu zostac... Raczej... Choc pewnych zachowan i reakcji Szwedow jeszcze dlugo nie zrozumiem...

21:22, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (8) »
środa, 08 sierpnia 2012

Czekalam, czekalam i czekalam... w koncu sie doczekalam... doczekalam sie urlopu a on  ziuuuu i minel... Nawet nie wiem kiedy... Chyba w tym roku lepiej rozumiem Szwedow bioracych 4-5 tyg wolnego w lecie... nawet nie do konca zdazylam poczuc,ze mam wolne... a nastepne na swieta... moze...O ile...

Z Polski po tamtejszych upalach i mimo ostroznosci w uzytkowaniu klimy w aucie przywiozlam sobie katar-gigant, zapchane zatoki, bol glowy i kaszel gruzlika... Podroz z Trelleborg do nas dluzyla mi sie niemilosiernie, ale jeszcze dalam rade 2x Radka podmienic na 1-1,5 h za kierownica, za to po sobocie bylam jak detka... - poniewaz nie mielismy szans zdazyc pojechac do domu, rozpakowac auta i wrocic z Dawidem na mecz w Timrå, wiec ostatecznie gosci poslalismy przodem (kto nie wie, jest u nas szwagier z rodzinka) a my pospalismy 2h w aucie na parkingu i o 6.00 w sb mlodego sprzedalismy druzynie, sami jeszcze 1,5 h snu zlapalismy i na mecz. Po remisie i przegranej, syn zostal ze swoimi chlopakami w Timrå i mile spedzil czas, byli na obchodach 10lecia stadionu w Svall i widzial na zywe oczy trenera reprezentacji Szwecji w pilce noznej. A my do domu, rozpakowac auto, zainstalowac rodzinke itp. Przeziebienie zaczelo wbijac we mnie pazury, wiec po zrobieniu na obiad spaghetti nadawalam sie do wyrzucenia, jakby mnie przez wyzymaczke przeciagneli...

A w nd pobudeczka mila 6.30, bo dziecie gralo o 8.50 mecz 1/8 finalu w Cupie. Tenze wygrali ladnie 6 do 0, wiec kawka mrozona byla, lecznicza na bol gardla, w centrum handlowym w oczekiwaniu na cwiercfinal z przerywnikiem w trakcie pod postacia akcji WC --> czyt akcji niby ide do WC a w rzeczywistosci kupic wypatrzony przez Mensza prezent, stacje meteorologiczna bezprzewodowa. Niespodziewanka chyba sie udala, prezent zostal wreczony  w dniu ... 18x2+2 urodzin, wraz z kupionym juz rok temu zegarkiem z klockow Lego ;-) Nigdy nie twierdzialm,ze moj monsz dorosl do swojego wieku, hehe...

Konczac temat Midnordic Cup, dziecie z kolegami odpadlo po karnych w cwiercfinale. Grali ladny, wyrownany mecz, prowadzili dosc dlugo 2 do 1, ale dali sobie strzelic druga bramke no i w karnych byla ruletka, przegrali... Pare lez i smutna mina, ale nie codzien sie wygrywa. Choc jak rodzinka patrzy by sie chcialo...

Dziecina coraz lepiej sie na boisku odnajduje, nie bedzie nigdy orlem sokolem pilki ani noznej ani recznej, ale ladnie pomaga i bywa przydatny a poza tym ma z gry frajde a to najwazniejsze...

Odpadli, moglismy wiec rodzinke zaciagnac jeszcze do Svall na wieze widokowa a potem zwiedzalismy szwedzka Ikea. Podobno podobna ...

W pn moglam jeszcze pozdychac w domu, nawet dobrze, bo do pracy sie nie nadawalam... A od wt PRACA... Snu cale 4h, przytomnosc ujemna, nos zapchany, towarzystwo kaszlu gruzlika zapewnione. Nienawidze pierwszych dni gdziekolwiek, 1500 nowych twarzy, imion, ktorych za Chiny Ludowe nie moge spamietac. Dostalam pokoik bez okna, ale z wlasnym kompem, stos ksiazek do poglebienia wiedzy o psychiatrycznym aspekcie chorob dzieci, mase kserowek z testami, pytaniami do wywiadu z rodzicami i dziecmi a w czw pierwszy pacjent, a raczej rodzice pacjentki, poczatek zbierania wywiadu do badania w kierunku ADHD...

Byle do wekendu. O wakacjach kiedys opowiem... Jak nie zapomne,ze je mialam... A zakupy juz prawie rozparcelowane...