O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
poniedziałek, 22 września 2008

W sobote pospalismy troche sobie,jak to w weekend...

Ja chyba nie powinnam w ogole pracowac, bo ja uwielbiam spac.Moze ja po prostu za pozno sie klade,ale z drugiej strony jak sie przyjdzie z pracy po 17,zje,przebierze albo na odwrot to jest juz 18 i co, o 22 mam isc spac??

No wiec ide kolo 24,czasem chwile przed,czasem po.Rano wstaje o 6.50 i mam okolo 50min na wyszykowanie sie co w moim przypadku jest absolutnym minimum.Bo trzeba sie wysiusiac ;-) umyc wloski,zjesc sniadanko, zapakowac cos na lunch do pracy, umyc zebiska, ubrac sie,pomalowac i spakowac czy tez przepakowac torebke.

Z tych wszystkich czynnosci moi chlopcy maja  jakas polowe,wiec Dawid jak wstanie tuz po mnie ma jeszcze z pol godziny na pogladanie bajki z rana a Radek ktory wstaje 7.15 zdaza usiasc i wypic kawke zanim wyjdzie.Jak wstawal 7.30 to nie zdazal wiec wstaje kwadrans wczesniej...brrr ja wstaje najpozniej jak sie da ;-) i w pracy jestem miedzy 7.57 a 8.02 mniej wiecej.Na razie nie ma tu u nas w Kramfors zadnego systemu rejestrowania czasu,wiec i tak nie oplaca mi sie byc wczesniej.Do 8.45,do raportu mobilteamu mam jeszcze czas pogrzebac w kompie,napic sie cos cieplego czy zjesc jabluszko,na szczescie.

Nie zebym w sb czy nd odczuwala jakas przemozna potrzebe spania do 12,skad. Chyba samo to,ze moge pospac az sie nie obudze i wstac o 8.30sci, 9tej czy nawet ciut pozniej ,ale nie budzi mnie zaden budzik, komorka ani nic w tym stylu jest najwazniejsze.Chyba najbardziej lubie wstac tak w okolicy 9tej,wtedy dzien jeszcze calkiem dlugi przede mna a ja nie czuje sie przespana.Tyle,ze by nastawiac budzik na ta godzine - to nie mam az tyle desperacji,wiec czasami jak dobry maz wstanie wczesniej i wyjdzie na paluszkach i siedzi sobie w pokoju grajac,czytajac czy ogladajac TV  zdarza mi sie zakimac do 10 i to juz jest bleee...

No wiec pospalismy,wstalismy,mycie,sniadanko,kawka,ksiazeczka,komputer.Mielismy szumny plan pojechania do Härnösand ale w koncu ok 12 doszlismy do wniosku,ze dzis juz chyba nie damy rady i stanelo na pojechaniu na punkt widokowy przy hotelu Höga Kusten (czyli wysokie wybrzeze) http://www.hotellhoga-kusten.se/ (wersja po angielsku ;-) ) . Widok jest na most o tej samej czyli Högakustenbron http://www.hogakustenbron.nu/fr_live_eng.htm  tu zdjecia z kamery aktualizowane co jakis czas a zdjecia w naszym albumie na picasie ( album vovokavovoka ) . Wycieczka bylo bardzo udana. Bylo co prawda juz troche zimno, nie bylo zbyt wiele slonca w sobote,wiec temp byla w okolicy 10st,ale widoki byle warte pojechania tam.Obeszlismy sobie okolice,wdrapalismy sie nawet na pobliski wzgorek, gdzie w odosobnionym miejscu mozna sobie usiasc na laweczce i pokontemplowac okolice. Jest tam tez taki slup z wierszem po szwedzku,nie pamietam dokladnie tresci,ale generalnie chodzilo w nim o to,ze nie zawsze potrzeba zeby cos sie dzialo,ze czasami moze byc cisza i spokoj a wiele zalezy od czlowieka czy potrafi ta cisza sie cieszyc i ja chlonac... Duzo prawdy bylo w tym 4wersowym wierszyku...

W jedna i druga strone jechalismy taka boczna droga wzdluz naszej Ångermanälven czyli rzeki plynacej przez Sollefteå i Kramfors i uchodzacej do Zat.Botnickiej. Drozka niewielka,taka z wiekszosci z ograniczeniem do 50km na godzine,ale naprawde nie mialo sie ochoty jechac szybciej.Okolica byla piekna,co jakis czas domki,niektore naprawde ladne,miedzy nimi las,skalki,drzewa.

Co zauwazylam - tu liscie drzew lisciastych wlasnie zaczynaja przybierac jesienne barwy i wiecie co?? Takiego glebokiego odcieniu czerwieni jaki tu jest nie widzialam nigdy w Polsce.Sa tez drzewa z zoltymi,pomaranczowymi liscmi ale najwieksze wrazenie wywieraja te z czerwienia jak z samochodu strazackiego. Takze jesli tylko nie pada a odkad kupilismy kalosze i ubranka p/deszczowe deszcz nie spadl ani razu ;-) to jest tu naprawde ladnie.Brakuje tylko typowego dla polskiej zlotej jesieni sloneczka (nawet jesli nie pada to jednak jest wiecej chmurek) no i ciepelka.W nocy w Solleftea ,ktore jest nieco wglab ladu podobno juz temp raz czy dwa spadla do zera, u nas zwykle jest jakies 5-6 st powyzej,w dzien tak z 10,ale gdyby bylo slonko nagrzewaloby sie pewnie i do 15,tyle ze slonka niet.No i zaczyna powoli byc ciemniej,jeszcze nie jest to az takie zauwazalne,ale jednak dzien z noca powoli sie wyrownuje...

W niedziele udalo nam sie jakos szybciej ogarnac i pojechalismy do Härnösand http://www.harnosand.se/utomsocknes/englishversion.14.html . Miasteczko to jest stolica czy tez osrodkiem administracyjnym dokladnie naszego länu czyli jak to tlumacza hrabstwa (ale nie spotkalam jeszcze zadnego hrabiego hehe). Ma ok 30tys mieszkancow,wiec jak na Szwecje to juz prawdziwa metropolia. W niedziele nestety wyglada jak wymarle miesteczo z filmu Hitchcocka zwlaszcza przy takiej pogodzie jaka byla 14go - wialo,chmurska lecialy po niebie i na ulicy ani pol zywego Szweda ;-) Obeszlismy uliczki,znalezlismy pare sklepow (na wystawie jednego zobaczylam nawet fajne kozaki,pierwsze buty w Szwecji,ktore mi sie spodobaly) w tym H&M , oczywiscie wszystkie jak przystalo na niedziele w Szwecji zamkniete... Odkrylismy tez cos co sie zwie rock pub, brzmi to nawet zachacajaco wiec pewnie zwiedzimy kiedys przy okazji pobytu w Szwecji ;-) Potem zahaczylismy o KcDonalda,ktora to wizyta utwierdzila nas w wyzszosci Maxa :-) no i Lidla naszego kochanego-z pysznymi korniszonkami,fajnymi wieszakami takimi stojacymi do sypialni i eszcze paroma pozeraczami pieniedzy ;-) Generalnie gdyby nie wiatr potegujacy wrazenie zimna byloby to jednak udana wycieczka... Wieczorek minal nam na przygotowaniach do poniedzialku,jak zwykle i zaczal sie kolejny tydzien pracy...

 

 

21:53, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 września 2008

Tydzien mialam niezwykle pracowity i jezdzony bo w ciagu (nie alkoholowym) 5 dniu bylam 4 razy w Solleftea a to oznacze ze zrobilam prawie 400km aaaa...

Ale po koley.W poniedzialek rano mialysmy to drugie szkolenie z komputerow z lekarzem sztafetowym w tle,ktore juz opisalam,na ktore Asia przyjechala do Kr.,potem zas ja pojechalam na jezyk z Kr do Soll.Zajecia w wiekszosci spedzilismy sprawdzajac zadanie domowe a potem troche rozmawiajac.

We wtorek dopoludnia mielismy Behandlingskonferans,czyli konferencje dot.leczenia pacjetnow,staly punkt tygodniowego programu zajec.Ja jako ze jeszcze wlasnych pacjentow nie mam bylam tylko sluchaczem,potraktowalam wiec to jako cwiczenie jezykowe.Potem pojechalysmy z Lisbet-moja hanledare czyli opiekunka specjalizacji do Soll.Oczywiscie najpierw jako GENIALNY kierowca wykonalam popisowy numer w cofaniem z parkingu,ktory jest na takie gorce przy wejsciu na moj oddzial.Jako ze bylo tam zaparkowane az 4 autka sluzbowe bylo dosc ciasno i nie mialam jak zawrocic a zjazd tylem skonczyl sie dla mnie na trawniczku,z ktorego wyprowadzila mnie Lisbet,jak sie okazalo miedzy kamykiem,znakiem i klombem,ufff.Bez niej chyba zaciagnelabym reczny i wysiadla,zostawiajac wyjechanie komus bardziej doswiadczonemu ;-) Spotkanie w Soll dotyczylo wspolpracy miedzy nasza poradnia specjalistyczna a poradniami POZ w okolicy,bylo 2 szwefow z tychze poradni.Idea szczytna,jak sie to przeklada na realnosc ciezko mi narazie oceniac.Wzajemne uzupelnianie sie POZ i PZP jest w Szwecji jeszcze wazniejsze niz w Polsce bo lekarze rodzinni maja tu szersze kompetencje i zajmuja sie m.in. leczeniem lzejszych depresji czy psychoz w stanie remisji czyli wycofania objawow.

Zarowno w jedna jak i druga strone musialam laczyc jazde i kierowanie z rozmowa po szwedzku,co uwierzcie lub nie nie jest takie latwe.I jedna i druga czynnosc wymaga ode mne sporego skupienia uwagi,wiec obie na raz byly juz niezlym obciazeniem dla mojego kilkuzwojowego mozgu ;-) Ale jakos dalam rade ;-)

W srode na szwedzki pojechalam juz na 9ta bo po lunchu musialysmy obie z Joasia byc na wykladach dla AT u nas w Kramfors.Jeden dotyczyl jednej z metod psychoterapii,drugi zas prowadzony przez Lisbet dotyczyl jej konika czyli ADHD i zp Asbergera. Byly to ciekawie spedzone 3 h,na szczescie dostalysmy tez kserowki materialow,wiec jakbysmy przypadkiem nie mialy co robic w wolnym czasie mozemy je sprobowac poczytac.

W czwartek z kolei rano moglam troche w koncu pogrzebac w komputerze,zamontowac skype, mozille i sprobowac dobrac sie do programy do prowadzenia Journali czyli historii choroby pacjentow.Mozna w niej dokonywac samemu wszystkich wpisow,ale lekarze raczej dyktuja wpis na dyktafon,ktory potem jest wpisywany gdzie trzeba.Z jednej strony wlalbym sama pisac bo i tak pewnie bede musiala sobie najpierw wszystko sprawdzic ze slownikiem i notatkami co i jak sformulowac ale z drugiej strony jak juz bede miala normalna losc pacjentow to musze zaczac w koncu dyktowac,zeby z wszystkim zdazyc...Nic zobaczymy.W kazdym razie nasi stazysci byli zdziwieni,ze nigdy nie dyktowalysmy...Ja jakos sie nie dziwie u nas w szpitalu sama robilam za sekretarke medyczna ;-)))

W piatek w koncu moglam sie ponudzic i posiedziec u siebie,przynajmniej po lunchu. Dopoludnia bylam na oddziale, siedzialam sobie i sluchalam jak doktor P. rozmawia z pacjentami a potem dyskutowalismy o pacjentach i leczeniu.Za to po lunchu posiedzialam sobie sam na sam z komputerkiem w MOIM gabinecie :-) i faaajnie bylo :-)

Tydzien minal zaskakujaco szybko i nawet milo.A najmilsze z tego bylo,ze po piatku nastapil WEEKEND!!!

21:28, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 września 2008

Weekendy czlowieka pracy maja to do siebie ze:

-dlugo sie na nie czeka;

-ma sie na nie 1000 rzeczy do zrobienia czy to prywatnych czy zwiazanych z praca;

-koncza sie szybciej niz ktokolwiek sie spodziewa;

-jeszcze dluzej czeka sie na kolejne wolne 2 dni...

Ale jakkolwiek dlugo by sie na nie nie czekalo i jak krotko by nie trwaly to i tak sa faworytem w rankingu - ulubiony czas w tygodniu ;-)

SB 6.09.08r.

Piatkowy wieczor uplynal na slodkim nic-nie-robieniu. Sobote juz za to niestety spedzilismy na bieganiu po sklepach w köpcentrum czyli w centrum zakupow BIRSTA (czyt Biszta).

W tygodniu oczywiscie okazalo sie,ze jeszcze to a tamto i siamto jest nam potrzbne a to poleczka na buty a to cos tam do kuchni,wieksza patelnia na ten przyklad a to za zamrazarka chcielismy sie rozejrzec.Stwierdzilismy wiec,nie ma bata,trzeba sie zwlec skoro swit o 9tej, zjesc sniadanko i jechac.

Kolo 12 bylismy na miejscu i chociaz bylismy tam juz 2 razy wczesniej to i tak biegalismy po sklepach do ich zamkniecia,czyli zupelnie szalonej i niezrozumialej dla Polaka godziny 18...Tiaaa niektore sklepy sa czynne nawet az do 17...Nie powiem,ma to na celu dbanie o interesy pracownikow zapewne,zeby skoro juz pracuja w weekend mieli cokolwiek wolnego,ale z perspektywy osoby w tygodniu pracujacej do 17 i chcacej w weend odespac a jeszcze majacj ok 100km do dojechania do porzadnych sklepow ta godzina ich zamykania jest przynajmniej o 2 h za wczesna...Zeby przynajmniej w sobote byly dluzej...

No ale niewazne ...

Zasadniczo kupilismy prawie wszystko,oczywiscie sciachalismy sie jak dzikie norki za klem podbiegunowym ;D ale za to mieszkanie z kazda taka wyprawa jest przytulniejsze.W calkowicie niezaplanowany i spotnaniczny sposob zyskalam swietny stolik pod laptopa o taki http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/20078234 i sprawuje sie on siwetnie w koncu wygodnie mi sie siedzi jak sobie tutaj klepie.

Poniewaz przymuszeni okolicznosciami i wskazaniami zakupionej wagi wrocilismy na nasza najskuteczniejsza z diet wiec na obiadek byla tylko salatka w MAXie, mimo to jeszcze raz zachwycilam sie nimi,oczywiscie jak na hamburgerownie sa naprawde fajni...

Jadac oczywiscie obiecywalismy sobie,ze poza wniesieniem zakupow nie dotkniemy niczego nawet palcem co zaowocowalo siedzeniem do pozna i skrecaniem,rozrywaniem,wnoszeniem no i przymierzaniem-do wczesnej zakupionych ubranek ja i Dawid dokupilismy kalosze a Radek zakupil caly zestaw w swoich ulubionych barwach czyli w szarosciach i czerni-oczywiscie jako zupelnie normalnowymiarowy czlowiek mial ogroooooomny wybor ;-)

ND 7.09.08r.

No i nastala niedziela.Poniewaz pogoda byla calkiem calkiem (jako ze zakupilismy pelne ubranka p/deszczowe oczywiscie przestalo padac ;-)) zwolalismy silna brygade,zrobilismy stosowne zakupy w ICA i ruszylismy do Icktjärn na byc moze osatniego w tym roku grilla. Usmialismy sie za wszystkie czasy, pozartowalismy sobie, Dawid pobawil sie z nieco starszymi kolegami-wujkami i nieco mlodszym kolega przyjacielem.Szwedzka karkowka w sumie dorownywala polskiej,bacon byl cieniutki,ale zrobione z niego chrupki mniamusne a udka apetyczne...kurze javisst ;-) Mimo slonka po obiadku zaczelo byc chlodno wiec dosc szybko sie zebralismy.Ubrani cieplo usiedlismy na naszym mini-tarsiku z winkiem w dloni,Radek z cygrakiem, Rudy wspinal sie i usilowal nie spasc z pobliskiego drzewa a my kontemplowalismy otoczenie w ciszy-auta slychac bylo tylko gdzies w oddali na glownych ulicach.Gdyby nie niemoznosc jak narazie znalezienia sygnalu Polsatu byloby mi jak w niebie ;-) szwedzkim,ale jednak niebie ;D

Wieczor jak zwykle nadszedl stanowczo za szybko.Pakowanie,szykowanie,mycie i spac...Nastepny weekend juz za 5 dni...AZ!!!!!

23:32, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 września 2008

PT 5.09.08r.

Ufff...To chyba ulubiony dzien wszystkich pracujacych na etacie 8h dziennie, 40 w tygodniu, od pn do pt z wolnymi weekendami - czyli moj takze :-) Zwlaszcza jesli to pierwszy tydzien pracy po 8 miesiach przerwy, pierwszy w nowym kraju, z uzyciem nowego jezyka, w nowym miejscu, z nowymi wspolpracownikami...Duzo bylo tych nowosci.

Piatek minal milo.Najpierw po raborcie mobilteamu poszlam na oddzial pobserwowac prace lekarza oddzialowego Pera.Porozmawialismy troche o pacjentach w szpitalu, ich chorobach,lekach jakie dostaja i lekach ogolnie.Oczywiscie widze duza potrzebe przyswojenia sobie nazw preparatow, ale na szczescie w sporej wiekszosci znam nazwy zawartch w lekach substancji,wiec wiedzialam o czym mowa.Nawet podyskutowalismy sobie co sie stosuje u nas w Polsce a co tutaj itp.

Po poludniu juz nie mialam zadnych planow,wiec zaglebilam sie w tlumaczenie slowek z calego tygodnia , ktore gdzies tam wynotowalam sobie po drodze.Pogadalam tez chwile z Lisbet i po fice zmylam sie do domu, bo mi sie juz myslenie i rozumienie szwedzkiego zaczelo przelaczac na tryb weekendopwy.

Podsumowujac byl to ciezki,ale udany tydzien,jezykowo poza kiepskim poniedzialkiem radzilam chyba sobie dosc dobrze,przynajmniej taka jest moja skromna opinia.Wysokich lotow radzenie sobie to to nie bylo,ale w koncu nie wymagajmy za wiele... PRAWDA??

Weeeeekeeeend czas zaczac mosci Panowie i Panie :-)))))

08:26, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 września 2008
CZW 04.09.08r.
 
Kazdy kolejny dzien jest juz troche latwiejszy.Po pierwsze ludzie juz mnie znaja i dopytuja co tam u mnie,jak z jezykiem itp.Po drugie ja znam juz ich i kojarze,wiec zawsze juz wiem co i jak zagadac.
 
W czwartek mialam troche luzniejszy dzien wiec moglam potlumaczyc sobie troche slowek,ktore wynotowalam na roznych spotkaniach w tygodniu,poza tym moglam posiedziec i nasiedzic sie moim gabinetem,w ktorym od pn nie mialam za bardzo czasu posiedziec.Maz konczy wpadl do mnie w porze lunchu,potem odebral Dawida i poszli do domu a ja rozmawialam z moja opiekunka i fikalam z wspolpracownikami.
 
***  moze od razu wyjasnie,ze fikanie z wspolpraciwnikami, aczkolwiek brzmi cokolwiek dwuznacznie jest najzwyklejszym typowo szwedzkim i wrecz w tym protestanckim i dosc zlaicyzowanym kraju swietym przywilejem picia wspolnie kawy- mocnej i w ilosci wiekszej niz 2 kubki dziennie mogacej wywolywac hercklekotki, lub w mojej wersji raczej herbatki z kolegami z pracy czyli arbetskompisar , ktora to przerwa na kawe nazywa sie FIKA,ma miejsce 2 razy dziennie po 30min i wliczana jest do czasu pracy; rozmowy na fice,choc calkiem sporo z nich rozumiem przekraczaja jeszcze moje mozliwosci jesli chodzi o czynny w nich udzial,narazie wiec chowam sie za szklanka lub kubkiem,wlaczam rozumienie i usiluje zlapac watek,rozesmiac sie gdy zostanie powiedziane cos smiesznego lub zareagowac jesli ktos powie przypadkiem cos do mnie ;-))) ***
 
Od Asi dowiedzialam sie w miedzyczasie,ze prawdopodbnie juz na koniec miesiaca pojedziemy na kurs rozpoczynajacy specjalizacje do Skellefteå , jakies 300km glebiej na polnoc od Kramfors.. Ja mam juz co prawda taki za soba w Polsce,ale akurat to powinnam odbyc i tutaj,z reszta tn kurs ma mniej na celu przerobienie tematow jak u nas a bardziej zapoznanie nas z innymi lekarzami ST w okolicy,nawiazanie znajomosci zawodowych i kontaktow no i pofikanie,ofkors ;-) Kurs trwa od sr od lunchu do pt do lunchu, jedzenie zapewnia organizator a pracodawca zapewnic ma koszty spania i  dojazd.Jeszcze sie tylko upewnimy,ze mimo,ze nie do konca przez najblizsze 6 mies jestesmy ST (ale wstecznie nam pozniej ten czas zalicza do specki) to ze lansting za nas zaplaci i jedziemy poszalec ;-))) tzn nawiazac kontakty i wysluchac z pewnoscia fascynujacych wykladow.Mam tylko nadzieje,ze materialy dadza nam z wyprzedzeniem, cobysmy je mogly potlumaczyc,inaczej cieeeenko widze poziom naszego zrozumienia.
 
Od Lisbet dostalam bardzo fajna ksiazke wydawana przez wydawnictwo powiazane z tutejsza panstwowa siecia aptek,ktore zbiera preparaty podzielone na te dzialajace w danych jednostkach chorobowych i dla nas na poczatku bedzie nieoceniona pomoca ( ta ksiazka jednak to byla tylko pozyczka ,za to mamnadzieje,ze uda mi sie w aptece w Solleftea dostac nowe wydanie zeby moc z niego korzystac na codzien w mojej pracy w szwecji...
 
CDN
17:58, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
 
WT 02.09.08r.
 
We wtorek moja forma jezykowa zaczela delikatnie ale jednak isc w gore.Ze strony pielegniarki zapisujacej pacjentow padla sugestia,ze mi juz wpisali wstepnie po 1 pacjencie od 15go wrzesnia,ale dalam im delikatnie do zrozumienia,ze to jednak zdecydowanie za wczesnie bo jezyk,bo inne preparaty,inne standardy i powiedzili,ze moga ich przeniesc na pozniejszy termin.
 
Do Kramfors przyjechala Asia,wiec bylam w 7 niebie bo moglam rozmawiac w jakims ludzkim jezyku i wzajemnie sie uzupelnialysmy.Kiedy ja wpadalam w marazm i spiaczke ona sluchala i relacjonowala mi o czym byla mowa a kiedy ona przestawala cos rozumiec,ja moglam ja zwykle poratowac,Szkoda,ze nie zawsze mozemy byc razem.
 
Jej sytuacja na ta chwile wyglada o tyle gorzej,ze jej handledare jest jak juz dzis wiemy przynajmniej do konca pazdziernika na zwolnieniu chorobowym,wiec nie ma opiekuna,W tym pierwszym tyg nie miala go wcale , w tym tygodniu ma jakiegos lekarza sztafetowego z poludnia kraju,mowiacego z dziwnym akcentem i zujacego tabake.
 
***lekarz sztafetowy to taki,ktory zatrudniany jest przez jakas firme posrdniczaca i tydzien jest tu,2 tyg tam,tydzien jeszcze gdzies indziej i tak sobie jezdzi,pracodawce kosztuje duuzo wiecej niz "normalny" overlakare czyli ordynator bo musza placic i jemu i tej firmie,ktora posredniczy i go wysyla; no ale jak trzeba znalezc kogos na szybko na zastepstwo jak tutaj to nie ma innego wyjscia; sa tez takzwani lekarze wikarjujacy,czyli zastepujacy,tacy dostaja zwykla pensje,to moga byc albo tacy swiezi lekarze,po stazu,ktorzy nie chca zaczynac specki tylko chca popracowac na czas okreslony na roznych oddzialach i poprobowac chleba z roznych piecow albo tacy co maja duzo nadgodzin np. z dyzurow ,odbieraja je w postaci np kilku tyg wolnego w czasie urlopu ida sobie do szpitala ktory ma braki i biora zastepstwo...***
 
Ten lekarz zostanie tu 2 tyg.Potem z urlopu wraca jeden z naszych lekarzy,wiec bedzie tam ostatni tydzien wrzesnia a potem to jeszcze nie wiadomo.Z reszta Niamka i tak bedzie troche u nas bo mamy sobie polazic na wyklady dla naszych stazystow.
 
***(czyli AT-lakare - tu staz trwa 2 lata,pracuje sie i dyzuruje normalnie,tylko ze za nizsza niz ST czy overlakare pensje i na dyzurze ma sie zawsze tzw backjour czyli starszego kolege ST lub ze specka pod telefonem,ktory musi albo doradzic,albo w razie czego przyjechac jak najszybciej; na pewno maja mniej teorii a znacznie wiecej praktyki; poza tym od niedawna z powodu niedoboru lekarzy w niektorych dziedzinach np. w mojej dziedzinie ich staz jest zmienny w ilosci miesiecy na poszczegolnych dzialach i np. na psychiatrii mozna byc normalnie 3 miesiece,ale mozna tez byc 5-wtedy ma sie bogatszy program i wyzsza pensje,taka jak lekarz po stazu a jak sie zostanie jeszcze miesiac to ma sie premie do pensji ;-))) ; jednoczesnie mimo zwiekszenia rekrutacji na studia czyli ilosci miejsc zainteresowanie maturzystow jest tak ogromne ze nawet uczniowie z najwyzsza mozliwa srednia nie moga sie przez wiele lat dostac na medycyne i stad tez wielu z jich studiuje na Uniwersytetach Medycznych w... Warszawie,Krakowie,Szczecinie...Wszedzie tam gdzie mozna studiowac po angielsku... Szwed powiedzialby KONSTIGT... czyli dziwne...***
 
Ja bede tez czasami na takim samym wykladzie w Solleftea,jesli tam akurat bedzie.Troche nam tych wykladow w tej serii ucieklo,ale za 3 miesiace bdzie kolejna seria,wiec pewnie wtedy sie zalapiemy.
 
MIalysmy troche szkolenia komputerowego,tzn wprowadzenie do obslugi programu w ktory wprowadza sie wszystkie wiadomosci o pacjencie,prowadzi sie w nim historie choroby (mozna wpisywac samemu,ale mozna tez dyktowac i wtedy sekretarki wpisuja dane a lekarz je tylko potwierdza; w tym systemie wysyla sie tez skierowania na badania,konsultacje,w wiekszosci po wpisaniu drukuje sie je i wysyla podpisane,ale czesc wysyla sie tez systemem.Ta droga ida tez recepty do takiej krajowej szuflady,wtedy pacjent idzie do dowolnej apteki,podaje personnumer czyli nasz pesel i realizuje ja.Mozna recepte tez wydrukowac lub wyslac do konkretnej apteki bo np. w naszym mieasteczku jest tylko jedna ;-)
 
Poza tym mamy lacznosc z baza danych szpitala w Sundsvallu,poradni w Solleftea no i przychodni PZP w naszym okregu,takze mozna miec calkiem sporo informacji o pacjencie.
 
***8.09.08 mialam dalszy ciag szkolenia,ktore niewiele wnioslo,bo nie mam wlasnego aktywnego kodu jeszcze i nie moglam pocwiczyc na takich niby-pacjentach, z kolei ten program treningowy na moj komp trzeba dopiero wgrac,jak chce sobie pociwczyc jak juz kod dostane; a dzis wlasciwie omawialy nam to samo po raz kolejny bo byl ten lekarz sztafetowy z Solleftea i panie cwierkaly do niego...stare baby a zachowywaly sie jak podlotki ;-) jak ja zadawalam pytanie moim koslawym nieco szwedzkim to i tak Pani odpowiadala glownie w jego strone grrr... ;-))) ***
 
Od 10 normalnie mamy spotkanie administracyjne ,ale ze w tym tygodniu w srode  mialo byc APT czyli takie wieksze spotkanie administracyjne wiec tym razem od 11 byla sama konferencja nt.leczenia.Na poczatku zebrali info od pracownikow kto co ma do powiedzenia i ile bukuje czasu 5-10 minut na to.Potem kazdy referowal jakich to mial trudniejszych pacjntow,albo jak ocenia pacjenta z ktorym mial porozmawiac i do kogo chce go poslac ;)
U nas jesli juz mozna kogos odeslac np. do psychologa to tzeba to samemu ocenic i uprzedzic,ze kolejka jest dluuuga.Tu moze tez nie jest najkrotsza,ale w decyzji pomaga caly zespol,w tym bardziej doswiadczeni pracownicy-psycholodzy,socjolog,lekarze itp. Mysle ze to akurat na psychiatrii bardzo fajna sprawa...
 
Po lunchu mialysmy okazje porozmawiac w jedna z terapeutek,ktora rozmawia z pacjentami wykorzystujac malowanie obrazkow,obrazow tzn albo pacnent maluja na zadany temat, np.rodzina albo spontanicznie cos co chce albo jesli nie chce malowac to wtedy rozmawiaja i to ona maluje to o czym opowiada,wspiera sie obrazami w tym co przekazuje.Ciekawa osoba i na pewno lubiaca to co robi...
 
Dzien minal wiec calkiem fajnie.I nawet poziom zrozumienia troszke nam sie podniosl,choc wyglada on jak taka sinusoida i raz na gorce a raz z gorki ;-)))
 
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
 
SR 03.09.08r.
 
W srode z samego rana wsiadlam do samochodu sluzbowego ...
 
***:-))) i to mi sie podoba-musze cos zalatwic w ramach pracy rezerwuje sobie 1 z 2 autek,ktore sa do naszej despozycji lub gdyby oba byly zajete dzwonie i przydzielaja mi inne wolne i nie obchodzi mnie paliwo,nie szargam wlasnego no i mam tempomacik,ktory na sporym odcinku przydaje sie,bo utrzymuje mi predkosc; Opelek Astra Combi - miodzio...***
 
Generalnie droga na 2/3 jest fajna,czesto szeroka,w jedna strone 1 pas w druga 2 i potem odwrotnie.Ale jakies 10km klada nowy asfalt,stary jest zdarty.Pracuja tam codziennie co i rusz na nowym odcinku,czasem sa swiatla,czasami Panowie lub piekne blond Panie z choragiewkami,sterujacy ruchem.Takze 40km jedzie sie w najlepszym przypadku 40min a wtedy zajeli mi to ponad 50.Na dwoch odcinakch jest ograniczenie do 70km i tam stoja fotordary,ale i tak nie przekraczam generalnie predkowsci raz ze jakby co mandaty sa tu dotkliwe a po drugie nie ufam swojemu refleksowi az tak bardzo i wiem,ze w kwietniu tylko refleks Radka uratowal nas przed spotkaniem z jakas sarenka czy renem,wiec wole nie ryzykowac...
 
Jak juz dojechalam polacialam cyknac sobie fotke do karty identyfikacyjnej i na spotkanie z nasza nauczycielka.Szpital oplaca nam przez najblizsze miesiace dodatkowy kurs tu na miejscu.Wiem,ze nie wszyscy maja taka mozliwosc sposrod naszych kolegow,wiec bardzo to doceniam.Zajecia mamy w 4ke-ja Niamki i Aga-pediatra.Pani jest nauczycielka,ktora wiele lat pracowala w SFI w Solleftea,potem kilka lat temu dodatkowo zaczela nauczac lekarzy,ktorzy przyjezdzali d pracy do Solleftea i w okolice.teraz zajmuje sie juz tylko tym drugim.Ma rownolegle jakis 2 lekarzy z Austrii,ale ze oni sa na troche nizszym poziomie,wiec z nimi pracuje oddzielnie.
 
Pogadala z nami troche,zrobila nam test gramatyczny,poprosila o napisanie krotkiego listu,zeb si zorientowac w naszym poziomie.Potem pokazala nam jakie ma materialy,my opowiedzielismy jej mniej wiecej jak pracowalismy na kursie i co przerobilismy, no i co chcielibysmy powtorzyc,utrwalic lub dorobic tu z nia.Bedziemy mieli zajecia 2x w tygodniu po 2 h zegarowe w godzinach pracy,zwykle w pn i sr po lunchu.
 
Po zajeciach pogadalismy jeszcze troszke z kobietka pracujaca w dziale personalnym,ktora pokserowala nasze papiery i wyslala je w celu przygotowania umow o prace-mialy byc w pn 8go,ale chyba beda dopiero w srode.Ach ta szwedzka slamazarnosc ;-))
 
Potem w dwa autka sluzbowe,zeby Niamka miala jak wrocic popedzilysmy spowrotem do kramfors na spotkanie lekarskie.Odbywa sie ono raz na jakis czas w celu przedyskutowania ewentualnych problemow,brakow w komunikacji,wzorow postepowania.Cos czego szalenie mi brakowalo w Polsce- zwykle byl to problem lekarza na dyzurze co zrobic z pacjentem przekazanym bez uzgodnienia z Kliniki czy oddzialu wewnetrzenago albo np jak sie zachowac jak chce sie pacjenta przekazac gdies tam.Poniewaz szwedzi lubia spotkania i wytyczne,wiec takie rzeczy staraja sie uzgodnic wczesniej,zeby nie bylo zadnych watpliwosci jak przyjdzie co do czego.Nie zawsze im to funkcjonuje na 100% ale przynajmniej sie staraja...
 
Po godzinie dojechali lekarze ze szpitala w Sundsvallu i w milej atmosferze pogadali sobie o tym i o tamtym.
 
Z pracy wyszlam juz prawie normalnie tj. ok. 17 i strasznie ta reszta dnia krotka byla,no ale coz...
 
17:49, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
PN 01.09.08r.
 
W nocy z niedzieli na poniedzialek spalismy oboje w mezem tak sobie.Stare my som,ale wciaz glupie i nawet nie do konca swiadomie denerwowalismy sie przed pierwszym dniem.
Mnie czekal poczatek pracy a mojego meza poczatek szkoly- napisalam maila bezposrednio do nauczycielki i z miejsca dostal sie do drugiej grupy dla tych bardziej zawansowanych.Tyle ze i ta grupa to zadna rewelacja...
 
Moze najpierw kilka slow o tym,bo tu wiele do napisania nie bedzie...SFI sredniego sortu jest.Na pewno Radkowi nie zaszkodzi tam pochodzic,bo przynajmniej jakas ma mobilizacje do nauki,dostal ksiazke,cwiczenia...
W tym tyg mial zajecia pn,wt,sr ale normalnie codzinnie od 8.30 do 12.Krzesla jak stwierdzil niewygodne,nauczycielki rozne,jedna olewa i zostawia ich samych,druga sie angazuje i z nia ma poczucie,ze nie zmarnowal czasu.
 
Gramatycznie jest na wyzszym poziomie niz grupa,ma jednak mniejszy zasob slow,wiec na pewno nad tym moze popracowac.
 
W grupie o dziwo nie ma zbyt wielu muzulman,Ci chyba sa w grupie poczatkujacej.Radek ma wiec kilka rosjanek,hiszpanke i portugijke itp...
 
Takze chodzic bedzie chodzil a pewnie za jakies 2-3 miesiace jak ja sie zadomowie w pracy bede musiala wprowadzic delikatne formy perswazji i nacisku na otoczenie,coby ktos w miejscowych pomogl nam w znalezieniu dla niego jakiejs pracy.
 
W tym temacie, pracy dla Radka naczy sie,  zadzialo sie tylko tyle,ze w czwartek w czasie lunchu poszlismy na spotkanie w Arbetsförmedlingen , Pan nam powiedzial,ze zbliza sie martwy okres czyt. zima,ze liczba bezrobotnych wzrosnie,ze w tych zawodach,ktore Radek wpisal wielkich szans zatrudnienia nie ma,ze jest traktowany rowno jak Szwedzi (ale jak stwierdzilam,ze nieznajomosc jezyka moze byc przeszkoda nie zaprzeczyl...) i ze powinien byc aktywny czyt przyjsc do nich jak go wezwa a najpozniej wezwa go na koniec stycznia nastepnego roku...I rozne takie komunaly, blablaly...Takze na nich nie ma co liczyc,na co z reszta nastawili nas juz Asia z Arkiem i jesli ja mu czegos nie pomoge znalezc przez znajomosci w pracy to i Urzad Pracy nie pomoze raczej...Za to jak juz Arek zaczal pracowac to w ciagu kilku dni wyslali mu zawiadomienie,ze juz go wykreslili z listy bezrobotnych,coby im statystyki ni psul ;-)))
 
Poniedzialek byl tez Dawida pierwszym dniem w swietlicy-narazie poniewaz Radek nie pracuje chodzi tam po lekcjach od pn do czw na 2-3 h glownie z powodu jezyka,zeby sie oswajal i byl wsrod szwedzkich dzieci jak najdluzej.Pierwszego dnia sie nie odzywal,nawet opiekun sie zaniepokoil troche tym,ale juz drugiego dnia mowil,ze Dawid probowal sie komunikowac z innymi dziecmi,wiec widac stopniowo,ze sie oswaja.Podobnie z reszta na zajeciach,nie przepracowuje sie z pewnoscia,zaczyna lapac juz pewne zwroty,pojedyncze wyrazy,liczby itp i oczywiscie,jak to zawsze w Szwecji wszyscy sa nim zachwyceni i jest jätttteeee duktig czyli wspanialy,cudowny,zdolny,pracowity i aaaaaaa... To ulubione szwedzkie slowo,nieprzetlumaczalne jednym slowe na polski.
 
Czytam teraz ksiazke polskiej autorki opowiadajaca historie syna Polki i Szweda,wychowanego w Szwecji a w doroslym zyciu pracujacego troche tu,troche tam.Autorka to Katarzyna tubylewicz a ksiazka nosi tytul " WLASNE MIEJSCE ".
 
Opowiesc o synu emigrantki Pawle, jego pracy w Szwecji i Polsce, zyciu w obu krajach i zwiazkach , w tym takze o przyszlej jego partnerce Dominice i jej synku Kajtku, przeplata sie w pamietnikiem matki- emigrantki.
 
To wlasnie ona pisze tez o tym wrecz naduzywanym przez Szwedow slowie.Zastanawia sie tamze,jaki ma ono wplyw na wychowanie i to,jakie dzieci staja sie w doroslym zyciu...Jej spostrzezenia dla mnie osobiscie sa ciekawe.Otoz uwaza ona,ze szwedzkie dzieci wychowywane bez bicia (choc jak wiem z innych zrodel czesto karane w inny dosc wymyslny sposob np. rodzice nie odzywaja sie do dziecka 2 dni z powodu tego,ze bylo nieposluszne...),za to w szkole chwalone tymze slowem i utwierdzane w tym,ze sobie dadza rade a jednoczesnie nie krytykowane za halasowanie,bieganie po kaluzach,lobuzowanie,krzyczenie itp wyrastaja generalnie na baaardzo spokojnych ,stonowanych i uprzejmych oroslych Szwedow,wykonujacych swoje obowiazki,raczej przestrzegajacych prawa w codziennym zyciu ( raczej bo jednak im sie zdarza je lamac np. jechac 10km powyzej ograniczenia predkowsci czy sciagac filmy z netu,ale generalnie na pewno zyja duzo spokojniej,nie zastanwiaja sie jak na kazdym kroku obejsc panujace zasady ,oszukac,troche zachachmecic itp), za wszystko dziekujacych,fikajacych (tzn czeeeesto siadajacych sobie w pokoju socialnym na kawke,herbatke,kanapke,ciasteczko itp czyli na fikę ) i glownie usmiechnieci...Za to polskie dzieci w dziecinstwie nagradzane za ciche i spokojne siedzenie a za glosna zabawe,halas co najmniej krytykowane jesli nie karane-wyrastaja w sporej wiekszosci na halasliwych,klotliwych i czesto w doroslym zyciu kombinujacych ludzi...
 
Ile w tym prawdy nie wiem,ile z tego to kwestia wychowania,genow,charakteru...
 
No,ale to tyle o moich chopakach,teraz przejdzmy do najwaznijeszego... czyli do mnie ;)))
 
Poniedzialek byl OOOOKROOOPNY ;-) Po pierwsze przyszlismy z mezem i synkiem zanim inni sie pojawili i jak te gamonie stalismy na klatce przed drzwiami,ktore normalnie mozna otworzyc dopiero po 8,a przed tylko specjalna karta,ktorej z reszta jeszcze nie mam.Na szczescie po chwili pojawili sie ludzi i nam otworzyli,po czymw czasie dnia dowiedzialam sie,ze tylnymi drzwiami mozna wejsc bez problemy,przynajmniej na korytarz bo zeby wejsc do pok.socjalnego trzeba klucz lub karte a do poradni przed 8 tez tylko z karta da sie wejsc. Okazalo sie z reszta ze ode mnie z domu najszybciej dochodzi sie wlasnie do tylnego wyjscia co tez codziennie teraz czynie.
 
Na poczatku usiadlam i porozmawialam z Lisbet,moja handledare czyli opiekunka specjalizacji.Z nia rozmawia sie niezwykle przyjemnie.Po pierwsze mowi bardzo wyraznie, po drugie jest wesola i usmiechnieta a przy tym ma dosc ciete poczucie humoru i spora doze autoironii.Widac,ze jest zaprzyjazniona z wiekszoscia personelu i z pacjentami w pewnym sensie tez.Ma na pewno duze doswiadczenie,zajmuje sie zwlaszcza leczeniem pacjentow doroslych z ADHD i podobnym zespolem nadpobudliwosci i zaburzen koncentracji zp.Aspergera .Mam nadzieje,ze bedzie nam sie dobrze wspolpracowalo.
 
Potem bylo spotkanie calego personalu-raport z pracy MobilTeam (pielegniarka i opiekun,pracuja do 21 i jada do pacjentow,wstepnie decyduja czy pacjent potrzebuje jakiejs dalszej pomocy,kontaktu z lekarzem,opieka socjalna itp.) a potem omowienie skierowan,ktore zostaly dostarczone do poradni w ostatnim czasie i rozdzielenie ich miedzy pracownikow.
 
To byla MASAKRA bo czulam sie jak rzucona na megagleboka wode bez kola ratunkowego i w zasadzie nic nie rozumialam.W dodatku nowe miejsce,nie znalam prawie nikogo,nie wiedzialam kto sie czym zajmuje,jak sie nazywa,nie znam pacjentow o ktorych byla mowa itp., itd... Nic prawie nie rozumialam,nie moglam nadazyc i wogole...
 
No ale na szczescie mile zlego poczatki.Po tym spotkaniu i lanchu pobylam jeszcze godzinke i moja opiekunka puscila mnie do domu widzac w moich oczach zapewne zaczatki szalenstwa ;-))
 
Moze dla wyjasnienia napisze,ze tu tydzien pracy ma 40h,zaczynamy w naszej przychodni o 8, lunch mamy od 12 do 13 i ten czas nie liczy sie do czasu pracy,potem pracujemy dalej do 17.Mamy za to dwie polgodzinne przerwy kawowe rano przy okazji raportu mobilteamu i potem ok 15.Te juz sie normalnie wliczaja do czasu pracy.Ukulismy z reszta polakow okreslenie od nazwy tychze przerw FIKA i w zwiazku z tym dwa razy dziennie sobie FIKAMY ;-)))
 
Po powrocie do domu psychicznie bylam detka,ale i tak mnie nosilo,wiec postanowilam wykorzystac to,ze mamy troche czasu i podskoczylismy do Solleftea do sklepu z rzeczami p/deszczowymi miedzy innymi.Osobom w_miare_wymiarowym udalo sie kupic ubranka-Dawidowi kurtke w desen moro i spodnie szare a mnie kurtke blekitna w takim lekko turkusowym odcieniu i szare spodnie.Na Radka nic nie bylo i nie bylo tez kaloszy,postanowilismy wiec,ze w weekend pojedziemy do centrum zakupowego pod Sundsvallem i zobaczymy co tam maja...
 
Wieczor minal szybko...Coz,przyznam,ze wolalbym pracowac nieco krocej,ale z drugiej strony poki co mam wolne weekendy a to tez niezle rozwiazanie...
17:37, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »

Hej hej :-)

List ten zaczelam pisac gdy byl piatek, 5ty dzien wrzesnia, godzina 17.43... Ale zrobil sie poniedzialek a ja wciaz w lesie. Pomyslalam wiec , ze wysle czesciowy bo jak tak bede siedziec i klepac to zanim opisze poprzedni tydzien to kolejny sie skonczy ;-)

W piatek jak zaczynalam pisac maz robil obiadek a ja tajalam po pierwszym tygodniu pracy w Psykmottagningen Kramfors, Sverige - czyli w poradni psychiatrycznej w Kramfors,Szwecja. Az trudno bylo mi uwierzyc,ze sie skonczyl,a z drugiej strony minal zaskakujaco szybko...

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

SB 30.08.08r.

Sobota minela nam na sprzataniu i zakupach.Wieczorem zjechala sie cala brygada-Niamki czyli Asia(robiaca psychiatrie w siostrzanej przychodni) i Maciek(ortopeda) z Solleftea,Aga(lek.rodzinny) i Tomek(absolutnie nie lekarz,chwilowo jak moj maz uczacy sie jezyka) z O-viku oraz przyszli Asia(dentystka) z mezem Arkiem(pracujacym w koncu po pol roku pobytu,przy budowie Botniabanan czyli kolei Botnickiej) i Olivierem. Bylo glosno,wesolo,procentowo.Poniewaz pilam drinki moja glowa nie wytrzymala i wieczor skonczylam szybko we wlasnym lozeczku ;-) ale i tak bylo fajnie :-)

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

ND 31.08.08r.

Po odespaniu trudow festowania i zjedzeniu sniadanka pojechalismy do rezerwatu Ickstjarn na spacerek wokol jeziorka.Spacerek przebiegl milo,sloneczko swiecilo a grzyby nam wpadaly pod nogi.Bronilismy sie dlugo i dzielnie,az w koncu poleglismy przy ataku olbrzymich prawdziwkow...ktore nastepnie ususylam w piekarniku (na szczescie prad mam w czynszu ;-)) a kozlarze,ktore dorwaly nas za nogi jak juz zebralismy prawdziwki udusilismy i zjedlismy w kolejnych dniach w postaci sosiku do schabu.

Miedzy spaniem a spacerem Niamka wychowala nam troche syna-scieli sie i Asia zlapala go za rece,mial powiedziec prosze,zeby zostac puszczonym,nic wiecej,ale zacial sie w sobie osiolek jeden i siedzieli chyba z godzine a potem jeszcze Niamek zastapil Niamke i przesiedzial z nim troche.Ulegl,Dawid znaczy sie dopiero jak postawilam veto,ze szkoda dnia na jego upor i albo mowi ladnie prosze albo dostaje kare az do kolejnego spotkania z ciocia ;-) Na szczescie ja nie mam ani cierpliwosci zeby z nim tyle negocjowac ani czasu a wizja kary zwykle dziala ;-)

W sprawie mieska natomiast,schabiku znaczy sie od razu dodam,ze miesko tutejsze w smaku nie jest zle,mozna dostac schab,karkowke,wolowide rozna.Mieso nie powala cena,znaczy sie swinina i krowina bo juz drob i owszem,w przeliczeniu swiezy 50zl/kg a mrozony jakas polowe tego.Za to mielone,choc troche drozsze od polskiego stanowczo sklada sie z miesa w sporej czesci i jest smaczne. Poza tym dzieki Asi-dentystce wiem,ze co 4 tygodnie we wtorki przyjezdza Pan z autkiem chodnia z ktorego sprzedaje rozne rybki niemrozone,lososia,pstraga,wedzona makrelke,sledzie w zalewie solnej (czyli nasze Matiasy,bo to co tu funkcjonuje tu pod nazwa Matjas przyprawilo mojego meza o odruch wymiotny i raczy bieg do toalety; kwasnego sledzia - surstroming - ja jeszcze nie probowalam,ale Asia i Niamka mowily,ze nie smierdzi az tak strasznie ;-) ale tez i nie rzucily sie na niego jak co poniektorzy szwedzi...)

Wieczorkiem usiedlismy sobie na tarasiku,Radek wypalil cygarko,wypilismy troche winka za nowe zycie a potem pobieglismy sie pakowac na nast dzien... CDN

17:27, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »

Juz sie rozpakowalismy i w miare urzadzilismy przytulnie, co mam nadzieje widac na fotkach.
Mieszkanko jest bardzo przyjemne.75m2 i 3 pokoje to jednak co innego niz 50 i 2 pokoje :-) w koncu mamy wlasna sypialnie,Dawid ma swoj pokoj a poza tym mamy fajny otwarty salon,jadalnie czyli stol i 4 krzesla no i fajna kuchnie.
Rozpakowanie wszystkich kartonow troche trwalo,ale juz jest naprawde fajnie.2 tyg zlecialy jak z bicza trzasl,mijaja dokladnie dzis o 23...


A od pn 1.09.08r. ja do pracy,Radek na nauke jezyka tzw.SFI.Dawid juz ponad tydzien chodzi do szkoly.

Dostalismy wczoraj w koncu ichnie Pesele (czyli personummer,bez tego nic nie mozna tu zalatwic, a trwalo to tyle bo sla wszystkie papiery do Ostersdund, stamtad nam po tygodniu odeslali bo nie wypelnilismy jednej tabelki; poszlismy do skateverket czyli urzedu skarbowego,ktory sie zajmuje min rejestracja przyjezdnych wyjasnic to i tam Pani byla slodka po prostu-ja jej tlumaczylam,ze mam narazie miec zatrudnienie na 6 miesiecy potem to nie wiem,powinnam miec na kolejne 3 lata umowe,ale nie wiem tego na pewno i w zwiazku z tym nie wiem jaki mam dokladnie wpisac czas przewidywanego pobytu w Szwecji; pani oczy robily sie coraz wieksze i wieksze i widzialam,ze choc jezykowo mnie rozumie to jednak sensu nie lapie ni w zab; wyszlismy i zaraz przelamalam sie i zadzonilam do babki zajmujacej sie nasza sprawa w Ostersund,balam sie,ze po wyjasnieniach tej od nas dadza nam numery tymczasowe zamiast stalych i potem nie dostaniemy pozyczki czy karty kredytowej np jak bedziemy chcieli; rozmowy telefoniczne to cos co dla mnie jest narazie najtrudniejsze,ale widac nie da sie ich uniknac; na szczescie tam Pani byla rozumniejsza,wszystko zrozumiala, wklepala brakujace dane i nastepnego dnia zasw o peselach byly w naszej skrzynce ) .
Moglismy Radka zglosic do ich urzedu pracy (wypelnilismy zgloszenie wszystkie dane o wyksztaleniu i zatrudnieniu,pogadalismy tez z babeczka od razu,pokazalismy papiery a w czwartek Radek ma spotkanie z facetem,ktory zajmuje sie szukaniem pracownikow i pracodawcow w uslugach zwiaznych z magazynami i transportem,Radek jeszcze w Legnicy zrobil uprawnienia na wozek widlowy,po ichniemu wozek widelcowy - gaffeltruck ) wiec moze uda mu sie znalezc z tymi papierami w miare szybka jakas prace) i moglam zalozyc sobie w koncu konto (narazie Nordea) i zamowic karte platnicza, konto powinno w poniedzialek juz fizycznie istniec bo bylismy u nich tuz przed zamknieciem,ktore w pt mialo miejsce o 15,sprawe wiec pewnie zalatwia pozytywnie dopiero w pn. Najpierw jedna pani w banku chciala ode mnie szwedzki dowod tozsamosci i dowod zatrudnienia,ale jak im wytlumaczylam,ze kolezanka w innym miescie otworzyla u nich konto tylko z paszportem i pokazalam szwedzki dowod ukonczenia kursu i napisane po angielsku zapewnienie lanstingu,ze mnie zatrudnia i ile minimalnie bede zarabiac to juz dalo sie otworzyc wszystko)

Takze formalne sprawy w zasadzie pozalatwiane.Nie udalo nam sie niestety poki co zamontowac i ustawic anteny do Polsatu Cyfrowego, tzn jest umocowana na tarasie,ale pan ktory mial ja ustawic stwierdzil,ze budynek naprzeciwko nam zaslania i nie da sie zlapac sygnalu. Napisalam wiec piekne podanie moja nieco jeszcze kulejaca zapewne szwedczyzna zebysmy mogli antene dac na dach i zobaczymy co Krambo czyli spoldzielnia mieszkaniowa od ktorej wynajmujemy mieszkanie na to powie.Uzasadnilam,ze przede wszystkim ze wzgledu na syna musimy miec dostep do polskiej tv,bo synek zagrozony dysleksja jest,potrzebuje miec kontakt z rodzimym jezykiem no i w dodatku jako ze w Kramfors jest tylko dwojka dzieci w wieku szkolnym komuna nie moze im zapewnic nauczania jezyka ojczystego itp Licze na szwedzkie poczucie rownosci i sprawiedliwosci)

W nast tygodniu bede tez musiala pojechac do Solleftea(40km od Kramfors) zeby wyrobic karte identyfikacyjna,taka ktora rejestruje ilosc godzin przepracowanych i zeby spotkac sie z nauczycielka szwedzkiego-bedziemy 1 albo 2 razy w tyg miec jeszcze szwedzki tu na miejscu .No i to chyba tyle narazie,ide wstawiac dalej zdjecia na naszaklase a tym co jeszcze nie widzieli przypominam ze w poprzednim wpisie sa namiary na albumy,jakbyscie sie nudzili .

Pozdrufki ze Sverige.

17:20, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »

http://picasaweb.google.pl/agra77pl - troche starszych zdjec

http://picasaweb.google.pl/rusul74pl - troche z 2007, do III 2008 oraz VII-VIII 2008 do wyjazdu do Szwecji

http://picasaweb.google.pl/vovokavovoka - NOWOSCI ;-) w tym pierwszy weekend,nasze mieszkanie i spacerek do lasu 3min autem od domu

Zapraszamy :-) milego ogladania!!!

17:18, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »

Czesc kochani :-)

Pozdrawiamy Was serdecznie z polnocnej strony Baltyku.Jestesmy juz na miejscu, w Kramfors.

Ostatnie 2 tyg latalismy po urzedach w L. , po sklepach i pakowalismy nasz dobytek. Bylo to wszystko co nieco meczace.Nie mialam tez juz dostepu do netu tyle co goscinnie chwile na laptopie tesciowej. Wyjechalismy 14go sierpnia wczesnie rano,zeby na 16sta zdazyc zameldowac sie pod promem.

Na Baltivii wybujalo nas troche,Radek zapadl na chorobe promowa niestety,co skonczylo sie oddaniem nawet dosc smacznego obiadu.Podobno drugi z promow, ten bardziej osobowy Scandinavia jest bardziej stabilny i mniej miota na mi,poza tym jest wiecej atrakcji. Pogoda byla nawet ladna,wiec podziwialismy pierwszy i ostatni w tym roku zachod slonca na Baltykiem. Nocka minela szybko,padlismy wszyscy jak betki. Zanim sie pozbieralismy i zjedlismy sniadanie (ja i Dawid bo Radek sie nie odwazyl) i zaszlismy do wolnoclowki po zapas winka byla prawie 11 a o 12 juz bylo widac zabudowania Nynashamn.

Droga do Kramfors troche potrwala bo dojechalismy ok 23,ale po drodze stawalismy na popasy min w hamburgerowni (nazywa sie Max i jak na ten rodzaj jedzenia daja naprawde porzadne kanapki z hamburgerem,ktory czuc mieskiem i duza iloscia wrzywek) a na pobliskiej stacji kupilismy kart startowe do Telii i doladowania.

Powoli oswajamy sie z okolica.Nasze ladowanie bylo latwiejsze dzieki naszej dentystce z pierwszego kursu P. i jej chlopakom. Zaprosili nas na obiad w sobote,w niedziele zabrali na wycieczke do Rovarbyn http://www.rovarbyn.se gdzie dzieciaki sie wyszalaly a my pogrillowalismy i poplotkowalismy. Wiemy juz jakie w ich oczach mieszkanie tutaj ma plusy i minusy,ale to moze nastepnym razem ;-) oraz co warto przywozic z Polski ;-)

W poniedzialek przeszlismy do spraw urzedowych tzn zglosilismy sie do Skateverket - personnummer mial byc za 1-2 tyg, bo od jakiegos czasu papiery wysylaja do Ostersund i dlatego tyle to wszystko trwa... Potem zalatwilismy internet (bagatela 8mb za cene za ktora w Warszawce mielismy 512kb/s). Konto bede otwierac jak dostane personnumer, tak samo zameldujemy Radka w urzedzie pracy. Zostalo nam zgloszenie do SFI (czyli nauka jezyka dla Radka),ale to chyba w srode i wizyta w pracy . Pojedziemy tez na male zakupy domowo-sprzetowe do Sundsvallu.Musimy kupic pralke,zmywarke,zamrazarke na dodatkowe zakupy w Polsce i troche drobniejszych rzeczy typu poleczki itp Bo tak generalnie to mieszkanko jest baardzo ladnie umeblowane i naprawde przyjemnie zaskoczyli nas tym,ze nawet podstawowe wyposazenie kuchenne czy deske do prasowania itp nam wstawili. Jak tylko sie ogarniemy z wszystki do powstawiam zdjecia z podrozy,wycieczki i mieszkanka :-) A za chwile przyjezdzaja nasze rzeczy z transportem,wiec skoncze poki co. Pozdrawiamy serdecznie cala trojka.

17:17, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »

Nasze zycie codzienne czyli vardagsliv w Szwecji zaczelo sie 15tego sierpnia 2008r.

Decyzja o emigracji zapadla rok wczesniej,w czerwcu 2007r. kiedy wyslalam swoje zgloszenie do P. Po drodze byla rekrutacja na kurs w ostatni weekend sierpnia 2007r. , pierwszy lot do Sollefteå w hrabstwie Västernorrland w srodkowej czy tez wg tutejszych polnocnej Szwecji 3-5 grudnia ub.r. (a jednoczesnie moj pierwszy w zyciu lot samolotem i to od razu 2 w jedna strone i 2 spowrotem...) i wreszcie prawie 7 miesieczny kurs jezyka szwedzkiego od 7.01 do 30.07.08r. w warszawskim Wilanowie.W trakcie kursu w drugiej polowie kwietnia cala rodzina polecielismy do Szwecji na kilkudniowy rekonesans.Moglismy zobaczyc nasze przyszle miasto docelowe czyli KRAMFORS , wejsc do przyszlej szkoly Dawida,przejsc sie po kilku uliczkach- bo tylko tyle ich jest w tym kilkutysiecznym miasteczku, ja moglam pojsc do pracy i zobaczyc (bo nie poznac,na to potrzeba zdecydowanie wiecej czasu niz uscisniecie reki, skinienie glowy,przedstawienie sie i wysilek zamienienia kilku slow w tym jeszcze nowym wciaz dla mnie jezyku) wspopracownikow no i wreszcze moglismy zobaczyc nasze przyszle mieszkanie-nieumeblowane jeszcze ale juz wzbudzajace nasze cieple odczucia i plany jak tu bedzie jak wniesiemy wszystkie nasze klamoty i wprowadzimy sie na wiele miesiecy...

Po ostatnim tescie,rozdaniu dyplomow i pamietnej imprezie pozegnalnej w knajpie BLUE CACTUS (ojjjj duzo tequilii poplynelo,duuuzooooo) wrocilismy na 2 tygodnie w Legnicy,naszego rodzinnego miesta by pozalatwiac wszystkie sprawy formalne i ostateczne spakowac rzeczy . Potem natapil koncowy etap pozegnan,przytulan,dobrych zyczen i lez. 14go z samego rana ruszylismy na podboj czy raczej probe oswojenia Szwecji (Sverige). Chcialabym dla siebie samej a troche i dla znajomych,kolegow,kolezanek,przyjaciol i rodziny poprowadzic rodzaj pamietnika,w ktorym sprobuje utrwalic ulotne zdarzenia,mysli,marzenia i plany z naszych dni po tej stronie Baltyku...

17:11, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (9) »