O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
poniedziałek, 19 września 2011

... szaro, buro i nijak... Poczulam przemozna chec wejscia na bloga i napisania paru slow zanim sie wezme po polunchowych zajec oddzialowych czyli dyktowania epikryzy(wypisu) jednego z pacjentow na jutro i ewentualnie do przyjecia jednego pacjenta planowego na oddzial...

Moj staz na medycynie konczy sie w przyszlym tygodniu, potem po 2 tyg kursow zostanie mi tylko kilkanasie dni na neurologii w Sundsvall i poki co na ten rok wracam na psychiatrie. Suma summarum to tez moj staz w pourywany sposob trwal ok 11 miesiecy, ale jakby zliczyc aktywnie i odliczyc 2 okresy urlopowe zbierze sie moze z 8-9 miesiecy. Mam nadzieje,ze czysto czasowo starczy. A wiedzowo, bo na tym teraz przynajmniej w teorii powinnam sie skupic? Coz, jak na osobe, ktora z somatyka generalnie nie chce miec wiele wspolnego i juz sobie siebie nie wyobraza na innej klinice niz psychiatria to uwazam,ze liznelam medycznej wiedzy z praktyce w wystarczajacej ilosci. Oczywiscie moglo byc wiecej, lepiej, ciekawiej, ale jak na moje potrzeby i mozliwosci tego szpitala bylo OK. faktem jest,ze ja nie chcialam dyzurowac i dane mi bylo tego uniknac. Moze nauczylabym sie wiecej o stanach ostrych i jak sobie z nimi radzic przynajmniej w tym szpitalu, no ale wlasnie, wszedzie sa jakies procedury a ja z tymi procedurami jako lekarz poza szpitalny i tak nie bede miala nic a nic do czynienia. Wiec jest jak jest. Ciesze sie,ze mam to juz prawie za soba...

Zebranie rodzicielskie w czw uwazam za udane. Nowa pani Dawida Irene wydaje sie na pierwszy rzut oka sympatyczna i konkretna. Pierwsza indywidualna rozmowa za 2 tyg. Jak sama mowial,nie moze jeszcze powiedziec,ze juz poznala dzieci ale jest na dobrej drodze do tego, zwlaszcza ze jest ich tylko 20cioro...

Kurs z liderowania byl fajowski. Uczylismy sie sztuki prezentacji, przygotowywalismy informacje na jakis temat dowolny, przy czym zadziwiajaco wiele prezentacji bylo calkowicie pozamedycznych, sek zas byl w tym,zeby zastosowac rozne srodki przekazu i dla wzrokowcow i dla sluchowcow i dla tych ktorzy przyswajaja zmyslem dotyku, zeby sie zmiescic w wyznaczonym czasie 5 min i powiedziec to co najwazniejsze, nawiazujac kontakt z ''publika'' ;-) Stresu o dziwo sporo bylo, ale jakos poszlo, jakos poszlo. Jedna noc spalam tam w internacie, dzieki temu moglam ciut czasu poswiecic przygotowaniu sie do prezentacji. Na nastepny raz mamy poszukac informacji na rozne zadane tematy dotyczace organizacji landstingu czyli naszego pracodawcy (cos w rodzaju sejmiku wojewodzkiego, z nadania partyjnego ze tak powiem...), troche ciezej bedzie to przygotowac niz prezentacje o xxowaniu czyli o hafcie krzyzykowym, ale za to mam nadzieje poglebuc swoja wiedze w dziedzinie ustalania pensji i podwyzek w landstingu ;-)

A przede mna przedostatni tydzien na medycynie, wiele wskazuje na to,ze juz typowo jesienny i deszczowy, za to w sobote urodziny przyjaciolki, hip hip hurey :-)

13:54, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (3) »
niedziela, 11 września 2011

... mie sie zlewaja jak i dni tygodnia a czas pedzi z szybkoscia conajmniej swiatla, jesli nie wieksza (wiem wiem, nie moze, ale mi sie wydaje ze i owszem...). Za progiem nowy tydzien, wg szwedzkiej miary juz 37 w tym roku...

Jutro dla odmiany od codziennej juz prawie rutyny dojazdow do Solleftea - jade w zupelnie przeciwnym kierunku, do jakiegos tutejszego osrodka wypoczynkowego miedzy Harnosand a Timra, by wziasc udzial w pierwszym z kilku spotkaniu kursu z liderowania, czyli przewodniczenia pracy zespolu, nadzorowania, organizowania, kontrolowania i co tam jeszcze mozna sobie wymyslec. Podobno w dziedzinie kursow ten jest dosc lajtowy, calkowicie niemedyczny, wypelniajacy pozamedyczne zalozenia mojej specjalizacji, ma mnie jako lekarza przygotowac wlasnie do pracy zespolowej, dac narzedzia do pokierowania nim gdy potrzeba i wtopienia sie jako cegielka skladowa jesli tak jest dla wspolnej pracy lepiej... Coz nie wiem ile nowego sie naucze, ale na pewno taka chwila refleksji, zastanowienia i popracowania nad soba nie zaszkodzi ;-)

A najprzyjemniejsze jest to,ze to jedyny kurs w tym roku, na ktory jedziemy z Niamka, moja od kursu wspoltowarzyszka doli i niedoli w Warszawce i na obczyznie no i mam nadzieje przyjaciolka :-P (nie wiem czy czytuje moje wypocinki wiec musze sie ostroznie wypowiadac rozumiecie drodzy czytelnicy ;-)) Takze nadrobimy choc ociupinke poltoramiesieczne zaleglosci w gadaniu (tak, tak, ja co prawda moge w sobote i niedziele pogzic sie w lozku i odespac tydzien wstawania, za to mamy maluchow moga sobie pozwolic o ile maja pracujacych mezow, najlepiej lekarzy, na przedluzenie wakacji wlnym branym na dziecko, wtedy zamiast 2-3 tygodni maja wolnego 6, 7 czy 8... tiaaaa i gdzie sprawiedliwosc ;-))

Nieco bardziej ciekawy byl kurs na ktorym bylam w dwie srody w poprzednich tygodniach - z czego co ozna przetlumaczyc jako rozmowa motywacyjna (czy motywujaca???) - upraszczajac technika romowy z pacjentem czy ogolnie rozumianym klientem, gdzie dzieki tzw otwartym pytaniom , odzwierciedlaniu, podsumowanium probuje sie dotrzec od wlasnej motywacjidanej osoby do zmian, podtrzymac i wzmocnic ja i sprawic,zeby rozmowca sam dla siebie akrgumentowal, dlaczego chce sie zmienic i jak chce to zrobic... technika moze byc pozyteczna nawet w zwyklych rozmowach domowych, ze np. o wspieraniu pacjentow w leczeniu nie wpomne... Zobaczymy czy uda mi sie zastosowac to w praktyce na moich pacjentach jak juz wroce do mojego miejsca pracy...

W sobote mielismy wyprzedaz garazowa, loppis, chcielalam przeczyscic troche szafy z zalegajacych ciuchow, ktorych juz z jakiegos powodu nie nosze, a to ze za duze (z czasow jak wazylo sie juz te 75 kg 8-O ), albo z nich wyroslam w sensie gustowym... a ze ja ciuchy z rzadka zuzywam wiec tak leza i miejsce zajmuja... Plus Dawidowe ciuchy z ktorych wyrosl, troche butow itp. Niestety nie bylo ukochanych przez Szwedow tzw pryllar czyli durnostojek, lampeczek, figureczke, poleczek, mebelkow itp. Kilka osob wiec weszlo i wyszlo zawiedzionych. Na szczescie pogda i towarzystwo swietnie dopisalo, slonko grzalo, wiec siedzenie przed garazem nie bylo kara Bron Boze a wrecz nagroda ;-) a do,ze udalo nam sie sprzedac kilka rzeczy ledwie nie bylo az taka straszna porazka, bo w sumie zarobilismy jakies 1000sek, czyli 400zl...W tym za 250sek kupili Tarasiuki czyli wspolsprzedajacy hehe, a za kolejne 250 sprzedalam swoj sliczny, rok temu na allegro.pl kupiony kombinzon narciarski, z ktorego spodnie nawet w biodrach mi sie nie byly w stanie zatrzymac w swym slalomowym zjezdzie w dol ;-)

Dzis ambitnie po raz kolejny chcielismy pojsc na grzyby, ale pogoda nam jak zwykle pokazala psikusa i padal caly czas drobny kapusniaczek bleeee... Wiec dzien minal w kuchni, przed tv, na graniu z synkiem w Trivial Persuit, odrabianiu lekcji z przyrody w polskiej szkole internetowej Libratus no i na lenistwie...

Za to zrobilam dukanowa wersje szuby (bez ziemniakow), dukanowa wersje salatki warzywnej (bez jablka i kukurydzy) obie z dukanowym majonezem (MNIAM!) i zaczelam gotowac bigosik (moge polecic lidlowa kapuste kiszona w puszce, pyszka). Jutro go znowu podgotuje, bo jak wiecie bigosik lubi byc wiele razy podgrzewany, i popelnie leniwe golabki, gulaszyk i jakas inna wersje sledzikow bo mi jeszcze kilka platow zostalo...

W tym tygodniu ostatnie 2 treningi pilki noznej a od nast poniedzialku pilka reczna, ciekawe czy sie Dawidowi spodoba i czy sie w niej odnajdzie. Narazie przerwa w karate, wlasnie zeby mogl sprobowac cos innego...W czwartek zebranie klasowe z nowa Pania, nowymi rodzicami, mam nadzieje,ze bedzie fajnie :-)