O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
niedziela, 18 października 2009

Chciala Szanownym Panom i Drogim Paniom przedstawic nowego czlonka naszej male rodziny :

Alex? Leon?? a moze jeszcze inaczej???

 

Jeszcze nie wiemy jak bedzie mial na imie, robocze wersje to Alex, Leon... wiecej pomyslow narazie brak.Z Rudim poki co obchodza sie na wieksza odleglosc, cos tam oba dwa posykuja albo udaja ze sie nie widza ;-)

14:13, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (3) »
środa, 07 października 2009
++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Blox mi nie puscil calego tasiemca w jednej notce...Matko, co ja stworzylam...
KONIEC O PRACY!!! Ufff...
Dawid juz na serio zaczal szwedzka szkole.Przynalezy juz calkowicie do swojej klasy, obecnie drugiej.Ma to szczescie,ze do tej samej, z reszta jedynej klasy 2giej trafili Taye, kolega z zeszlego roku i Abasim, kolega ze swietlicy.Poza tym ma tez kilku kolegow rodowitych Szwedow i w klasie i w swietlicy i nawet na naszej ulicy. Mam wiec nadzieje,ze jemu sie wszystko dobrze uklada.Wyglada na w miare zadowolone z zycia dziecko. Lekcji ma mniej niz w Polsce, choc mamusia dba o jego czas wolny zadajac rozne zadania z ksiazki do klasy 2 z Polski, tak zeby nauczyl sie pisac po polsku, nie zapomnial calkiem jak sie czyta no i rozwijal swoja wiedze o Ojczyznie.Glupi to on nie jest, ale glowa kapusciana straszna.O graniu na PS2 albo PSP na pewno nie zapomni, ale juz o a) przebraniu sie w domowe ciuchy, b) wrzuceniu ciuchow do prania, c) zgaszeniu swiatla, d)podlaczeniu komorki do ladowania (o dziwo o PSP pamieta, hmmm), e)odlozeniu na miejsce pada, sluchawem, 1000 innych rzeczy itp, itd, itk, itm...na pewno...Walczymy z tym, czasem jak nam sie zbierze krzykiem, systemem punktow karnych, a ostatnio systemem nagrod, ktory jednak z racji moich niebytnosci w domu nie do konca sie jeszcze wyksztalcil i troche nam kuleje...
Na szczescie w zasadzie nie choruje.Mocno zastanawiam sie nad zasadnoscia szczepionki na swinska grype, ktora ma byc bezplatnie wykonana na wszystkich zyjatkach w Szwecji, sama jeszcze nie wiem czy sie zaszczepimy, zwlaszcza,ze opinie na temat szczepionki rozne sa i w Szwecji jak i w wielu panstwach Europy pandemii poki co nie widac...Ma 8 stalych zebow z przodu, kilka z tylu, reszta mleczakow narazie siedzi twardo...Rosnie jak na drozdzach, w weekend kupowalismy mu nowe buty zimowe, jedne ma rozmiar 36 drugie 37, brakuje 1-2 rozmiarow i bedziemy sie dzielic butami, czyt mama po roku dostanie w spadku pare par butow...Nasze skarpetki i koszulki a nawet i majtki czasem Radek juz myli ;-) Chlop siega mi pod nos i mysle,ze kolo 10 urodzin bedziemy juz mogli rozmawiac oko w oko...Tylko czekam jak mu sie waz sypnie, falsetem przemowi i przyprowadzi do domu dziewczyne ( bo mam nadzieje,ze jendak nie chlopaka), powiadamiajac mnie,ze przed 40stka zostane farmor, czyli babcia (mama taty). Rozumek nie nadaza za cialem, mimo to dziecko ku polechtaniu mojej dumy ale i przerazeniu komunikuje mi czasami, ze on to sie na medycyne wybiera...Pewnie mu sie jeszcze nieraz zmieni...
Odkad nauczyl sie jezdzic na rowerze i na Komunie dostal i rower i hulajnoge byl przez cale lato i jeszcze teraz bardzo samodzielny.Czesto jechal sam ze szkoly, albo po szkole jechal do kolegi i wracal troche pozniej.To sie skonczy wraz z pierwszym sniegiem, ale na pewno ten etap uniezalezniania sie od rodzicow jest juz w rozpedzie...Z reszta sami na tym korzystamy czasem zostawiajac go na troche w domu jak jedziemy na zakupy czy np chcemy isc do kina...
Aaaaaaaaaaaa tak, tak chodzimy, czemu nie... tzn bylismy az cale 3 razy, 1 na Harrym najnowszym, za to 2 razy na ambitnym filmie bo szwedzkojezycznym...Slyszeliscie o ksiazkach Stega Larssona? Podobno sa tez popularne w Polsce a film na podstawie pierwszej czesci trylogii Millenium byl rozpowszechniany w wielu krajach.Filmy sa naprawde niezle, zwlaszcza 1 czesc, choc druga tez niezla, jezykowo dosc trudne nawet na moim poziomie, zwlaszcza ta nowa czesc, ludzie mowia tam dosc niewyraznie i szybko, choc oczywiscie sens calosci sie rozumie.Przeczyttalam juz na wakacjach w Turcji ;-) pierwsza czesc a teraz czytam druga, zeby poglebic temat (bo film jednak z koniecznosci wiele ciekawych watkow pomija), w oryginale oczywiscie (w razie jakbym nie miala dosc szwedzkiego po 8 h w pracy lub po 4dn kursie na temat teori wyuczania sie nowych umiejetnosci albo teori przywiazania czy jakzesz to sie moze po polsku nazywac)
Plany powiekszenia rodziny ograniczymy chyba narazie do nabycia metoda kupna nowego kota, coby nasz Rudi mial towarzystow na zime.Ostatnio sie tak rozzuchwalil, ze zaczal polowac na okoliczne ptaszki, znasza trofea do domu i odwiedzac naszych sasiadow, skaczac im na klamki, zeby otworzyc drzwi (niezly jest, co??? umie tez aportowac rurki, poza tym ze smakiem pozywia sie np moim strojem kapielowym, skarpetkami, juz woreczki foliowe i w/w rurki wydaja sie mniejszym zlem, dopoki po ich zezarciu nie odda tego co przyjal). Wszystko to dzieki zamkowi magnetycznemu i na niego otiweranej bramce w drzwiach garazu, przez ktore to drzwi wychodzi i wchodzi kiedy chce... Takze skoro juz nawet Radek dojrzal to nabycia kota, zamierzam kuc zelazo poki gorace.Licze po cichu, ze mlody kociak da Rudiemu w kosc tak jak kiedys on s.p. Szajbie i to go zniecheci np. do konsumpcji 3ciego juz stroju ;-) Innych powiekszen rodziny spodziewac sie trudno.Mimo kolejnen w moim otoczeniu epidemii ciaz (jedna zaowocowala 2mies Lenka, 3 kolejne swe rozwiazanie beda mialy na przelomie ok. 4 tyg od konca listopada do konca grudnia) ja wydaje sie byc zaszczepiona i calkowicie odporna na ten zarazek.Mimo 5 lat prob efektow brak.Jeszcze byly jakies podejrzenia a to ze u mnie jakis feler a to ze u Mensza, ale ostatnie badania sa w normie a dzidzi nowej jak nie bylo, tak nie ma.Czasem mysle,ze moze po prostu nie jest nam dane... albo ze to nie czas i nie miejsce i dlatego dzidzia nie pcha sie na swiat... Kto wie... Bedziemy jeszcze drazyc, choc mam pewne watpliwosci czy w obliczu braku pracy Radka, tylko 1 pensji, mojej specjalizacji, roznicy wieku miedzy Dawidem-jedynakiem, mojej zeszlorocznej przygody szpitalnej (choc niby RMI nic nie pokazuje i jestem uznana za calkowicie zdrowa) i jednak wieku ;-))) warto podejmowac jakies bardziej zmasowane dzialania, to jednak jakas czesc mnie (pewnie ta pragnaca zachowac kontrole nad wlasnym zyciem) nie chce odpuscic marzenia od rodzince typu 2+2 (+2koty i 200m domek).
W obliczu jednakowoz faktu, iz nie tak dawno dziecko nam wparowalo do sypialni w trakcie Akcji Powiekszania Rodziny i ze ostatnio wyglasza mi komantarze, ze mu halasujemy np w niedziele rano ;-) to ja wogole powinnam sie PTSD nabawic (zesp strsu pourazowago) - on z reszta tez, khekhekhe, i zaprzestac wogole tego typu haniebnych i wstydliwych czynnosci.Tudziez indziej i tak wiele tego nie bedzie, jak bede w domu bywac w weekendy...tiaaa...
Teraz moze slow pare o Menszu.Monsz wrocil rowniez do lawy szkolnej.Z braku laku czyli perspektyw pracy zaczal kurs czegos w rodzaju swojego kierunku studiow, oczywiscie w wersji dla imigrantow.Zajecia maja po teoretycznie 7h dziennie w tym 1h przerwy na lunch (szwedzka swieta krowa...), przy czym jako ze kurs jest wspolny dla 4 gmin, to max 2 dni maja kurs stacjinarny a 3 dni przez Internet.Maja specjalny program i kanal komunikacyjny.Czesc zajec jest na niezlym poziomie, przy czym mam na mysli zawansowanie jezykowe, bo jesli chodzi o wiedze jako taka nie sa to zbyt odkrywcze tamaty dla srednio inteligentnego czlowieka, zwlaszcza, jesli sie skonczylo studia w tym temacie.Czesc jest zenujaca, na poziomie ponizej krytyki. Srednia wypada na plus jak sie porowna do kursu jezykowego.Plusem jest tez niewielka (jak na tutejsze warunki zyciowe) suma pieniedzy tzw zasilku na studiowanie, zawsze to jakas kwota na plus a nie na minus.
Oczywiscie Monsz przezywa wzloty i upadki samopoczucia, samozaparcia wielkiego nie ma do nauki, wiec dobrze, ze ma chociaz jakis bat nad soba.Mowi juz nieco plynniej, wciaz mieszajac odrobine angielskiego, gorzej z pisaniem, ale mam nadzieje, ze i to z czasem przyjdzie. Alternatyw jest niewiele, ofert pracy jak na lekarstwo. Choc i on zbyt aktywnie nie szuka... Sama nie wiem, nawet ciezko mi sie juz o to czepiac i gledzic, bo faktem jest, ze  naokolo trabia, ze tu zwlaniaja 300 osob a tam 100, o tym ze gdzies zatrudniaja nie mowia wcale.Jednoczesnie wiekszosc polowek jakas prace znalazla a jak sie nie probuje i nie szuka,sama praca nie przyjdzie...No i ciezko tez gledzic, jak z jednej strony ma sie wystawiona na ciezka probe meska dume utrzymanka, z drugiej wciaz sie pamieta, ze przez kilka lat studiow to utrzymanek utrzymywal cala 3os rodzine...
I z tematu utrzymywania mozemu juz sprawnie i gladko przejsc do tematu domku. Zostawilam go sobie na koniec by zmazac odium marudzenia, narzekania i czarnowidztwa, ktore mogly sie ujawnic we wczesniejszych akapitach. Gdyz mimo i aczkolwiek iz przed nami ogromna w moim mniemaniu pozyczka na 50 lat, rachunki za prad za ogrzewanie, no i rachunki za wszystko inne rowniez, plus ewentualna przebudowa/rozboirka/zamiana niby-kominka, ktory okazal sie byc glownie przeorsnieta polka pod kwiatki i swieczki, pomimo ze nad ranem z oszczednosci bywa chlodniasto ;-) (w nocy trzymamy 18-19 st, ale w weekend sprawilismy sobie cieplutkie kolderko-pierzynki, wiec w nocy cieplo nam jest a po wstaniu w polprzytomnym gescie rozpaczy zarzucam na siebie a)gruby szlafrok b)grube skarpety oraz natychmiast wlaczam dmuchawe na gorze na 20st) to no i choc mieszkamy w jakims wsio-miasteczku na zapadlym krancu cywilizacji, w podobno miescie narkomanow (ale takie same komentarze slyszalalm o conajmniej kilku innych, bynajmniej nie tylko szwedzkich miastach), bez wystaw, spektakli, galerii sklepowych itp.  to ja jednak jestem szczesliwa urzadzajac meblami z Jysk i Ikea swoj domek, uwielbiam jak moj monsz stopniowo skreca, instaluje, podlacza rozne meble, lampki, zaslonki, rolety, lozka, itp...W koncu nasze...niedoskonale, nie zawsze takie jakbym chciala, ale nasze...
No o czym by tu jeszcze...sama nie wiem...
Jak nasz dzien wyglada...W tygodniu wstajemy ok 6.45, ja myje glowe,monsz wygrzebuje sie z lozka.Jemy sniadanko, kanapeczki z bialym serkiem wlasnej produkcji i warzywkami (dziecko platki, najchetniej cynamonowe, ktore przywozimy z Polski bo te dzikusy Szwedzi takich nie znaja...).Jesli monsz ma szkole w domu jedziemy z Mlodym sami, jesli wychodzi jedziemy w trojke.Gubia mnie pod praca, potem Dawid pod szkola.Po 15 Radek zgarnia Dawida, albo Dawid sam sie telebie do domu (teraz to dobre 35 min spacerku...), ja zwykle koncze o 17.Czasem zakupy, czasem gotowanie, jedzenie, pieczenie chlebka,zmywanie, sprzatanie, prasowanie.Zwykle kole 20 zasiadamy przed TV albo kompem, monsz czasem cis dlubie, rozpakowuje, skreca itp. Ja cos tam ukladam, albo haftuje (nie z przepicia, ale krzyzykami),czytam literature fachowa albo kobieca itp. Spac zwykle idziemy za pozno przez co rano zwykle jestem niewyspana, niezaleznie czy halasujemy wieczorem czy nie ;-) (kto nie rozumie przenosni,nie czytal uwaznie calego maila, wiec niech zaluje, cius cius cius...)
W weekendy o ile nie jedziemy na zakupy i monsz mnie nie zrywa bladym switem o 8.30 to ja przynajmniej lubie sie pogniezdzic do 9-9.30.Potem sniadanki,gotowanko i inne pzyjemnosci.Czasem jakies mile spotkanie ze znajomymi, czasem spacer, albo czas we 2oje lub 3oje...Oczywiscie weekendy mijaja duuuuuuuuzo szybciej niz dni robocze.Choc zgodnie z tym co moje baaardziej doswiadczone zyciowo mama i babcia zawsze powtarzaja im czlkowiek starszy tym czas mu szybciej leci.Bo kiedy mi minelo 13 miesiecy pobytu w Szwecji????????????
Ani sie obejrzymy spadnie pierwszy snieg, i nie ostatni niestety, swiat po krotkiej wiosnie, 3 tyg upalow, lecie, ktrorego juz potem nie bylo i mroznej zimie znow przybierze barwe biala (snieg) i czarna (niebo przez wieksza czesc doby zwana dniem), moze przed pierwszym sniegiem ja po raz kolejny skoncze 18 lat, na pewno juz ze sniegiem 9 lat skonczy MOJE DZIECKO (no kiedy, niech mi ktos powie, KIEDY to zlecialo??????), potem przyjda swieta, w tym roku chyba spedzane na obczyznie ( z powodu braku urlopu wykorzystanego na 3 pobyty w Polsce i na urlop ; rodzina by mnie zastrzelila, moze z reszta zastrzeli jak to przeczyta, ale racjonalizuje sobie to tak, ze postaramy sie pierwsza Wigilie w nowym domu spedzic jak najmilej, moze w 3jke, moze ze znajomymi, ktorzy tu zostana, a z rodzina milo bedzie sie spotkac moze przy Nowym Roku, moze w ferie zimowe...Pewnie, ze brak czasem tego osobistego kontaktu, zwlaszcza gdy chorobsko atakuje kogos bliskiego albo realia zyciowe kogos nam drogiego doluja, ale tez i jak juz sie widzimy czasem do glosu dochodza niepotrzebne negatywne emocje, niespelnione oczekiwania, zawiedzione nadzieje, ktore potrafia zatruc te wyczekiwane, wytesknione i tak krotkie spotkania...
Poza tym mam ciiiichutka nadzieje,ze jak chorobsko przycichnie lub wygasnie a okolicznosci zyciowe pozwola to w przyszlym roku choc czesc najblizszych wybierze sie w ta podroz na drugi koniec swiata i nawiedzi nas u nas w domu.Nie moge sie juz tego doczekac i mam nadzieje,ze beda to mile dni wypelnione rozmowami, spacerami i wycieczkami.Na 100% az tak idealnie nie bedzie ;-) ale i tak nie moge sie doczekac. Mam tez nadzieje,ze przyjaciele o nas nie zapomna i pojawia sie tutaj wczesniej czy pozniej, sprawiajac, ze posiadanie pokoju goscinnego nabierze cech sensu i potrzebnosci...
I to chyba na tyle...Bosz... Jesli ktos przeczytal calosc i nie opuscil jednego zdania to niniejszym nadaje mu tytul Wytrzymalca Roku, i oglaszam wszem i wobec ze ta osobe kocham do szpiku kosci za to, ze ma tyle sily, wiary w moje umiejetnosci pisarskie i sympatii do nas.Buziaki i usciski czyli puss och kram.
23:28, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »
No to rzeczywiscie dluuugo mnie nie bylo w swiecie komunikujacych i opowiadajacych co tam u mnie slychac...
Co mam na swoje usprawiedliwienie, jesli wogole cos mam...
Coz ciezko powiedziec.Generalnie to od kilku tygodni, zwlaszcza w ostanim mam poczucie, ze zycie wymknelo mi sie nieco spod kontroli.
Dzis na kursie w Umea robilismy SASB - test zawierajacy kilkanascie pytan, ktory umozliwia stworzenie graficznego obrazy naszego obrazu samych siebie.
Calkiem duzo mi tam wyszlo w zakresie milosci siebie samej, hehe, akceptacji swego zycia i troski o siebie, czyli zdecydowanie pozytywnych cech w takiej ilosci w jakiej je mam, ale rownoczesnie sporo checi zachowania kontroli nad swoim zyciem.Niby jest ona takze w rozsadnych granicach, ale tez jest to jakas wypadkowa, srednia matematyczna z kilku pytan i mam wrazenie, ze jednak czasami jest jej za duzo...
Ale wracajac do meritum.
Wakacje byly juz strasznie dawno temu i tylko zdjecia przypominaja ten slodki okres nierobstwa i lenistwa przetykany paroma wycieczkami i wypadami po okolicy (nie za daleko bo przez wiekszosc czasu upal byl nieznosny, ufff). Zdjec narobilismy cale mnostwo, kilkaset, oczywiscie wiekszosc z nich to np. ujecia basenowe, codziennie prawie takie same czy zdjecia hotelu albo widoczki, cos czego nie wywoluje sie bron boze na papier, ale co fajnie miec na pamiatke i do pokazania znajomym. Wyprobowalismy tym samym nowy, zakupiony w dniu wyjazdu spontanicznie aparat, stary raczyl odmowic posluszenstwa tegoz dnia rano, jego laskawosc tylko, ze nie juz tam na miejscu...Nowy jest podobny, tej samej firmy, ale z bardziej imponujaca liczba mpix (cokolwiek by to nie znaczylo) i z 10x zoomem optycznym - jak na takie malenstwo zblizenia robi boski, co da sie dostrzec np na zdjeciach zachodu slonca nad morzem czy na zdjeciu ksiezyca (a nie byl on wtedy zbyt duzy, to zdjecie na max zblizeniu opt plus cyfr).
Generalnie z samego hotelu,jedzienia jestesmy zadololeni,jedzenia bylo az za duzo i ze skutkami tego bedziemy jeszcze troche walczyc w mrokach zimy.Sprzatanie mogloby byc solidniejsze, ale uszlo.Zycie ratowala nam sprawna klima, dzieki ktorej dalo sie spac, choc staralismy sie nie schladzac za bardzo, zeby sie nie pozaziebiac.
Chorob nie do konca udalo nam sie uniknac.Dawid dzieki Jeep Safari (szumna nazwa wycieczki zorganizowanej glownie dla wydebienia z turystow jak najwiekszej ilosci euro,dolarow,lirow i kazdej innej waluty; widoki w gorach nawet ladne, tzw meczet jakis takie biedniusi, osada nomadow okazala sie domem glownego przewodnika, mowiacego dosc kanciatym angielskim i raczacego nas zabawami rodem z wiejskiego wesela i sprosnymi zartami) nabawil sie okropnego kaszlu - dla uatrakcyjnienia wycieczki prawie caly czas zalogi jeepow polewaly sie woda, wode dostarczono nam w butelkach i chcac nie chcac bo nikt sie nie pytal wszyscy wszystkich zaczeli oblewac.To co bylo w miare fajne przez pierwsze 5 minut, po 5 h przestalo byc, zwlaszcza jak raz dostalam woda z weza (lodowata notabene) w plecy a innym razem woda rozgrzana przez slonce ze zborniczka do mycia szyb innego auta...Generalnie nic co by bylo warte az tylu euro. W kazdym razie Dawid przeszczekal potem dobry tydzien, a dosc ciezko 8-latkowi zabronic na wymarzonych wakacjach np. kapieli w basenie...Na wiecej zorganizowanych wycieczek nie  pojechalismy, stwierdzilismy,ze szkoda nam pieniedzy, wolimy nast razem wykupic sobie jakas objazdowke tygodniowa a potem tydzien plazowania...
Ja zaliczylam pol dnia z bolami brzucha, choc wody z kranu nie pilam, mam natomiast spore podejrzenia ze byla ona i w jedzeniu czasem i w lodzie do drinkow a i szklanki po napojach byly nia splukiwane (bo nie wyparzane przeciez), chlopakow to ominelo, za to Radek dostal jakiejs dziwnej wysypki na brzuchu sami nie wiem czy od morkiej wody czy od kremu do opalania czy jeszcze czegos innego.
No ale to nie bylo az takie dokuczliwe.Zawiodlam sie na organizatorze, kontakt z przedstawicielem biura podrozy ograniczyl sie do powitania na lotnisku i pozegnania w autobusie.
I to tyle.Podsumowujac bylo goraco, smacznie i leniwie.
A potem ciezki i zimny powrot do rzeczywistosci.W Szwecji czekala na nas zimna jesien, temperatura szybko zjechala najpierw w okolice 10, potem 5 a ostatnio w nocy nawet z lekka ponizej zera. W ruch poszly wiec cieple buty, szaliczki, cieplejsze kurteczki i rekawiczki a sukieneczki na ramiaczkach spoczely w przechowalni to nast urlopu...
UWAGA ZACZYNAM O PRACY (bedzie dlugo, kto chce pominac prosze zjechac w dol do ++++ ;-))
Poza tym praca, wyjazdy, kordynacja zajmuja wiekszosc mojego czasu przez ost 5 tygodni.W pracy jako takiej wiele sie nie nabylam, w zasadzie tylko pierwszy tydzien.Potem bylam 4 dni w Sztokholmie na nordyckiej konferencji psychiatrycznej (zakladajac,ze wszystkie wyklady nt ostatnich nowosci w psychiatrii byly wyglaszane w jez. angielskim i tak wiele zrozumialam), 4 dni w Sundsvall (wrocilam po roku do szkolej lawy, by tym razem przez 4 semestry zglebiac w ramach kursu uniwersyteckiego na pol etatu tajniki terapii poznawczo-behawioralnej czyli jednego z nurtow psychoterapii, co jest elementem niezbednym do uzyskania specjalizacji w Szwecji a jednoczesnie ostatnio bardzo modnym tu tematem, wg tutejszego odpowiednika Min Zdrowia w polaczeniu z Naczelna Izba Lekarska psychoterapia jest metoda z wyboru w leczeniu leku i depresji i malym i srednim nasileniu, nawet bez lekow) a teraz od wczoraj do piatku jestem w Umea (dzis kurs w przeprowadzaniu badania obrazu samego siebie, czyli jak pacjent sam na siebie patrzy w zaleznosci od choroby na ktora cierpi, ze szczegolnym uwzglednieniem zaburzen odzywiania a jutro i pojutrze podsumowanie tworzenia regionalnych programow opieki w zab. odzywiania, ktorego to programu notabene jeszcze nie zdazylysmy z kolezanka do konca napisac...)
Najwiecej pracy i dlugofalowego wysilku czeka mnie z tym drugim wyzwaniem, czyli kursem psychoterapii, po tutejszemu steg ett i KBT (kognitiv-beteende terapi) czyli pierszym stopniem wtajemniczenia w temat. Nie wiem jeszcze czy wyobrazam sobie siebie jako psychoterapeute, tak bardzo ta jednak mocniej humanistyczna choc i tez naukowa dzialka rozni sie od tego co robie na codzien, czyli stosowania lekow albo zmniejszajacych nasilenie objawow, albo usuwajacych przyczyne (w psychiatrii wlasciwie rzadko). Nie powiem, ze kurs zaczynam tylko z musu (choc czasowo jestem przymuszona zaczac go JUZ teraz, akurat zorganizowano go tylko 100km od miejsca mojej pracy co zmniejsza ilosc koniecznych dojazdow, oszczedza czas i pieniadze pracodawcy - taaa bo wiecie, tu taki kurs, niezaleznie czy robiony obowiazkowo do specjalizacji czy z wlasnej, nieprzymuszonej woli i od dawna wyrazanej checi, robi sie mimo oszczednosci i ciec, na koszt pracodawcy; z kasy sluzbowej oplacilam sobie ksiazki, w tym kilka z Polski, pracodawca daje auto sluzbowe lub zwraca za inny srodek dojazdu, placi za hotel, zwraca za jedzenie itp...no i caly kurs odbywa sie w godzinach pracy...plusy mojej tu sytuacji uswiadomila mi kolezanka z roku z Wroclawia, a potem z pracy w Z., ktora na kurs w Wawie dojezdza w weekendy, oplacajac wszystko, dojazd, nocleg, jedzenie, ksiazki i jeszcze placac niemale pieniadze za sam kurs...), ,,, troche dluga dygresja mi wyszla, wiec nie tylko z musu, ale i z ciekawosci... A ze pierwszego pacjenta z rozp. zaburzen lekowych mamy miec wlasciwie od razu (oczywiscie pod nadzorem, bedziemy spotykac w kilkuosobowych grupach naszego handledare, czyli w dowolnym tlumaczeniu trzymajacego za raczke a odpowiadajacego superwizorowi po polsku, co 2 tyg, bedziemy nagrywac sesje terapeutyczne, nasze zachowanie, sposob stawiania pytan, formowania takiej sesji bedzie na biezaco oceniany plus dostaniemy wsparcie w tym, co robic dalej i jak...) wiec dosc szybko sie przekonam z czym to sie je...
Oczywiscie jeszcze przed rozpoczeciem kursu musialam sie zaczac wczytywac w literature, jedna ksiazka po szwedzku juz prawie przeczytana, druga, ktora Szwedzi musza przeczytac w oryginale po angielsku a ja mam to szczescie,ze znalazlam polskie tlumaczenie - jest przeczytana  w jakiejs 1/3... Nie koniec na tym, do konca semestru jesiennego, ktory tu trwa do Swiat Bozego Narodzenia powinnam przeczytac jeszcze z 3-4 niesamowicie niezbedne ksiazki, z czego jedna czy 2 po angielsku, po kilkaset stron kazda, aaaaaaaaaaaaaaaa...Odpada, normalnie nie ma szans, nawet zakladajac ze moj angielski bierny nie jest taki zly jak sadzilam...
Jakby tego wszystkiego malo bylo to jeszcze wiadomo, trzeba w koncu skonczyc pisac ten program leczenia zab. odzywiania, zeby szef nie powiedzial ze nie wywiazujemy sie z podjetych zobowiazan, no i poza kursem, handledningkiem i pacjentami lekarskimi i terapeutycznymi znalezc czas na robienie specjalizacji i na rodzine, urzadzanie domu, odpoczynek, samorealizacje, poznawanie siebie, schudniecie, wypieknienie... i zmadrzenie buehehehe...
Moja kolezanka po fachu, aktualnie z brzuszkiem i na zwolnieniu, remontujaca dom, do ktrego za chwile sie przeprowadzaja i spodziewajaca sie powiekszenia rodzinki na przelomie listopada i grudnia podsumowuje to, ze nam sie tu w Szwecji w dupkach poprzewracalo, ale faktem jest, ze tu sie pracuje w tygodniu uczciwie swoje 40 godzin, nie ma zadnego szemranego wychodzenia wczesniej czy kombinowania.To sprawia,ze pracuje sie generalnie od 8 do 17, bo w tych godzinach pracuje nasza poradnia.Oczywiscie w tym jest godzina dziennie przerwy na lunch a jako ze sami teraz sie rejestrujemy w systemie to ja ja sobie skracam do pol godziny i codziennie zarabiam pare minutek, ktore jak mi sie uda zgromadzic moge sobie potem odebrac jako wolny dzien.Raz w tyg mamy prawo wziasc z czasu pracy godzine na sport, spacer itp, co skrzetnie i dosc czesto wykorzystuje. Poza tym mam wywalczone z szefem prawo do 4 h czasu na nauke, ktory sobie odbieram w piatki, dzieki temu bedac w domu po 12, nawet jesli kolejne pare godzin spedzam uczciwie z nosem w ksiazce...
Ale juz np. bedac na stazach gdzies indziej musze dojezdzac poza czasem pracy, albo jesli miejsce jest dalej przebywac tam w tygodniu, wracajac do domu na weekendy.A kroi mi sie dobre 1,5 roku roznych stazy, przy czym z braku studierektora, czyli osoby, ktora ma sie zajac pomoca w administracyjnym zorganizowaniu takich spraw i z braku innych specjalizujacych sie w Kramfors, nikt dokladnie jeszcze nie wie co, gdzie, ile i kiedy.Pewnie ok. 9 miesiecy w Solleftea, czyt dojezdzanie 30min latem, 45 zima w jedna strone a reszta w Sundsvall (100km), Umea(ponad 200) lub Ostersund(tez ok.200), czyli pobyt poza domem w tygodniu, powrot na weekendy.Bomba, co nie???Zakladajac ze jeszcze jakies kursy kilkudniowe w miedzyczasie i psychoterapia na tapecie, zajmie mi to wszystko nie 2 lata jak powinno, ale minimum 3 jak nie 4...Musze sie zebrac w sobie, bo pewnie niedlugo spotkam sie z szefem, zeby to przedyskutowac a on latym przeciwnikiem czy tez patrzac optymistycznie partnerem do rozmowy  nie jest... No ale ja sie rozbestwilam, zapisalam sie do zwiazkow zawodowych i mam nadzieje,ze uda mi sie uzyskac cos konkretnego...
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

 

23:27, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »