O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
sobota, 29 października 2011

Moj brat po czasie dosc dlugim zebral sie na napisanie dalszej czesci swojej relacji z wakacji u nas, co niniejszym zamieszczam celem nalezytej refleksji ;-)

"  Witajcie !
Przepraszam za to, iż tak długo zbierałem się do tego, aby opisać drugą część moich wojaży po Szwecji i nie tylko. Jak zapewne wiecie, niestety, umarła Nasza Babcia. Nie tylko ze względu na to, ale moja pracę i związane z nią doświadczenia winienem dalszy ciąg szwedzkich opowieści. Dawidek bowiem jakoś niezbyt chętny był, aby rozstać się Rodzicami. W sumie wcale Mu się nie dziwię, albowiem zarówno Mama, jak Tata się udali... ;-). Podążyliśmy pociągiem do Sztokholmu... Nawet konduktor nie miał 
żalu o to, że Dawid siedzi obok mnie, bo mu po angielsku wytłumaczyłem o co chodzi. Wielkie dzięki dla szwedzkich kolei za wyrozumiałość... Dotarliśmy na lotnisko Skavsta, a następnie do Polski. Żadnych kierunkowskazów w stronę przystanku autobusowego. Za to przed głównym wejściem kłębili się taksówkarze...Jakby się kto pytał Lotnisko Międzynarodowe im. Lecha Wałęsy... Koniec języka za przewodnika... Dotarliśmy na Dworze Główny, który notabene znałem ze swojego szkolenia do wiadomych służb. 
Tam zetknąłem się nie tylko z chaosem kas sprzedających bilety na określony RODZAJ pociągów, lecz także prozaicznym problemem tzw. siku. Okazało się, że działa tylko 1, wysoko płatna, toaleta !!! A w MacDonaldzie "przybytku zadumy" nie uświadczysz... Z opóźnieniem dostaliśmy się do Słupska, skąd już samochodem podążyliśmy do Ustki. Przetrwałem tak dwa dni, a potem PKS-em podążyłem w kierunku stolicy... Zameldowałem się na stacji kolejowej Warszawa Zachodnia około ósmej nad ranem, a koncert, 
m.in. Metalliki, miał się odbyć wieczorem. Zatem zorganizowałem sobie czas i podążyłem na Lotnisko Bemowo. To była iście magiczna noc, bowiem spełniłem największe ze swych muzycznych Marzeń. Następnie darmowym autobusem zmierzyłem w stronę Dworca Centralnego. Okazało, się, iż Polska Kolej Państwowa, wraz z innymi spółkami, zafundowała nam czterogodzinny postój. Zatem do 6-ej nad ranem siedziałem na peronie... Przydało się jednakowoż kolejarskie pochodzenie po ś.p. Babci i Mamie (żyjącej na 
szczęście wciąż!!!!), bowiem doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, gdzie konkretnie zatrzyma się wagon, który mnie interesuje... Do Legnicy dotarłem bez większych perturbacji. Zatem nie pozostaje mi nic innego jak tylko pogratulować wytrwałości, skoro Szanowne Czytelniczki i nie mniej Drodzy Czytelnicy, dotarliście do tego momentu mej sagi. Ogromne dzięki Mojej Siostrze, Szwagrowi, Dawidkowi, jak również wszelkim Polakom oraz miejscowym Szwedom za, niezwykle miłą atmosferę, w jakiej odbyłem 
swój urlop !!! Jakby co, polecam się na przyszłość...;-)
 "

00:25, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 października 2011

... o ile jest taka jak w tym roku... co prawda po szwedzku chlodna, ale sloneczna, w dzien jeszcze sloneczko grzeje ociupinke... Swiatla nam potrzeba, swiatla, dzieki temu jakos sie bardziej chce wstac, zyc, pracowac (choc tobez fanatyzmu naturalnie, hehe...)

Ale ze juz koniec pazdziernika, wiec nie mamy wielkichnadziei,ze snieg kaze nam na siebie dlugo czekac...

Staz na internie formalnie zakonczony bedzie jak dostane podpisane zaswiadczenie, ktore jutro zamierzam zaniesc...Kursy odbyte. Pierwszy byl z psychoz, nawet intesresujacy, ale mocno nastawiony na pozalekarskie metody leczenia,no ale udalo nam sie wydebic pare ciekawostek nt lekow. Nienajgorsze miejsce (chyba jakies w Szwecji znane, bo mi kolezanki Szwedki go zazdroscily),nazywa sie Grythyttan, niezle jedzonko, ale troche za duzo zadecia, wiecie z cyklu im lepszy czyt. drozszy lokal tym wiekszy talerz a mniejsza porca, hehe... aaaa i dluzszy okres oczekiwania od przystawki do dania glownego i od dania glownego do deseru... Zestaw wina czyli 3 kieliszeczki bez dolewek 350sek, czyli jakies 150-170zl...Podziekuje, lekkie darmowe piwko starczylo... Aaaaaaaaaaaaa na plus jednakowoz, w porownaniu z kolejnym kursem zapisuje,ze zarcie bylo zapewnione na 100%...bo juz na kursie z psychiatri transkulturalnej (kurde nawet nie wiem czy po polsku jest taka psychiatria, po polsku nazwalabym ja miedzykulturowa) byla tylko swieta szwedzka fika czyli kanapka z kawa/herbata dopoludnia i ciastko z tymi samymi napojami popoludniu... i...aaaa kolacja, na koszt wlasny, z wykladowcami... hehe...wiec ja zjadlam ze znajomymi, przeprwadzonymi z polnocy do stolycy i obecnie zaciazonymi ;-)

W poniedzialek autem STowym z 3 ST-lakare czyli lekarzami na specjalizacji z psychiatrii...na kurs liderowania sobie pojechalismy,nuuudy byly, ale pozyteczne,o strukturze naszego pracodawcy czyli landstingu, o tym jak sie rozgrywa ustalanie i podwyzki pensji, jak sie odbywa prioryterowanie w sluzbie zdrowia itp...aaaaa...

No a we wtorek pobudka 5.50, 6.50 wyjazd, o 8.00 parkowanie i juz o 8.30... okazalo sie,ze nikt z obecnych nie wie,ze w dniu tym moja skromna osoba pojawia sie na naurologii... W zwiazku z tym kole 9.00 zawinelam sie i juz kole 10.00 bylam spowrotem w mijanym przed 8ma Harnosand, zainstalowalam sie u znajomego, ktory 3 dni w tygodniu tamze lokalnie przyjmuje...ufff... odtajalam i juz potem bylo lepiej. W srode w Svall,ale juz oczekiwana, dzis w Harnosand, z tymze samym kolega... Czuje sie nieco zneurologizowana, hehe...

Na dzis koniec, czas ucieka, a ja jeszcze moje zaswiadczenia musze wypelnic... PAAAAAAAAA...

23:13, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »