ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
poniedziałek, 29 października 2012

Zblizaly sie, przyszly, przeszly i juz jestem piekna, 35letnia.

Nie powiem,zebym odczula jakas drastyczna zmiane, przejscie na druga strone granicy blizej 40tki. Z drugiej strony jakis tam ciezarek jest - no niby gdyby mi sie psim swedem lub z pomoca naturze udalo w ciaze jednak jeszcze zajsc, co wbrew pozorom i natchnionej wierze niektorych znajomych nie jest to sprawa li tylko chcenia, to juz bym podlegala chyba pod badania prenatalne, jako kobieta w wieku prawie podeszlym... Buuu...

Menszus sie postaral,zeby dzien w wiekszosci w pracy spedzony, bo wrocilam po 18, jednak byl udany. Po powrocie czekaly na mnie kwiaty od niego i od Rodzicow, prezenty od mensza (tajmnica, ciiii), Mamy i Taty - piekna kompilacja zdjec z mojego zycia, piekne serce od syna, a na dole czekala skrecona, nowa, wyyyyygodna kanapa...

Zanim jednak na niej zasiadlam zdmuchnelam swieczki na torciku przygotowanym przez mensza, dietowym w dodatku. Pierwszy raz cos upiekl i od razu sukces, tak ksztaltowy jak i smakowy, choc twierdzil,ze kuchnia w trakcie dzialan przypominala pole bitwy, hehe... Czego potiwerdzic nie moge bo nie widzialam a przy produkcji wersji XXL na sobotnie obchody z przyjaciolmi sytuacja juz byla pod kontrola.

Tort

Kwiaty 1

 

Kwiaty 2

Zdjecie

Kanapa

 

W pt siedzialam w domu i naukowo zajmowalam sie przygotowaniem jedzonka gdy tymczasem swiat poza domem pokrywal sie biela... Tak, tak w tym roku znowu zima zaczela sie w pazdzierniku. O dziwo nie tylko w Szwecji, ale w prawie calej Europie, choc w Polsce czy na Wegrzech jeszcze nieco ponad tydzien wczesniej byla piekna zlota jesien i ponad 20st ciepla. Tutaj byl to jednak mniejszy szok, choc i niektorzy Szwedzi, vel Polacy tutejsi mieli jeszcze w pt letnie opony. No a dzis powrot do domu zajal mi ponad 1,5 h, zamiast 1h 10min bo padal mokry snieg, mokry snieg i bloto posniegowe lezaly na drodze i bylo bleeeee, zero mozliwosci przyspieszenia, nosilo aitem po drodze i w ciagu 100km udalo mi sie wyprzedzic 3 auta na szerokim odcinku...

A nie moglo juz poczekac do  nast czwartku, kiedy KONCZE dojezdzanie, JUCHU!!! Jeszcze 6dnix2x100km, 1200km do zrobienia i bedzie koooooniec. Koniec dojezdzania, koniec stazowania, koniec specjalizacji, pozostanie zebranie papierow i znalezienie chetnego do podpisania ... I poczatek powrotu na stare-nowe smieci po zmianach, bez 2 lekarzy i z 1 starym-nowym, z nowymi ukladami i wkrotce nowa pozycja, odpowiedzialnoscia, zakresem obowiazkow i pensja... Bedzie co ma byc, nie mysle o tym narazie. Jak Scarlett O`Hara pomysle o tym pozniej...

19:03, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (7) »
wtorek, 23 października 2012

No to mamy juz rezerwacje. 22 na 23 grudnia plyniemy do Gdanska, 23go wieczorem bedziemy w Legnicy.
A spowrotem z Gdanska 2go stycznia i 3go jestesmy w Szwecji.
Pozostaje zaplanowac, co, gdzie, kiedy i z kim ;)

Tylko czy jest z kim planowac? Swieta to wiadomo,ze z rodzina, ale po swietach moze sie okazac,ze az tak wielu osob nie ma,zeby wypelnic ten krotki czas. I miec z kim spedzic Sylwestra... No ale skupimy  sie na zakupach i na oporzadzeniu samochodu...

11:55, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 października 2012

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1531307,1,skutki-nizu-spolecznego.read

Czytam, kontempluje i ... ciesze sie,ze mieszkam w Szwecji... Mimo pewnych minusow jestesmy teraz w Panstwie, ktore juz to przerobilo, odkrylo, zadoptowalo sie i mimo swych wad ma sie niezle w ogolnym nawracajacym kryzysie... Idem czytac dalej a artykul polecam, tylko nie czytac w depresji ;) bo sie mozna zdolowac...

23:02, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 października 2012

Weekend minal pod znakiem milego spedzania czasu w przemilym towarzystwie. Juz w pt po Radka pracy (przepracowal 5 dni 2tyg temu, 4 w zeszlym, 5 w tym przepracuje i na pewno 3 nocki ma miec w nast, wiec praaaawie na caly etat) pojechalismy do Tarasiuczkow... w ostatnim czasie i my w ciaglych rozjazdach miedzy pracami  i czasami sie mijamy a i ich zycie przyspieszylo, on masuje, ona studiuje i troche wikariowala, wiec rzadko sie widywalismy. No ale wikariowac nie bedzie bo BEDZIE TRZECIE TARASIUCZATKO!!! Zarazili sie haha, pilnujac synka znajomych, widzac swoich chlopcow jak sie nim slicznie zajmuja, nie strzymali presji psychicznej i sie postarali skutecznie. Jeszcze raz ta droga OGROOOOOMNE gratulacje kochani, 3mamy kciuki za malo rzyganka, malo tycia i innych ciazowych przyjemnosci... No i pomyslne rozwiazanie, ale to dopiero w czerwcu. Dzieki ich zaciazeniu w odwiedziny ma przyjechac brat Anitki, z cora swoja a Dawida bliiiiska przyjaciolka Nikola, 3maja kontakt od zeszlych wakacji, wiec znowu siemoze spotkaja ;)

A w sb swietowalismy Anitki urodzinki, bylo milo, prawie jak rodzinnie, w nie za duzym gronie. Dzieci sie bawily, skakaly i tanczyly do gry ruchowej na Kinect, ta czesc konsoli to IMHO swietny wynalazek i coraz mocniej zastanawiam sie nad sprawieniem sobie Zumba na PS3 Move...

Z goszczenia sie pojechalismy pierwszy raz od dawna na shopping do Birsta, ale tylko kilka sklepow bo i czasu brak i funduszy nie za wiele. Kupilismy Raduskowi karte pamieci do nowego telefony, troche kabelkow duperelkow, spora kaske jak zwykle zostawilismy na nic w Ikea, m.in. lampki nowe na dol, coby mroki jesienne nieuchronnie w zimowe przechodzace (w nd rano lezal snieg...) rozjasniac. No i posprawdzalismy kanapy, wybralismy jedna i dzis zamowilam, Kivik sie nazywa, bedzie wygodna, czerwona i z podnozkiem... Cena wygrala, za 9000 zamiast za 17000 w lokalnym sklepie... Coz... Wykonanie moze ciut gorsze, ale ma sluzyc tylko do gniezdzenia sie przed tv i nie mam ochoty tak czy siak patrzec na ta sama kanape niewiadomo jak dlugo...

Ma przyjechac 25 pazdziernika, no ideaaaaaalny prezent na 35te urodziny nieeee???

A wyprawa do Clas Ohlsson zaowocowala zakupem odniezarki, mam nadzieje,ze Radek utrzyma tendendcje do pracy na prawie caly etat, na pewno na sie przyda, jak nas zasypie... Wtedy kolejnym zakupem bedzie nowa pompa ciepla, dmuchawaa znaczy sie w funkcja grzania, bo ta na dole juz ledwie dziala a jak nas nie ma nie bedzie kiedys rozpalac kominka...

W kategorii zakupow jeszcze dzis zamowilam bilet 10przejazdowy do podzialu dla nas i znajomych, no czas myslec o swietach BN...

Za pol godzinki taxi, potem nocny pociag - Stockholm here I come!!! Kurs z psychiatri dzieci i mlodziezy dla psychiatrow dla doroslych... chlopaki musza sobie znow poradzic sami do czwartku.A ja spotkam mam nadzieje znajomych i poznam ich coreczke, ktora skonczy wkrotce pol roczku...

Mialam lekki kryzys okolociazowo-dzieciowy na imprezce u Anitki, bo jej wiesci na calego ruszyly dywagacje kto jeszcze tak, kto juz nie i dlaczego itp... Znajoma widzac moj wpis na fb o tym,ze na imprezce beda dobre wiesci zaczela rozsiewac podejrzenia,ze moze ja jestem w ciazy, inna pociagnela temat w dosc malo delikatny sposob, w stylu jak zwykle o odstresowaniu, zmianie diety i na pewno da rade... taaa... jak sie tego slucha od 6 lat jakos ciezko w to uwierzyc i sie dalej radosnie usmiechac. Chco same wiesci mnie przyjemnie zaskoczyly i z nich strasznie sie ciesze, to mnie to juz raczej nie jest pisane.

Coz... kazdy ma od losu swoja porcje dobrego i zlego, moze mnie cos innego dobrego czeka... choc pewnie tez i troche zlego, oby nie za wiele...

Ech, ide sie zbierac...

22:58, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 października 2012

Dzis dostalam zaswiadczenie o zaliczeniu zarowno kursu naukowego jak i mojej slawetnej pracy naukowej do specki - wraz z zyczeniami powodzenia od opiekuna ;)

Niniejszym tenze juz w sumie przedostatni etap mojej przydlugawej specki uroczyscie uwazam za ostatecznie zamkniety!!!

Czas swietowac, ale z kim by tu ... hmmm... 

A poza tym to zycie pedzi. Urlopy swiateczne pomalu sie krystalizuja... Monsz 3ci tydzien z rzedu bedzie pracowal w zasadzie na 100% i w kolejnym tez sie juz 3 dni a wlasicwie noce kroja...

21:52, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 października 2012

Haaaaaaaa... Moja praca naukowa została przyjęta w całości, bez poprawek i zaliczona, Juuuuuuppiiiii!!!

Dostalam pisemna ocene od egzaminatora: "Ważne pytanie, ciekawy i intrygujacy temat i wiedza niezbędna do procesu rekrutacji, jesli ma byc udany, interesujące wnioski rodzące kolejne pytania..."

Nic nie musze uzupelniac, to KONIEC!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Noooo prawie, czekam na zaswiadczenie!!! Ale jak ja sie ciesze!!!!

Niestety poza tym w grajdolku bez zmian... Dalej nic nie wiadomo konkretnego, kto bedzie pracowal w mojej poradni, no oprocz mnie oczywiscie... Ani kto mi podpisze papiery specjaizacyjne...

Narazie dostalam wczoraj maila od szefa, po tygodniu odp na moj mail. Napomyka ze w grudniu bedzie ciezko o wolne, ma obsade do poczaku grudnia a potem jestem pewna tylko ja. A ja nie chce byc pewna, bo my w Swieta planowalismy jechac do Polski i latwo z tych planow nie zamierzam rezygnowac... Ale będzie ciężko...

Poza tym napomnkal, że po powrocie będą oczekiwali, że podejmę już obowiązki jak specjalista, co to oznacza w praktyce jeszcze mi nie wyjasnil, ale o tym czy załatwił kogoś do podpisania moich papierów albo o pensji podobnej do specjalisty jakoś nie wspominal...Taaa...Zaczynam sie zastanawiac, czy jemu az TAK BARDZO zalezy tu na czasie, w sumie jakbym sie zgodzila pracowac JAK specjalista za pensje lekarza w trakcie to byloby idealne rozwiazanie dla niego... A postawic sie... skoro on TEZ musi podpisac moje papiery??? I od jego energicznego szukania zalezy w duzej mierze to, czy ktos mi moje papiery podpisze???

Ten facet mnie czasami rozwala. Szefowie są różni, wiadomo, ale on ani jakiś razaco inteligentny, choc nie glupi, niezbyt wygadany, choc niby gada,pra czysto ludzko to flejtuch oooookropny i niereprezentacyjny absolutnie... Szczytem było jak sie go z Niamka wstydzilysmy, kiedyś na zaplanowane spotkanie z 2 babkami koordynujacymi działania całej psychiatrii w płn Szwecji przyszedł w starych wytartych spodniach i w bluzie z plama na środku.

Że problem z obsada lekarska jest to on nie może nie widzieć, bo od dawna bylo wiadomo,ze za chwilke tak bedzie i tylko nagle znikniecie mojej opiekunki specjalizacji nastapilo cokolwiek niespodziewanie... plus że wszyscy mu to wielokrotnie powtarzali, ze mną na czele.

Jakąś próbą rozwiązania było 4 lata temu ściągnięcie tu mnie i Niamki ale że on sam wpadł na to to ja średnio wierzę, a że nie przemyślał to na pewno. W dodatku trafił na dwie uparte kozy, które się wspierają i lubią. Mogłoby już nas tu dawno nie być z tym jego podejściem do wielu spraw, jeśli jedna z nas będzie miała dosyć podejrzewam, że druga długo tu nie wytrzyma... Albo zostaniemy obie i podzielimy się etatem szefa, hehe... Uzupełniamy się dość dobrze... I chyba mamy kazda osobno wiecej zapalu i energii niz nasz szef...

W każdym razie na tym zadupiu nikt normalny nie chce chyba pracować, niedobór psychiatrów jest w całym kraju a szczególnie na północ od Sztokholmu... Nie pomaga w tym ogólnoszwedzkie podejście, wszyscy mają mieć po równo, bo czym by tu sciagnac do wiochy lekarzy jak nie jakas zacheta... a do tego przynajmniej dla mnie moj szef jest ciężkim partnerem do rozmów, nie nadajemy na tej samej fali... Nie umiem z nim rozmawiac po prostu... I juz sie boje jak sie to skonczy...

Radek w tym tygodniu pracowal juz 3 dni, jutro tez pracuje w Hsand. Oby tak dalej, choc nieprzewidywalnosc czasu pracy jest dobijajaca...

A jutro rozmowa rozwojowa czy jak tam przetlumaczyc termin utvecklingssamtal z Dawida wychowawczynia, taka indywidualna wywiadowka...



20:05, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (6) »
czwartek, 27 września 2012

Nu i sie zoponentowalam.

No bo ciezko nazywac do wielkoslownie obrona, nie byla to wszakoc praca magisterka a jedynie naukowa. Oczywiscie, praca moja cudna i niepowtarzalna, w calosci tzw. jakosciowa czyli opisowa, co oznacza iz w przeciwienstwie od wiekszosci innych calkowicie bez cyferek a za to z ogrooooomna iloscia slow, byla absolutnie najdluzsza.

Po ciezkich bojach, jekach, kwekach i krzykach rozpaczu oraz mekach jak na szafocie udalo mi sie ja skrocic z 50stron samych cytatow, po 49 stron pracy pierwotnej i w koncu az do 45 stron koncowego tekstu. Odliczajac str tytulowa, spis tresci, przypisy i zalaczniki do przeczytania i tak prawie 40stron.

Moja oponentka, ktora okazala sie byc jedna z osob z ktorymi rozmawialam, ale zachowalysmy ten fakt w tajemnicy, miala wiec nielatwy orzech do zgryzienia, z drugiej strony sama jest imigrantka, wiec nawet gdyby nie to,ze praca byla oparta na jej slowach po czesci, mysle,ze bylaby zainteresowana trescia.

Inni pewnie nie przeczytali, ale reakcje na nasza dyskusje byly dosc zywe, lacznie z tym,ze dostalam pytania czy zamierzam to upublicznic w jakiejs formie, ze dobrze byloby wielu szefom Szwedom uswiadomic pewne sprawy... Kto wie, wiele zalezy od tego czy moi rozmowcy tzn inni lekarze beda tego chcieli, zeby och slowa i moje do nich refleksje upubliczniac...

W kazdym razie od mojego szefowstwa takich zachet nie mialam, nawet jakiegos zainteresowania tym, o czym pisze nie bylo... Wiec tu pozytywnego odbioru sie nie spodziewam. No ale egzaminator wbrew moim obawom nie mial zadnej miazdzacej krytyki, dopytywal tylko dlaczego za wszelka cene podkreslalam,ze staralam sie byc obiektywna, skoro to nie praca ilosciowa, statystyczna a ja jestem ekspertem w temacie i to nie mialo byc wcale obiektywne a zwyczajnie prezentowac pewne fakty, mysli, przezycia tych konkretnych osob i moje na ich temat refleksje. No to sie zamknelam i juz nie upieralam sie przy swoim obiektywizmie, ktory i tak byl znikomy, hehe...

CDN... jak przekaze reszcie osob prace do przeczytania i pogadam z nimi czy robimy z tym cos dalej... Tak czy siak czekam teraz na opinie pisemna a jak bedzie pozytywna to na zaswiadczenie, bedace jednym z ostatnich do specjalizacji. Kwestia podpisania specki wisi... tak,zeby nie bylo pytan, gdyby ktokolwiek z moich kilku czytelnikow mial je...

Co do tytulowej pilki noznej, syno moje zakonczylo swoj 2gi sezon w druzynie Kramfors Alliansen dla chlopakow 2000. W zeszlym roku grali razem z rocznikiem 2001 w jednej druzynie, w tym roku zas bylo ich na tyle duzo, ze podzielili brygade na dwie na stale i obie druzyny graly w jednej lidze, division sie to tu zwie.

Chlopaki dostali 2x w dupe od mlodszych kolegow, aaaaaau jak to bolalo, hehe... ale na charaktery moze im dobrze podziala, przegrywac tez trzeba umiec. Mimo to, tamci zajeli 3 a nasi PIERWSZE miejsce w grupie juhuuuuuu... CUUUUDNIE.

Nie zeby sukces w duzym stopniu byl indywidualnym dzielem Dawidka, ktory jednak znacznie sie poprawil i kondycyjnie i sprawnosciowo i koordynacyjnie, lepiej sie odnajduje na boisku i ma nawet swietne podania wspierajace. Pomocnik z niego prima!!! W koncu to jednak gra zespolowa i kazdy sie przyczynil, nawet jesli nie zdobyl bramek wielu...

Dumna jestem, zwlaszcza, ze wspieralam i myslowo i slownie i osobiscie i grilujac hamburgery i sprzedajac lody, kawe, ciastka, hot dogi (przez dziecko czule nazywane hopdogami) i tosty, hehe... No to moge byc dumna prawda???

Pilkarz

 

Czas spadac do domku, dla mnie zaczyna sie w sumie weekend bo w pt nie jezdze do pracy... Weekend z imprezka urodzinowa i basenem, wiec na pewno przyjemny. A Radek konczy w sb praktyke i juz mu napomykaja o zastepstwach w Hsand i Kramfors, wiec z tej strony tez mi dosc dobrze. hehe... I tak MUSI byc, bo jesien idzie i nie mam zamiaru poddac sie depresji... No nie calkiem w kazdym razie!!!

I juz mam plany na Wielkanoc, JUPPIIII x2, lecimy do Amsterdamu i pod Amterdamem koczujemy u naszych znajomych znanej Iwki, jej syna Michala i jej sambo Andrzeja, czlowieka talentow plastycznych ogromnych...

niedziela, 23 września 2012

http://www.tvp.pl/vod/audycje/kulinaria/maklowicz-w-podrozy/wideo/szwecja-skania/8420222

Maklowicz wiosna zawital do Szwecji, wlasnie ogladamy sobie nagrany odcinek z Ystad, kolejne w nastepne niedziele. Zapraszam ;-) sama sie wiele dowiaduje...

21:03, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 września 2012

Szwedzka jesien

Idzie mroz... czuc jego zaczatki w powietrzu coraz bardziej.

Dzis siedzialam sobie popoludniu na tarasie owinieta kocykiem. Slonko jeszcze przyswiecalo chwilami i wtedy moglam sie nawet z kocykaa rozplatac. Ale jak zaszlo to brrr...

W przyszlym tygodniu zapowiadaja wt,sr przymrozki w nocy.

W takich momentach brak mi pieknej polskiej zlotej jesieni. Ta jesien tu jest inna, zimniejsza, ciemniejsza, choc jednoczesnie w zupelnie innych barwach...

Jesien

19:36, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »
środa, 19 września 2012

No i tak siedze sobie dzisiaj bezpacjentowa na BUP czyli na psychiatrii dzieci i mlodziezy. 2 pacj mialam miec ale obojgu termin nie pasowal i w zeszlym tygodniu sie przebukowali, a juz bylo za malo czasu,zeby kogos wsadzic w ten dzien. Poza tym od 11 do 15 mialam akut tid czyli jakby przyszedl jakis pacjent na ostro to ja i jeszcze jedna osoba bysmy go wziely. Ale nikt nie przyszedl.

Jako wiec, ze MOJA PRACA NAUKOWA JEST NAPISANA JUHUUUUU i zakceptowana i w nastepny wtorek bede sobie oponowac na jej temat, tak cos jak obrona, tyle ze parami, z cala grupa i egzamiatorem sluchajacymi, a wiec jako ze jw, to sie zajelam czym innym, mianowicie zaliczeniem testu na kurs, ktory juz za kilka tygodni. Kurs jest tez z psych dzieci i mlodziezy, wiec tajming idealny. Mam juz taka technike, ze poczytam cos tam, lece test a potem doczytuje co mi brakowalo lub co mnie interesuje. na przeczytanie wszystkiego co nam ambitnie daja, a czesto jest to kilkaset stron i nierzadko czesc po ang, zwykle czasu nie ma szans mi starczyc. Za drugim podejsciem zabraklo mi 1 prawidlowej odp, grrr... ale za 3x juz bylo na 95% a trzeba na 80%,zeby zdac. oczywiscie czesc pytan sie powtarza... W sumie dobrze, bo mam teraz fajna baze pytan do przejrzenia i dla nastepnego pokolenia czyli Niamki. Kto wie czy jej dam, jesli bede jej opiekunem specjalizacji to nie bede mlodziezy deprawowac, hahaha...

Apropos wspomnianej pracy, zabrala mi 2 dni z zyciorysu teraz, pisanie, poprawianie, skracanie, kondensowanie i bleeee... a wiele wiecej wczesniej, jak dostane do reki zaswiadczenie to sie ze szczescia pojde upic. Nie wiem gdzie, kiedy ani z kim ale pojde, hehe...

W sprawie specjalizacji status quo polegajace na tym,ze moja opiekunka spec jest nieosiagalna. Zyje, byla widziana w poradni gdzie zabierala cos ze swojego pokoju, ale nikt jej nie szczapil. Jej skrzynka sluzbowa pocztowa przestala istniec, podejrzewam ze w zwiazku z tym,ze sie wypowiedziala i oficjalnie przeszla na emeryture z dniem 1 wrzesnia...

Czas wiec przejrzec stare kalendarze, wypisac zaswiadczenia i odbytym stazu w poradni za wszystkie okresy a potem pozostaje zobaczyc czy podpisze ostateczne zasw o uznaniu specjalizacji, bez ktorego nie mam jak wyslac papierow. Na szczescie mnie zalezy na tym rownie bardzo jak mojemu szefowi, ktory ma narazie problem obsady lekarskiej specjalistycznej rozwiazany do grudnia, ja wracam w polowie listopada i byloby mu na reke,zebym juz mogla wyslac papiery i pracowac-jak-specjalista... Ciekawe czy rownie chetny bedzie,zeby mi za ta prace od reki dac pensje-jak-specjalisty... Jak mawiaja Szwedzi vi-få-se (wifosie)... czyli sie okaze, zobaczy...

Wczoraj bylam na zebraniu rodzicielskim. Dyrektor, tu rektorem zwanym udzielil nam troche ogolnych informacji m.in. nt planowanej budowy nowej szkoly, ktora docelowo od 2014 roku ma przejac wszystkich uczniow klas 1-3 a nasza szkola ma byc wtedy dla klas 4-6, co juz nas nie zdazy dotyczyc bo wtedy Dawid przejdzie juz do klasy 7...Potem rektor sie pozegnal, bo przenosi sie do Åre, takie szwedzkie Zakopane... Szkoda, lubilam go, stosunkowo mlody, przystojny no i zaczynal w szkole w tym okresie, kiedy my sie przenieslismy do Szwecji...

Teraz dostajemy rektora z innej szkoly, z ktorego synem moj syn gra w pilke nozna ;-) ma sie te znajomosci na wsi, nieeee? Dawid ma ost tydzien treningow w noge i w nd ostatni mecz a juz w tym tygodniu zaczely sie treningi pilki recznej, na 2 byl, wiec ten tydzien bedzie mial mocno treningowy. W pn nozna i reczna, wt reczna, sr i cz nozna, nd mecz... Fajnie,ze daje rade pogodzic to z lekcjami, ktorych co prawda w tym roku wiecej, ale i tak niewiele, na srode pisownia 15 slowek i jakies zadanie z nimi, na czwartek matma a na pt angielski. Dziecko ma nawet spory ladunek planowania i odpowiedzialnosci,  choc jak u kazdego ma tez dni, kiedy go trzeba zapedzac i pilnowac...

Od nast tygodnia indywidualne rozmowy z kazdym uczniem i rodzicami o postepach w semestrze wiosennym i planach na jesienny. Na ogolnoklasowej rozm z wychowawczynia m.in. poruszalismy temat ocen, ktore od tego roku pojawiaja sie w klasie 6, wczesniej w klasie 8 dopiero byly. Bedzie skala 6st, od A do E jest zaliczone a F to niezaliczony przedmiot. Na szczescie jeden rocznik przed Dawidem, obecne 6 klasy bedzie eksperymentowal, wiec jest szansa,ze do nast roku ogarna temat wymagan i poziom wiedzy na kazda ocene.

A u Radka powoli ku celowi, 3 tydzien praktyki z przyczepa. Menszo moje odkrywa kolo na nowo stwierdzajac, ze jak sie nie stresuje, to mu cofanie swietnie wychodzi, moze nie za 1wszym razem, ale za 2-3, a jak sie stresuje to gorzej... No maaaaaamo a o czym ja mu gadam? To samo mu gadam w kwestii nerwow przed zasypianiem, jak go czeka cos nowego, nieznanego zwlaszcza... nawet mu proponowalam pewne dzialania rozluzniajace, hehehe... ale on i tak wie lepiej... Coz, jego problemmo.

Czuj czuj czuwaj, odezwe sie pewnie po zaliczeniu pracy ;-)

wtorek, 28 sierpnia 2012

Dowiedziec sie z maila od szefa na koniec sierpnia, dokladnie dnia pieknego 28go tego miesiaca Roku Panskiego 2012, z 1 (slownie jednego) zdania, ze

*opiekunka specjalizacji i ostatni staly specjalista jak rowniez wieloletni wyjadacz w psychiatrii we wrzesniu, zamiast wziasc czesciowa emeryture i kontynuowac jako opiekun specjalizacji mojej i 2 innych lekarzy, oraz lekarz odp za sprawy medyczne calej przychodni i oddzialu,

*odchodzi calkowicie na emeryture we WRZESNIU (ha, ha na pewno nikt o tym nie wiedzial, zwlaszcza,ze bedac w Svallu uslyszalam to jako plotke w sb na dyzurze...)

*zwlaszcza,ze najdalej w grudniu planowalam juz wstepnie spotkanie w sprawie podpisania papierow specjalizacyjnych z nia i owym szefem...

= BEZCENNE doswiadczenie...

No ale w kolejnym zdaniu napisal,ze szuka kogos, kto przejmie dla mnie na te niesamowicie dlugie 2 miesiace obowiazki i ze to nie narazi na szwank mojego stazu specjalizacyjnego...

                                              WIERZYC???

23:10, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 sierpnia 2012

1. Moj angielski, zwlaszcza opcja mowienia wola o pomste do nieba. A moje poczucie perfekcjonizmu i chec radzenia sobie ze wszystkim od tego cierpia. Nie bylam nigdy szczegolnie zanglycyzowana, zawsze niemiecki byl moim drugim jezykiem, choc ten jest teraz calkowicie nieobecny w moich zwojach mozgowych, wyparty przez zbyt podobna do niego szwedczyzne. Nigdy tez nie naucze sie angielskiego nawet na 1/3 poziomu mojego szwedzkiego, ktory przeciez tez idealny nie jest. Ale niemoznosc sklecenia jednego zdania bez wplecenia szewdzkiego wyrazu przyprawia mnie o apopleksje... A tu za tydzien mamy isc na imprezke do polsko-szwedzkich sasiadow i im doszedl nowy czlonek rodziny, zona syna,z ktora po szwedzku ani po polsku ni hu hu sie nie pogada... jeszcze napisac jakies zdanie na fb sie da... ale powiedziec... aaaaa...

2. Jestem smierdzacym leniem. I bardzo prosze mi nie mowic,ze jestem idiotka i o czym ja wlasciwie mowie. WIEM co mowie. Lenistwo objawia sie u mnie glownie w tym,ze jak czegos nie musze to nie robie i juz. Wiem, ze powinnam, wiem ze potem bede zalowac a i tak nie robie. I potem zaluje i robie na ost chwile i wale lbem w sciane (nie doslownie) ze sie wogole nie ucze na wlasnych bledach... W tym konkretnym przypadku moje wyznanie dotyczy pissania mojej dospecjalizacyjnej pracy naukowej. Musi byc gotowa na ok 15 wrzesnia... a ja mam moze 3/4 pierwszej wersji, ktora nie wiem czy do czegos sie nadaje...

3. Martwia mnie stosunki miedzy moimi chlopakami. Dawid jest coraz bardziej nastolatkowy i miewa rozne denerwujace zachowania, fakt. Charakterem mieszanka mamusi z tatusiem z dodatkiem wujka i stryjka sprawy nie ulatwia, hehe... chce stawiac na swoim albo wchodzi w przeciagajace sie dyskusje zamiast zrobic to co sie go prosi lub mu kaze i miec to z glowy albo sie zapiera i nie robi albo ma zrobic ale zapomina albo urywa w polowie... Mi sie zwykle w 9 na 10 przypadkow (przynajmniej tak mi sie wydaje) na spokojnie osiagnac kompromis, czasem wcale nie kompromisujac, hehe, ale wyjasniajac malemu choc juz duzemu buntownikowi dlaczego mu sie cos oplaca zrobic albo nie oplaca nie robic. Mimo jego jekow i kwekow udaje mi sie tez zmobilizowac go do robienia lekcji w domu, tzn. mam na mysli lekcje po polsku z pisania, opowiadania, ale tez z matematyki czy przyrody i mysle,ze mu to jednak pomaga w rozwoju plus ze on to wbrew pozorom lubi i cieszy go, jesli moze sie pochwalic swoja wiedza o czyms przed Pania w szkole albo kolegami. A Menszu moje ma nawracajaca i mnie niepokojaca tendencje do interpetowania kazdej dyskusji czy buntu jako osobistego przytyku, uwaza,ze Dawid jemu robi na zlosc, ze ja go rozpieszczam i ma robic BO TAK! I w sporej czesci przypadkow konczy sie m.in. na podniesieniu glosu, czesto na nakrzyczeniu. No i wytykanie Dawidowi jego nieustannego gapiostwa, zapominania... Nie, Radek nie robi tego zlosliwie, po prostu narzeka albo komentuje albo sie podsmiewa i widze jak czesto Dawidowi jest przykro albo zamyka sie w sobie i wychodzi z pokoju. Nieeee no ja sama nie jestem perfekcyjna. Czasami mi cierpliwosci nie starczy bo synek uparty jak osiol jest, czasami, niezaprzeczam, czasami tez skytykuje albo kasliwa uwage rzuce. I tatusia tez czasami skomentuje... No wlasnie... CZASAMI... a w wiekszosci przypadkow gadam, gadam, gadam, tlumacze i wyjasniam i mam nadzieje,ze to da z czasem efekt. Bo tak strasznie mi zalezy zeby nie stracic jego zaufania, jak wejdzie w trudny wiek dojrzewania, zeby czul,ze nawet jak bedzie nas juz chcial trzymac poza swoimi sprawami, to w razie kryzysu ma gdzie wrocic i do kogo sie zwrocic... Probuje to menszowi mojemu, skadinad kochanemu i kochajacemu wytlumaczyc, ze nie tedy droga. Ze mozna ponarzekac, pokrytykowac, ale ze duzo wieksza sile razenia ma pochwala. Ze mozna go odgonic, kazac pojsc spac, ale czasami trzeba troche nagiac reguly, zeby spedziec czas razem. Ze za chwile on moze nie bedzie z nami juz tego czasu chcial spedzac i to jest jeszcze ta chwila, kiedy mozna go wiele nauczyc... Narazie jak grochem o sciane. Pomaga na dzien... moze dwa... czasem i to nie... No i sie juz nawet zdazylismy solidnie i z piorunami na ten temat w tygodniu poklocic, co nam sie po tylu latach malzenstwa juz rzadko zdarza... No i monsz sie stara, wczoraj mnie nie bylo to nie wiem jaki byl, ale i w pt i dzis widze oznaki dobrej woli... Czy zrozumial czego sie czepiam  okaze sie za jakis czas, jesli wroci/nie wroci stary gleda maruda i czepiacz...eeee znaczy sie krytykujace tatusko...

4. Chyba splacam wlasnie dlug zaciagniety 4 lata temu kiedy zasypywalam 1001 pytan znajomych wyjechanych do Danii i Szwecji. Opowiadam i odpowiadam na rowna mase pytan kolejnej chetnej do emigracji przyszlej psychiatrycy, ktora jednak sklania sie ku Norwegii... mam nadzieje,ze jej moje rozwlekle refleksje emigracyjne pomoga... I o dziwo namawiam ja na kurs w Paragonie... Bo kurs byl bardzo ok. A ona chce sie uczyc jezyka pare  dziennie na wlasna reke, za wlasna kase i pracujac na 2 etatach... No taka uparta i zacieta to ja nie bylam... Przeciez mowilam,ze jestem leniwa...

Milej niedzieli...

wtorek, 14 sierpnia 2012

No wlasnie, tylko czy az... za pare lat moze 4ka bedzie mi sie wydawala malenka... ale teraz to AZ.

4 lata temu o tej porze fordzik juz byl spakowany pod dach a my dostawalismy reisefieber przec nasza pierwsza tak daleka podroza samochodowa ku nowemu celowi zyciowemy, Szwecji i Kramfors...

Wyjazd z Legnicy nastapil rano 15go sierpnia 2008r., ok. 18.00 wyplynelismy z Gdanska,a "juz" ok 13.00 dnia kolejnego przyplynelismy do Nynäshamn w Szwecji... Po zjezdzie z promu malo sie co prawda z RR nie rozwiedlismy, ale jakos tam to nasze zycie rodzinne przetrwalo i juz wieczorem 16go sierpnia 2008r. zaczelismy zapuszczac szwedzkie korzonki... Puszczamy dalej i wbijamy w oporna szwedzka ziemie, z kazdym dniem, tygodniem i miesiacem bardziej...

Miesiac pozniej zaczelam pisac bloga http://zapiskiszwedzkie.blox.pl/2008/09/Nasze-zycie-codzienne-czyli-vardagsliv-w-Szwecji.html dokumentujac mniej lub bardziej regularnie nasze zycie tutaj...

Czas leci. Nie chcialabym przechodzic drugi raz przez ten pierwszy okres i szczerze do szpiku kosci wspolczulam dzis 3 nowym lekarzom spotkanym na psychiatrii w Sundsvall, ktorzy w weekend przyjechali z Wegier i od pn zaczeli prace na tamtejszej klinice. Widzialam pustke w oczach, wynikajaca z pewnoscia z niewielkiego stopnia zrozumienia tego o czym byla mowa i lekka panike zapisywania kazdego nowego wylapanego slowka, ktore potem pracowiscie sie przetlumacza. Rozpoznaje objawy, Ta choroba mija... ale troche czasu i stresu to kosztuje.

A potem z lekkoscia w sercu wyszlam, wsiadlam do autka i zapuscilam przedostatnia ksiazke Camilii Läckberg, ktora wlasnie symultanicznie tak czytam oczami jak uszami i to z lekkoscia puchu i z przyjemnoscia, jippi... Oby NIGDY wiecej ...

Czy zalujemy... nie... choc wiele mogloby sie znalezc powodow, poczati nie byly latwe, Radek mocno odczul bezrobocie, brak zainteresowania pracodawcy by dopomoc ruszyc z ta kwestia... Ale podoba nam sie tu, chcemy tu zostac... Raczej... Choc pewnych zachowan i reakcji Szwedow jeszcze dlugo nie zrozumiem...

21:22, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (8) »
środa, 08 sierpnia 2012

Czekalam, czekalam i czekalam... w koncu sie doczekalam... doczekalam sie urlopu a on  ziuuuu i minel... Nawet nie wiem kiedy... Chyba w tym roku lepiej rozumiem Szwedow bioracych 4-5 tyg wolnego w lecie... nawet nie do konca zdazylam poczuc,ze mam wolne... a nastepne na swieta... moze...O ile...

Z Polski po tamtejszych upalach i mimo ostroznosci w uzytkowaniu klimy w aucie przywiozlam sobie katar-gigant, zapchane zatoki, bol glowy i kaszel gruzlika... Podroz z Trelleborg do nas dluzyla mi sie niemilosiernie, ale jeszcze dalam rade 2x Radka podmienic na 1-1,5 h za kierownica, za to po sobocie bylam jak detka... - poniewaz nie mielismy szans zdazyc pojechac do domu, rozpakowac auta i wrocic z Dawidem na mecz w Timrå, wiec ostatecznie gosci poslalismy przodem (kto nie wie, jest u nas szwagier z rodzinka) a my pospalismy 2h w aucie na parkingu i o 6.00 w sb mlodego sprzedalismy druzynie, sami jeszcze 1,5 h snu zlapalismy i na mecz. Po remisie i przegranej, syn zostal ze swoimi chlopakami w Timrå i mile spedzil czas, byli na obchodach 10lecia stadionu w Svall i widzial na zywe oczy trenera reprezentacji Szwecji w pilce noznej. A my do domu, rozpakowac auto, zainstalowac rodzinke itp. Przeziebienie zaczelo wbijac we mnie pazury, wiec po zrobieniu na obiad spaghetti nadawalam sie do wyrzucenia, jakby mnie przez wyzymaczke przeciagneli...

A w nd pobudeczka mila 6.30, bo dziecie gralo o 8.50 mecz 1/8 finalu w Cupie. Tenze wygrali ladnie 6 do 0, wiec kawka mrozona byla, lecznicza na bol gardla, w centrum handlowym w oczekiwaniu na cwiercfinal z przerywnikiem w trakcie pod postacia akcji WC --> czyt akcji niby ide do WC a w rzeczywistosci kupic wypatrzony przez Mensza prezent, stacje meteorologiczna bezprzewodowa. Niespodziewanka chyba sie udala, prezent zostal wreczony  w dniu ... 18x2+2 urodzin, wraz z kupionym juz rok temu zegarkiem z klockow Lego ;-) Nigdy nie twierdzialm,ze moj monsz dorosl do swojego wieku, hehe...

Konczac temat Midnordic Cup, dziecie z kolegami odpadlo po karnych w cwiercfinale. Grali ladny, wyrownany mecz, prowadzili dosc dlugo 2 do 1, ale dali sobie strzelic druga bramke no i w karnych byla ruletka, przegrali... Pare lez i smutna mina, ale nie codzien sie wygrywa. Choc jak rodzinka patrzy by sie chcialo...

Dziecina coraz lepiej sie na boisku odnajduje, nie bedzie nigdy orlem sokolem pilki ani noznej ani recznej, ale ladnie pomaga i bywa przydatny a poza tym ma z gry frajde a to najwazniejsze...

Odpadli, moglismy wiec rodzinke zaciagnac jeszcze do Svall na wieze widokowa a potem zwiedzalismy szwedzka Ikea. Podobno podobna ...

W pn moglam jeszcze pozdychac w domu, nawet dobrze, bo do pracy sie nie nadawalam... A od wt PRACA... Snu cale 4h, przytomnosc ujemna, nos zapchany, towarzystwo kaszlu gruzlika zapewnione. Nienawidze pierwszych dni gdziekolwiek, 1500 nowych twarzy, imion, ktorych za Chiny Ludowe nie moge spamietac. Dostalam pokoik bez okna, ale z wlasnym kompem, stos ksiazek do poglebienia wiedzy o psychiatrycznym aspekcie chorob dzieci, mase kserowek z testami, pytaniami do wywiadu z rodzicami i dziecmi a w czw pierwszy pacjent, a raczej rodzice pacjentki, poczatek zbierania wywiadu do badania w kierunku ADHD...

Byle do wekendu. O wakacjach kiedys opowiem... Jak nie zapomne,ze je mialam... A zakupy juz prawie rozparcelowane...

wtorek, 26 czerwca 2012

Ech, chyba jestem absolutnie beznadziejna w te klocki, prawda??? Albo za ambitna, nie umiem opisac w 3 slowach po lepkach a to sie msci...

Kolejny dzien postaram sie jednak strescic... Inaczej minie pol roku a ja nie skoncze opisu...

Zaczelismy od clou naszej calej wyprawy do stolycy, mianowicie udalismy sie do konsulatu celem odnowienia paszportu Dawida. Proces przebiegl bezbolesnie a ponad pol godziny wydluzyl go tylko fakt,ze nie mozna bylo dokonac wplaty karta i Radek poszedl do bankomatu po gotowke... Sprawa w Szwecji niezwykla bo tu w 99,99% sklepow placi sie karta i najczesciej w portfelu mam miedzy 20 a 200sek, nie wiecej... No, w kazdym razie TAK sprawy paszportowe to ja moge zalatwiac chocby 3razy w roku!!!

Po wyjsciu z konsulatu na specjalne zyczenie Dawida pojechalismy do centrum tunnelbana czyli metrem. Przezycie surrealistyczne acz mile (z czego to cytat, nooo z czego??? jeden z moich ulubionych filmow ;-))

 

Z metra na T-centralen przesiedlismy sie do tego samego autobusu co dnia poprzedniego, by pojechac do Kaknästornet, wiezy telewizyjnej, popodziwiac ja tym razem od srodka i pogladac widoki miasta  30go pietra ...

To biale i okragle zwie sie Globen, Glob, duuuuza sala koncertowa na ponad 15tys widzow, odbywaja sie tam koncert np. Metallica, mecze hokejowe, Melodifestivalen - krajowy final wybierajacy do roku piosenke reprezentujaca Szwecje w konkursie Eurowizji itp. Imponujaca budowla, tak z daleka jak z bliska

 A tu widac i zamek krolewski i starowke, liczne mosty i wyspy oraz Stadshuset, gdzie serwowana jest slynna kolacja po ceremonii rozdania nagrod Nobla...

 W wiezy jest jak wszedzie w Sztokholmie sklep z pamiatkami, czapeczkami losiowymi, hehe i duuuuzo wiecej...

 W koncu skonczylo sie na czapce losiowej nieco innego rodzaju dla mojego przystojniaczka ... I patriotycznych okularkach ze szwedzka flaga ...

Przemiescilismy sie do dzielnicy muzealnej i odwiedzilismy Muzeum Techniki - Tekniska Muséet - jedyne w tej okolicy otwarte w pn. Przynajmniej poza sezonem... Dlatego zostawilismy je na ten dzien, ach, sztuka planowania na najwyzszym poziomie, hehe...

Technika - maszyny, kopalnie, auta, komorki, telefony i duuuzo duuuzo wiecej!!! A wszystkiego mozna praktycznie dotknac, pokrecic, Lubie takie interaktywne i przyjazne uzytkownikowi a przede wszytkim najmlodszym muzea!!!

 

 

 

 

 

 

 

Troche wlasnego pradu tez mozna wyprodukowac ...

 Po TAKIM wysilki nalezala nam sie swieta szwedzka FIKA i lodziki!!!

 

I dalej zwiedzanie, jeden z najciekawszych punktow programu Vasamuséet, Muzeum Wazy ze statkiem, ktory zatonal przy wyjsciu z portu zaraz po oddaniu pierwszej salwy i spedzil na dnie jeziora/zatoki ponad 300lat. W muzeum oprocz rzeczonego OGROOOOMNEEEGO i robiacego zapierajace wrazenie statku - nie oddadza tego zdjecia, wiec zamieszczam tylko kilka pogladowo - pelno jest prezentacji pobocznych o ludziach tej epoki, tych, ktorzy zgineli na statku, budowie statkow, historii wydobycia wraku i zabiegach zabezpieczajacych statek przed zniszczeniem na powietrzu itp.

 

 

Po przechadzce w ciemnosciach z przyjemnoscia oddalismy sie zdziecinniemu i szalenstwach na rollercoasterach w parku rozrywki Gröna Lund - Zielona Polana ;-) atrakcja byla wtedy otwarta pierwszy weekend po przerwie zimowej, na szczescie pogoda byla piekna, sloneczna i SIE DZIAAALO, SIE KRZYCZALO i SIE JEZDZILO !!! Ziuuuuuuuu... A potem JA CHCE JESZCZE RAAAZ!!! (Ten film tez uwielbiam, hehehe)

 

 

 Ostatni dzien zwiedzania zakonczyl sie pieknym zachodem Slonca...

 

 Czekala nas ostatnia noc a potem mala wycieczka dopoludnia w jeszcze jedno miesjce na mojej liscie i w koncu podroz do domu...

Miejsce, ktore koniecznie chcialam po drodze do domu jeszcze nawiedzic swie sie Fjärilhuset czyli Dom Motyli, ale na poczatku mozna podziwiac ozdobne ryby...

... piekne tropikalne kwiaty, ktore budza wspomnienia ...

... a po przejsciu do trzeciej, najbardziej ogrzanej i nawilgotnionej szklarni w koncu gwozdz programu, MOTYLE !!!

 

 

 Tu motylki staja sie motylkami....

... a jednemu zachcialo sie wolnosci i chcial zbiec na glowie Dawida, hahaha ...

Motylek wrocil do domu a Dawida zatakowal GROŹNY paaaaajak - morderca !!!

No... ale nie zaspokoje Waszej zadzy krwi, Dawid przezyl, pajak tez, wrocilismy do domu a zycie popedzilo dalej z taka predkoscia, ze UPS i juz jest 2 miesiace pozniej...

14:53, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++