ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
niedziela, 13 maja 2012

... wycieczka zostanie opisana, mimo zerowego odzewu niklej liczbowo publiki czy tez raczej grupy czytaczy jak rozniez mimo calkowitej zlosliwosci natury nieozywionej, ktora juz po zakonczeniu opisywania dnia pierwszego i przy probie uzupelnienia notki w maly zdjeciowy spacer po Stockholm vel Sztokholmie zawiesila mi Windowsa i zmusila do zrestartowania komputera a co za tym idzie notka poszla sie pasc na rozleglych lakach niebytu... Tylko ze teraz co 2 akapity i co 1 zdjecie bede notke zapisywac... ech...

No to zaczniemy troszke inaczej, od informacji praktycznych. Nie wiem czy komus sie to kiedys przyda, pewnie pelno jest takich zestawien, ale nikt mi nie zabroni wykonac wlasnego, prawda???

Wyjazd do stolicy naszego nowego kraju zamieszkania, nauki i pracy (od kilku dni pracy wszystkich doroslych w tej malej rodzinie, bo Radek zstal wciagniety na liste vikariatow czyli zastepcow i caly ostatni tydzien od nd zeszlej do jutra i jeszcze z najblizszym pt wlacznie pracuje, juppii a potem 5tyg w lecie... ) byl juz odkladany kilkakrotnie a to z braku czasu a to funduszy. Tych ostatnich nam jakos jeszcze poki co nie przybylo, a umowmy sie,ze nie jest to historia supertania, ale poniewaz okolicznosci zewnetrzne, czyli koniec waznosci paszportu Dawida zmusily nas do wspolnej podrozy do Konsulatu, w stolicy sie mieszczacego i musialo sie toodbys w dzien pracy jak i calorodzinnie, szkoda bylo tylko przejechac sie tam i spowrotem...

Wyjechalismy w sb z rana, niezbyt wczesnie, zeby nie pasc potem na ryjek, niezbyt pozno,zeby jeszcze moze zdazyc cos zobaczyc... Droge mielismy przed soba niezbyt daleka, raptem 50mil czyli 500km, co oznacza ok 6h jazdy w wiekszosci jednostajnym tempem na tempomacie... Nawet wiec nie zdazylismy sie zmeczyc, choc i tak nie przeszkodzilo to Dawidowi uciac sobie dluzszej drzemki.

Bez najmniejszych problemow znalezlismy nasz hotel, http://www.welcomehotel.se, ktory lezy na obrzezu stolicy, w jednej z jej sypialni, Järfälla.

Hotel Welcome

Hotel jest nawet spory, moze nie o najwyzszym standardzie, zdaje sie,ze ma *** ale pokoje sa calkiem przyzwoite, w naszym przypadku pokoj 3-osobowy mial 2 lozka jedno nad drugim, jak w kajucie na promiez i do Polski i trzecie albo wysuwany materaz spod kanapy albo w kanapie, moze nie marzenie na dluzszy pobyt, ale na 3 noce w zupelnosci wystarczylo. Posciel, reczniki w cenie, spora lazienka z prysznicem...

Lozko pietrowe

Na kanapce siedzi...

Bufet sniadaniowy standardowy, ale smaczny, mozna zapelnic zoladek na caly dzien zwiedzania. Mozna tez zjesc w restaruacji wieczorem kolacje, czy smaczna nie wiem, bo nie probowalismy, ale zawsze dobrze,ze jest taka opcja. Tuz obok, po drugiej stronie torow jest sklep spozywczy, czynny bodajze do 21, gdzie mozna zrobic sobie jakies drobne zakupy. Tory oznaczaja stacje a stacja oznacza latwe dojazdy do centrum kolejka podmiejska do dojazdow tzw. pendeltåg do T-centralen :

T-centralen czyli sztokholmski Dworzec Glowny

Dojezdza sie stamtad ledwie 4 stacje, trwa to ok. 15minut, idealny czas zeby przeczytac darmowa gazete Metro (znacie? w Sztokholmie tez jest...) albo sprawdzic co slychac na fejsie. W dodatku Konsulat RP lezal w polowie tej trasy w Sundbyberg, idealne polozenie. Ale o tym jeszcze pozniej...

Plusem jest takze darmowy parking przy hotelu (parking w centrum przy Slussen kosztuje ok  200sek/dobe) i w naszym przypadku brak pozdrowien z Transportstyrelsen za pare tygodni z trängselskatt czyli podatkiem od korkow i tloku w centrum miasta do zaplacenia. Oczywiscie ten argument nie dotyczy osob mieszkajacych spoza Szwecji lub z autem nie na szwedzkich blachach...

Noooo i cena. Pobyt w 100licy dla 3 osob to w cantralnie polozonym hotelu wydatek min 5tys. koron... Chyba ze w STF czyli w schronisku czy B&B uda nam sie tansze miejsce wynalezc, ale tam zwykle oddzielnie placi sie na recznik, posciel, spiwory nie sa oficjalnie dozwolone, wiec wiezc ze soba trzeba poszewki. Czesto tez sniadanie nie jest wliczone w cene. My za 3 noce ze sniadaniami zaplacilismy nieco ponad 2000sek. Uwazam,ze to rozsadny kompromis miedzy jednak hotelowym standardem, odlegloscia i cena.

Minusy, coz, kolejka jezdzi co 15 minut w szczycie, co 30 minut poza szczytem, wiec warto sie nie spoznic, koszty dojazdu porusze za chwilke... Uklad lozek ewentualnie i niezbyt imponujaca wielkosc pokoju, ale tez i nie klaustrofobiczna... Poza tym minusow nie widze ;-)

O kosztach - mielismy zawczasu zakupiona tzw. karte sztokholmska Stockholmskortet http://shop.visitstockholm.com/stockholmskortet-c-105-1.aspx?affiliate=domkyrkoforsamling-sve-140x60 warto kupic ja przez Internet, z 10% znizka, a my kupujac poprzez coophotelpremie, gdzie rezerwowalismy hotel (to taka karta czlonkowska jednej z tutejszych sieci sklepow supermarketow spozywczych) mielismy nawet 15%. Po fakcie zalowalam,ze nie kupilam karty 3dobowej, tylko 2dobowa. Zaoszczedzilam chyba z 200sek a pierwszego dnia musielismy kupic bilet na pendeltåg ktory nas tez cos tyle kosztowal i zaplacic za wejscie do Fjärilhuset ostatniego dnia, no ale w sumie to niewazne.

W ramach ceny karty przez 1-2-3 lub 5 dob od pierwszego uzycia - ten kto nas wpuszcza wtedy wpisuje dlugopisem na specjalnym polu date z godzina, mamy wolne wstepy do wiekszosci muzeow i na wiekszosc wystaw, do karty dolaczany jest niewielki przewodnik z opisem atrakcji, po szwedzku i angielsku, z mapkami miasta i komunikacji, do nielicznych nie darmowych atrakcji mamy znizke, np. do typowych dla wiekszosci europejskich stolic pietrowych autobusowl jezdzacych wyznaczonymi trasami od zabytku do zabytku i od atrakcji do atrakcji, w cenie jest tez w okresie wiosenno-letnim przeplyniecie sie darmowe lodzia wzdluz wybrzezy kanalow stolicy, tak ze wiekszosc zabytkow widzimy od strony wody, no i co sie bardzo przydaje przejazdy calym Stockhlms Lokaltrafik czyli SL http://sl.se/ obejmujacym pendeltåg juz wspomniany czyli pociag podmejski, laczacy centrum miasta z wszystkimi sypialniami, poza tym tunelbana, w ramach miasta najszybszy srodek komunikacji miedzy dwoma punktami, a takze bussar czyli autobusy i spårvagnar czyli tramwaje. W zasadzie mozna sobie totalnie podarowac wydatek na te hop-in and hop-off autobusy, bo wiekszosc atrakcji jest w zasiegu spaceru albo podjechania w tym momencie juz darmowym transportem miejskim.

(Dodam apropos SL ze jesli macie smartphone to  jest bardzo fajny app SL, tez po angielsku, przydadza sie tez googlowskie mapy, na ktorych w Sztokholmie swietnie funkcjonuje i opcja przemieszczania sie na piechote i komunikacja miejska, warto tylko wlaczyc sobie GPS, dla lepszej lokalizacji, zwlaszcza w waskich uliczkach Starowki, przydalo sie zeby znalezc i rozne punkty do zwiedzania i zrodlo zarelka.)

Zeby podniesc nieco temperature i podlac nutke oczekiwania na to co w kolejnych odcinkach postanowilam dac Wam posmakowac wydarzen dnia a w zasadzie wieczoru  pierwszego, kiedy to ochlonawszy w niezbyt wielkich trudow podrozy, udalismy sie na obchod Starowki czyli Gamla Stan. Dzis  wiec refleksja z obchodu - milo bylo, ladne okolice, choc czystoscia nie grzesza... (pewnie zwiazane jest to z iloscia turystow...) ale nie ma to jak stare miasta w Polsce... Dlaczego??? Coz... sa ladne waskie uliczki ...

Uliczki Gamla Stan

... jeszcze wezsze przejscia czy tez przesmyki ...

Waskie przesmyki

... i maja one pewien swoj urok, ale brakowalo nam jednak kropki nad i czyli pieknego, otwartego Rynku z kawiarenkami, knajpkami, ogrodkami piwnymi i imprezami do bialego rana, jak to jest we Wroclawiu czy Warszawie, a czego pewnie osoby mieszkajace w najblizszek okolicy nie doceniaja, hehe...

No to koniec na dzis... Ktos dotrwal mam nadzieje do koncza czesci 1,a jak nie to mi samej bedzie za jakis czas milo powspominac nasza wycieczke...

CDN

wtorek, 08 maja 2012

No ta wiosna idzie idzie o dojsc nie moze... jeden dzien wiosna, slonko jak dzis i nawet cieplo, a w weekend byl grad, wczesniej snieg, aaaa...

(Po takim weekendzie doceniam w pelni ogrom naszego szczescia i pozytywnej passy, ktora sprawila,ze w zeszly sztokholmski weekend slonko nam przyswiecalo, grzejac moze troche szczatkowo, ale ni kropelki deszczu nie bylo ani sniegu podczas naszego zwiedzania 100lycy, o ktorym to postaram sie troche opowiedziec troche w najblizszych dniach... ale tylko pod warunkiem,ze kogos to wogole interesuje ????)

No to mi sie wakacje zamarzyly (od marzen a nie mrozu, haha) ... Jako ze Radek od nd vikariuje, czyli pracuje za zastepstwie do nastepnej niedzieli ale o pracy w okresie wakacji nic nie wiemy, wiec ciezko cos postanowic, szkoda by bylo, zeby sobie nie popracowal, dobrego ryktu znaczy sie opinii nie zrobil, zawsze to szansa na czestsze zastepstwa potem a z czasem moze na jakas stalsza prace...

... ale JESLI wezme wolne to planuje je w drugiej polowie lipca (byle nie w czasie EURO), szalencze 2 tyg (Szwedzi patrzyli na mnie spod oka, oni biora minimum 4tyg rzedem...) i wtedy to ofkors do Polski, Rodzine, moze znajomych odwiedzic, ale chcielibysmy tez odpoczac i os fajnego sobie zobaczyc. I nam sie marzy od dawna Krakow, Wawel, smok, Sukiennice, troche historii i wielkiego miasta lyknac, ale nie za duzo,haha ze 2-3dni chyba starczy ??? i moze jakies gorki, tez tak 2-3 dni, moze Pieniny??? Ale nie wspinanie a polazenie szczytami, natura itp... No to prosze o rady, inspiracje, tipsy, linki, co warto, gdzie warto, na ile warto. Zebym sie poczula wakacyjnie chociaz, bo jutro i pojutrze DESZCZ i ZIMNICA...

TO KTO POMOZE ???

sobota, 21 kwietnia 2012

...na szczescie po przytuleniach, paru dniach siedzenia w domku, potem milym 2 dniom kursu w Hotelu Höga Kusten http://www.hotellhoga-kusten.se/ ze smacznym jedzeniem, pieknymi widokami za oknem i 2 wieczorami z rieslingiem i na plotkach spedzonymi z przyjaciolka, o wszystkim i o niczym, oraz po piatkowym polskim imprezowaniu tzw. fredagsmys u Niamkow, moze uznac tez bialy badziew za prawie zart i olac go... Jedyne co mnie martwi to poniedzialkowy dojazd na letnich oponach do Svall, gdzie nota bene mam dzienny dyzur na izbie, ale o tym pomysle jutro...

Czeka mnie po dyzurze jeszcze 3 dni na oddziale. Pt mam wolny na nauke i jako kompensate za dojazdy, to jeden z niewielu plusow stazowania w Svall, 1 dzien "wolny" w kazdym tygodniu. A potem w sb z rana ruszamy na mala wycieczke do stolicy, w koncu ja sobie troszke obejrzec w pozycji turysty plus zalatwic odnowienie paszportu Dawida.O ile tylko pogoda laskawie choc troche sie opanuje i nie uraczy nas sniezyca, rzesistym deszczem itp, mam nadzieje,ze bedzie milo. Wynajelam pokoj w hotelu lekko na obrzezach http://www.welcomehotel.se/ ale z dobrym dojazdem pendeltåg czyli pociagiem do dojazdow do centrum. Na 2 dni mamy tez tzw. Stokholmskort, z darmowymi przejazdami cala komunikacja miejska, wstepami do wielu miejsc w Sthlm albo z tanszymi wejsciowkami. Jeszcze fajniej byloby pojechac z kims, ale coz, nie zawsze mozna miec wszystko. I nie w kazdy weekend moge pojechac, bo byc tam musimy w ktorys dzien roboczy, wtedy czynny jest konsulat... Jestem jednak pewna, ze jesli ta pogoda... no ale o tym juz wspominalam... hehe...

Ostatnio z wszystkich kierunkow dowiaduje sie,ze znajome, z ktorymi zaczynalam specke pozdawaly egzamin i juz sa specjalistami. Maz przyjaciolki dolaczyl do swojej zony specjalistki, co prawda za drugim podejsciem, ale ma tez ten etap z glowy i teraz mam nadzieje ze juz sobie spokojnie beda oboje pracowac i po polsku sie jakos tam dorabiac... no i ze zgodnie z obietnica w koncu nas odwiedza.

Nie zeby moja speka byla az tak odlegla, wszystko wskazuje na to,ze i ja na koniec roku zbiore wszystkie papierki i wysle je do oceny do jedynie slusznej instytucji nadzorczej. 2 z 3 kursow w tym semestrze juz zaliczylam,zostal  mi ostatni, ktory mam wstepnie napisany i musze tylko ugladzic i wyslac. Potem praca naukowa, 2,5 wywaidu zrobione, pol brakujace sie zrobi niedlugo. Poluje jeszcze na 1 osobe, mam nadzieje,ze sie zgodzi odpowiedziec na moje pytania. Potem bede mogla wydrukowac wszystko i zaczac moim pieknym rozumkiem obrabiac, kategoryzowac, przemysliwac i podsumowywac... Nie wiem wciaz jak z zaliczeniem teorii w formie krytycznej oceny 2 artykulow, mam tylko nadzieje,ze nie bede musiala pisac od nowa, bo to by byl koszmar.

Staz na psychiatrii mam do konca maja na oddziale przyjeciowym, potem na psychozach. Od sierpnia do pazdziernika psychiatria dziecieca. Moze jeszcze jakis kurs na jesien i bede zbierac papiurki. Zobaczymy, czy uznaja moje polskie papierki, wydaje mi sie,ze wszystko mam dobrze udokumentowane, ale wlasnie Ci lekarze, ktorzy chcieli uznac czesc stazu za granica miewaja najwieksze problemy z urzedem. Bedzie trzeba ich molestowac telefonicznie,zeby po pol roku czekania nie kazali mi czegos dosylac.

Sytuacja w moim miejscu pracy jest pod mocnym znakiem zapytania, 2 specjalistow mysli o emeryturze, jeden calkowitej, drugie czesciowej. Srednio mi sie usmiecha byc jedynym stalym specjalista w jednostce, swiezo po otrzymaniu papierow... Mowi sie o przeniesieniu oddzialu do Sollefteå, ale to tez jeszcze nie postanowione. Poza tym cala sluzbe zdrowia w Västernorrland czeka reorganizacja, 3 szpitale stana sie organizacyjnie jednym a to oznacza,ze cala psychiatria bedzie caloscia. Moze to oznaczac oczekiwania m.in. ze bedziemy obstawiac dyzury...Takze kto wie, kto wie, jak sie w tym miejscu bedzie pracowalo za naprzyklad kolejny rok.

Poza tym dalej nic nie wiemy nt. Radka pracy.Nie dzwonili poki co, pewnie nie potrzebuja zastepstwo narazie, ale nie wiemy tez czy bedzie mial szanse pracowac w wakacje. Wciaz wiec nie mamy jak zrobic jakichkolwiek planow wakacyjnych... wiele wskazuje na to,ze wakacje bedziemy moze miec na jesieni a do Polski pojedziemy nw BN.Ale to tez nic pewnego...

Spadam pogladac film z chlopakami w ramach sobtniego wspolnego lenistwa..

21:38, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

...czy na wlasnym blogu wypada sie odzywac nieparlamentarnie???

Bo za oknem, ZNOWU!!! PROSZY!!! SNIEEEEGGGG!!!!!!!

...

... chyba wroce do starego wygladu blogu, zimowego ;-(((

Niech mnie ktos przytuuuuuli...

Tagi: snieg zima
13:37, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Normalnie jak juz stali czytelnicy w liczbie sztuk 1 sie upominaja wiesci co u nas, nie wypada nic nie napisac prawda?

No wiec... Synus po feriach wrocil do szkoly na szalencze 3 tygodnie, bo teraz po swietach ma znowu tydzien wolny. W tym czasie pracowali w niezbyt wielkim tempie, ale synus przyniosl do domu dzielo wlasnych rak na maszynie w szkole uszyte, dumna jestem z niego jak ho ho!!! I najlepsze, ze ani kawalka materialu ani niteczki nie dolozylam do tego.

Sezon recznopilkowy zakonczony, mecz mamy wzmocnione kilkoma profesjonalistami vs. chlopaki rozegrany, praaaaaawie nam sie udalo wygrac, hehe. Ale dawno sie tak nie ubawilam, bylo pysznie. Zaczal sie juz w zasadzie sezon noznopilkowy, zeby nie bylo, ale w zeszlym tygodniu jeszcze sie nakladaly, a w tym Dawid jeszcze na trening nie dtarl. We wtorek padal zimny deszcz, bylo jakies plus 1, wiec dalismy sobie spokoj. A dzis zwyczajnie zapomnial...Musi znowu wejsc w rytm...

Mezus sie 2 miesiace popraktykowal, wszyscy byli zadowoleni - i on z praktyki i praktyka z niego. We wtorek byl na spotkaniu w Urzedzie Pracy, bezproduktywnym w sumie, ale za to dzisiaj zadzwonili, czy jutro moze przyjsc na zastepstwo za kolege, tzw. vikariat, narazie nie wiemy czy bedzie teo wiecej ALE!!! idzie normalnie DO PRACY!!!! Narazie wiemy tylko,ze jutro, nie wiemy nawet czy bedzie cos wiecej, ale to pierwszy jego dzien PRACY a nie praktyki, ha... 

Ja za to od zeszlego tygodnia stazuje na klinikach w Sudsvall, czytaj dojezdzam codziennie  100km w jedna strone, na szczescie samochodem sluzbowym i na koszt pracodawcy, ale jestem poza domem od 6.45 do prawie 18... Poki co pracuje na oddziale obserwacyjno-uzaleznieniowym, mamy albo pacjentow na obserwacji,jak nazwa wskazuje, albo z abstynencyjnymi objawami albo z uzaleznieniami... Robota jak robota, jest nas 3 lekarzy, 2 w trakcie i 1 specjalistka, wiec praca idzie dosc sprawnie, choc obrot pacjentow na tym oddziale jest duuuzy...

Dzis mialam pierwszy dzienny dyzur (po 4 latach przerwy...), juz odpekany, bylo spoko bo w towarzystwie kolezanki, wszyscy nowi dostaja asyste na pierwszym dyzurze, zeby przerobic jakie sa rutyny, nastepny w pn, 23go juz na wlasna reke bedzie, tez dzienny... A potem beda dwie nocki, piatkowa i sobotnia w maju...

Jutro dzien domowy 1, czas na nauke i "zwrot" za podroz za ten tydzien, a potem pn i wt za zeszly i nast tydzien... Zyc nie umierac, fajnie,ze udalo mi sie ten zwrot czasu dojazdu wywalczyc!!! W srode tez dzien domowy, mial byc egzamin z krytycznej oceny artykulow, ale egzaminator nie moze przybyc, hehe i ocenia nas tylko pisemnie, cieeeekawe ile razy bede uzupelniac... 

W Wielkanoc wysiadla nam zamrazarka w naszej lodowko-zamrazarce... Koszt orientacyjny naprawy 4500-5500sek, cena nowej prawie identycznej ok. 4000 - nowsza, zuzywajaca mniej pradu... HA HA HA!!! No coz, niezaplanowany wydatek bedzie na pewno, marzyla nam sie od dawna taka kombinacja nie lodowko-zamrazarka ale oddzielnie obok siebie lodowka i zamrazarka, koszt w pakiecie ok 9000 a jeszcze bardziej nam sie marzyla zamrazarka z kostkarka, ale sama taka zamrazarka kosztuje wiecej niz komplet, wiec bedzie pewnie komplecik bez kostkarki...

sobota, 10 marca 2012

Tydzien ponad zlecial nawet nie wiadomo kiedy... Pobyt w Legnicy ja osobiscie uwazam za udany. Spotkalismy sie z jedna i druga Babcia i Dziadkiem, choc oni pewnie chcieliby,zebysmy zostali, najlepiej juz na zawsze,ja ucze sie jednak doceniac,to ze sie widujemy,a jak czlowiek poteskni tym przyjemniej sie zobaczyc... mam nadzieje. Z Dziadkiem moim a Dawida Pradziadkiem tez sie spotkalismy. Moja kochana Babcie Jasie, jej siostre Ciocie Dane, druga moja Babcie Pole i jeszcze kilka osob z Radka przodkow odwiedzilismy na cmentarzu. Smutne to zawsze chwile, tak bardzo mi ich, a zwlaszcza Babci Jasi brakuje.

Drugiej Babci Jasi tez nie ma juz z nami na tym swiecie. Zmarla daleko od wiekszosci czlonkow rodziny, ale mam nadzieje,ze nie calkiem samotna, bo w ostatnim domu opieki miala opiekunki Rosjanki czy Ukrainki, z ktorymi mogla pogadac w swoim rodzimym jezyku. Andrew tez byl blisko niej, jej najmlodszy syn i tez wnuczka, corka drugiego syna Romana. Babci cialo ma zostac skremowane i rozsypane prochy na Hawajach. A Tesciowa ma w planach zamiescic tabliczke z datami urodzenia i smierci na grobie pierwszego meza Babci, tak bysmy mieli symboliczny grob do odwiedzenia.

Andrew moze wybierze sie do Polski poznac rodzine, choc nie wiem czy uda mu sie zjechac akurat z nami. Ale moze, moze przeniesie sie do Ojczyzny, o ile znajdzie tu prace, moze w Warszawie. Fajnie by bylo go poznac. Choc nie wiem, czy odnalazlaby sie w tej polskiej rzeczywistosci... Ale kto wie...

Zakupy uwazam za udane. Wioze sporo ksiazek, gazet, komiksow, slodyczy, kielvasek, no i ciuchow i butow ofkors, hehe... Torbe tez mam nowa, w tamta bym sie 100% nie zmiescila, stara zostala na Wierzbowej.

Udalo mi sie odwiedzic fryzjerke. Zajelo mi to caly dzien prawie, ale nie zaluje. Za jedyne 130zl mam ladny krotki fryz, rudawy z jasnymi pasmami z przodu. Dopiescilam sie kobieco. Odwiedzilam tam tez sklep, ktory w Legnicy mi zlikwidowali, Pretty Girl, tym razem bez zakupow, ale go lubie. I ksiegarnie, gdzie dzieki pomocy Pani udalo mi sie znalezc dokladnie tez ksiazeczki, ktorych szukalam, nie wiedzac czego szukam, historie Polski napisana jezykiem juz nie dla dzieci, ale tez nie dal doroslych, plus ksiazke o znanych Polakach i regionach Polski. Dawid zachwycony, jedynie koniecznosc przeniesienia tychze ksiazek, ofkors wydania w twardej oprawie, nieco mniej go pozytywnie zachwyca.

Czas w Toruniu minal jak zwykle milo... No ja mowie,ze to jest glowny powod, dla ktorego ja lubie tu przyjezdzac, jest milo, rodzinnie, niezobowiazujaco, troche rozmow, wspolnych zakupow ... Zeby jeszcze ten kotnakt na odleglosc ciutke lepiej funkcjinowal, bo tego, plotek, porozmawiania, zwierzenia sie mi brakuje nieraz i nie dwa, nawet jesli mam tez dziewczyny na miejscu, Niamke, Anitke, Kaske i inne, Martunie na odleglosc, mamuski wroclawskie i mamuski miedzynarodowe z tatuskiem, pare znajomych fejsowo-mailowych, ale i Alinke chcialabym miec nieco czesciej... No ale pogadalysmy troche, choc nam sie teraz pory dobowe rozmywaja, ona wczesniej wstaje, ja rano ledwie oczy moge otworzyc, ona pada wieczorem, ja moge siedziec... Bylysmy dzis na babskich zakupach, fajne to bylo, Alicja z Dawidkiem sie bawili w domu a Natala dzielnie nam towarzyszyla...

Ostatnie godziny w Ojczyznie tym razem, torba prawie zapieta, nie wiem jak ja w niej zmiescilam jeszcze wiecej niz w Legnicy, a Tesc we mnie juz wtedy nie wierzyl... Nie wiem tez, jak my ja podniesiemy i pociegniemy, ale zawsze mozna liczyc na to,ze szwedzcy mezczyzni widzac biedna kobietke z synkiem ledwie wyrosnietym dygajaca takie torbiszcze poczuja rycerkowsc i pomoga jak w czwartek polscy... Kiedy znowu w kraju? A kto to wie... Radek poki co ma przedluzone praktyki, bo facet, ktory go na praktyki z urzedu Pracy chcial wziac pojechal na urlop... moze tydzien dluzej, moze dwa, z jednej strony fajnie, z drugiej dalej nic nie wiemy... Byle do wiosny, mam nadzieje,ze snieg juz w Kramfors praaawie stopnial, podobno plynie z kazdym dniem. jesli TO jest typowa zima w Szwecji, to jest OK!!! Jutro start z lotniska w Gdansku 11.45, ladowanie na Skavsta 13.00, ok. 20 bedziemy w Svall i wpadniemy w mam nadzieje stesknione ramiona mensza i taty... <3<3<3

Tagi: Polska zakupy
23:24, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 04 marca 2012

... czyzby czas byl oglosic koniec panowania zimy??? Nooo nie wiem nie wiem, u nas na polnocy pewnie jeszcze chwile postraszy, choc w zasadzie ostatnie tygodnie naprawde nie mozna sie skarzyc bylo caaaalkiem przyjemnie, w slonku nawet i 10 na plusie, w nocy ledwie ledwie na minusie. prognozy sa ze do tego co sie w ost dniach stopilo ma teraz jeszcze troche dopadac, ale mamy ciiiiiichutka nadzieje,ze to juz takie ostatnie strasznie i podrygi. Taka zima jak w tym roku moglaby byc co rok... Troche mrozu, nie za wiele sniegu. Szkoda,ze z naszej trojki tylko Dawid w tym roku zdazyl pojezdzic na nartach,i to w ostatni weekend i w czwartek i pewnie wiecej juz nie zdazy...

Ze zmiana wygladu blogu na wiosenny ja sie jednak wstrzymam  jeszcze hehe...

Poki co chlone atmosfere jeszcze bardziej wiosenna w Polsce. A mielismy szczescie, nie pada a wczoraj nawet takie slonko bylo,ze spacerekna isiedle byl czysta przyjemnoscia... Od piatku jestesmy, wiec juz 2 dni, minely nawet nie wiem kiedy. Coooz droga to daleka, fakt, ale juz mnie ciagnelo... Nie powiem,ze zaluje, hehe... choc taki przyjazd zawsze troche mi weryfikuje wyobrazenia pozytywne jak to juz w Polsce dobrze jest. No az tak dobrze nie jest, miejscami cos sie zmienia, ale glownie jest jako tako albo byle jak... Ale nie narzekam, bo na krotko jestem i sama nie polepszam bylejakosci podatkami wlasnymi, to juz cicho bede... I na temat korkow w Poznianiu, niewiedzy Pan od sprzedazy biletow, ciagnacego sie remontu na dworcy we Wro, spaceru na dworzec tymczasowy, bo wody blizej nie uswiadczysz, biegu po zdrowie na peron bo podaja go kilka minut przed odjazdem pociagu, kiedy postawiaja go...i takich tam naaaaawet nie wspomne. Nie wiem, jak to EURO nam wyjdzie, ale jak znam umiejetnosci mobilizacji Polakow w obliczu zagrozeniaz zewnatrz uda sie i to jeszcze z przytupem, chocbysmy mieli trawe na zielono w czynie spolecznym odmalowac... Wystarczy popatrzec jak sie Polacy wokol katastrofy kolejowej wspierali, gorzej potem z realizacja wszystkich obietnic...

My sie w kazdym razie do Polskiw czerwcu nie wybieramy... jesli juz to w lipcu... Jesli wogole... W pt Radek konczy praktyki i sie okaze co dalej... jak nic to sie wkurze, bo przez praktyke on siedzi teraz w Kramfors a ja z Dawidem w legnicy, Nie ze nie lubie z synem spedzac czasu, zawsze sobie powaznie pogadamy jak mama z synem powinna, ale jednak wolalalbym w trojke....

Juz nie wspomne,ze jakbysmy razem przyjechali byloby latwiej sie zorganizowac. Chcialabym na przyklad podjechac do mojej fryzjerki ulubionej, ktora mam w Lubinie i to bedzie bez auta taaaaka wyprawa,ze hoho... Moja przyjaciolka Macia co prawda pociesza, ze busy mi podezdzaja we wlasciwa okolice, ale jednak to juz pewien wysilek, choc chyba wart, bo tylko jej sciecie mi dobrze na ukladanie sie wlosow na wiele miesiecy robi...

Poki co, robimy male zakupki, zaczynam sie zastanawiac,co z tego co lezy z roznych zakupow i czeka dam rade zabrac, niewielka czesc tylko pewnie...

A w czwartek przemieszczamy sie do Torunia na 2 dni... tiaaa, bez komentarza prosze, lubie tam jezdzic, choc czasami zastanawiam sie, co jeszcze mnie tam ciagnie... poza nieslabnaca mimo wszystko sympatia... czemu jednak ta sympatia nie ciagnie rownie silnie w nasze odlegle choc piekne okolice? Ktoby kiedys pomyslal,ze przyciagnie tam najszybciej drugi raz mojego szwagra z synami i tym razem tez z zona, wybieraja sie juz w sierpniu...

A apropos byle-jakosci kraju rodzinnego... Udalo mi sie sczaic dostep do netu, tzw hot spot... Platny, a jakze, ale ok, na 40zl za 5 dni mnie stac... G... wylaczyl sie po dobie i za chiny ludowe nie dalo sie wlaczyc... Skad tu jestem? Na inny adres maiowy zakupilam kolejny dostep 1 dniowy... bo na ten sam adres jakos dziwnym trafem nie dzialalo hmmm... Zlodzieje i oszusci, ale coz... przeboleje a nastepnym razem bede kupowac dostepy 1-dniowe... Nauczona na wlasnej glupocie...

Tagi: Polska wiosna
23:05, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lutego 2012

Radek od srody zaczyna praktyke w Poståkeri, Post - odpowiednik naszej Poczty Polskiej a to jest ich podfirma transportujaca przesylki Åkeri - firma transportowa... z szansa na przynajmniej prace letnia... Praktyka w Kramfors, praca by byla w Härnösand...

Wstepnie praktyki 2tyg,zeby obie strony mogly sie sobie przyjrzec... No przynajniej czas czekania najpierw na powrot nadzorcy bezrobotnych z zimowego urlopiku, potem na spotkanie takie, spotkanie siakie sie skonczyl, zobaczymy co z tego wyniknie... Praca pn-pt w roznych godzinach do i popoludniu, glownie w trojkacie Sollefteå-Sundsvall-Örnsköldsvik... Jazda glownie lättlastbil, czyli takie mniejsze ciezarowe, czasami wieksze lub z przyczepa...

A u nas dzis optymistycznie slonko przyswieca,bez slonka -10, w slonku juz tylko -5st... ale dlaczego JA MAM KATAR????

Fordzio w zeszla srode zostal ostatecznie zezlomowany. A Hyundek przeszedl dodatkowa kontrole, musieli ustawiac zbieznosc kol, prawdopodobnie przy poprzednim serwisie wymieniana jakas pompe i zbieznosci nie poprawili... Ale juz jest ok. Pilot w alarmie wymieniony. Doubezpieczenia zglosilismy jeszcze brak podswietlenia sterowania luterek, oczywiscie okazuje sie,ze nie wymienia sie zaroweczki, bo to element ledowy i trzeba wymienic cale sterowanie, upss... A jeszcze chcemy wydebic zeby moze nam opony letnie dosponsorowali, bo jak sie okazuje och zjechanie nie bylo kwestia zlego napompowania ale wlasnie zlej geometrii ukladu jezdnego... pewnie sie nie uda, ale sprobowac mozna...



czwartek, 02 lutego 2012

Oj przygoda, norrrrmalnie...

Z Fordem idzie do przodu. Dostalismy dowod, Radek podpisal i odeslalismy do szrotu. Mam nadzieje,ze na dniach odbiora go z warsztatu i zezlomuja...

Za to z Hultajem rownie letko nie idzie... Chodzi poki co dobrze, bierze wszystkie muldy, zakrety itp. Ale z przerejestrowaniem sa przeboje... Prawdopodobnie byl jakis blad systemowy i auto wciaz jest wpisane na komis, papiery do ubezpieczenia nie przyszly, dopiero dzis po 3 telefonach i mailach dostalam od komisu potwierdzenie ze nas zglosili do ubezpieczenia, poza tym jeden pilot od alarmu, ktory mial nie dzialac z powodu wyladowanej baterii okazal sie byc polamany i uszkodzony, daje sie otworzyc po Radka malej naprawie ale juz zamknac trzeba na kluczyk bez alarmu.  A pilot jest jakis szczegolny, na zmienna czestotliwosc i w Polsce wymiana z zaprogramowaniem kosztuje 700zl... To ile w Szwecji???

Kolejne telefony i maile i na szczescie mam na pismie,ze komis pokryje koszty, mam nadzieje,ze Huyndai zgodzi sie wyslac rachunek za to do nich,zebysmy nie musieli sie potem uzerac ze zwrotem.

Komus jeszcze przygody??? Juz sie boje co bedzie dalej... Grrr...

W dodatku nasi przyjaciele Tarasiuczki maja kiepski okres, po tym jak im sie Kadett spalil 2 tyg temu, malo co nie zabierajac z soba na drugiswiat Jacka i Radka, interes z masazami jakos nie idzie, niby maja kregarza, ale on masuje bardzo technicznie, po szwedzku nie gada i przy calej sympatii do niego mojej to klienci chyba wola gadatliwego Jacka i usmiechnieta Anitke i nie chca do niego chodzic... A oni chcieli sie skupic na nauce, Jacek na jezyku, Anitka na podpielegniarke sie szkoli i jak dobrze pojdzie chce choc czesc etatu zlapac w Landstingu, u mojego pracodawcy, zeby mieli jeden pewny dochod i nie z dzialalnosci, gdzie wiadomo jak zawieje tak jest kasa...

Babka, Polka z reszta, od ktorej wynajmuja dom chce im dwukrotnie podniesc czynsz, w dodatku chciala,zeby chlopak, ktory jest ich gosciem, ten kregarz, placil jej oddzielnie, na oddzielna umowe, choc najela im caly dom... A to tylko wierzcholek gory lodowej...

I mi jeszcze znajome pisza, ze takie przygody fajne, bo sie czuje,ze sie zyje... MAAAATKO, ale czuje,ze zyje...AAAAAAAAAAAAAAAAAAA... Czy ja moge juz zamowic zmiane planow losu wobec nas i naszego otoczenia? Jak ja bym chciala pewnego dnia usiasc spokojnie i powiedziec ze nie mam problemow, zmartwien ani nic do zalatwienia, nauczenia sie, poczytania, napisania... Pewnie powiecie,ze jeszcze za tym zatesknie i macieracje, ale pomarzyc mozna prawda???

Teraz pisze opis pacjenta na kurs z psychiatri os. starszych, jednoczescie weryfikuje swoj plan pracy naukowej, na podstawie propozycji opiekuna, w nast pn jade na kurs z psychiatrii sadowej na ktory juz na szczescie wszystko z fazy przygotowawczej udalo mi sie wyslac, w jeszcze nast wt jade na kurs z psych starszych, oba w Sztokholmie. Snieg ma zasypac pld Szwecje w ten weekend, ciekawe czy odsnieza, zebym miala jak dojechac??? Jak wroce albo gdzies pomiedzy musze zaczac w koncu gadac z tymi, z ktorymi chce zebrac wywiady do pracy... Tydzien po kursach jestem znowu na psychiatrii sadowej a potem prawie caly tydzien na kursach z pisania pracy naukowe i z liderowania...

I mi kolezanka mowi, Niamka, ze podobno moj szef byl "zalamany" tym,ze mnie w tym roku nie ma prawie w poradni, a jak ja mam byc jak ja mam TYLE roznych stazy, kursow, prac, pisaniny, no JAK???

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Radek dzis dokonal dobrego uczynku, norrrrmalnie...

Wlasnie wrocil z treningu pilki recznej z Dawidem, ale okazuje sie,ze na treningu fizycznie nie byl. Zostawil tam Dawida i wrocil prawie pod dom, bo jadac natknal sie na polskiego Tira, jakis mlody chlopak, nie mowiacy ani po szwedzku ani po angielsku jechal w ciemno, bo nie mial zadnego zlecenia tylko na malej karteczce napisany ogolny adres nawet bez ulicy, tylko ze ma dojechac do tej i do tej firmy w Industrieområde czyli w obszarze przemyslowym, wiec mu GPS zle wykierowal i pokierowal nie do obszaru, bo takiej pozycji w spisie nie ma, ale na ulice Przemyslowa... i kazal mu w Kramfors wjechac wglab zglownej drogi i wpuscil w waska i stroma dosc momentami uliczke.

Kiedy chlopak stwierdzil,ze chyba zle jedzie i chcial nawrocic to na lodzie sie zsunal i na letnich oponach nie mial szans wyjechac. Stal w poprzek drogi i ani w te ani we wte... Radek popytal po okolicy,zorganizowal traktor i jakos go wyciagneli, chlopak traktorzyscie zubrowke dal, Radkowi musi wystarczyc satysfakcja z wykonania dobrego uczynku i miejsce w niebie,hehe...

Ale,ze ktos go w ciemno wyslal w taka droge przez pol Europy, nawet nie dajac porzadnego adresu jest NIENORMALNE!!! Nie uwazacie???

21:04, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »

Dzis okazalo sie,ze nasz sp. Fordzio juz nigdzie nie pojedzie, wg diagnozy z warsztatu ma zuzyte obie polosie, ... naprawa z kosztami robocizny kosztowalaby ok 7000 a auto jest warte moze 5000... wlasnie go wiec wyrejestrowalam przez Internet (kocham Szwecje, e-legitymacja z banku rozwiazuje wiekszosc spraw urzedowych...), musimy teraz tylko podpisac zolta czesc dowodu rejestracyjnego, ktory niepodpisany zostal w aucie, grrr... na szczescie warsztat nam go odesle a nasz gracik moze tam zostac na pare dni... Jak odeslemy podpisany papierek to szrot go zabierze, juz bez zadnych kosztow dla nas...jeszcze sobie odzyska benzyne, jakies 30l zostalo w zbiorniku paliwa, jakies czesci, pewnie jeszcze pare tysiaczkow zarobia a my sie pozbedziemy problemu.

Hultaj narazie sie dobrze miewa, odkrywamy go powoli, a to schowek pod siedzeniem a to Radek radio zmienil na nasze z forda, noname ale za to z USB, czytnikiem kart itp. Przeglad planowo mamy za jakies 2000km, ale chyba zrobimy na dniach, zeby powymieniac wszystkie plyny i sprwdzic,czy hamulce, rozne czesci skladowe osie, polosie itp sa ok itp. I tak musimy coroczny przeglad do dowodu rejestracyjnego zrobic do konca marca...

Brakuje nam chyba tylko trojkata i gasnicy, ktora z reszta tu nie jest obowiazkowa, zimowe opony mamy bezkolcowe,jednak calkiem porzadne - przy napedzie 4x4 radza sobie niezle nawet w glebokim sniegu, nie bedziemy wiec na gwaltu rety kupowac, tylko jak sie jakas okazja trafi... Pewnie albo nowe ale z tanszych albo lepsze uzywane, jesli w okolicy gdzies ktos bedzie sprzedawal... 2 nowe tzn lekko uzywane letnie musimy tez dokupic, nawet oryginalne alufele do nich mamy ;-)

No i mamy stalowe felgi od Fordzia, moze sie je uda z oponami jeszcze opchnac za pare koron na blocket.se to taka mala namiastka allegro tutejsza... Same opony jeszcze moze komus na rok starcza, felgi tez sie moga komus przydac...

Dochodze do wniosku po otrzepaniu sie z weekendowego szoku, ze kupowanie auta tutaj to sama przyjemnosc... 2 podpisy a wszystko inne komis zalatwia - jeszcze dzis sprawdzilismy,ze gostka dobrze zrozumielismy, tzn wroc, Radus moje kochanie na telefonie od rana wisial i sprawdzal..., zgloszenie zmiany wlasiciela to urzedu, platnosc podatku, czasowe ubezpieczenie za darmo na 2tyg a potem towarzystwo przysyla oferte i jesli ja wezmiemy to jeszcze 3,5 miecha za darmo... Midzio...

Wczoraj jechalam z Härnösand od Tarasiuczkow, autko prowadzi sie miodzio, z pewna doza ostroznosci narazie bo go nie znamy i nie mamy kolcow, ale jak dla mnie zdecydowanie lepiej niz ford kiedykolwiek, porownywalnie do sluzbowego z pracy...

niedziela, 29 stycznia 2012

Jak wspominalam ostatnio poszukiwania auta ulegly o tyle zastopowaniu,ze czekalismy na uplynnienie finansow poprzez wziecie pozyczki z banku. Pozyczka przyszla, nic wiec nie stalo juz na przeszkodzie by zaczac sie zastanawiac kiedy, o ktorej i dokad jedziemy. Zapadla decyzja,ze w piatek, z samego rana. Plan wstepny byl taki,ze weekend od pt do nd Dawid mial spedzic u Tarasiukow a my z okazji naszej malej rocznicy bycia ze soba czyli 16 rocznicy pewnej studniowki, ach, jaka ja juz stara jestem...hm, hm... no wiec w celu poswietowania mielismy spedzic mily, romantyczny weekend, niestety nie w Paryzu, ale w Sundsvallu... Okazalo sie jednakoz,ze miejsca do pojechania sa 3 a nawet 4, tzn Uppsala, gdzie byl Radka po wstepnej selekcji faworyt sposrod Santa Fe - z opisu idealny, maly przebieg, skorzana bezowa tapicerka, hak, system antyposlizgowy itp... Potem bliskie okolice Sztokholmu czyli Täby i Danderyd, w tym drugim miejscu byl drugi na liscie faworytow, starszy, z wiekszym przebiegiem, ale tez z hakiem i spelniajacy podstawowe warunki, kilka tysiecy tanszy... No i 2 autka Postanowilismy byly do obejrzenia nieco na wschod od Sztokholmu i Uppsali, w Eskilstuna, tam stal jeden Santa Fe i jeden Ford Maverick, ktory wygladal i kosztowal zachecajaco...

No i postanowilismy wiec w koncu weekend w miescie przesunac na kolejny tydzien i skupic sie na jednym zadaniu, odnowieniu domowego parku maszynowego...

W droge wyjechalismy w pt z samego rana o godzinie 4. Ja zapadlam w kojaca drzemke dosypiajac nocne zaleglosci z Radus prowadzil, popijajac kawke. W okolicach Sundsvall zaczelo tak sniezyc, ze predkosc jazdy znaczaco nam spadla, bynajmniej jendak poza ktorkimi momentami snu mi to nie zaburzalo... Przebudzalam sie chwilowo, ale za chwile przysypialam znowu... Z krainy Morfeuszka wyrwalam sie dopiero kolo jak sie potem okazalo Gävle... Otworzylam oboje oczu i zapytalam mensza jak sie jedzie... Swietnie, Chuj...wo czy tez Beznadziejnie... Na to maz odpowiedzial mi,ze jesli chce uslyszec szczera odpowiedz, to wiele wskazuje na to,ze tym autem my juz do domu nie wrocimy...Jak sie potem okazalo w tym momencie po raz kolejny szarpnelo mu kierownica w lewo i to dwa razy pod rzad, duzo silniej niz wczesniej, podjal sie blyskawiczna decyzje zjechania na parking,z reszta po 3h prowadzenia i tak musial odpoczac... Podjechal na srodek i chcial sie ustawic tylem... Wrzucil wsteczny, a aucie cos zazgrzytalo... i auto nie pojechalo na wöasnych 4 kolach ani w tyl, ani w przod... Cos co wczesniej szarpalo kierownica, wzielo i peklo, spadlo czy inne cus... odmowilo posluszenstwa w kazdym razie...

Coz... Mozecie chyba zrozumiec, ze w tym momencie wogole nie bylo nam do smiechu... Fordzio zawiodl pierwszy raz w trasie, w najmniej odpowiednim momencie... Niby na takie okolicznosci kupuje sie ubezpieczenie, ale jak juz sie to stanie ... lekka niemoc dopada... Skontaktowalismy sie najpierw ze znajomym, ktory pracuje w naszym towarzystwie ubezpieczeniowym. On nie mogl rozmawiac od reki, oddzwonili po chwili, wiec w miedzyczasie zapominajac,ze mamy tez w razie czego prawo do samochodu zastepczego goraczkowo zastanawialismy sie, jak my sie mamy dostac te 100km dalej do Uppsali, gdzie ewentualnie stal nasz przyszly niedoszly samochod...

W koncu siegnelam po telefon i wykrecilam numer do przyjaciela, do Jacka Tarasiuka... To jest jeden z powodow dla ktorych na chwile obecna chcialabym zostac w tym miejscu na ziemi w ktorym jestesmy, wlasnie dlatego,ze sa tutaj tacy ludzie, na ktorych nie tylko mozna liczyc jak sie chce pobawic, popic, posmiac, ale i kiedy sie wali i pali... Jacek z Anita po pol godzinie byli w drodze do nas swoja Sabcia...W tym czasie kolega doradzil,ze mamy darmowy assistance czyli zawioza nam auto do warsztatu, niestety nie do domu, co moze mogloby byc najlepszym rozwiazaniem (tu mamy tani warsztat, tam auto trafilo to jakiegos firmowego mechanika, gdzie godzina pracy pewnie bedzie kosztowala z 1000sek... a auto przy dobrych wiatrachmoze byloby warte do sprzedazy z 5000sek...)... powiedzial tez o tym aucie zastepczym, ale my juz dalismy sobie z tym spokoj, bo przyjaciele byli juz w drodze i chyba nawet wolelismy to rozwiazanie... choc przyszlo nam na nich czekac 4h... Wiedzielismy tez,ze jesli auta nam nie naprawiamamy prawo do darmowego noclegu w Gävle, ale coz z tego jesli wszystko wskazywalo na to,ze i tak nie oplaca sie go naprawiac, jesli warsztat tego dnia zamykaja wczesnie a w sobote jest zamkniety a poza tym czulismy,ze teraz juz musimy zmienic auto...

Jako,ze byla to nasza rocznica w tym chaosie, usilujac utrzymac dobre humory, wymienilismy sie prezentami. Monsz dostal 1 rozrywkowa i 2 poradnikowe ksiazki, ja moje kochane perfumki Green Tea, E.Arden. Zjedlismy kanapeczki, wypilismy herbatke, podgrzewalismy sie silnikiem...

Jako ze zle sprawdzilam w komorce nasze polozenie (w bezruchu gps pokazuje kierunki polnoc na gorze, poludnie na dole a jakpopatrzylam jakby bylo odwrotnie, gupia baba) wiec Anitka z Jackiem mineli nas, pojechali tam gdzie mysleli,ze bedziemy, potem jako ze to autostrada musieli pojechac kawal zanim mogli nawrocic i kolejny kawal w druga strone zanim moglo znowu przejechac obok naszego parkingu.

Przepakowalismy graty, zabierajac z Fordzika wszystko to mielismy tam upchniete na wszelki wypadek, np. lopate, linke to holowania, skrzynke z narzedziami, siatke do unieruchamiania bagazu, apteczke, ciuchy cieple, buty itp, itd... Kluczyki dowod rejestracyjny zostawilismy w aucie, informujac zaklad, ktory mial go przetransportowac do warsztatu, gdzie je zostawiamy. Bedac juz w drodze powiadomilam warsztat,ze nasze auto tam trafi, ale ze chcemy,zeby najpierw sprobowali sie tylko zorientowac co to moze byc i ile moze kosztowac a potem sie odezwali zanim zrobia cos,za co bede musiala placic...Nie odezwali sie do zamkniecia zakladu a widzielismy wracajac,ze auta na parkingu nie bylo, wiec pewnie nie zdazyli miedzy popoludniowa fika czyli kawa a piatkowym fajrantem o 16... Bedziemy wiec jutro dzwonic,zeby sie dowiedziec czy nasze auto olaca sie naprawic i sprzedac czy lepiej od razu je zeszrotowac...

A tymczasem niecala godzine pozniej juz bylismy w Uppsala. Zajezdzamy pod podany adres, a tam ani naszego wypatrzonego w necie auta ani zadnego pracownika... Zadzwonilismy pod podany numer telefonu, okazalo sie,ze ten sam handlarz ma jeszcze inne miejsce w tym samym miescie, jakies 2km dalej.Przejecalismy wiec tamze...I Hyundai, nasz wstepny faworyt byl, czekal,a jakze... tyle, ze z faworyta nieziele zostalo jak sie okazalo,ze miala byc skorzana tapicerka a jest zwykla i to maksymalnie usyfiona, jej stan i stan tapicerki z bagazniku wskazywal na przebieg nie 80.000 a 180.000km... Hak, ktory mial byc rozplynal sie, system antyposlizgowy chyba nigdy tego auta nie ogladal za to na pewno spotkalo sie ono na pewno z jakims slupkiem lub innym autem na parkingu bo bylo powgniatane na prawym przednim blotniku, pobdrapywane, z peknieta jedna z tylnych lamp i wypadowanym akumulatorem, w dodatku na tylko letnich oponach... Faworyt spadl z hukiem z piedestalu...

Coz bylo robic... zwinelismy sie spowrotem do Sabcia i chcac dotrzec jeszcze za dnia do kolejnego celu w okolicach Sztokholm ruszylismy w droge... Celem byl Danderyd. Radek probowal tam dzwonic dzien wczesniej,ale sie nie przebil. Na szczescie ja mialam wiecej szczescia, co prawda pod podanym numerem odpowiedzieli ludzie z Täby, ale z drugiego salonu tego samego wlasciciela, wiec dostalismy wlasciwy numer, potwierdzilismy,ze auto jest i ze mozna sie nim probnie przejechac... Dojechalismy, pokazalismy sie sprzedawcy, ktory wyposazyl nas w podstawowy sprzet do jazdy probnej, tzn. kluczyki, kierunek odnalezienia onteresujacego nas auta no i miotelke do odsniezania... oczywiscie... gdyz nasze auto stalo sobie na drugim koncu parkingu, zasypane sliiiczna warstwa 30cm sniegu...ot, taki maly sporcik na mily poczatek, hehe... No wiec odkopalismy, probujac zdazyc zobaczyc cokolwiem poki slonce nie zajdzie, obeszlismy, obmacalismy... wszystko zgadzalo sie z opisem. Byl wyjsciowo 3tys tanszy niz ten nieudany egzemplarzz Uppsali, ale i ma o 50000km wiekszy przebieg... za toricznik ten sam, hak, zadnych wgniecen ani stluczek na perwszy ani drugi rzut oka, poza malym peknieciem na tylnym zderzaku, pewnie jak ktos podczepial przyczepke na hak, tapicerka czysta, zadbana i niezniszczona tak jak i cale wnetrze i bagaznik. No i opony zimowe, co prawda bez kolcow, ale jednak, a nawet letnie na felgach aluminiowych, oryginalnych z Hyundaia, dwoch co prawda zjechanych, ale dwie sie nadadza na jeszcze ze 2sezony... Pojezdzilismy w te i spowrotem, hamulce nieco zastale ale sie roruszaly, silnik pracowal rowno... Niestety o tej porze w pt, w Sztokholmie mozliwosci zrobienia na szybko przegladu nie bylo... No ale udalo nam sie utargowac 1000sek zceny na benzyne na powrot i ... 2 letnia gwarancje na wszelkie uszkodzenia silnika, ukladow roznorakich, napedu 4x4, sprzegla wiskotycznego itp, itd... wszystko poza normalnym zuzyciem auta... No to juz nie do odrzucenia oferta... Poprzeanalizowaniu zadow i waletow, podjelismy decyzje, bierzemy... Radek podpisal dwa papierki, facet odblokowal auto do uzytku, zglosil do krotkiego ubezpieczenia, tak bysmy mogli dojechac do domu i zastanowic sie gdzie go chcemy ubezpieczyc. Potem ruch karta, z czytnka wyszel maly papierek czyli dowod zaplaty i ... gotowe. Do bagaznika zarzucili nam letnie opony, dali folder gwarancji i do domu... Przepakowalismy graty z Sabcia i po ochlonieciu lekkim ruszylismy...

Ujechalismy moze z km kiedy autem zaczelo szarpac... Radek zle pracuje pedalami? Skonczylo sie paliwo??? Czy zesz qr... mac co znowu???? Kolejne auto jednego dnia zepsulismy??? GRRRRRRRRRRRRRR...!!!

Najpierw jakies 5 sekund zalamki, skret na czerwonym, uppsss... w slepa uliczke i decyzja zawracamy... Godzina 17.52, za 8 minut zamykaja komis... Mi sie prawie rozladowala komorka, myslalam,ze juz calkiem calkiem, ale okazuje sie ze jeszcze dycha... cale szczescie bo karteczki z numerem znalezc nie moge, jak z Radka komorki dzwonilam na numer z faktury wogole mnie nie laczylo... ale ze moja komorka jeszcze dychala znalazlam numer w historii i udalo mi sie dodzwonic. Gostek mial czekac... przecielismy jak strzala spowrotem,na krztuszacym sie i szarpiacym silniku i chyba na 2, moze na 3 cylindrach siejac za soba zapach nie do konca wypalonej benzyny... suuuuper przeciez o tym sie marzy po calym dniu przygod samochodowych nie???

Facet czekal, przejechal sie autem...Radek ochlonal i chyba zdazyl sie domyslec diagnozy,ktora gostek potwierdzil, cos w silnikiem, chyba albo kable albo swiece. Zalatwil nam wizyte na ostro o mechanika, na koszt komisu ofkors... Drugi pracownik odeskortowal nas ok 15km do sasiedneij sypialni Sztokholmu, Vallentuna. I tam po podlaczeniu do komputera, ktory nie poazal absolutnie zadnych bledow w silniku machanicy  dokonali skomplikowanej naprawy naszego nowego auta... rozkrecili obudowe, odczepili co trzeba, papierowym reczniczkiem powycierali czesci silnika, ktore ktos zamoczyl myjac silnik do sprzedazy pod cisnieniem myjka... Potem osuszyl wszystko powietrzem pod cisnieniem, poskrecal wszystko i autko odzyskalo cylinderki, juppii!!! W dodatku, jako, ze byl pt, 19sta, okazalo sie,ze 3 z 4 pracownikow warsztatu to oczywiscie... Polacy, za czwarty na pewno niezle sie nauczyl mowic po polsku, albo przy swoich kolegach albo do polskiej rodziny...

Tak wiec po tym emocjonujacym i pelnym przygod dniu podroz do domu z popasem w Maxie w Uppsali i padajacym niezle od Hudiksvall do Härnösand sniegiem byla juz czysta przyjemnoscia. Trzymalismy rozsadna predkosc, bo nie znamy auta, opony mamy bez kolcow no i mielismy dosc emocji... I jedzie sie genialnie. Jak narazie proawdzi sie genialnie. Sama mialam nim okazje pojechac sobie dzis z Härnösand, gdzie u Tarasiukow opijalismy ten zakup, okupiona solidna porcja stresu i nerwow,  i juz lubie ten samochodzik, tak, jak nie lubilam Fordzia. Pedaly chodza lekko, lusterka jak w ciezarowce, wszystko widac z wysokosci, przejezdza przez 30cm snieg na podjezdzie do garazu bez najmniejszego problemu, jak w maselko... MIOOODZIO!!!

Jutro czeka nas a) dowiedzenie sie co z fordziem i albo naprawianie albo z wieksza doza prawdopodobienstwa szukanie szrotu, ktory go zabierze i wyrejestruje, najchetniej bez ponoszenia przez nas kosztow, potem wyrejestrowanie go, odzyskanie podatku,wypowiedzenie ubezpieczenia b) sprawdzenie,czy facet z komisu dopelnil wszelkich formalnosci ze zgloszeniem auta i ubezpieczeniem plus wybranie ubezpieczenia c) umowienie sie na przeglad w Huyndai, wymiana oleju, ktorego juz troche brakowalo, ewentualnie jakis tam plynow, sprawdzenie,ze wszystko dziala d) przeglad roczny auta, ktory musimy zrobic do marca i ktory mam nadzieje po przegladzie u dealera bedzie tylko formalnoscia...

Tak poza tym monsz oczywiscie probuje zalatwic praktyki, ale ze jego opiekun w urzedzie pracy zrobil sobie zimowe wakacje, zalatwianie czegokolwiek musialo zostac odsuniete w czasie na nast tydzien... Szwecja... scisla specjalizacja, kazdy zajmuje sie tylko jednym dzialem, nikomu sie nie spieszy a jak Radek powiedzial,ze zastanawia sie nad praktykami w 2 miejscach uslyszal,ze no on to sie musi zdecydowac i skupic na jednym miejscu.... aaaaaaaaaaaaaaaaaa... Jakby sie ktos NA NIEGO zdecydowal byloby duuuzo latwiej nam sie zdecydowac...

NO... W przyszlym tygodniu relacja z romantycznego weekendu we dwoje... chba ze nie bedzie romantyczny... albo chyba ze nie bedzie nic do opowiadania co sie nadaje do upubliczniania, hahaha... NO!!!

Dziekuje za uwage i pozdrawiam...

Tagi: auto Hyundai
23:16, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 stycznia 2012

Dzis Dzien Babc i Dziadkow... Mi do jego obchodzenia pozostal juz tylko jeden kochany, ale jednak maly towarzyski Dzadek Wojtek. Choc trzeba mu dzis przyznac,ze nie wiem czy sam pamietal, czy to zasluga mamy, ale zadzwonil z zyczeniami, nice...

Pisalam dzis na blogu kolezanki komantarz, pozwole go sobie zacytowac, chodzilo jej o to,ze czesto zdarza sie,ze ludzie sie kochaja, sa ze soba latami a ich naj naj najblizsi czyli rodzice albo sie ledwie toleruja, albo  zwalczaja albo w najlepszym razie sa obojetni... Moi Dziadowi i Babciowie nie mieli okazji sie spotkac, ale i chyba takiej potrzeby nooo moze sie widywali czesciej na poczatku, jak bylismy malutcy...

Doceniam w tej chwili jak mam pisac o dziadkach hehe szwedzka modle na podawanie nazwy babci i dziadka w zaleznosci od ktorej strony sa... wiec moja farmor czyli mama taty byla z farfar czyli tata taty rozwiedziona, mieszkali pod jednym dachem ale stosunki byly nieistniejace z elementami chlodu miedzy nimi. Ale o tym sie z dziecmi nie rozmawialo... Babcia byla generalnie w gatunku tych starszych, babciowych babc w chusteczce, bez makijazu , ale nie zmienia to faktu,ze byla kochana...

Ale z moimi drugimi dziadkami, morföräldrar czyli rodzicami mamy spotykala sie tylko od wielkiego dzwonu, na naszych urodzinach, weselach i pogrzebach...Mormor i morfar czyli rodzice mojej mamy byli nam zdecydowanie uczuciowo blizsi, zwlaszcza mormor, mama mamy, ktorej mi tak bardzo bardzo brakuje... Szczegolnie w takich dniach jak dzis chcialabym moc podniesc sluchawke i zadzwonic do nieba zlozyc jej zyczenia, czy tez gdziekolwiek indziej ona sie teraz znajduej, bo przeciez energia jej zycia nie zniknela ot tak sobie ze swiata...

Nasi Rodzice a Dawida dziadkowi (w zasadzie jak ich zbiorczo nazwac, czemu akurat dziadkowie a nie babciowie, hehe...) troche sa sobie blizsi choc tez dzieli ich kilkanascie lat roznicy, ale mowia sobie po imieniu, nawet nie wchodza w konflikty, ale tez i nie spotykaja sie jakos prywatnie... Ale taka jest prawda,ze tesciowie w zasadzie poza rodzina sie z nikim sie spotykaja a moi rodzice raczej w starym sprawdzonym gronie czy tez tym co z noego po latach pozostalo... Masz racje, moze nam sie uda byc bardziej zgranymi tesciami/dziadkami, ale tez nie ma z tym nic pewnego... Zobaczymy.

W kazdym razie raz jeszcze wszystkim czytajacym Babciom i Dziadkom naszym i naszego dziecka WSZYSTKIEGO NAJ NAJ NAJLEPSZEGO.

Dziekuje tez za zyczenia od kilku osob, ktore pamietaly o moich imieninach (nie ma wsrod nich mojego mensza, taaa... to bedzie mial dlug do splacenia, uuuuu...) nawet jesli ich zwykle nie obchodze szczegolnie chucznie, jakos w tym okresie nie mam do tego melodii...

W zeszlym tygodniu spedzilam 3 interesujace dni w specyficznym miejscu, w klinice Psychiatrii Sadowej w Svall. Nie jest to ta sama psychiatria co moja czy nawet ostra psychiatria szpitalna. Inny czas pobytu pacjentow, czesto wielomiesieczny, inny typ pacjentow, albo skazani, ktorzy byli chorzy w trakcie popelaniania czynu i trafili tam zamiast do wiezenienia na wiele lat, albo Ci co sa aresztowani i zachoruja mniej lub bardziej psychicznie. Mialam okazje wspolpracowac z dwojka zupelnie roznych a jednak rownie ciekawych lekarzy, jeden z nich zrobil swietny wyklad nt obowiazujacych praw, druga jest tak pizytywna i tak lubiaca ta prace,ze jej entuzjazm az zaraza... Specyficznosc mejsca polega tez na scislych zasadach bezpieczenstwa, nie mozna miec swojego telefonu jako taka osoba z zewnatrz jak ja, ani torebki, przy wejsciu i miedzy wszystkimi oddzialami zamykane na karte i klucz drzwi, bramka na metale w wejsciu... Jeszcze kolejny tydzien teraz a potem jeden w lutym... Ciekawe doswiadczenie, naprawde...

Musialam jeszcze pocieszac moja kochana przyjaciolke i towarzyszke niedoli Niamke, ktora zpelna werwa i pozytywnym nastawieniem pojechala do Kramfors na spotkanie lekarskie i zostala zgaszona na wejscie, jej pomysl wykorzystania programu do ukladania schematu pracy lekarzy ze szpitala zostal olany, plany stazu na wiosne w Sundsvall spotkaly sie ze zdziwieniem,ze tak pozno chce to zalatwiac no i nasz nowy specjalizujacy sie, ktory ma szanse skonczyc specke wg starych zasad na koniec przyszlego roku chyba w oczach szefa stoi wyzej niz ona... Doszlysmy po paru lampkach wina do wniosku,ze zawsze bylysmy jednak tymi Polkami i chyba dla samego szefa jestesmy jednak pewnym rozczarowaniem, bo zamiast cichych, robotnych i poslusznych myszek dostal uparte, dazace do celu i w dodatku wspierajace sie kobiety, hehe... coz... musi teraz z tym zyc... I jakos NIE BUDZI mojego wspolczucia...

Z autem narazie przestoj o tyle,ze czekamy na pieniadze z banku, przegladamy oferty, zastanawiamy sie... Moze pojedziemy w pt w dol do Uppsala obejrzec kilka aut, ale zobaczymy...

Dzis byl mecz z drugiej fazie grupowej ME w pilce recznej Polska:Szwecja... Nie wszyscy sledza, ja zaczelam teraz ogladac no  bo jak dziecko gra nie wypada juz nie weidziec co sie dzieje w tej dziedzinie w swiecie... Mecz zakonczyl sie ... REMISEM 29:29... I mozna powiedziec, ze bylo to salomonowe rozwiazanie, kto nie ogladal duuuzo stracil, jaki horrrror!!! Mecz z Dania to byla male pifko... po pierwszej polowie zagranej jak na rolce czyli relanium, nasi przegrywali 9 do 20, juz wydawalo sie ze pozamiatane, Radek poszedl na gore ogladac tvn turbo zdrajca, Niamki zaczely pakowac sie do domu, tylko ja i Dawid dzielnie kibicowalismy... Nie wiem co trener graczom powiedzial a raczej wiem,ze nie byly to slowa parlamentarne, ale POMOGLO!!! Co prawda nie gralismy na 100%, ale przy ledwie poprawnej grze Szwedow my gralismy lepiej, powolutku odrabialismy i REMIS!!!!!!!!!!! ... Z punktu widzenia polityki miedzypanstwowej wynik idealny, choc troche sie zastanawiam, dlaczego qrdelek nasi nie sprobowali jeszcze oddac ostatnego rzutu na bramke w ost sekundzie, ale widac, tak mialo byc... Za to miny szwedzkich zawodnikow schodzacych z boiska... bezcenne... Choc szkoda mi ich bylo... troszeczke...  oni tez uslysza pare slow prawdy od trenerow... Ale hahaha... no i syn bedzie mogl chyba dalej trenowac, ;-) uff... a my mozemy dalej kibicowac juz na spokojnie obu zespolom...

piątek, 13 stycznia 2012

Monsz mnie namowil dzis na wyprawe do Sollefteå w celu obejrzenia i przejechania sie dwoma autkami. Poniewaz iz nasz Fordzio pomijajac postepujaca powoli fale rdzewienia wykazuje tez tendencje do wydawania dziekow ostrzegawczych np o probie skrecenia kol do skrecenia albo przekroczenia 120km/h... No i trzeba bedzie sie dopozyczyc w banku troche i dzielnie splacac ratki kolejne, bo odlozyc narazie nie ma z czego...

Przejechalismy sie Citroenem C5 (roczniki mlodze niz 2005 juz sie tak podobno nie psuja, choc wiele zalezy od egzemplarza, ale tak to jest z kazdym nowym autem z elektronika, a Radusiowi sie usmiechalo hydropneumatyczne zawieszenie, miekkie, dla kregoslupa, ktore jednak okazalo sie nie AZ takie rewelacyjne...) i Hyundaiem SantaFe (tu w gre wchodzi troche starsza bryka,za to z 4x4, prowadzil sie zadziwiajaco dobrze,przetestowalismy go na sliskim i noooo... wart zainteresowania...), pare jeszcze mamy typow...

W citroenie C5 poczulam sie dzis OBNIZONA (w Dawidowym slowniku rownowaznik PONIZONA, hehe) - po ustawieniu fotela dla mnie nie da sie ustawic lusterka wstecznego tak,zebym dobrze widziala cala szybe bez przesuwania sie w fotelu, no OBNIZAJACE!!!! hehe... Tak wiec C5 odpada...

CDN

21:07, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2012

Jako ze gra B nam sie trafila i tego jednego punkciku zabraklo przyszlo nam sie odnalezc w grze B. Doszlam do pocieszajacego wniosku,ze nie ma tego zlego, bo przynajmniej chlopaki grali z druzynami na podobnym poziomie i mieli szanse sobie dobrze poradzic...

Bo wiecie, sport dzieciecy, ale roznice poziomow jednak sa... Np. dziewczynki z Kramfors weszly do finalu A, ale tam spotkaly sie z druzyna ze Stolycy,ze Sztokholmu znaczy sie, ktora trenuje nie 2 a 4 razy w tygodniu, ma po 2 mecze w kazdy weekend a nie tyle ile wyjdzie z ligi i czasem meczow treningowych...No to sila rzeczy sa bardziej zgrane,ograne, wytrenowane... Mimo to naprawde doceniam,ze nawet w takim Ramvik, Krafors czy Harnosand sa druzyny, sa ludzie, ktorzy poswiecaja im czas i uwage i sily,zeby chlopcy i dziewczyny zamiast szwendac sie po ulicach albo siedziec w domu grajac w pilke reczna na WII ;-) zaczely sie ruszac, uczyly sie walczyc, wygrywac i przegrywac no i dzialac w zespole...

Final zaczelismy meczem pozno w sobote od mocnego zwyciestwa w cwiercfinale 17 do 5. Jako ze dosc szybko stalo sie jasne, ze wygramy, trener mogl sobie pozwolic na male rotacje skladu i wprowadzanie tych nieco slabszych zawodnikow na nietypowe dla nich pozycje... Kolejny krok do pokonania mielismy w sobote w poludnie. Polfinal byl dluuugo wyrownany, ale druzyna grala razem, zgodnie i wygralismy 7 do 10. Nasi przyszli finalowi przeciwnicy mieli jeszcze bardziej wyrownany polfinal, wygrali w koncowce 10 do 9. Musialo to niezle nadszarpnac ich sily, bo na nas juz im och nie starczylo. Final byl ciekawy, ale dosc jednostronny. Choc nie bede sie uskarzac na to,ze wygralismy 16 bramkami do 6 i ze syn nasz kochany zaskoczyl bramkarza przeciwnikow swoim niezbyt sily ale wysokimrzutem, strzelajac DRUGA bramke w zawodach. Zaden rodzic, ktorego dziecko strzela 5 czy 10 bramek w meczy nie doceni tych 2 goli tak jak my, hehe...

Radosc byla ogromna, zlote medale, usmiechy, usciski, nawet z mamuska i piatka z tatuskiem. Potem tylko prysznic i do autobusu. Triumfalny powrot do rzeczywistosci kole polnocy. I jak powiedzial Dawid wszedzie dobrze, ale w domu najlepiej, po czym teatralnie runal na kolana ucalowac panele w przedpokoju, hehe...

Kopparcupen, wracamy za rok!!!

Kopparcupen 2012

12:43, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
O autorze

http://klubpolek.blogspot.it/

++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++