ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
Kategorie: Wszystkie | Pracowe rozwazania | Zapiski codzienne
RSS
sobota, 10 marca 2012

Tydzien ponad zlecial nawet nie wiadomo kiedy... Pobyt w Legnicy ja osobiscie uwazam za udany. Spotkalismy sie z jedna i druga Babcia i Dziadkiem, choc oni pewnie chcieliby,zebysmy zostali, najlepiej juz na zawsze,ja ucze sie jednak doceniac,to ze sie widujemy,a jak czlowiek poteskni tym przyjemniej sie zobaczyc... mam nadzieje. Z Dziadkiem moim a Dawida Pradziadkiem tez sie spotkalismy. Moja kochana Babcie Jasie, jej siostre Ciocie Dane, druga moja Babcie Pole i jeszcze kilka osob z Radka przodkow odwiedzilismy na cmentarzu. Smutne to zawsze chwile, tak bardzo mi ich, a zwlaszcza Babci Jasi brakuje.

Drugiej Babci Jasi tez nie ma juz z nami na tym swiecie. Zmarla daleko od wiekszosci czlonkow rodziny, ale mam nadzieje,ze nie calkiem samotna, bo w ostatnim domu opieki miala opiekunki Rosjanki czy Ukrainki, z ktorymi mogla pogadac w swoim rodzimym jezyku. Andrew tez byl blisko niej, jej najmlodszy syn i tez wnuczka, corka drugiego syna Romana. Babci cialo ma zostac skremowane i rozsypane prochy na Hawajach. A Tesciowa ma w planach zamiescic tabliczke z datami urodzenia i smierci na grobie pierwszego meza Babci, tak bysmy mieli symboliczny grob do odwiedzenia.

Andrew moze wybierze sie do Polski poznac rodzine, choc nie wiem czy uda mu sie zjechac akurat z nami. Ale moze, moze przeniesie sie do Ojczyzny, o ile znajdzie tu prace, moze w Warszawie. Fajnie by bylo go poznac. Choc nie wiem, czy odnalazlaby sie w tej polskiej rzeczywistosci... Ale kto wie...

Zakupy uwazam za udane. Wioze sporo ksiazek, gazet, komiksow, slodyczy, kielvasek, no i ciuchow i butow ofkors, hehe... Torbe tez mam nowa, w tamta bym sie 100% nie zmiescila, stara zostala na Wierzbowej.

Udalo mi sie odwiedzic fryzjerke. Zajelo mi to caly dzien prawie, ale nie zaluje. Za jedyne 130zl mam ladny krotki fryz, rudawy z jasnymi pasmami z przodu. Dopiescilam sie kobieco. Odwiedzilam tam tez sklep, ktory w Legnicy mi zlikwidowali, Pretty Girl, tym razem bez zakupow, ale go lubie. I ksiegarnie, gdzie dzieki pomocy Pani udalo mi sie znalezc dokladnie tez ksiazeczki, ktorych szukalam, nie wiedzac czego szukam, historie Polski napisana jezykiem juz nie dla dzieci, ale tez nie dal doroslych, plus ksiazke o znanych Polakach i regionach Polski. Dawid zachwycony, jedynie koniecznosc przeniesienia tychze ksiazek, ofkors wydania w twardej oprawie, nieco mniej go pozytywnie zachwyca.

Czas w Toruniu minal jak zwykle milo... No ja mowie,ze to jest glowny powod, dla ktorego ja lubie tu przyjezdzac, jest milo, rodzinnie, niezobowiazujaco, troche rozmow, wspolnych zakupow ... Zeby jeszcze ten kotnakt na odleglosc ciutke lepiej funkcjinowal, bo tego, plotek, porozmawiania, zwierzenia sie mi brakuje nieraz i nie dwa, nawet jesli mam tez dziewczyny na miejscu, Niamke, Anitke, Kaske i inne, Martunie na odleglosc, mamuski wroclawskie i mamuski miedzynarodowe z tatuskiem, pare znajomych fejsowo-mailowych, ale i Alinke chcialabym miec nieco czesciej... No ale pogadalysmy troche, choc nam sie teraz pory dobowe rozmywaja, ona wczesniej wstaje, ja rano ledwie oczy moge otworzyc, ona pada wieczorem, ja moge siedziec... Bylysmy dzis na babskich zakupach, fajne to bylo, Alicja z Dawidkiem sie bawili w domu a Natala dzielnie nam towarzyszyla...

Ostatnie godziny w Ojczyznie tym razem, torba prawie zapieta, nie wiem jak ja w niej zmiescilam jeszcze wiecej niz w Legnicy, a Tesc we mnie juz wtedy nie wierzyl... Nie wiem tez, jak my ja podniesiemy i pociegniemy, ale zawsze mozna liczyc na to,ze szwedzcy mezczyzni widzac biedna kobietke z synkiem ledwie wyrosnietym dygajaca takie torbiszcze poczuja rycerkowsc i pomoga jak w czwartek polscy... Kiedy znowu w kraju? A kto to wie... Radek poki co ma przedluzone praktyki, bo facet, ktory go na praktyki z urzedu Pracy chcial wziac pojechal na urlop... moze tydzien dluzej, moze dwa, z jednej strony fajnie, z drugiej dalej nic nie wiemy... Byle do wiosny, mam nadzieje,ze snieg juz w Kramfors praaawie stopnial, podobno plynie z kazdym dniem. jesli TO jest typowa zima w Szwecji, to jest OK!!! Jutro start z lotniska w Gdansku 11.45, ladowanie na Skavsta 13.00, ok. 20 bedziemy w Svall i wpadniemy w mam nadzieje stesknione ramiona mensza i taty... <3<3<3

Tagi: Polska zakupy
23:24, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 04 marca 2012

... czyzby czas byl oglosic koniec panowania zimy??? Nooo nie wiem nie wiem, u nas na polnocy pewnie jeszcze chwile postraszy, choc w zasadzie ostatnie tygodnie naprawde nie mozna sie skarzyc bylo caaaalkiem przyjemnie, w slonku nawet i 10 na plusie, w nocy ledwie ledwie na minusie. prognozy sa ze do tego co sie w ost dniach stopilo ma teraz jeszcze troche dopadac, ale mamy ciiiiiichutka nadzieje,ze to juz takie ostatnie strasznie i podrygi. Taka zima jak w tym roku moglaby byc co rok... Troche mrozu, nie za wiele sniegu. Szkoda,ze z naszej trojki tylko Dawid w tym roku zdazyl pojezdzic na nartach,i to w ostatni weekend i w czwartek i pewnie wiecej juz nie zdazy...

Ze zmiana wygladu blogu na wiosenny ja sie jednak wstrzymam  jeszcze hehe...

Poki co chlone atmosfere jeszcze bardziej wiosenna w Polsce. A mielismy szczescie, nie pada a wczoraj nawet takie slonko bylo,ze spacerekna isiedle byl czysta przyjemnoscia... Od piatku jestesmy, wiec juz 2 dni, minely nawet nie wiem kiedy. Coooz droga to daleka, fakt, ale juz mnie ciagnelo... Nie powiem,ze zaluje, hehe... choc taki przyjazd zawsze troche mi weryfikuje wyobrazenia pozytywne jak to juz w Polsce dobrze jest. No az tak dobrze nie jest, miejscami cos sie zmienia, ale glownie jest jako tako albo byle jak... Ale nie narzekam, bo na krotko jestem i sama nie polepszam bylejakosci podatkami wlasnymi, to juz cicho bede... I na temat korkow w Poznianiu, niewiedzy Pan od sprzedazy biletow, ciagnacego sie remontu na dworcy we Wro, spaceru na dworzec tymczasowy, bo wody blizej nie uswiadczysz, biegu po zdrowie na peron bo podaja go kilka minut przed odjazdem pociagu, kiedy postawiaja go...i takich tam naaaaawet nie wspomne. Nie wiem, jak to EURO nam wyjdzie, ale jak znam umiejetnosci mobilizacji Polakow w obliczu zagrozeniaz zewnatrz uda sie i to jeszcze z przytupem, chocbysmy mieli trawe na zielono w czynie spolecznym odmalowac... Wystarczy popatrzec jak sie Polacy wokol katastrofy kolejowej wspierali, gorzej potem z realizacja wszystkich obietnic...

My sie w kazdym razie do Polskiw czerwcu nie wybieramy... jesli juz to w lipcu... Jesli wogole... W pt Radek konczy praktyki i sie okaze co dalej... jak nic to sie wkurze, bo przez praktyke on siedzi teraz w Kramfors a ja z Dawidem w legnicy, Nie ze nie lubie z synem spedzac czasu, zawsze sobie powaznie pogadamy jak mama z synem powinna, ale jednak wolalalbym w trojke....

Juz nie wspomne,ze jakbysmy razem przyjechali byloby latwiej sie zorganizowac. Chcialabym na przyklad podjechac do mojej fryzjerki ulubionej, ktora mam w Lubinie i to bedzie bez auta taaaaka wyprawa,ze hoho... Moja przyjaciolka Macia co prawda pociesza, ze busy mi podezdzaja we wlasciwa okolice, ale jednak to juz pewien wysilek, choc chyba wart, bo tylko jej sciecie mi dobrze na ukladanie sie wlosow na wiele miesiecy robi...

Poki co, robimy male zakupki, zaczynam sie zastanawiac,co z tego co lezy z roznych zakupow i czeka dam rade zabrac, niewielka czesc tylko pewnie...

A w czwartek przemieszczamy sie do Torunia na 2 dni... tiaaa, bez komentarza prosze, lubie tam jezdzic, choc czasami zastanawiam sie, co jeszcze mnie tam ciagnie... poza nieslabnaca mimo wszystko sympatia... czemu jednak ta sympatia nie ciagnie rownie silnie w nasze odlegle choc piekne okolice? Ktoby kiedys pomyslal,ze przyciagnie tam najszybciej drugi raz mojego szwagra z synami i tym razem tez z zona, wybieraja sie juz w sierpniu...

A apropos byle-jakosci kraju rodzinnego... Udalo mi sie sczaic dostep do netu, tzw hot spot... Platny, a jakze, ale ok, na 40zl za 5 dni mnie stac... G... wylaczyl sie po dobie i za chiny ludowe nie dalo sie wlaczyc... Skad tu jestem? Na inny adres maiowy zakupilam kolejny dostep 1 dniowy... bo na ten sam adres jakos dziwnym trafem nie dzialalo hmmm... Zlodzieje i oszusci, ale coz... przeboleje a nastepnym razem bede kupowac dostepy 1-dniowe... Nauczona na wlasnej glupocie...

Tagi: Polska wiosna
23:05, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lutego 2012

Radek od srody zaczyna praktyke w Poståkeri, Post - odpowiednik naszej Poczty Polskiej a to jest ich podfirma transportujaca przesylki Åkeri - firma transportowa... z szansa na przynajmniej prace letnia... Praktyka w Kramfors, praca by byla w Härnösand...

Wstepnie praktyki 2tyg,zeby obie strony mogly sie sobie przyjrzec... No przynajniej czas czekania najpierw na powrot nadzorcy bezrobotnych z zimowego urlopiku, potem na spotkanie takie, spotkanie siakie sie skonczyl, zobaczymy co z tego wyniknie... Praca pn-pt w roznych godzinach do i popoludniu, glownie w trojkacie Sollefteå-Sundsvall-Örnsköldsvik... Jazda glownie lättlastbil, czyli takie mniejsze ciezarowe, czasami wieksze lub z przyczepa...

A u nas dzis optymistycznie slonko przyswieca,bez slonka -10, w slonku juz tylko -5st... ale dlaczego JA MAM KATAR????

Fordzio w zeszla srode zostal ostatecznie zezlomowany. A Hyundek przeszedl dodatkowa kontrole, musieli ustawiac zbieznosc kol, prawdopodobnie przy poprzednim serwisie wymieniana jakas pompe i zbieznosci nie poprawili... Ale juz jest ok. Pilot w alarmie wymieniony. Doubezpieczenia zglosilismy jeszcze brak podswietlenia sterowania luterek, oczywiscie okazuje sie,ze nie wymienia sie zaroweczki, bo to element ledowy i trzeba wymienic cale sterowanie, upss... A jeszcze chcemy wydebic zeby moze nam opony letnie dosponsorowali, bo jak sie okazuje och zjechanie nie bylo kwestia zlego napompowania ale wlasnie zlej geometrii ukladu jezdnego... pewnie sie nie uda, ale sprobowac mozna...



czwartek, 02 lutego 2012

Oj przygoda, norrrrmalnie...

Z Fordem idzie do przodu. Dostalismy dowod, Radek podpisal i odeslalismy do szrotu. Mam nadzieje,ze na dniach odbiora go z warsztatu i zezlomuja...

Za to z Hultajem rownie letko nie idzie... Chodzi poki co dobrze, bierze wszystkie muldy, zakrety itp. Ale z przerejestrowaniem sa przeboje... Prawdopodobnie byl jakis blad systemowy i auto wciaz jest wpisane na komis, papiery do ubezpieczenia nie przyszly, dopiero dzis po 3 telefonach i mailach dostalam od komisu potwierdzenie ze nas zglosili do ubezpieczenia, poza tym jeden pilot od alarmu, ktory mial nie dzialac z powodu wyladowanej baterii okazal sie byc polamany i uszkodzony, daje sie otworzyc po Radka malej naprawie ale juz zamknac trzeba na kluczyk bez alarmu.  A pilot jest jakis szczegolny, na zmienna czestotliwosc i w Polsce wymiana z zaprogramowaniem kosztuje 700zl... To ile w Szwecji???

Kolejne telefony i maile i na szczescie mam na pismie,ze komis pokryje koszty, mam nadzieje,ze Huyndai zgodzi sie wyslac rachunek za to do nich,zebysmy nie musieli sie potem uzerac ze zwrotem.

Komus jeszcze przygody??? Juz sie boje co bedzie dalej... Grrr...

W dodatku nasi przyjaciele Tarasiuczki maja kiepski okres, po tym jak im sie Kadett spalil 2 tyg temu, malo co nie zabierajac z soba na drugiswiat Jacka i Radka, interes z masazami jakos nie idzie, niby maja kregarza, ale on masuje bardzo technicznie, po szwedzku nie gada i przy calej sympatii do niego mojej to klienci chyba wola gadatliwego Jacka i usmiechnieta Anitke i nie chca do niego chodzic... A oni chcieli sie skupic na nauce, Jacek na jezyku, Anitka na podpielegniarke sie szkoli i jak dobrze pojdzie chce choc czesc etatu zlapac w Landstingu, u mojego pracodawcy, zeby mieli jeden pewny dochod i nie z dzialalnosci, gdzie wiadomo jak zawieje tak jest kasa...

Babka, Polka z reszta, od ktorej wynajmuja dom chce im dwukrotnie podniesc czynsz, w dodatku chciala,zeby chlopak, ktory jest ich gosciem, ten kregarz, placil jej oddzielnie, na oddzielna umowe, choc najela im caly dom... A to tylko wierzcholek gory lodowej...

I mi jeszcze znajome pisza, ze takie przygody fajne, bo sie czuje,ze sie zyje... MAAAATKO, ale czuje,ze zyje...AAAAAAAAAAAAAAAAAAA... Czy ja moge juz zamowic zmiane planow losu wobec nas i naszego otoczenia? Jak ja bym chciala pewnego dnia usiasc spokojnie i powiedziec ze nie mam problemow, zmartwien ani nic do zalatwienia, nauczenia sie, poczytania, napisania... Pewnie powiecie,ze jeszcze za tym zatesknie i macieracje, ale pomarzyc mozna prawda???

Teraz pisze opis pacjenta na kurs z psychiatri os. starszych, jednoczescie weryfikuje swoj plan pracy naukowej, na podstawie propozycji opiekuna, w nast pn jade na kurs z psychiatrii sadowej na ktory juz na szczescie wszystko z fazy przygotowawczej udalo mi sie wyslac, w jeszcze nast wt jade na kurs z psych starszych, oba w Sztokholmie. Snieg ma zasypac pld Szwecje w ten weekend, ciekawe czy odsnieza, zebym miala jak dojechac??? Jak wroce albo gdzies pomiedzy musze zaczac w koncu gadac z tymi, z ktorymi chce zebrac wywiady do pracy... Tydzien po kursach jestem znowu na psychiatrii sadowej a potem prawie caly tydzien na kursach z pisania pracy naukowe i z liderowania...

I mi kolezanka mowi, Niamka, ze podobno moj szef byl "zalamany" tym,ze mnie w tym roku nie ma prawie w poradni, a jak ja mam byc jak ja mam TYLE roznych stazy, kursow, prac, pisaniny, no JAK???

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Radek dzis dokonal dobrego uczynku, norrrrmalnie...

Wlasnie wrocil z treningu pilki recznej z Dawidem, ale okazuje sie,ze na treningu fizycznie nie byl. Zostawil tam Dawida i wrocil prawie pod dom, bo jadac natknal sie na polskiego Tira, jakis mlody chlopak, nie mowiacy ani po szwedzku ani po angielsku jechal w ciemno, bo nie mial zadnego zlecenia tylko na malej karteczce napisany ogolny adres nawet bez ulicy, tylko ze ma dojechac do tej i do tej firmy w Industrieområde czyli w obszarze przemyslowym, wiec mu GPS zle wykierowal i pokierowal nie do obszaru, bo takiej pozycji w spisie nie ma, ale na ulice Przemyslowa... i kazal mu w Kramfors wjechac wglab zglownej drogi i wpuscil w waska i stroma dosc momentami uliczke.

Kiedy chlopak stwierdzil,ze chyba zle jedzie i chcial nawrocic to na lodzie sie zsunal i na letnich oponach nie mial szans wyjechac. Stal w poprzek drogi i ani w te ani we wte... Radek popytal po okolicy,zorganizowal traktor i jakos go wyciagneli, chlopak traktorzyscie zubrowke dal, Radkowi musi wystarczyc satysfakcja z wykonania dobrego uczynku i miejsce w niebie,hehe...

Ale,ze ktos go w ciemno wyslal w taka droge przez pol Europy, nawet nie dajac porzadnego adresu jest NIENORMALNE!!! Nie uwazacie???

21:04, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »

Dzis okazalo sie,ze nasz sp. Fordzio juz nigdzie nie pojedzie, wg diagnozy z warsztatu ma zuzyte obie polosie, ... naprawa z kosztami robocizny kosztowalaby ok 7000 a auto jest warte moze 5000... wlasnie go wiec wyrejestrowalam przez Internet (kocham Szwecje, e-legitymacja z banku rozwiazuje wiekszosc spraw urzedowych...), musimy teraz tylko podpisac zolta czesc dowodu rejestracyjnego, ktory niepodpisany zostal w aucie, grrr... na szczescie warsztat nam go odesle a nasz gracik moze tam zostac na pare dni... Jak odeslemy podpisany papierek to szrot go zabierze, juz bez zadnych kosztow dla nas...jeszcze sobie odzyska benzyne, jakies 30l zostalo w zbiorniku paliwa, jakies czesci, pewnie jeszcze pare tysiaczkow zarobia a my sie pozbedziemy problemu.

Hultaj narazie sie dobrze miewa, odkrywamy go powoli, a to schowek pod siedzeniem a to Radek radio zmienil na nasze z forda, noname ale za to z USB, czytnikiem kart itp. Przeglad planowo mamy za jakies 2000km, ale chyba zrobimy na dniach, zeby powymieniac wszystkie plyny i sprwdzic,czy hamulce, rozne czesci skladowe osie, polosie itp sa ok itp. I tak musimy coroczny przeglad do dowodu rejestracyjnego zrobic do konca marca...

Brakuje nam chyba tylko trojkata i gasnicy, ktora z reszta tu nie jest obowiazkowa, zimowe opony mamy bezkolcowe,jednak calkiem porzadne - przy napedzie 4x4 radza sobie niezle nawet w glebokim sniegu, nie bedziemy wiec na gwaltu rety kupowac, tylko jak sie jakas okazja trafi... Pewnie albo nowe ale z tanszych albo lepsze uzywane, jesli w okolicy gdzies ktos bedzie sprzedawal... 2 nowe tzn lekko uzywane letnie musimy tez dokupic, nawet oryginalne alufele do nich mamy ;-)

No i mamy stalowe felgi od Fordzia, moze sie je uda z oponami jeszcze opchnac za pare koron na blocket.se to taka mala namiastka allegro tutejsza... Same opony jeszcze moze komus na rok starcza, felgi tez sie moga komus przydac...

Dochodze do wniosku po otrzepaniu sie z weekendowego szoku, ze kupowanie auta tutaj to sama przyjemnosc... 2 podpisy a wszystko inne komis zalatwia - jeszcze dzis sprawdzilismy,ze gostka dobrze zrozumielismy, tzn wroc, Radus moje kochanie na telefonie od rana wisial i sprawdzal..., zgloszenie zmiany wlasiciela to urzedu, platnosc podatku, czasowe ubezpieczenie za darmo na 2tyg a potem towarzystwo przysyla oferte i jesli ja wezmiemy to jeszcze 3,5 miecha za darmo... Midzio...

Wczoraj jechalam z Härnösand od Tarasiuczkow, autko prowadzi sie miodzio, z pewna doza ostroznosci narazie bo go nie znamy i nie mamy kolcow, ale jak dla mnie zdecydowanie lepiej niz ford kiedykolwiek, porownywalnie do sluzbowego z pracy...

niedziela, 29 stycznia 2012

Jak wspominalam ostatnio poszukiwania auta ulegly o tyle zastopowaniu,ze czekalismy na uplynnienie finansow poprzez wziecie pozyczki z banku. Pozyczka przyszla, nic wiec nie stalo juz na przeszkodzie by zaczac sie zastanawiac kiedy, o ktorej i dokad jedziemy. Zapadla decyzja,ze w piatek, z samego rana. Plan wstepny byl taki,ze weekend od pt do nd Dawid mial spedzic u Tarasiukow a my z okazji naszej malej rocznicy bycia ze soba czyli 16 rocznicy pewnej studniowki, ach, jaka ja juz stara jestem...hm, hm... no wiec w celu poswietowania mielismy spedzic mily, romantyczny weekend, niestety nie w Paryzu, ale w Sundsvallu... Okazalo sie jednakoz,ze miejsca do pojechania sa 3 a nawet 4, tzn Uppsala, gdzie byl Radka po wstepnej selekcji faworyt sposrod Santa Fe - z opisu idealny, maly przebieg, skorzana bezowa tapicerka, hak, system antyposlizgowy itp... Potem bliskie okolice Sztokholmu czyli Täby i Danderyd, w tym drugim miejscu byl drugi na liscie faworytow, starszy, z wiekszym przebiegiem, ale tez z hakiem i spelniajacy podstawowe warunki, kilka tysiecy tanszy... No i 2 autka Postanowilismy byly do obejrzenia nieco na wschod od Sztokholmu i Uppsali, w Eskilstuna, tam stal jeden Santa Fe i jeden Ford Maverick, ktory wygladal i kosztowal zachecajaco...

No i postanowilismy wiec w koncu weekend w miescie przesunac na kolejny tydzien i skupic sie na jednym zadaniu, odnowieniu domowego parku maszynowego...

W droge wyjechalismy w pt z samego rana o godzinie 4. Ja zapadlam w kojaca drzemke dosypiajac nocne zaleglosci z Radus prowadzil, popijajac kawke. W okolicach Sundsvall zaczelo tak sniezyc, ze predkosc jazdy znaczaco nam spadla, bynajmniej jendak poza ktorkimi momentami snu mi to nie zaburzalo... Przebudzalam sie chwilowo, ale za chwile przysypialam znowu... Z krainy Morfeuszka wyrwalam sie dopiero kolo jak sie potem okazalo Gävle... Otworzylam oboje oczu i zapytalam mensza jak sie jedzie... Swietnie, Chuj...wo czy tez Beznadziejnie... Na to maz odpowiedzial mi,ze jesli chce uslyszec szczera odpowiedz, to wiele wskazuje na to,ze tym autem my juz do domu nie wrocimy...Jak sie potem okazalo w tym momencie po raz kolejny szarpnelo mu kierownica w lewo i to dwa razy pod rzad, duzo silniej niz wczesniej, podjal sie blyskawiczna decyzje zjechania na parking,z reszta po 3h prowadzenia i tak musial odpoczac... Podjechal na srodek i chcial sie ustawic tylem... Wrzucil wsteczny, a aucie cos zazgrzytalo... i auto nie pojechalo na wöasnych 4 kolach ani w tyl, ani w przod... Cos co wczesniej szarpalo kierownica, wzielo i peklo, spadlo czy inne cus... odmowilo posluszenstwa w kazdym razie...

Coz... Mozecie chyba zrozumiec, ze w tym momencie wogole nie bylo nam do smiechu... Fordzio zawiodl pierwszy raz w trasie, w najmniej odpowiednim momencie... Niby na takie okolicznosci kupuje sie ubezpieczenie, ale jak juz sie to stanie ... lekka niemoc dopada... Skontaktowalismy sie najpierw ze znajomym, ktory pracuje w naszym towarzystwie ubezpieczeniowym. On nie mogl rozmawiac od reki, oddzwonili po chwili, wiec w miedzyczasie zapominajac,ze mamy tez w razie czego prawo do samochodu zastepczego goraczkowo zastanawialismy sie, jak my sie mamy dostac te 100km dalej do Uppsali, gdzie ewentualnie stal nasz przyszly niedoszly samochod...

W koncu siegnelam po telefon i wykrecilam numer do przyjaciela, do Jacka Tarasiuka... To jest jeden z powodow dla ktorych na chwile obecna chcialabym zostac w tym miejscu na ziemi w ktorym jestesmy, wlasnie dlatego,ze sa tutaj tacy ludzie, na ktorych nie tylko mozna liczyc jak sie chce pobawic, popic, posmiac, ale i kiedy sie wali i pali... Jacek z Anita po pol godzinie byli w drodze do nas swoja Sabcia...W tym czasie kolega doradzil,ze mamy darmowy assistance czyli zawioza nam auto do warsztatu, niestety nie do domu, co moze mogloby byc najlepszym rozwiazaniem (tu mamy tani warsztat, tam auto trafilo to jakiegos firmowego mechanika, gdzie godzina pracy pewnie bedzie kosztowala z 1000sek... a auto przy dobrych wiatrachmoze byloby warte do sprzedazy z 5000sek...)... powiedzial tez o tym aucie zastepczym, ale my juz dalismy sobie z tym spokoj, bo przyjaciele byli juz w drodze i chyba nawet wolelismy to rozwiazanie... choc przyszlo nam na nich czekac 4h... Wiedzielismy tez,ze jesli auta nam nie naprawiamamy prawo do darmowego noclegu w Gävle, ale coz z tego jesli wszystko wskazywalo na to,ze i tak nie oplaca sie go naprawiac, jesli warsztat tego dnia zamykaja wczesnie a w sobote jest zamkniety a poza tym czulismy,ze teraz juz musimy zmienic auto...

Jako,ze byla to nasza rocznica w tym chaosie, usilujac utrzymac dobre humory, wymienilismy sie prezentami. Monsz dostal 1 rozrywkowa i 2 poradnikowe ksiazki, ja moje kochane perfumki Green Tea, E.Arden. Zjedlismy kanapeczki, wypilismy herbatke, podgrzewalismy sie silnikiem...

Jako ze zle sprawdzilam w komorce nasze polozenie (w bezruchu gps pokazuje kierunki polnoc na gorze, poludnie na dole a jakpopatrzylam jakby bylo odwrotnie, gupia baba) wiec Anitka z Jackiem mineli nas, pojechali tam gdzie mysleli,ze bedziemy, potem jako ze to autostrada musieli pojechac kawal zanim mogli nawrocic i kolejny kawal w druga strone zanim moglo znowu przejechac obok naszego parkingu.

Przepakowalismy graty, zabierajac z Fordzika wszystko to mielismy tam upchniete na wszelki wypadek, np. lopate, linke to holowania, skrzynke z narzedziami, siatke do unieruchamiania bagazu, apteczke, ciuchy cieple, buty itp, itd... Kluczyki dowod rejestracyjny zostawilismy w aucie, informujac zaklad, ktory mial go przetransportowac do warsztatu, gdzie je zostawiamy. Bedac juz w drodze powiadomilam warsztat,ze nasze auto tam trafi, ale ze chcemy,zeby najpierw sprobowali sie tylko zorientowac co to moze byc i ile moze kosztowac a potem sie odezwali zanim zrobia cos,za co bede musiala placic...Nie odezwali sie do zamkniecia zakladu a widzielismy wracajac,ze auta na parkingu nie bylo, wiec pewnie nie zdazyli miedzy popoludniowa fika czyli kawa a piatkowym fajrantem o 16... Bedziemy wiec jutro dzwonic,zeby sie dowiedziec czy nasze auto olaca sie naprawic i sprzedac czy lepiej od razu je zeszrotowac...

A tymczasem niecala godzine pozniej juz bylismy w Uppsala. Zajezdzamy pod podany adres, a tam ani naszego wypatrzonego w necie auta ani zadnego pracownika... Zadzwonilismy pod podany numer telefonu, okazalo sie,ze ten sam handlarz ma jeszcze inne miejsce w tym samym miescie, jakies 2km dalej.Przejecalismy wiec tamze...I Hyundai, nasz wstepny faworyt byl, czekal,a jakze... tyle, ze z faworyta nieziele zostalo jak sie okazalo,ze miala byc skorzana tapicerka a jest zwykla i to maksymalnie usyfiona, jej stan i stan tapicerki z bagazniku wskazywal na przebieg nie 80.000 a 180.000km... Hak, ktory mial byc rozplynal sie, system antyposlizgowy chyba nigdy tego auta nie ogladal za to na pewno spotkalo sie ono na pewno z jakims slupkiem lub innym autem na parkingu bo bylo powgniatane na prawym przednim blotniku, pobdrapywane, z peknieta jedna z tylnych lamp i wypadowanym akumulatorem, w dodatku na tylko letnich oponach... Faworyt spadl z hukiem z piedestalu...

Coz bylo robic... zwinelismy sie spowrotem do Sabcia i chcac dotrzec jeszcze za dnia do kolejnego celu w okolicach Sztokholm ruszylismy w droge... Celem byl Danderyd. Radek probowal tam dzwonic dzien wczesniej,ale sie nie przebil. Na szczescie ja mialam wiecej szczescia, co prawda pod podanym numerem odpowiedzieli ludzie z Täby, ale z drugiego salonu tego samego wlasciciela, wiec dostalismy wlasciwy numer, potwierdzilismy,ze auto jest i ze mozna sie nim probnie przejechac... Dojechalismy, pokazalismy sie sprzedawcy, ktory wyposazyl nas w podstawowy sprzet do jazdy probnej, tzn. kluczyki, kierunek odnalezienia onteresujacego nas auta no i miotelke do odsniezania... oczywiscie... gdyz nasze auto stalo sobie na drugim koncu parkingu, zasypane sliiiczna warstwa 30cm sniegu...ot, taki maly sporcik na mily poczatek, hehe... No wiec odkopalismy, probujac zdazyc zobaczyc cokolwiem poki slonce nie zajdzie, obeszlismy, obmacalismy... wszystko zgadzalo sie z opisem. Byl wyjsciowo 3tys tanszy niz ten nieudany egzemplarzz Uppsali, ale i ma o 50000km wiekszy przebieg... za toricznik ten sam, hak, zadnych wgniecen ani stluczek na perwszy ani drugi rzut oka, poza malym peknieciem na tylnym zderzaku, pewnie jak ktos podczepial przyczepke na hak, tapicerka czysta, zadbana i niezniszczona tak jak i cale wnetrze i bagaznik. No i opony zimowe, co prawda bez kolcow, ale jednak, a nawet letnie na felgach aluminiowych, oryginalnych z Hyundaia, dwoch co prawda zjechanych, ale dwie sie nadadza na jeszcze ze 2sezony... Pojezdzilismy w te i spowrotem, hamulce nieco zastale ale sie roruszaly, silnik pracowal rowno... Niestety o tej porze w pt, w Sztokholmie mozliwosci zrobienia na szybko przegladu nie bylo... No ale udalo nam sie utargowac 1000sek zceny na benzyne na powrot i ... 2 letnia gwarancje na wszelkie uszkodzenia silnika, ukladow roznorakich, napedu 4x4, sprzegla wiskotycznego itp, itd... wszystko poza normalnym zuzyciem auta... No to juz nie do odrzucenia oferta... Poprzeanalizowaniu zadow i waletow, podjelismy decyzje, bierzemy... Radek podpisal dwa papierki, facet odblokowal auto do uzytku, zglosil do krotkiego ubezpieczenia, tak bysmy mogli dojechac do domu i zastanowic sie gdzie go chcemy ubezpieczyc. Potem ruch karta, z czytnka wyszel maly papierek czyli dowod zaplaty i ... gotowe. Do bagaznika zarzucili nam letnie opony, dali folder gwarancji i do domu... Przepakowalismy graty z Sabcia i po ochlonieciu lekkim ruszylismy...

Ujechalismy moze z km kiedy autem zaczelo szarpac... Radek zle pracuje pedalami? Skonczylo sie paliwo??? Czy zesz qr... mac co znowu???? Kolejne auto jednego dnia zepsulismy??? GRRRRRRRRRRRRRR...!!!

Najpierw jakies 5 sekund zalamki, skret na czerwonym, uppsss... w slepa uliczke i decyzja zawracamy... Godzina 17.52, za 8 minut zamykaja komis... Mi sie prawie rozladowala komorka, myslalam,ze juz calkiem calkiem, ale okazuje sie ze jeszcze dycha... cale szczescie bo karteczki z numerem znalezc nie moge, jak z Radka komorki dzwonilam na numer z faktury wogole mnie nie laczylo... ale ze moja komorka jeszcze dychala znalazlam numer w historii i udalo mi sie dodzwonic. Gostek mial czekac... przecielismy jak strzala spowrotem,na krztuszacym sie i szarpiacym silniku i chyba na 2, moze na 3 cylindrach siejac za soba zapach nie do konca wypalonej benzyny... suuuuper przeciez o tym sie marzy po calym dniu przygod samochodowych nie???

Facet czekal, przejechal sie autem...Radek ochlonal i chyba zdazyl sie domyslec diagnozy,ktora gostek potwierdzil, cos w silnikiem, chyba albo kable albo swiece. Zalatwil nam wizyte na ostro o mechanika, na koszt komisu ofkors... Drugi pracownik odeskortowal nas ok 15km do sasiedneij sypialni Sztokholmu, Vallentuna. I tam po podlaczeniu do komputera, ktory nie poazal absolutnie zadnych bledow w silniku machanicy  dokonali skomplikowanej naprawy naszego nowego auta... rozkrecili obudowe, odczepili co trzeba, papierowym reczniczkiem powycierali czesci silnika, ktore ktos zamoczyl myjac silnik do sprzedazy pod cisnieniem myjka... Potem osuszyl wszystko powietrzem pod cisnieniem, poskrecal wszystko i autko odzyskalo cylinderki, juppii!!! W dodatku, jako, ze byl pt, 19sta, okazalo sie,ze 3 z 4 pracownikow warsztatu to oczywiscie... Polacy, za czwarty na pewno niezle sie nauczyl mowic po polsku, albo przy swoich kolegach albo do polskiej rodziny...

Tak wiec po tym emocjonujacym i pelnym przygod dniu podroz do domu z popasem w Maxie w Uppsali i padajacym niezle od Hudiksvall do Härnösand sniegiem byla juz czysta przyjemnoscia. Trzymalismy rozsadna predkosc, bo nie znamy auta, opony mamy bez kolcow no i mielismy dosc emocji... I jedzie sie genialnie. Jak narazie proawdzi sie genialnie. Sama mialam nim okazje pojechac sobie dzis z Härnösand, gdzie u Tarasiukow opijalismy ten zakup, okupiona solidna porcja stresu i nerwow,  i juz lubie ten samochodzik, tak, jak nie lubilam Fordzia. Pedaly chodza lekko, lusterka jak w ciezarowce, wszystko widac z wysokosci, przejezdza przez 30cm snieg na podjezdzie do garazu bez najmniejszego problemu, jak w maselko... MIOOODZIO!!!

Jutro czeka nas a) dowiedzenie sie co z fordziem i albo naprawianie albo z wieksza doza prawdopodobienstwa szukanie szrotu, ktory go zabierze i wyrejestruje, najchetniej bez ponoszenia przez nas kosztow, potem wyrejestrowanie go, odzyskanie podatku,wypowiedzenie ubezpieczenia b) sprawdzenie,czy facet z komisu dopelnil wszelkich formalnosci ze zgloszeniem auta i ubezpieczeniem plus wybranie ubezpieczenia c) umowienie sie na przeglad w Huyndai, wymiana oleju, ktorego juz troche brakowalo, ewentualnie jakis tam plynow, sprawdzenie,ze wszystko dziala d) przeglad roczny auta, ktory musimy zrobic do marca i ktory mam nadzieje po przegladzie u dealera bedzie tylko formalnoscia...

Tak poza tym monsz oczywiscie probuje zalatwic praktyki, ale ze jego opiekun w urzedzie pracy zrobil sobie zimowe wakacje, zalatwianie czegokolwiek musialo zostac odsuniete w czasie na nast tydzien... Szwecja... scisla specjalizacja, kazdy zajmuje sie tylko jednym dzialem, nikomu sie nie spieszy a jak Radek powiedzial,ze zastanawia sie nad praktykami w 2 miejscach uslyszal,ze no on to sie musi zdecydowac i skupic na jednym miejscu.... aaaaaaaaaaaaaaaaaa... Jakby sie ktos NA NIEGO zdecydowal byloby duuuzo latwiej nam sie zdecydowac...

NO... W przyszlym tygodniu relacja z romantycznego weekendu we dwoje... chba ze nie bedzie romantyczny... albo chyba ze nie bedzie nic do opowiadania co sie nadaje do upubliczniania, hahaha... NO!!!

Dziekuje za uwage i pozdrawiam...

Tagi: auto Hyundai
23:16, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 stycznia 2012

Dzis Dzien Babc i Dziadkow... Mi do jego obchodzenia pozostal juz tylko jeden kochany, ale jednak maly towarzyski Dzadek Wojtek. Choc trzeba mu dzis przyznac,ze nie wiem czy sam pamietal, czy to zasluga mamy, ale zadzwonil z zyczeniami, nice...

Pisalam dzis na blogu kolezanki komantarz, pozwole go sobie zacytowac, chodzilo jej o to,ze czesto zdarza sie,ze ludzie sie kochaja, sa ze soba latami a ich naj naj najblizsi czyli rodzice albo sie ledwie toleruja, albo  zwalczaja albo w najlepszym razie sa obojetni... Moi Dziadowi i Babciowie nie mieli okazji sie spotkac, ale i chyba takiej potrzeby nooo moze sie widywali czesciej na poczatku, jak bylismy malutcy...

Doceniam w tej chwili jak mam pisac o dziadkach hehe szwedzka modle na podawanie nazwy babci i dziadka w zaleznosci od ktorej strony sa... wiec moja farmor czyli mama taty byla z farfar czyli tata taty rozwiedziona, mieszkali pod jednym dachem ale stosunki byly nieistniejace z elementami chlodu miedzy nimi. Ale o tym sie z dziecmi nie rozmawialo... Babcia byla generalnie w gatunku tych starszych, babciowych babc w chusteczce, bez makijazu , ale nie zmienia to faktu,ze byla kochana...

Ale z moimi drugimi dziadkami, morföräldrar czyli rodzicami mamy spotykala sie tylko od wielkiego dzwonu, na naszych urodzinach, weselach i pogrzebach...Mormor i morfar czyli rodzice mojej mamy byli nam zdecydowanie uczuciowo blizsi, zwlaszcza mormor, mama mamy, ktorej mi tak bardzo bardzo brakuje... Szczegolnie w takich dniach jak dzis chcialabym moc podniesc sluchawke i zadzwonic do nieba zlozyc jej zyczenia, czy tez gdziekolwiek indziej ona sie teraz znajduej, bo przeciez energia jej zycia nie zniknela ot tak sobie ze swiata...

Nasi Rodzice a Dawida dziadkowi (w zasadzie jak ich zbiorczo nazwac, czemu akurat dziadkowie a nie babciowie, hehe...) troche sa sobie blizsi choc tez dzieli ich kilkanascie lat roznicy, ale mowia sobie po imieniu, nawet nie wchodza w konflikty, ale tez i nie spotykaja sie jakos prywatnie... Ale taka jest prawda,ze tesciowie w zasadzie poza rodzina sie z nikim sie spotykaja a moi rodzice raczej w starym sprawdzonym gronie czy tez tym co z noego po latach pozostalo... Masz racje, moze nam sie uda byc bardziej zgranymi tesciami/dziadkami, ale tez nie ma z tym nic pewnego... Zobaczymy.

W kazdym razie raz jeszcze wszystkim czytajacym Babciom i Dziadkom naszym i naszego dziecka WSZYSTKIEGO NAJ NAJ NAJLEPSZEGO.

Dziekuje tez za zyczenia od kilku osob, ktore pamietaly o moich imieninach (nie ma wsrod nich mojego mensza, taaa... to bedzie mial dlug do splacenia, uuuuu...) nawet jesli ich zwykle nie obchodze szczegolnie chucznie, jakos w tym okresie nie mam do tego melodii...

W zeszlym tygodniu spedzilam 3 interesujace dni w specyficznym miejscu, w klinice Psychiatrii Sadowej w Svall. Nie jest to ta sama psychiatria co moja czy nawet ostra psychiatria szpitalna. Inny czas pobytu pacjentow, czesto wielomiesieczny, inny typ pacjentow, albo skazani, ktorzy byli chorzy w trakcie popelaniania czynu i trafili tam zamiast do wiezenienia na wiele lat, albo Ci co sa aresztowani i zachoruja mniej lub bardziej psychicznie. Mialam okazje wspolpracowac z dwojka zupelnie roznych a jednak rownie ciekawych lekarzy, jeden z nich zrobil swietny wyklad nt obowiazujacych praw, druga jest tak pizytywna i tak lubiaca ta prace,ze jej entuzjazm az zaraza... Specyficznosc mejsca polega tez na scislych zasadach bezpieczenstwa, nie mozna miec swojego telefonu jako taka osoba z zewnatrz jak ja, ani torebki, przy wejsciu i miedzy wszystkimi oddzialami zamykane na karte i klucz drzwi, bramka na metale w wejsciu... Jeszcze kolejny tydzien teraz a potem jeden w lutym... Ciekawe doswiadczenie, naprawde...

Musialam jeszcze pocieszac moja kochana przyjaciolke i towarzyszke niedoli Niamke, ktora zpelna werwa i pozytywnym nastawieniem pojechala do Kramfors na spotkanie lekarskie i zostala zgaszona na wejscie, jej pomysl wykorzystania programu do ukladania schematu pracy lekarzy ze szpitala zostal olany, plany stazu na wiosne w Sundsvall spotkaly sie ze zdziwieniem,ze tak pozno chce to zalatwiac no i nasz nowy specjalizujacy sie, ktory ma szanse skonczyc specke wg starych zasad na koniec przyszlego roku chyba w oczach szefa stoi wyzej niz ona... Doszlysmy po paru lampkach wina do wniosku,ze zawsze bylysmy jednak tymi Polkami i chyba dla samego szefa jestesmy jednak pewnym rozczarowaniem, bo zamiast cichych, robotnych i poslusznych myszek dostal uparte, dazace do celu i w dodatku wspierajace sie kobiety, hehe... coz... musi teraz z tym zyc... I jakos NIE BUDZI mojego wspolczucia...

Z autem narazie przestoj o tyle,ze czekamy na pieniadze z banku, przegladamy oferty, zastanawiamy sie... Moze pojedziemy w pt w dol do Uppsala obejrzec kilka aut, ale zobaczymy...

Dzis byl mecz z drugiej fazie grupowej ME w pilce recznej Polska:Szwecja... Nie wszyscy sledza, ja zaczelam teraz ogladac no  bo jak dziecko gra nie wypada juz nie weidziec co sie dzieje w tej dziedzinie w swiecie... Mecz zakonczyl sie ... REMISEM 29:29... I mozna powiedziec, ze bylo to salomonowe rozwiazanie, kto nie ogladal duuuzo stracil, jaki horrrror!!! Mecz z Dania to byla male pifko... po pierwszej polowie zagranej jak na rolce czyli relanium, nasi przegrywali 9 do 20, juz wydawalo sie ze pozamiatane, Radek poszedl na gore ogladac tvn turbo zdrajca, Niamki zaczely pakowac sie do domu, tylko ja i Dawid dzielnie kibicowalismy... Nie wiem co trener graczom powiedzial a raczej wiem,ze nie byly to slowa parlamentarne, ale POMOGLO!!! Co prawda nie gralismy na 100%, ale przy ledwie poprawnej grze Szwedow my gralismy lepiej, powolutku odrabialismy i REMIS!!!!!!!!!!! ... Z punktu widzenia polityki miedzypanstwowej wynik idealny, choc troche sie zastanawiam, dlaczego qrdelek nasi nie sprobowali jeszcze oddac ostatnego rzutu na bramke w ost sekundzie, ale widac, tak mialo byc... Za to miny szwedzkich zawodnikow schodzacych z boiska... bezcenne... Choc szkoda mi ich bylo... troszeczke...  oni tez uslysza pare slow prawdy od trenerow... Ale hahaha... no i syn bedzie mogl chyba dalej trenowac, ;-) uff... a my mozemy dalej kibicowac juz na spokojnie obu zespolom...

piątek, 13 stycznia 2012

Monsz mnie namowil dzis na wyprawe do Sollefteå w celu obejrzenia i przejechania sie dwoma autkami. Poniewaz iz nasz Fordzio pomijajac postepujaca powoli fale rdzewienia wykazuje tez tendencje do wydawania dziekow ostrzegawczych np o probie skrecenia kol do skrecenia albo przekroczenia 120km/h... No i trzeba bedzie sie dopozyczyc w banku troche i dzielnie splacac ratki kolejne, bo odlozyc narazie nie ma z czego...

Przejechalismy sie Citroenem C5 (roczniki mlodze niz 2005 juz sie tak podobno nie psuja, choc wiele zalezy od egzemplarza, ale tak to jest z kazdym nowym autem z elektronika, a Radusiowi sie usmiechalo hydropneumatyczne zawieszenie, miekkie, dla kregoslupa, ktore jednak okazalo sie nie AZ takie rewelacyjne...) i Hyundaiem SantaFe (tu w gre wchodzi troche starsza bryka,za to z 4x4, prowadzil sie zadziwiajaco dobrze,przetestowalismy go na sliskim i noooo... wart zainteresowania...), pare jeszcze mamy typow...

W citroenie C5 poczulam sie dzis OBNIZONA (w Dawidowym slowniku rownowaznik PONIZONA, hehe) - po ustawieniu fotela dla mnie nie da sie ustawic lusterka wstecznego tak,zebym dobrze widziala cala szybe bez przesuwania sie w fotelu, no OBNIZAJACE!!!! hehe... Tak wiec C5 odpada...

CDN

21:07, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2012

Jako ze gra B nam sie trafila i tego jednego punkciku zabraklo przyszlo nam sie odnalezc w grze B. Doszlam do pocieszajacego wniosku,ze nie ma tego zlego, bo przynajmniej chlopaki grali z druzynami na podobnym poziomie i mieli szanse sobie dobrze poradzic...

Bo wiecie, sport dzieciecy, ale roznice poziomow jednak sa... Np. dziewczynki z Kramfors weszly do finalu A, ale tam spotkaly sie z druzyna ze Stolycy,ze Sztokholmu znaczy sie, ktora trenuje nie 2 a 4 razy w tygodniu, ma po 2 mecze w kazdy weekend a nie tyle ile wyjdzie z ligi i czasem meczow treningowych...No to sila rzeczy sa bardziej zgrane,ograne, wytrenowane... Mimo to naprawde doceniam,ze nawet w takim Ramvik, Krafors czy Harnosand sa druzyny, sa ludzie, ktorzy poswiecaja im czas i uwage i sily,zeby chlopcy i dziewczyny zamiast szwendac sie po ulicach albo siedziec w domu grajac w pilke reczna na WII ;-) zaczely sie ruszac, uczyly sie walczyc, wygrywac i przegrywac no i dzialac w zespole...

Final zaczelismy meczem pozno w sobote od mocnego zwyciestwa w cwiercfinale 17 do 5. Jako ze dosc szybko stalo sie jasne, ze wygramy, trener mogl sobie pozwolic na male rotacje skladu i wprowadzanie tych nieco slabszych zawodnikow na nietypowe dla nich pozycje... Kolejny krok do pokonania mielismy w sobote w poludnie. Polfinal byl dluuugo wyrownany, ale druzyna grala razem, zgodnie i wygralismy 7 do 10. Nasi przyszli finalowi przeciwnicy mieli jeszcze bardziej wyrownany polfinal, wygrali w koncowce 10 do 9. Musialo to niezle nadszarpnac ich sily, bo na nas juz im och nie starczylo. Final byl ciekawy, ale dosc jednostronny. Choc nie bede sie uskarzac na to,ze wygralismy 16 bramkami do 6 i ze syn nasz kochany zaskoczyl bramkarza przeciwnikow swoim niezbyt sily ale wysokimrzutem, strzelajac DRUGA bramke w zawodach. Zaden rodzic, ktorego dziecko strzela 5 czy 10 bramek w meczy nie doceni tych 2 goli tak jak my, hehe...

Radosc byla ogromna, zlote medale, usmiechy, usciski, nawet z mamuska i piatka z tatuskiem. Potem tylko prysznic i do autobusu. Triumfalny powrot do rzeczywistosci kole polnocy. I jak powiedzial Dawid wszedzie dobrze, ale w domu najlepiej, po czym teatralnie runal na kolana ucalowac panele w przedpokoju, hehe...

Kopparcupen, wracamy za rok!!!

Kopparcupen 2012

12:43, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (1) »

Jakby jeszcze ktos z ewentualnych czytajacych nie wiedzial, od piatku od poludnia The Radziewinski Family zmienila miejsce pobytu na Falun. Wraz z chlopakami i innymi rodzicami przemiescilismy sie - jak to sie mowi po szwedzku - w dol czyli na poludnie autobusem kierowanym przez ojca jednego z graczy. Mily sposob podrozowania na wieksze odleglosci, zamiast sie spinac, prowadzic, stresowac - sluchawki w uszy, poduszka na kark i chrap, chrap,zeby dospac po porannym wstaniu. Potem maly postoj na zarcie, jeszcze godzinka i bylismy na miejscu.

Wiekszosc rodzicow wynajela pokoje w hotelu pod samymi halami, w sumie dobry wybor, bo blisko z meczow, gorszy, bo do miasta 1,5 km z gorki, ale spowrotem pod gorke. My mieszkalismy w hotelu przy centrum, ale za to na mecze, gdyby nie to,ze w sasiednim hotelu mieszkala mama kolegi Dawida z zespolu ze swoim partnerem (szwedzka rodzina rozumiecie, on ma swoje 2 corki i syna, ona 3 synow, wspolnych dzieci nie maja) chodzilibysmy w te i spowrotem. Na szczescie w dniu przyjazdu autobusem odstawili nas pod hotel,zebysmy sie zameldowali, wrzucili bagaz i pojechalismy na mecz, a po meczu i w sobote rano, jak i pooludniu jechalismy juz autkiem.

Pierwszy mecz wczoraj do udanych nie nalezal,to juz chyba bedzie tradycja tej druzyny,ze pierwszy mecz przegrywaja na zawodach. Ja sie na pilce recznej poki co srednio znam, ale chyba problem lezy w tym,ze nie mamy stalego, dobrego, pogodzonego z faktem gry na tej pozycji bramkarza... Na bramce stoja na zmiane R. i K., obaj dobrzy w grze, w ataku, obronie i wszedzie, obaj strzelajacy bramki i lubiacy to robic. R. wyrosniety, on chyba jako jedyny w tej druzynie jest rok starszy od reszty, ale emocjonalnie jeszcze niezbyt twardy, wiec jak go ustawili wczoraj na bramce to byl nabombany nieco i bronil bez zaciecia, K. ma lekkie ADHD (o czym niech swiadczy fakt,ze gra w pilke reczna, treningi 3 razy w tyg, plus zawody plus liga i w hokeja, nie wiem jak czesto ale pewnie 2-3 treningi plus liga plus zawody...), biega, skacze, strzela, broni. (tanczy, stepuje i recytuje...) i tez nie za bardzo wyzywa sie w bramce... Bo jak oni sa tam bo chca, to mamy swietnych bramkarzy, ale jak chca byc na boisku to bronia po japonsku, jako tako i nam jeden element gry szwankuje...

No wiec pierwszy mecz wtopilismy (powiedziala matka, ktora siedziala na trybunach i usilowala choc zdejcia jakies robic...)

Aaaaaaa drugi mecz byl juz wygrany 13:5 aaaaaaa... Bo R. byl na bramce, ale mu sie chcialo i bronil swietnie, K. gral pierwsza polowe a potem sie zmienili i wszyscy byli szczesliwi...

A nowina sezonu jest taka że DAWID STRZELIŁ BRAAAAAAMKE!!!! Tralalalala...Tylko tu i na fb się mogę porządnie wycieszyc, dziecko zabronilo się wysciskac...Tia...Ale pozwolił łaskawie kupić sobie pamiatkowego t-shirta za jedyne 100sek i nadrukowac Dawid R....za kolejne 100 sek...No ale zapracował zwłaszcza, że wczoraj za 120sek kupiliśmy 2 kubeczki kawy, 2 kanelbullar czyli bułeczki cynamonowe i małą buteleczkę wody.Zgadnijcie ktoma dziś pełen plecak żarcia i picia ;-)

3ci mecz zremisowany 10:10... w piewszych kilku minutach chlopaki z przeciwnej druzyny miazdzyli naszych szybkoscia ataku, parli jak blyskawica. Przy 1 do 4 juz zwatplilam w sukces, co niniejszym odszczekuje hauuhauu...Bo Ramvik sie otrzepal  podniosl, atak przyspieszyl, obrona z czynnym i dobrym udzialem Dawida sie uszczelnila, przy 7 do 7 wyrownalismy, potem nawet prowadzilismy 8 do 7 i bylo wet za wet. Niestety wyrownali. Wlos mi sie zjezyl na glowie bo sedzia za ostatni powstrzymany ich atak zarzadzil karny, ale przestrzelili... Coz, oni z remisem i tak weszli z 2go miejsca do finalu A, my do finalu B, byloby na odwrot, gdybysmy wygrali. Ale niewazne, bo wlasnie takie emocjonujace, wyrownane mecze do ostatniej sekundy czlowiek chce ogladac...

CDN.

12:09, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 stycznia 2012
4 dniu urlopu minely... Wczoraj na fb napisalam: wersja 1.0 planu pracy naukowej prawie napisana... Z jednej strony zysk bezcenny, bo mialam czas w koncu przysiasc i przejrzec materialy, przeanalizowac, zestawic i spisac, z drugiej szlaczek mnie trafia,ze trace wolne dni na regeneracje na prace ;-( Ciekawe czy sie za jakis czas nie dowiem,ze plan jest totalnie beznadziejny i do radykalnej poprawki...
Coz, w zasadzie niewiele sie zmienilo. W srode jeszcze podopisywalam troche... za to popoludnie spedzialam urlopowo, najpierw trzesac dupka na Zumba a potem w kinie z Niamkami, Ola i Tarasiukami. Bylismy na hollywodzkiej wersji ekranizacji sagi Larssona, The girl with the dragon tatoo.Coz, szlam pozytywnie nastawiona, ale uwazam nieskromnie,ze wersja szwedzka wygrywa jakos tam 7:3. Lepszy dramatyzm, lepsza aktorka w ramach roli Lisbeth Salandet jak i Henrika i Blomkvista... No lepszy no... ale amerykanie sie postarali, zadowolone odglosy sasiadow z sali bylo slychac przy scenach kreconych w oddalonym o 4 mile Sollefteå... Pare scen ujeli, ktore szwedzka wersja pomijala... tekst fuck me, fuck me, fuck me hahaha...
Jutro skoro swit 5.30 pobudka i jedziemy na 3 dni do Falun, na puchar w pilce recznej Kopparcupen. Dawid gra... ostatnio niezle mu szlo, nawet na treningu bramki strzelal, oby na cupie nie bylo gorzej.
Dzis wypadl mu kolejny mleczak, ale z niego fajny szczerbusek boczny hahaha... uroczo wyglada...Chyba wrozka szczerbuszka musi wpasc...
No i dzis zapomnielismy o urodzinach Dawida kolegi kurde... Mial isc na 13ta... a byli u nas Tarasiuki isie zagapilismy, przypomnialo nam sie dopiero wieczorem...Wstyd... mam nadzieje,ze kolega zrozumie...
Dobranoc...



sobota, 31 grudnia 2011

Kochani... Juz niby przy swietach sie zyczy i Szczesliwego Nowego Roku, ale coz zaszkodzi pozyczyc raz jeszcze? Tym razem nie dwu, nawet nie trzyjezykowo ale wielojezykowo ;-)

Afrikaans Voorspoedige nuwe jaar
Arabic Kul 'am wa antum bikhair
Basque Urte Berri on
Bengali Shuvo noboborsho
Chinese (Cantonese) Sun nien fai lok
Chinese (Mandarin) Xin nian yu kuai
Czech Stastny Novy Rok
Danish Godt NytÅr
Dutch Gelukkig nieuwjaar
Esperanto Bonan Novjaron
Finnish Onnellista uutta vuotta
French Bonne année
German Ein glückliches neues Jahr
Greek Eutychismenos o kainourgios chronos
Hawaiian Hauoli Makahiki hou
Hebrew Shana Tova
Hungarian Boldog uj evet
Indonesian (Bahasa) Selamat Tahun Baru
Italian Felice Anno Nuovo or Buon anno
Japanese Akemashite Omedetou Gozaimasu
Korean Sehe Bokmanee Bateuseyo
Laotian (Hmong) Nyob Zoo Xyoo Tshiab
Latin Felix sit annus novus
Nigerian (Hausa) Barka da sabuwar shekara
Norwegian Godt Nytt År
Philippines (Tagalog) Manigong Bagong Taon
Polish Szczesliwego Nowego Roku
Romanian La Multi Ani si Un An Nou Fericit
Samoan Ia manuia le Tausaga Fou
Spanish Feliz año nuevo
Swahili Heri za Mwaka Mpya
Swedish Gott Nytt År
Thai Sawatdee Pi Mai
Vietnamese Chuc mung nam moi
Welsh Blwyddyn Newydd Dda




18:47, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 grudnia 2011

... tak po szwedzku nazywa sie ten okres, dni pomiedzy... Znany z mellandagarsrea czyli wyprzedazy sni pomiedzy w Polsce zwanych poswiatecznymi... ale nie ma tu az takich rabatow jak w UK czy USA ani takich dantejskich scen jak tamze... My w tym roku w kazdym razie ze wzgledow oszczednosciowych jak i pracowych raczej nie skorzystamy...

(A i wlasnie sie dowiedzialam,ze Szwedzi uknuli nawet na te dni specjalne zyczenia. przed swietami zycza God Jul czyli Wesolych Swiat, przed Sylwkiem Gott Nytt År czyli Szczesliwego Nowego Roku a w mellandagar ... God Fortsättning czyli Milego Kontynuowania... tylko czego, hmmm... swiatecznej szynki? obzarstwa? lenistwa? kanikuly? hehe...)

Choc dzieki Tesciom, co do ktorych nie mam w sumie pewnosci czy w koncu czytaja czy nie (tzn jesli juz to Tesciowa, ale chyba czytasz prawda Mamo???) na naszym polskim koncie znalazla sie wcale nie taka mala niespodzianka pokarpiowa gotowkowa za ktora niniejszym serdecznie dziekujemy, na pewno sie bardzo przyda. Na cel wiadomy z gory czyli prezent dla Andrzeja, Radka chrzesniaka, co za chwile w wiek dorosly wkracza, na Radka terapie i na mnostwo wydatkow, na ktore juz juz mialam pchac pieniadze ze szwedzkiego konta czyli w zasadzie przelac z pustego w prozne, bo jak poschodza wszystkie oplaty, kredyty, rachunki to jak zwykle niewiele zostanie...

Tymczasem do nastepnej wyplaty miesiac a do tego czasu potrzeby sa... W nast weekend po Sylwku jedziemy z Dawidem na turniej pilki recznej, tzn on jednym busem z kolezankami i kolegami a my w drugim w ogonie z czescia rodzicow. Nie chcial jechac sam a i my nie chcielismy puszczac go samego w taka daleka wyprawe... zwlaszcza ze jednak wiekszosci chlopcow towarzysza rodzice a czesto i dziadkowie... Milo mu bedzie ze bedziemy tez kibicowac och meczom... Ale bedzie mogl byc z kolegami, beda skoszarowani razem w jakiejs szkole albo akademiku, podobnie jak na pucharze w noznej pilce w lecie w Svall. Tak wiec czesc rodzicow jedzie autobusem jak my,  czesc woli jechac wlasnymi autami, ale my podziekujemy, zwlaszcza po ostatnich wiatrach nie mam na to najmniejszej ochoty - wlasnie o dziwo wcale nie lezacy dzis z rteszta tylko w smetnych resztkach snieg w tym roku jest problemem a sztormowe wiatry od wczoraj... Nam wywalilo na szczescie tylko jedna oslone tarasu, ale ludziom pozrywalo dachy, kable pradowe, zatrzymane bylo czesc pociagow... I dzis dalej wieje, choc niby troche slabiej...

Czesc rodzicow nie jedzie wcale... dzieciakow sie z domu pozbeda, wolnosc i swoboda ufff... hehe... Ja sie ciesze,ze spedzimy sobie te 2 dni razem ale nie w domu z menszem, przyda nam sie taka odskocznia od codziennosci... Turniej jest  w Falun, kawalek drogi, mam nadzieje,ze pogoda pozwoli polazic troche po miescie...

Oj tak, te swieta byly krotkie, minely jak zwykle szybko... Na moze bardziej zdrowo i ociupinke sie objedlismy, oczywiscie wszystkiego bylo za duzo i jeszcze bedziemy caly tydzien tzn mellandagarna wykanczac... Ale dobre zarelko, wybralismy to co lubimy.Praca w tym tygodniu byla w zasadzie odpoczynkiem, pacjenci postanowili nie sprawiac problemow, nie chorowac ostro, chcieli tylko czasami przedluzyc sobie recepty troche za wczesnie albo na zbyt duza ilosc uzalezniajacych tabletek, ale to normalne... Przyjec planowych prawie wcale, bo tu od tygodnia przed BN do tygodnia po Nowym Roku,tzn do po Swiecie Trzech Kroli sa male wakacje, maly okres kanikuly, w odroznieniu od duzej kanikuly czyli wakacji letnich, od polowy czerwca do polowy sierpnia (wtedy to kazdy pracownik ma PRAWO do min. 4 tygodni ciaglego wolnego, ha...) - nic sie nie dzieje, spowolnienie, spokoj, cisza i niejoza... hehe...

Od jutra ponad tydzien wolnego, nie calkiem luznego bo musze w koncu plan pracy naukowej napisac, ale przynajmniej w domku pobede. Jutro dzien na nauke oficjalny a potem niby urlopik, ale nieoficjalnie trzeba bedzie przebic sie przez pare artykolow o migracji, integracji itp i wymodzic jakis fajny tytul i podloze do pisania pracy...Tytul, na ktory wpadlam wczoraj... "What doesn't kill you makes you STROOOONG!!!" czyli lekarzy kilku opowiesci wlasne o migracji i integracji w Krolestwie Szwecji... Czy cos w ten desen...

Pochwalilabym sie jeszcze czyms, ale nie moge, pochwale sie po fakcie, hahaha w kazdym razie dzis sie wyzywalam artystycznie i to udanie... Ide spac... Natti natti...

Jakies plany sylwestrowe? Prosze mi sie spowiadac...

 

czwartek, 22 grudnia 2011

Wszystkim ktorzy tu wpadaja, zagladaja, regularnie czytaja albo moze tylko zjawili sie przypadkiem zyczymy wszystkiego naj naj naj!!! I to w dwoch jezykach a co!!!

 

PS. Dzis na FB znalazlam zdanie, ktore chce Wam przeslac jako dodatek to zyczen, calkiem GRATIS ;-)

Så här i jultider: Hellre enkel mat med kärlek, än påkostad utan kärlek. Glädja er att ni är nära de ni älskar och att får tillbringa tid tillsammans!!! - Swieta za progiem : Chetniej proste jedzenie z miloscia niz drogiei wykwintne bez milosci. Cieszcie sie bliskoscia ludzi, ktorych kochacie i czasem wspolnie spedzonym!!!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
O autorze

http://klubpolek.blogspot.it/

++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++