ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
środa, 08 sierpnia 2012

Czekalam, czekalam i czekalam... w koncu sie doczekalam... doczekalam sie urlopu a on  ziuuuu i minel... Nawet nie wiem kiedy... Chyba w tym roku lepiej rozumiem Szwedow bioracych 4-5 tyg wolnego w lecie... nawet nie do konca zdazylam poczuc,ze mam wolne... a nastepne na swieta... moze...O ile...

Z Polski po tamtejszych upalach i mimo ostroznosci w uzytkowaniu klimy w aucie przywiozlam sobie katar-gigant, zapchane zatoki, bol glowy i kaszel gruzlika... Podroz z Trelleborg do nas dluzyla mi sie niemilosiernie, ale jeszcze dalam rade 2x Radka podmienic na 1-1,5 h za kierownica, za to po sobocie bylam jak detka... - poniewaz nie mielismy szans zdazyc pojechac do domu, rozpakowac auta i wrocic z Dawidem na mecz w Timrå, wiec ostatecznie gosci poslalismy przodem (kto nie wie, jest u nas szwagier z rodzinka) a my pospalismy 2h w aucie na parkingu i o 6.00 w sb mlodego sprzedalismy druzynie, sami jeszcze 1,5 h snu zlapalismy i na mecz. Po remisie i przegranej, syn zostal ze swoimi chlopakami w Timrå i mile spedzil czas, byli na obchodach 10lecia stadionu w Svall i widzial na zywe oczy trenera reprezentacji Szwecji w pilce noznej. A my do domu, rozpakowac auto, zainstalowac rodzinke itp. Przeziebienie zaczelo wbijac we mnie pazury, wiec po zrobieniu na obiad spaghetti nadawalam sie do wyrzucenia, jakby mnie przez wyzymaczke przeciagneli...

A w nd pobudeczka mila 6.30, bo dziecie gralo o 8.50 mecz 1/8 finalu w Cupie. Tenze wygrali ladnie 6 do 0, wiec kawka mrozona byla, lecznicza na bol gardla, w centrum handlowym w oczekiwaniu na cwiercfinal z przerywnikiem w trakcie pod postacia akcji WC --> czyt akcji niby ide do WC a w rzeczywistosci kupic wypatrzony przez Mensza prezent, stacje meteorologiczna bezprzewodowa. Niespodziewanka chyba sie udala, prezent zostal wreczony  w dniu ... 18x2+2 urodzin, wraz z kupionym juz rok temu zegarkiem z klockow Lego ;-) Nigdy nie twierdzialm,ze moj monsz dorosl do swojego wieku, hehe...

Konczac temat Midnordic Cup, dziecie z kolegami odpadlo po karnych w cwiercfinale. Grali ladny, wyrownany mecz, prowadzili dosc dlugo 2 do 1, ale dali sobie strzelic druga bramke no i w karnych byla ruletka, przegrali... Pare lez i smutna mina, ale nie codzien sie wygrywa. Choc jak rodzinka patrzy by sie chcialo...

Dziecina coraz lepiej sie na boisku odnajduje, nie bedzie nigdy orlem sokolem pilki ani noznej ani recznej, ale ladnie pomaga i bywa przydatny a poza tym ma z gry frajde a to najwazniejsze...

Odpadli, moglismy wiec rodzinke zaciagnac jeszcze do Svall na wieze widokowa a potem zwiedzalismy szwedzka Ikea. Podobno podobna ...

W pn moglam jeszcze pozdychac w domu, nawet dobrze, bo do pracy sie nie nadawalam... A od wt PRACA... Snu cale 4h, przytomnosc ujemna, nos zapchany, towarzystwo kaszlu gruzlika zapewnione. Nienawidze pierwszych dni gdziekolwiek, 1500 nowych twarzy, imion, ktorych za Chiny Ludowe nie moge spamietac. Dostalam pokoik bez okna, ale z wlasnym kompem, stos ksiazek do poglebienia wiedzy o psychiatrycznym aspekcie chorob dzieci, mase kserowek z testami, pytaniami do wywiadu z rodzicami i dziecmi a w czw pierwszy pacjent, a raczej rodzice pacjentki, poczatek zbierania wywiadu do badania w kierunku ADHD...

Byle do wekendu. O wakacjach kiedys opowiem... Jak nie zapomne,ze je mialam... A zakupy juz prawie rozparcelowane...

wtorek, 26 czerwca 2012

Ech, chyba jestem absolutnie beznadziejna w te klocki, prawda??? Albo za ambitna, nie umiem opisac w 3 slowach po lepkach a to sie msci...

Kolejny dzien postaram sie jednak strescic... Inaczej minie pol roku a ja nie skoncze opisu...

Zaczelismy od clou naszej calej wyprawy do stolycy, mianowicie udalismy sie do konsulatu celem odnowienia paszportu Dawida. Proces przebiegl bezbolesnie a ponad pol godziny wydluzyl go tylko fakt,ze nie mozna bylo dokonac wplaty karta i Radek poszedl do bankomatu po gotowke... Sprawa w Szwecji niezwykla bo tu w 99,99% sklepow placi sie karta i najczesciej w portfelu mam miedzy 20 a 200sek, nie wiecej... No, w kazdym razie TAK sprawy paszportowe to ja moge zalatwiac chocby 3razy w roku!!!

Po wyjsciu z konsulatu na specjalne zyczenie Dawida pojechalismy do centrum tunnelbana czyli metrem. Przezycie surrealistyczne acz mile (z czego to cytat, nooo z czego??? jeden z moich ulubionych filmow ;-))

 

Z metra na T-centralen przesiedlismy sie do tego samego autobusu co dnia poprzedniego, by pojechac do Kaknästornet, wiezy telewizyjnej, popodziwiac ja tym razem od srodka i pogladac widoki miasta  30go pietra ...

To biale i okragle zwie sie Globen, Glob, duuuuza sala koncertowa na ponad 15tys widzow, odbywaja sie tam koncert np. Metallica, mecze hokejowe, Melodifestivalen - krajowy final wybierajacy do roku piosenke reprezentujaca Szwecje w konkursie Eurowizji itp. Imponujaca budowla, tak z daleka jak z bliska

 A tu widac i zamek krolewski i starowke, liczne mosty i wyspy oraz Stadshuset, gdzie serwowana jest slynna kolacja po ceremonii rozdania nagrod Nobla...

 W wiezy jest jak wszedzie w Sztokholmie sklep z pamiatkami, czapeczkami losiowymi, hehe i duuuuzo wiecej...

 W koncu skonczylo sie na czapce losiowej nieco innego rodzaju dla mojego przystojniaczka ... I patriotycznych okularkach ze szwedzka flaga ...

Przemiescilismy sie do dzielnicy muzealnej i odwiedzilismy Muzeum Techniki - Tekniska Muséet - jedyne w tej okolicy otwarte w pn. Przynajmniej poza sezonem... Dlatego zostawilismy je na ten dzien, ach, sztuka planowania na najwyzszym poziomie, hehe...

Technika - maszyny, kopalnie, auta, komorki, telefony i duuuzo duuuzo wiecej!!! A wszystkiego mozna praktycznie dotknac, pokrecic, Lubie takie interaktywne i przyjazne uzytkownikowi a przede wszytkim najmlodszym muzea!!!

 

 

 

 

 

 

 

Troche wlasnego pradu tez mozna wyprodukowac ...

 Po TAKIM wysilki nalezala nam sie swieta szwedzka FIKA i lodziki!!!

 

I dalej zwiedzanie, jeden z najciekawszych punktow programu Vasamuséet, Muzeum Wazy ze statkiem, ktory zatonal przy wyjsciu z portu zaraz po oddaniu pierwszej salwy i spedzil na dnie jeziora/zatoki ponad 300lat. W muzeum oprocz rzeczonego OGROOOOMNEEEGO i robiacego zapierajace wrazenie statku - nie oddadza tego zdjecia, wiec zamieszczam tylko kilka pogladowo - pelno jest prezentacji pobocznych o ludziach tej epoki, tych, ktorzy zgineli na statku, budowie statkow, historii wydobycia wraku i zabiegach zabezpieczajacych statek przed zniszczeniem na powietrzu itp.

 

 

Po przechadzce w ciemnosciach z przyjemnoscia oddalismy sie zdziecinniemu i szalenstwach na rollercoasterach w parku rozrywki Gröna Lund - Zielona Polana ;-) atrakcja byla wtedy otwarta pierwszy weekend po przerwie zimowej, na szczescie pogoda byla piekna, sloneczna i SIE DZIAAALO, SIE KRZYCZALO i SIE JEZDZILO !!! Ziuuuuuuuu... A potem JA CHCE JESZCZE RAAAZ!!! (Ten film tez uwielbiam, hehehe)

 

 

 Ostatni dzien zwiedzania zakonczyl sie pieknym zachodem Slonca...

 

 Czekala nas ostatnia noc a potem mala wycieczka dopoludnia w jeszcze jedno miesjce na mojej liscie i w koncu podroz do domu...

Miejsce, ktore koniecznie chcialam po drodze do domu jeszcze nawiedzic swie sie Fjärilhuset czyli Dom Motyli, ale na poczatku mozna podziwiac ozdobne ryby...

... piekne tropikalne kwiaty, ktore budza wspomnienia ...

... a po przejsciu do trzeciej, najbardziej ogrzanej i nawilgotnionej szklarni w koncu gwozdz programu, MOTYLE !!!

 

 

 Tu motylki staja sie motylkami....

... a jednemu zachcialo sie wolnosci i chcial zbiec na glowie Dawida, hahaha ...

Motylek wrocil do domu a Dawida zatakowal GROŹNY paaaaajak - morderca !!!

No... ale nie zaspokoje Waszej zadzy krwi, Dawid przezyl, pajak tez, wrocilismy do domu a zycie popedzilo dalej z taka predkoscia, ze UPS i juz jest 2 miesiace pozniej...

14:53, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 czerwca 2012

Zdjec z wnetrza zamku niet, bo zagazane jest fotografowanie. A ze i nie mamy sprzetu ani umiejetnosci to sobie odpuscilismy robienie z tajniaka... Z reszta wnetrza choc ladne jakos tak nas bardzo nie zwruszaly, chyba nie przepadamy za dywanami, zegarami, obrazami itp...

Za to juz ciekawsza byla zmiana warty i wystepy orkiestry, ktora chyba musiala sobie potrenowac przed zaplanowanym na kolejny dzien wystepem z okazji urodzin Jego Wysokosci Krola Krolestwa Szwecji...

W ramach rownouprawnienia i rownosci plci w strazy sa obecni i mezszczyzni...

I kobietki...

Milo minelo chyba z 1,5 h, podziwialismy jeszcze klejnoty koronne a potem dalej w droge... jeszcze tylko zdjecie z Zamkiem w tle...

No i nie moglam sie oprzec,zeby nie pojsci nieeeeeeco tylko okrezna droga przez skwerek  z Lwami, ktore posluzyly nam za tlo i tresc paru fajnych zdjatek...

... i znajdowaly sie na trasie do miejsca, gdzie wiosna z cala pewnoscia juz dotarla!!!

I w koncu trafilismy do miejsca ostatniego zaplanowanego na trasie tego dnia, oczywiscie na jednoglosny wniosek meskiej czesci naszej rodziny, Armémuséet czyli Muzeum Armii, pokazujace dzieje wojen i walk istoty czlowiekiem zwanej...

Bim Bam Bom Bum, 17 minela... Muzea zamnkniete, wiec pozostalo nam juz tylko obejrzenie sobie Sztokholmu z pokladu jednego ze stateczkow krazacych po kanalach Wenecji Polnocy...

I moglismy z daleka popodziwiac cel naszej wyprawy na kolejny dzien:

Gröna Lund

Kaknästornet

Vasamuséet

Jeszcze tylko na rozgrzewke ;-) Kafee Frappe czyli kawa na zimno z lodem i wanilia w Wayne's

I ziuuuu pendeltågiem do domku, spac, aaaa... Ziew... Dobranoc...

piątek, 01 czerwca 2012

Po spokojnym wieczorze, przespanej naprawde wygodnie nocy w naszym hotelu - rozpoczelismy kolejny dzien w stolicy od smacznego sniadanka no i wymiany pogladow rodzinnych:

Z hotelu na Dworzec Glowny T-centralen pojechalismy pendeltåg czyli pociagiem podmiejskim a stamtad zeby nie wydawac juz ekstra pieniedzy na np. Hop In-Hop Off atobus wykorzystalismypo prostu znana kazdemu rasowemu sztokholmczykowi komunikacje miejska.

Wyszlismy wyjsciem glownym na Sergiels Torg i wykorzystujac moje wczesniejsze pobyty dwukrotne w celu  wyrobienia sobie hamerykanskiej wizy, poszlismy bez pudla na przystanek pod slynnym sklepem Åhlens w Sthlm z pieknym zegarem. (zrodlo zdj Internet)

Stamtad autobusem 69 mozna sie dostac w wiele ciekawych i pieknych miejsc stolicy, m.in.: do Kungsträdgården, Kajen czyli nabrzeze, oczywiscie w okolice dzielnicy ambasad, z ambasada USA na czele.

(zdj z Internetu)

Za ambasadami dojezdzamy do 2 przystankow z muzeami a dalej do wiezy telewizyjnej. I wlasnie te okolice byly naszym celem w to niedzielne dopoludnie ...

Zwiedzanie S. poza tzw. wysokim sezonem (ktory jest dla wyjasnienia od polowy czerwca do polowy sierpnia, tak jak tutejsze sommarlov czyli wakacje letnie w szkolach) jest nieco utrudnione. W pn wiekszosc muzeow jest zamknietych a w inne dni czesto zamykane sa juz ok 17. To powoduje,ze wiekszosc zwiedzania musi sie zmiescic miedzy 10-17... Bylo to dla nas spore wyzwanie haha, byc na 10 juz na miejscu, ale ogrom naszego poswiecenia nie znal miary...

Okazalo sie jednak ze akurat Polismuséet czyli Muzeum Policji, od ktorego mielismy zamiar zaczac dziala od 11.

Podeszlismy wiec kawalek dalej obejrzec zbior broni, armat, dzialek itp.

Prezentacja baaaardzo nam sie spodobala i okazalo sie,ze jest ona wystawiona kolo innego zaslonietego rusztowaniami ale czynnego muzeum... Takiej okazji nie mozna bylo zmarnowac. Nie pozostalo nam nic innego, jak zmitrezyc troche czasu w Sjöhistoriska Muséet czyli Muzeum Historii Morz... co okazalo sie jedna z milszych niespodziewanek wyjazdu, bo inaczej nie zwiedzilibysmy tego ciekawego zbioru obrazow, modeli, rysunkow i prezentacji roznych w temacie czlowiek i morza, oceany, od lodzi, kanoo, jachtow, zaglowcow, statkow wojennych, pasazerskich poprzez transportowe, tankowce, promy itd. Wszystko co ma cos wspolnego z duuuuza niebieska woda...

Oczywiscie w historii morz istnieli tez Piraci...

... grozne smooooki ...

Dobrze sie bawilismy, a muzeum bylo prawie puste o tej porze dnia i roku... Pewnie w lecie jest tam tlum...

... bron... pojawila sie pierwszy, ale nie ostatni raz tego dnia ...

Noooo niektorzy to mieli widoki ...

Moze zmienic zaaaawod???

 

Mala podroz przez rozwoj czlowieka na przestrzeni dziejow, pewne podbienstwo zauwazalne, ale hm...

Na koniec w sklepiku Dawid spotkal blizniaka, haha...

I poszlismy dalej... rozwiazywac tajemnice pewnej zbrodnie w Muzeum Policji...

Czyzby syn uwierzyl,ze za mundurem ...

No ale zaby tak wlasna Matke ???

W koncu wszyscy po kolei wyladowalismy za kratkami ...

Wbrew pozorom samo muzeum bylo troche nijakie a najlepsza zabawa byla w kaciku dla dzieci... No ale warte zobaczenia, jesli sie juz tam jest, a wstep w ramach Stockhoms Kort darmowy...

Ale juz przejazdzka policyjnym pojazdem dla dzieci dodatkowo plaaatna...

No to czas spadac z dzielnicy muzealnej na dzis, wrocimy tu dnia kolejnego, m.in. zeby zobaczyc Kaknästornet

Kolejna pozycja w programie zwiedzania to Kungliga Slottet, sztokholmski Zamek Krolewski z rozstawionymi wokolo wartownikami ... Stroje moze nie tak efektowne jak straznikow w Anglii, ale ladne a straznicy usluzni i  pozuja bez mrugniecia okiem tysiacom zwiedzajacych ...

CDN.

czwartek, 17 maja 2012

Obietnic dotrzymywac nalezy, mawiaja ludzie madrzy i uczeni, oto wiec czesc druga... No ale nie z musu a dla przyjemnosci wlasnej i nie tylko pisana... Jako,ze za oknami caaaaalutki dzionek nawet nie pada, ale swiat spryskiwany jest obloczkiem wody deszczowej i pokryty mgielka niskich szarych chmur, atmosfera w domu jest senna i ogrzewa ja tylko ropalony kominek... Tak, palimy wciaz w kominku... w maju... MAKABRA...

Nie pozostaje wiec nic innego jak oddac sie milym wspomnieniom weekendu w stolicy, moze nie gorrrracego ale slonecznego, udanego i grzejacego milymi wrazeniami.

Opowiedzialam Wam troche o czesci organizacyjnej, czas wiec przejsc do samego miasta. Po przyjezdzie jak juz wspomnialam pojechalismy do centrum, zapoznac nasze oczy blizej ze Starowka.

Ja mialam juz raz okazje uliczkami Gamla Stan pospacerowac, bedac w stolicy na jakims kursie, moi Panowie ogladali ja jedynie z okien samochodu... Raz zdarzylo nam sie posluchac GPSa i skrecic z utartego tranzytu i pokrazyc przez centrum miasta, a kiedys indziej z kolei tez pobladzilismy w drodze na koncert Metalica, nieodbyty notabene i pojezdzilismy sobie w okolicach Starowki... Ale i tak nie przebijemy przyjaciol, ktorzy tak sie zakrecili,ze nawracali pod samym Zamkiem Krolewskim, w strefie juz wylaczonejz ruchu samochodowego, hahaha... (buziaki kochani jesli to przeczytacie!!!)

Ladna ta Starowka czy nieladna, ocencie sami. Ma na pewno swoj urok, nie odmawiam jej tego. Zapraszam wiec na fotograficzny spacer i pokaz kilku charakterystycznych budowli Sztokholmu, w naszym jedynym i wspanialym tle...

Ratusz czyli Stadshuset

Idac od Dworca do Wyspy, na ktorej polozona jest najbardziej rdzenna i najstarsza czesc miasta dostajemy sie oczywiscie mostem, z ktorego mamy widok na Ratusz, podobno ksztaltem nawiazujacy do Palacu Dodzow w oryginalenej Wenecji, inspiracje byly tez czerpane z Kosciola Sw. Marka tamze sie znajdujacego... Nie bylismy teraz tam, ale ja kiedys, nawet nie do konca zdajac sobie sprawe z powagi tego faktu, mialam okazje byc w jego tzw. zlocistej sali, na malym tilltug czyli poczestunku, zas w sali blekitnej po rozdaniu Nagrody Nobla Szwedzka Rodzina Krolewska podejmuje Laureatow niepowtarzalna kolacja, do ktorej przygotowania trwaja prawie caly rok...

Budynek Parlamentu - Riksdagshuset

Kolejny budynek, tutaj ujety od tylu, w ktorym miesci sie Parlament i siedziba Szwedzkiego Banku Narodowego, po szwedzku nazywa sie Riksdagshuset. Nie wiedzielibysmy nawet o tym, gdyby nie nasze dziecko kochane, ktore uczylo sie akurat o tym jak sie wladze sprawuje w Szwecji i widzialo budynek na zdjeciach w szkole...

Parlament

Na tym zdjeciu Parlament widziany od przodu, ze schodow Zamku Krolewskiego - Kungliga Slottet.

Parlament

I wreszcie Parlament w ujeciu bocznym, jako dobre tlo dla mnie, haha...

Riddarhuspalaset

Po lewej Riddarhuspalatset, Dom Rycerstwa, dawne miejsce obrad stanu rycerskiego, a z tylu za Dawidem wieza Kosciola Riddarholmskyrkan. Ten sam kosciol robi nam za tlo na kolejnym zdjeciu...

Riddarhomskyrkan

No ale my do zwolennikow zwiedzania budynkow i kosciolow nie nalezymy, wiec musicie sie zadowolic ich widokiem z zewnatrz ;-)

Slussen (budynek centralnie za Dawidem, ten z zegarem), zgodnie z nazwa sluza miedzy dwoma jeziorami Sztokholmu, a takze parking, punkt widokowy, miejsce spotkan... Pod spodem lezy stacja metra a niedaleko znajduje sie jeden z wielu wlotow do tuneli tworzacych siatke komunikacyjna pod kanalami i miedzy wyspami, ciagnaca sie pod calym miastem i berdzo ulatwiajacych przejazd tranzytem, kiedy np. jedziemy via Sztokholm w drodze do Nynäshamn lub na poludnie...

Slussen

Tak sie drzewiej rozmowy telefoniczne prowadzilo...

Aparat juz nowoczesny, ale budka cokolwiek staromodna... nawet jesli nie ma takiego uroku jak angielskie czerwone budki...

Pomnik krola Karla XIV Johana

Pomnik krola Karla XIV Johana, podobno w szwedzkiej historii znanego, mowi syn, hehe...

I wreszcie clou programu, Kungliga Slottet - Zamek Krolewski... Nooo wiem,wiem, niezbyt imponujacy... Usprawiedliwia Szwedow ino to,ze sie wzial i spalil i po odbudowaniu juz byl mu nadany ten bardziej nowoczesny look... No moderni sa, w koncu Szwedzi...

Kungliga Slottet

Kungliga Slottet

Na tym zakonczylismy spacer dnia pierwszego. Pelni wrazen, energii no i planow na dzien kolejny, zapoznawania sie z bogactwami naszej nowej stolycy...

CDN...

23:59, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (2) »
środa, 16 maja 2012

http://foto.ica.se/creation/1270238450

Prosz... Milego ogladania, wersja obrazkowa naszej sztokholmskiej wycieczki,hehe...

 

;-)



niedziela, 13 maja 2012

... wycieczka zostanie opisana, mimo zerowego odzewu niklej liczbowo publiki czy tez raczej grupy czytaczy jak rozniez mimo calkowitej zlosliwosci natury nieozywionej, ktora juz po zakonczeniu opisywania dnia pierwszego i przy probie uzupelnienia notki w maly zdjeciowy spacer po Stockholm vel Sztokholmie zawiesila mi Windowsa i zmusila do zrestartowania komputera a co za tym idzie notka poszla sie pasc na rozleglych lakach niebytu... Tylko ze teraz co 2 akapity i co 1 zdjecie bede notke zapisywac... ech...

No to zaczniemy troszke inaczej, od informacji praktycznych. Nie wiem czy komus sie to kiedys przyda, pewnie pelno jest takich zestawien, ale nikt mi nie zabroni wykonac wlasnego, prawda???

Wyjazd do stolicy naszego nowego kraju zamieszkania, nauki i pracy (od kilku dni pracy wszystkich doroslych w tej malej rodzinie, bo Radek zstal wciagniety na liste vikariatow czyli zastepcow i caly ostatni tydzien od nd zeszlej do jutra i jeszcze z najblizszym pt wlacznie pracuje, juppii a potem 5tyg w lecie... ) byl juz odkladany kilkakrotnie a to z braku czasu a to funduszy. Tych ostatnich nam jakos jeszcze poki co nie przybylo, a umowmy sie,ze nie jest to historia supertania, ale poniewaz okolicznosci zewnetrzne, czyli koniec waznosci paszportu Dawida zmusily nas do wspolnej podrozy do Konsulatu, w stolicy sie mieszczacego i musialo sie toodbys w dzien pracy jak i calorodzinnie, szkoda bylo tylko przejechac sie tam i spowrotem...

Wyjechalismy w sb z rana, niezbyt wczesnie, zeby nie pasc potem na ryjek, niezbyt pozno,zeby jeszcze moze zdazyc cos zobaczyc... Droge mielismy przed soba niezbyt daleka, raptem 50mil czyli 500km, co oznacza ok 6h jazdy w wiekszosci jednostajnym tempem na tempomacie... Nawet wiec nie zdazylismy sie zmeczyc, choc i tak nie przeszkodzilo to Dawidowi uciac sobie dluzszej drzemki.

Bez najmniejszych problemow znalezlismy nasz hotel, http://www.welcomehotel.se, ktory lezy na obrzezu stolicy, w jednej z jej sypialni, Järfälla.

Hotel Welcome

Hotel jest nawet spory, moze nie o najwyzszym standardzie, zdaje sie,ze ma *** ale pokoje sa calkiem przyzwoite, w naszym przypadku pokoj 3-osobowy mial 2 lozka jedno nad drugim, jak w kajucie na promiez i do Polski i trzecie albo wysuwany materaz spod kanapy albo w kanapie, moze nie marzenie na dluzszy pobyt, ale na 3 noce w zupelnosci wystarczylo. Posciel, reczniki w cenie, spora lazienka z prysznicem...

Lozko pietrowe

Na kanapce siedzi...

Bufet sniadaniowy standardowy, ale smaczny, mozna zapelnic zoladek na caly dzien zwiedzania. Mozna tez zjesc w restaruacji wieczorem kolacje, czy smaczna nie wiem, bo nie probowalismy, ale zawsze dobrze,ze jest taka opcja. Tuz obok, po drugiej stronie torow jest sklep spozywczy, czynny bodajze do 21, gdzie mozna zrobic sobie jakies drobne zakupy. Tory oznaczaja stacje a stacja oznacza latwe dojazdy do centrum kolejka podmiejska do dojazdow tzw. pendeltåg do T-centralen :

T-centralen czyli sztokholmski Dworzec Glowny

Dojezdza sie stamtad ledwie 4 stacje, trwa to ok. 15minut, idealny czas zeby przeczytac darmowa gazete Metro (znacie? w Sztokholmie tez jest...) albo sprawdzic co slychac na fejsie. W dodatku Konsulat RP lezal w polowie tej trasy w Sundbyberg, idealne polozenie. Ale o tym jeszcze pozniej...

Plusem jest takze darmowy parking przy hotelu (parking w centrum przy Slussen kosztuje ok  200sek/dobe) i w naszym przypadku brak pozdrowien z Transportstyrelsen za pare tygodni z trängselskatt czyli podatkiem od korkow i tloku w centrum miasta do zaplacenia. Oczywiscie ten argument nie dotyczy osob mieszkajacych spoza Szwecji lub z autem nie na szwedzkich blachach...

Noooo i cena. Pobyt w 100licy dla 3 osob to w cantralnie polozonym hotelu wydatek min 5tys. koron... Chyba ze w STF czyli w schronisku czy B&B uda nam sie tansze miejsce wynalezc, ale tam zwykle oddzielnie placi sie na recznik, posciel, spiwory nie sa oficjalnie dozwolone, wiec wiezc ze soba trzeba poszewki. Czesto tez sniadanie nie jest wliczone w cene. My za 3 noce ze sniadaniami zaplacilismy nieco ponad 2000sek. Uwazam,ze to rozsadny kompromis miedzy jednak hotelowym standardem, odlegloscia i cena.

Minusy, coz, kolejka jezdzi co 15 minut w szczycie, co 30 minut poza szczytem, wiec warto sie nie spoznic, koszty dojazdu porusze za chwilke... Uklad lozek ewentualnie i niezbyt imponujaca wielkosc pokoju, ale tez i nie klaustrofobiczna... Poza tym minusow nie widze ;-)

O kosztach - mielismy zawczasu zakupiona tzw. karte sztokholmska Stockholmskortet http://shop.visitstockholm.com/stockholmskortet-c-105-1.aspx?affiliate=domkyrkoforsamling-sve-140x60 warto kupic ja przez Internet, z 10% znizka, a my kupujac poprzez coophotelpremie, gdzie rezerwowalismy hotel (to taka karta czlonkowska jednej z tutejszych sieci sklepow supermarketow spozywczych) mielismy nawet 15%. Po fakcie zalowalam,ze nie kupilam karty 3dobowej, tylko 2dobowa. Zaoszczedzilam chyba z 200sek a pierwszego dnia musielismy kupic bilet na pendeltåg ktory nas tez cos tyle kosztowal i zaplacic za wejscie do Fjärilhuset ostatniego dnia, no ale w sumie to niewazne.

W ramach ceny karty przez 1-2-3 lub 5 dob od pierwszego uzycia - ten kto nas wpuszcza wtedy wpisuje dlugopisem na specjalnym polu date z godzina, mamy wolne wstepy do wiekszosci muzeow i na wiekszosc wystaw, do karty dolaczany jest niewielki przewodnik z opisem atrakcji, po szwedzku i angielsku, z mapkami miasta i komunikacji, do nielicznych nie darmowych atrakcji mamy znizke, np. do typowych dla wiekszosci europejskich stolic pietrowych autobusowl jezdzacych wyznaczonymi trasami od zabytku do zabytku i od atrakcji do atrakcji, w cenie jest tez w okresie wiosenno-letnim przeplyniecie sie darmowe lodzia wzdluz wybrzezy kanalow stolicy, tak ze wiekszosc zabytkow widzimy od strony wody, no i co sie bardzo przydaje przejazdy calym Stockhlms Lokaltrafik czyli SL http://sl.se/ obejmujacym pendeltåg juz wspomniany czyli pociag podmejski, laczacy centrum miasta z wszystkimi sypialniami, poza tym tunelbana, w ramach miasta najszybszy srodek komunikacji miedzy dwoma punktami, a takze bussar czyli autobusy i spårvagnar czyli tramwaje. W zasadzie mozna sobie totalnie podarowac wydatek na te hop-in and hop-off autobusy, bo wiekszosc atrakcji jest w zasiegu spaceru albo podjechania w tym momencie juz darmowym transportem miejskim.

(Dodam apropos SL ze jesli macie smartphone to  jest bardzo fajny app SL, tez po angielsku, przydadza sie tez googlowskie mapy, na ktorych w Sztokholmie swietnie funkcjonuje i opcja przemieszczania sie na piechote i komunikacja miejska, warto tylko wlaczyc sobie GPS, dla lepszej lokalizacji, zwlaszcza w waskich uliczkach Starowki, przydalo sie zeby znalezc i rozne punkty do zwiedzania i zrodlo zarelka.)

Zeby podniesc nieco temperature i podlac nutke oczekiwania na to co w kolejnych odcinkach postanowilam dac Wam posmakowac wydarzen dnia a w zasadzie wieczoru  pierwszego, kiedy to ochlonawszy w niezbyt wielkich trudow podrozy, udalismy sie na obchod Starowki czyli Gamla Stan. Dzis  wiec refleksja z obchodu - milo bylo, ladne okolice, choc czystoscia nie grzesza... (pewnie zwiazane jest to z iloscia turystow...) ale nie ma to jak stare miasta w Polsce... Dlaczego??? Coz... sa ladne waskie uliczki ...

Uliczki Gamla Stan

... jeszcze wezsze przejscia czy tez przesmyki ...

Waskie przesmyki

... i maja one pewien swoj urok, ale brakowalo nam jednak kropki nad i czyli pieknego, otwartego Rynku z kawiarenkami, knajpkami, ogrodkami piwnymi i imprezami do bialego rana, jak to jest we Wroclawiu czy Warszawie, a czego pewnie osoby mieszkajace w najblizszek okolicy nie doceniaja, hehe...

No to koniec na dzis... Ktos dotrwal mam nadzieje do koncza czesci 1,a jak nie to mi samej bedzie za jakis czas milo powspominac nasza wycieczke...

CDN

wtorek, 08 maja 2012

No ta wiosna idzie idzie o dojsc nie moze... jeden dzien wiosna, slonko jak dzis i nawet cieplo, a w weekend byl grad, wczesniej snieg, aaaa...

(Po takim weekendzie doceniam w pelni ogrom naszego szczescia i pozytywnej passy, ktora sprawila,ze w zeszly sztokholmski weekend slonko nam przyswiecalo, grzejac moze troche szczatkowo, ale ni kropelki deszczu nie bylo ani sniegu podczas naszego zwiedzania 100lycy, o ktorym to postaram sie troche opowiedziec troche w najblizszych dniach... ale tylko pod warunkiem,ze kogos to wogole interesuje ????)

No to mi sie wakacje zamarzyly (od marzen a nie mrozu, haha) ... Jako ze Radek od nd vikariuje, czyli pracuje za zastepstwie do nastepnej niedzieli ale o pracy w okresie wakacji nic nie wiemy, wiec ciezko cos postanowic, szkoda by bylo, zeby sobie nie popracowal, dobrego ryktu znaczy sie opinii nie zrobil, zawsze to szansa na czestsze zastepstwa potem a z czasem moze na jakas stalsza prace...

... ale JESLI wezme wolne to planuje je w drugiej polowie lipca (byle nie w czasie EURO), szalencze 2 tyg (Szwedzi patrzyli na mnie spod oka, oni biora minimum 4tyg rzedem...) i wtedy to ofkors do Polski, Rodzine, moze znajomych odwiedzic, ale chcielibysmy tez odpoczac i os fajnego sobie zobaczyc. I nam sie marzy od dawna Krakow, Wawel, smok, Sukiennice, troche historii i wielkiego miasta lyknac, ale nie za duzo,haha ze 2-3dni chyba starczy ??? i moze jakies gorki, tez tak 2-3 dni, moze Pieniny??? Ale nie wspinanie a polazenie szczytami, natura itp... No to prosze o rady, inspiracje, tipsy, linki, co warto, gdzie warto, na ile warto. Zebym sie poczula wakacyjnie chociaz, bo jutro i pojutrze DESZCZ i ZIMNICA...

TO KTO POMOZE ???

sobota, 21 kwietnia 2012

...na szczescie po przytuleniach, paru dniach siedzenia w domku, potem milym 2 dniom kursu w Hotelu Höga Kusten http://www.hotellhoga-kusten.se/ ze smacznym jedzeniem, pieknymi widokami za oknem i 2 wieczorami z rieslingiem i na plotkach spedzonymi z przyjaciolka, o wszystkim i o niczym, oraz po piatkowym polskim imprezowaniu tzw. fredagsmys u Niamkow, moze uznac tez bialy badziew za prawie zart i olac go... Jedyne co mnie martwi to poniedzialkowy dojazd na letnich oponach do Svall, gdzie nota bene mam dzienny dyzur na izbie, ale o tym pomysle jutro...

Czeka mnie po dyzurze jeszcze 3 dni na oddziale. Pt mam wolny na nauke i jako kompensate za dojazdy, to jeden z niewielu plusow stazowania w Svall, 1 dzien "wolny" w kazdym tygodniu. A potem w sb z rana ruszamy na mala wycieczke do stolicy, w koncu ja sobie troszke obejrzec w pozycji turysty plus zalatwic odnowienie paszportu Dawida.O ile tylko pogoda laskawie choc troche sie opanuje i nie uraczy nas sniezyca, rzesistym deszczem itp, mam nadzieje,ze bedzie milo. Wynajelam pokoj w hotelu lekko na obrzezach http://www.welcomehotel.se/ ale z dobrym dojazdem pendeltåg czyli pociagiem do dojazdow do centrum. Na 2 dni mamy tez tzw. Stokholmskort, z darmowymi przejazdami cala komunikacja miejska, wstepami do wielu miejsc w Sthlm albo z tanszymi wejsciowkami. Jeszcze fajniej byloby pojechac z kims, ale coz, nie zawsze mozna miec wszystko. I nie w kazdy weekend moge pojechac, bo byc tam musimy w ktorys dzien roboczy, wtedy czynny jest konsulat... Jestem jednak pewna, ze jesli ta pogoda... no ale o tym juz wspominalam... hehe...

Ostatnio z wszystkich kierunkow dowiaduje sie,ze znajome, z ktorymi zaczynalam specke pozdawaly egzamin i juz sa specjalistami. Maz przyjaciolki dolaczyl do swojej zony specjalistki, co prawda za drugim podejsciem, ale ma tez ten etap z glowy i teraz mam nadzieje ze juz sobie spokojnie beda oboje pracowac i po polsku sie jakos tam dorabiac... no i ze zgodnie z obietnica w koncu nas odwiedza.

Nie zeby moja speka byla az tak odlegla, wszystko wskazuje na to,ze i ja na koniec roku zbiore wszystkie papierki i wysle je do oceny do jedynie slusznej instytucji nadzorczej. 2 z 3 kursow w tym semestrze juz zaliczylam,zostal  mi ostatni, ktory mam wstepnie napisany i musze tylko ugladzic i wyslac. Potem praca naukowa, 2,5 wywaidu zrobione, pol brakujace sie zrobi niedlugo. Poluje jeszcze na 1 osobe, mam nadzieje,ze sie zgodzi odpowiedziec na moje pytania. Potem bede mogla wydrukowac wszystko i zaczac moim pieknym rozumkiem obrabiac, kategoryzowac, przemysliwac i podsumowywac... Nie wiem wciaz jak z zaliczeniem teorii w formie krytycznej oceny 2 artykulow, mam tylko nadzieje,ze nie bede musiala pisac od nowa, bo to by byl koszmar.

Staz na psychiatrii mam do konca maja na oddziale przyjeciowym, potem na psychozach. Od sierpnia do pazdziernika psychiatria dziecieca. Moze jeszcze jakis kurs na jesien i bede zbierac papiurki. Zobaczymy, czy uznaja moje polskie papierki, wydaje mi sie,ze wszystko mam dobrze udokumentowane, ale wlasnie Ci lekarze, ktorzy chcieli uznac czesc stazu za granica miewaja najwieksze problemy z urzedem. Bedzie trzeba ich molestowac telefonicznie,zeby po pol roku czekania nie kazali mi czegos dosylac.

Sytuacja w moim miejscu pracy jest pod mocnym znakiem zapytania, 2 specjalistow mysli o emeryturze, jeden calkowitej, drugie czesciowej. Srednio mi sie usmiecha byc jedynym stalym specjalista w jednostce, swiezo po otrzymaniu papierow... Mowi sie o przeniesieniu oddzialu do Sollefteå, ale to tez jeszcze nie postanowione. Poza tym cala sluzbe zdrowia w Västernorrland czeka reorganizacja, 3 szpitale stana sie organizacyjnie jednym a to oznacza,ze cala psychiatria bedzie caloscia. Moze to oznaczac oczekiwania m.in. ze bedziemy obstawiac dyzury...Takze kto wie, kto wie, jak sie w tym miejscu bedzie pracowalo za naprzyklad kolejny rok.

Poza tym dalej nic nie wiemy nt. Radka pracy.Nie dzwonili poki co, pewnie nie potrzebuja zastepstwo narazie, ale nie wiemy tez czy bedzie mial szanse pracowac w wakacje. Wciaz wiec nie mamy jak zrobic jakichkolwiek planow wakacyjnych... wiele wskazuje na to,ze wakacje bedziemy moze miec na jesieni a do Polski pojedziemy nw BN.Ale to tez nic pewnego...

Spadam pogladac film z chlopakami w ramach sobtniego wspolnego lenistwa..

21:38, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

...czy na wlasnym blogu wypada sie odzywac nieparlamentarnie???

Bo za oknem, ZNOWU!!! PROSZY!!! SNIEEEEGGGG!!!!!!!

...

... chyba wroce do starego wygladu blogu, zimowego ;-(((

Niech mnie ktos przytuuuuuli...

Tagi: snieg zima
13:37, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Normalnie jak juz stali czytelnicy w liczbie sztuk 1 sie upominaja wiesci co u nas, nie wypada nic nie napisac prawda?

No wiec... Synus po feriach wrocil do szkoly na szalencze 3 tygodnie, bo teraz po swietach ma znowu tydzien wolny. W tym czasie pracowali w niezbyt wielkim tempie, ale synus przyniosl do domu dzielo wlasnych rak na maszynie w szkole uszyte, dumna jestem z niego jak ho ho!!! I najlepsze, ze ani kawalka materialu ani niteczki nie dolozylam do tego.

Sezon recznopilkowy zakonczony, mecz mamy wzmocnione kilkoma profesjonalistami vs. chlopaki rozegrany, praaaaaawie nam sie udalo wygrac, hehe. Ale dawno sie tak nie ubawilam, bylo pysznie. Zaczal sie juz w zasadzie sezon noznopilkowy, zeby nie bylo, ale w zeszlym tygodniu jeszcze sie nakladaly, a w tym Dawid jeszcze na trening nie dtarl. We wtorek padal zimny deszcz, bylo jakies plus 1, wiec dalismy sobie spokoj. A dzis zwyczajnie zapomnial...Musi znowu wejsc w rytm...

Mezus sie 2 miesiace popraktykowal, wszyscy byli zadowoleni - i on z praktyki i praktyka z niego. We wtorek byl na spotkaniu w Urzedzie Pracy, bezproduktywnym w sumie, ale za to dzisiaj zadzwonili, czy jutro moze przyjsc na zastepstwo za kolege, tzw. vikariat, narazie nie wiemy czy bedzie teo wiecej ALE!!! idzie normalnie DO PRACY!!!! Narazie wiemy tylko,ze jutro, nie wiemy nawet czy bedzie cos wiecej, ale to pierwszy jego dzien PRACY a nie praktyki, ha... 

Ja za to od zeszlego tygodnia stazuje na klinikach w Sudsvall, czytaj dojezdzam codziennie  100km w jedna strone, na szczescie samochodem sluzbowym i na koszt pracodawcy, ale jestem poza domem od 6.45 do prawie 18... Poki co pracuje na oddziale obserwacyjno-uzaleznieniowym, mamy albo pacjentow na obserwacji,jak nazwa wskazuje, albo z abstynencyjnymi objawami albo z uzaleznieniami... Robota jak robota, jest nas 3 lekarzy, 2 w trakcie i 1 specjalistka, wiec praca idzie dosc sprawnie, choc obrot pacjentow na tym oddziale jest duuuzy...

Dzis mialam pierwszy dzienny dyzur (po 4 latach przerwy...), juz odpekany, bylo spoko bo w towarzystwie kolezanki, wszyscy nowi dostaja asyste na pierwszym dyzurze, zeby przerobic jakie sa rutyny, nastepny w pn, 23go juz na wlasna reke bedzie, tez dzienny... A potem beda dwie nocki, piatkowa i sobotnia w maju...

Jutro dzien domowy 1, czas na nauke i "zwrot" za podroz za ten tydzien, a potem pn i wt za zeszly i nast tydzien... Zyc nie umierac, fajnie,ze udalo mi sie ten zwrot czasu dojazdu wywalczyc!!! W srode tez dzien domowy, mial byc egzamin z krytycznej oceny artykulow, ale egzaminator nie moze przybyc, hehe i ocenia nas tylko pisemnie, cieeeekawe ile razy bede uzupelniac... 

W Wielkanoc wysiadla nam zamrazarka w naszej lodowko-zamrazarce... Koszt orientacyjny naprawy 4500-5500sek, cena nowej prawie identycznej ok. 4000 - nowsza, zuzywajaca mniej pradu... HA HA HA!!! No coz, niezaplanowany wydatek bedzie na pewno, marzyla nam sie od dawna taka kombinacja nie lodowko-zamrazarka ale oddzielnie obok siebie lodowka i zamrazarka, koszt w pakiecie ok 9000 a jeszcze bardziej nam sie marzyla zamrazarka z kostkarka, ale sama taka zamrazarka kosztuje wiecej niz komplet, wiec bedzie pewnie komplecik bez kostkarki...

sobota, 10 marca 2012

Tydzien ponad zlecial nawet nie wiadomo kiedy... Pobyt w Legnicy ja osobiscie uwazam za udany. Spotkalismy sie z jedna i druga Babcia i Dziadkiem, choc oni pewnie chcieliby,zebysmy zostali, najlepiej juz na zawsze,ja ucze sie jednak doceniac,to ze sie widujemy,a jak czlowiek poteskni tym przyjemniej sie zobaczyc... mam nadzieje. Z Dziadkiem moim a Dawida Pradziadkiem tez sie spotkalismy. Moja kochana Babcie Jasie, jej siostre Ciocie Dane, druga moja Babcie Pole i jeszcze kilka osob z Radka przodkow odwiedzilismy na cmentarzu. Smutne to zawsze chwile, tak bardzo mi ich, a zwlaszcza Babci Jasi brakuje.

Drugiej Babci Jasi tez nie ma juz z nami na tym swiecie. Zmarla daleko od wiekszosci czlonkow rodziny, ale mam nadzieje,ze nie calkiem samotna, bo w ostatnim domu opieki miala opiekunki Rosjanki czy Ukrainki, z ktorymi mogla pogadac w swoim rodzimym jezyku. Andrew tez byl blisko niej, jej najmlodszy syn i tez wnuczka, corka drugiego syna Romana. Babci cialo ma zostac skremowane i rozsypane prochy na Hawajach. A Tesciowa ma w planach zamiescic tabliczke z datami urodzenia i smierci na grobie pierwszego meza Babci, tak bysmy mieli symboliczny grob do odwiedzenia.

Andrew moze wybierze sie do Polski poznac rodzine, choc nie wiem czy uda mu sie zjechac akurat z nami. Ale moze, moze przeniesie sie do Ojczyzny, o ile znajdzie tu prace, moze w Warszawie. Fajnie by bylo go poznac. Choc nie wiem, czy odnalazlaby sie w tej polskiej rzeczywistosci... Ale kto wie...

Zakupy uwazam za udane. Wioze sporo ksiazek, gazet, komiksow, slodyczy, kielvasek, no i ciuchow i butow ofkors, hehe... Torbe tez mam nowa, w tamta bym sie 100% nie zmiescila, stara zostala na Wierzbowej.

Udalo mi sie odwiedzic fryzjerke. Zajelo mi to caly dzien prawie, ale nie zaluje. Za jedyne 130zl mam ladny krotki fryz, rudawy z jasnymi pasmami z przodu. Dopiescilam sie kobieco. Odwiedzilam tam tez sklep, ktory w Legnicy mi zlikwidowali, Pretty Girl, tym razem bez zakupow, ale go lubie. I ksiegarnie, gdzie dzieki pomocy Pani udalo mi sie znalezc dokladnie tez ksiazeczki, ktorych szukalam, nie wiedzac czego szukam, historie Polski napisana jezykiem juz nie dla dzieci, ale tez nie dal doroslych, plus ksiazke o znanych Polakach i regionach Polski. Dawid zachwycony, jedynie koniecznosc przeniesienia tychze ksiazek, ofkors wydania w twardej oprawie, nieco mniej go pozytywnie zachwyca.

Czas w Toruniu minal jak zwykle milo... No ja mowie,ze to jest glowny powod, dla ktorego ja lubie tu przyjezdzac, jest milo, rodzinnie, niezobowiazujaco, troche rozmow, wspolnych zakupow ... Zeby jeszcze ten kotnakt na odleglosc ciutke lepiej funkcjinowal, bo tego, plotek, porozmawiania, zwierzenia sie mi brakuje nieraz i nie dwa, nawet jesli mam tez dziewczyny na miejscu, Niamke, Anitke, Kaske i inne, Martunie na odleglosc, mamuski wroclawskie i mamuski miedzynarodowe z tatuskiem, pare znajomych fejsowo-mailowych, ale i Alinke chcialabym miec nieco czesciej... No ale pogadalysmy troche, choc nam sie teraz pory dobowe rozmywaja, ona wczesniej wstaje, ja rano ledwie oczy moge otworzyc, ona pada wieczorem, ja moge siedziec... Bylysmy dzis na babskich zakupach, fajne to bylo, Alicja z Dawidkiem sie bawili w domu a Natala dzielnie nam towarzyszyla...

Ostatnie godziny w Ojczyznie tym razem, torba prawie zapieta, nie wiem jak ja w niej zmiescilam jeszcze wiecej niz w Legnicy, a Tesc we mnie juz wtedy nie wierzyl... Nie wiem tez, jak my ja podniesiemy i pociegniemy, ale zawsze mozna liczyc na to,ze szwedzcy mezczyzni widzac biedna kobietke z synkiem ledwie wyrosnietym dygajaca takie torbiszcze poczuja rycerkowsc i pomoga jak w czwartek polscy... Kiedy znowu w kraju? A kto to wie... Radek poki co ma przedluzone praktyki, bo facet, ktory go na praktyki z urzedu Pracy chcial wziac pojechal na urlop... moze tydzien dluzej, moze dwa, z jednej strony fajnie, z drugiej dalej nic nie wiemy... Byle do wiosny, mam nadzieje,ze snieg juz w Kramfors praaawie stopnial, podobno plynie z kazdym dniem. jesli TO jest typowa zima w Szwecji, to jest OK!!! Jutro start z lotniska w Gdansku 11.45, ladowanie na Skavsta 13.00, ok. 20 bedziemy w Svall i wpadniemy w mam nadzieje stesknione ramiona mensza i taty... <3<3<3

Tagi: Polska zakupy
23:24, zapiski_szwedzkie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 04 marca 2012

... czyzby czas byl oglosic koniec panowania zimy??? Nooo nie wiem nie wiem, u nas na polnocy pewnie jeszcze chwile postraszy, choc w zasadzie ostatnie tygodnie naprawde nie mozna sie skarzyc bylo caaaalkiem przyjemnie, w slonku nawet i 10 na plusie, w nocy ledwie ledwie na minusie. prognozy sa ze do tego co sie w ost dniach stopilo ma teraz jeszcze troche dopadac, ale mamy ciiiiiichutka nadzieje,ze to juz takie ostatnie strasznie i podrygi. Taka zima jak w tym roku moglaby byc co rok... Troche mrozu, nie za wiele sniegu. Szkoda,ze z naszej trojki tylko Dawid w tym roku zdazyl pojezdzic na nartach,i to w ostatni weekend i w czwartek i pewnie wiecej juz nie zdazy...

Ze zmiana wygladu blogu na wiosenny ja sie jednak wstrzymam  jeszcze hehe...

Poki co chlone atmosfere jeszcze bardziej wiosenna w Polsce. A mielismy szczescie, nie pada a wczoraj nawet takie slonko bylo,ze spacerekna isiedle byl czysta przyjemnoscia... Od piatku jestesmy, wiec juz 2 dni, minely nawet nie wiem kiedy. Coooz droga to daleka, fakt, ale juz mnie ciagnelo... Nie powiem,ze zaluje, hehe... choc taki przyjazd zawsze troche mi weryfikuje wyobrazenia pozytywne jak to juz w Polsce dobrze jest. No az tak dobrze nie jest, miejscami cos sie zmienia, ale glownie jest jako tako albo byle jak... Ale nie narzekam, bo na krotko jestem i sama nie polepszam bylejakosci podatkami wlasnymi, to juz cicho bede... I na temat korkow w Poznianiu, niewiedzy Pan od sprzedazy biletow, ciagnacego sie remontu na dworcy we Wro, spaceru na dworzec tymczasowy, bo wody blizej nie uswiadczysz, biegu po zdrowie na peron bo podaja go kilka minut przed odjazdem pociagu, kiedy postawiaja go...i takich tam naaaaawet nie wspomne. Nie wiem, jak to EURO nam wyjdzie, ale jak znam umiejetnosci mobilizacji Polakow w obliczu zagrozeniaz zewnatrz uda sie i to jeszcze z przytupem, chocbysmy mieli trawe na zielono w czynie spolecznym odmalowac... Wystarczy popatrzec jak sie Polacy wokol katastrofy kolejowej wspierali, gorzej potem z realizacja wszystkich obietnic...

My sie w kazdym razie do Polskiw czerwcu nie wybieramy... jesli juz to w lipcu... Jesli wogole... W pt Radek konczy praktyki i sie okaze co dalej... jak nic to sie wkurze, bo przez praktyke on siedzi teraz w Kramfors a ja z Dawidem w legnicy, Nie ze nie lubie z synem spedzac czasu, zawsze sobie powaznie pogadamy jak mama z synem powinna, ale jednak wolalalbym w trojke....

Juz nie wspomne,ze jakbysmy razem przyjechali byloby latwiej sie zorganizowac. Chcialabym na przyklad podjechac do mojej fryzjerki ulubionej, ktora mam w Lubinie i to bedzie bez auta taaaaka wyprawa,ze hoho... Moja przyjaciolka Macia co prawda pociesza, ze busy mi podezdzaja we wlasciwa okolice, ale jednak to juz pewien wysilek, choc chyba wart, bo tylko jej sciecie mi dobrze na ukladanie sie wlosow na wiele miesiecy robi...

Poki co, robimy male zakupki, zaczynam sie zastanawiac,co z tego co lezy z roznych zakupow i czeka dam rade zabrac, niewielka czesc tylko pewnie...

A w czwartek przemieszczamy sie do Torunia na 2 dni... tiaaa, bez komentarza prosze, lubie tam jezdzic, choc czasami zastanawiam sie, co jeszcze mnie tam ciagnie... poza nieslabnaca mimo wszystko sympatia... czemu jednak ta sympatia nie ciagnie rownie silnie w nasze odlegle choc piekne okolice? Ktoby kiedys pomyslal,ze przyciagnie tam najszybciej drugi raz mojego szwagra z synami i tym razem tez z zona, wybieraja sie juz w sierpniu...

A apropos byle-jakosci kraju rodzinnego... Udalo mi sie sczaic dostep do netu, tzw hot spot... Platny, a jakze, ale ok, na 40zl za 5 dni mnie stac... G... wylaczyl sie po dobie i za chiny ludowe nie dalo sie wlaczyc... Skad tu jestem? Na inny adres maiowy zakupilam kolejny dostep 1 dniowy... bo na ten sam adres jakos dziwnym trafem nie dzialalo hmmm... Zlodzieje i oszusci, ale coz... przeboleje a nastepnym razem bede kupowac dostepy 1-dniowe... Nauczona na wlasnej glupocie...

Tagi: Polska wiosna
23:05, zapiski_szwedzkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lutego 2012

Radek od srody zaczyna praktyke w Poståkeri, Post - odpowiednik naszej Poczty Polskiej a to jest ich podfirma transportujaca przesylki Åkeri - firma transportowa... z szansa na przynajmniej prace letnia... Praktyka w Kramfors, praca by byla w Härnösand...

Wstepnie praktyki 2tyg,zeby obie strony mogly sie sobie przyjrzec... No przynajniej czas czekania najpierw na powrot nadzorcy bezrobotnych z zimowego urlopiku, potem na spotkanie takie, spotkanie siakie sie skonczyl, zobaczymy co z tego wyniknie... Praca pn-pt w roznych godzinach do i popoludniu, glownie w trojkacie Sollefteå-Sundsvall-Örnsköldsvik... Jazda glownie lättlastbil, czyli takie mniejsze ciezarowe, czasami wieksze lub z przyczepa...

A u nas dzis optymistycznie slonko przyswieca,bez slonka -10, w slonku juz tylko -5st... ale dlaczego JA MAM KATAR????

Fordzio w zeszla srode zostal ostatecznie zezlomowany. A Hyundek przeszedl dodatkowa kontrole, musieli ustawiac zbieznosc kol, prawdopodobnie przy poprzednim serwisie wymieniana jakas pompe i zbieznosci nie poprawili... Ale juz jest ok. Pilot w alarmie wymieniony. Doubezpieczenia zglosilismy jeszcze brak podswietlenia sterowania luterek, oczywiscie okazuje sie,ze nie wymienia sie zaroweczki, bo to element ledowy i trzeba wymienic cale sterowanie, upss... A jeszcze chcemy wydebic zeby moze nam opony letnie dosponsorowali, bo jak sie okazuje och zjechanie nie bylo kwestia zlego napompowania ale wlasnie zlej geometrii ukladu jezdnego... pewnie sie nie uda, ale sprobowac mozna...



czwartek, 02 lutego 2012

Oj przygoda, norrrrmalnie...

Z Fordem idzie do przodu. Dostalismy dowod, Radek podpisal i odeslalismy do szrotu. Mam nadzieje,ze na dniach odbiora go z warsztatu i zezlomuja...

Za to z Hultajem rownie letko nie idzie... Chodzi poki co dobrze, bierze wszystkie muldy, zakrety itp. Ale z przerejestrowaniem sa przeboje... Prawdopodobnie byl jakis blad systemowy i auto wciaz jest wpisane na komis, papiery do ubezpieczenia nie przyszly, dopiero dzis po 3 telefonach i mailach dostalam od komisu potwierdzenie ze nas zglosili do ubezpieczenia, poza tym jeden pilot od alarmu, ktory mial nie dzialac z powodu wyladowanej baterii okazal sie byc polamany i uszkodzony, daje sie otworzyc po Radka malej naprawie ale juz zamknac trzeba na kluczyk bez alarmu.  A pilot jest jakis szczegolny, na zmienna czestotliwosc i w Polsce wymiana z zaprogramowaniem kosztuje 700zl... To ile w Szwecji???

Kolejne telefony i maile i na szczescie mam na pismie,ze komis pokryje koszty, mam nadzieje,ze Huyndai zgodzi sie wyslac rachunek za to do nich,zebysmy nie musieli sie potem uzerac ze zwrotem.

Komus jeszcze przygody??? Juz sie boje co bedzie dalej... Grrr...

W dodatku nasi przyjaciele Tarasiuczki maja kiepski okres, po tym jak im sie Kadett spalil 2 tyg temu, malo co nie zabierajac z soba na drugiswiat Jacka i Radka, interes z masazami jakos nie idzie, niby maja kregarza, ale on masuje bardzo technicznie, po szwedzku nie gada i przy calej sympatii do niego mojej to klienci chyba wola gadatliwego Jacka i usmiechnieta Anitke i nie chca do niego chodzic... A oni chcieli sie skupic na nauce, Jacek na jezyku, Anitka na podpielegniarke sie szkoli i jak dobrze pojdzie chce choc czesc etatu zlapac w Landstingu, u mojego pracodawcy, zeby mieli jeden pewny dochod i nie z dzialalnosci, gdzie wiadomo jak zawieje tak jest kasa...

Babka, Polka z reszta, od ktorej wynajmuja dom chce im dwukrotnie podniesc czynsz, w dodatku chciala,zeby chlopak, ktory jest ich gosciem, ten kregarz, placil jej oddzielnie, na oddzielna umowe, choc najela im caly dom... A to tylko wierzcholek gory lodowej...

I mi jeszcze znajome pisza, ze takie przygody fajne, bo sie czuje,ze sie zyje... MAAAATKO, ale czuje,ze zyje...AAAAAAAAAAAAAAAAAAA... Czy ja moge juz zamowic zmiane planow losu wobec nas i naszego otoczenia? Jak ja bym chciala pewnego dnia usiasc spokojnie i powiedziec ze nie mam problemow, zmartwien ani nic do zalatwienia, nauczenia sie, poczytania, napisania... Pewnie powiecie,ze jeszcze za tym zatesknie i macieracje, ale pomarzyc mozna prawda???

Teraz pisze opis pacjenta na kurs z psychiatri os. starszych, jednoczescie weryfikuje swoj plan pracy naukowej, na podstawie propozycji opiekuna, w nast pn jade na kurs z psychiatrii sadowej na ktory juz na szczescie wszystko z fazy przygotowawczej udalo mi sie wyslac, w jeszcze nast wt jade na kurs z psych starszych, oba w Sztokholmie. Snieg ma zasypac pld Szwecje w ten weekend, ciekawe czy odsnieza, zebym miala jak dojechac??? Jak wroce albo gdzies pomiedzy musze zaczac w koncu gadac z tymi, z ktorymi chce zebrac wywiady do pracy... Tydzien po kursach jestem znowu na psychiatrii sadowej a potem prawie caly tydzien na kursach z pisania pracy naukowe i z liderowania...

I mi kolezanka mowi, Niamka, ze podobno moj szef byl "zalamany" tym,ze mnie w tym roku nie ma prawie w poradni, a jak ja mam byc jak ja mam TYLE roznych stazy, kursow, prac, pisaniny, no JAK???

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
O autorze

http://klubpolek.blogspot.it/

++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++