O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
Kategorie: Wszystkie | Klub Polki na obczyznie | Pracowe rozwazania | Zapiski codzienne
RSS

Zapiski codzienne

piątek, 03 lipca 2015

... to szczegolna data. Jak kazdy 3 lipca. Dzien naszej Rocznicy. Dzis minie 16 lat odkad z panienki Chmielowiec stalam sie Pania Radziewinska. Najpierw na papierze, a potem w glowie...

Jak doszlo do tego, ze mi sie moj obecny i mam nadzieje przyszly tez monsz przyplatal w zyciu, juz niedlugo w nowym cyklu na blogu Klubu Polki.

A dzis troche obrazkow ;)

Moja studniowka... prawie 20 lat temu...

 

Pierwsze wspolne wakacje, Mazury, miejscowosc Zgon

Z kotka Tesciowej Bona. Koty byly nam pisane...

Przez 4 lata zwiazek na odleglosc... Oj lez sie lalo... Oooo i chyba jedno z pierwszych selfie ;)

Czasy aparatow analogowych, filmow do wywolywania... Miala byc niespodziewanka, ale ze film wywolalam sama... niespodzianka i tak byla i na dlugo moje ulubione zdjecie... teraz pewnie przyszloby na Vibera ;)

TEN DZIEN, godzina S 17.00... UPAAAL...

A tu Pyza, wersja studyjna.

Ze swiadkami. O swiadkowej bedzie w moim wspomnianym wpisie ;)

Jakos tak 4 nad ranem. Po weselu... Zmeczeni ale szczesliwi bo w koncu pierwsza, oficjalna noc razem, no... poranek... jako monsz i zona...

Pozdrow poslubna de lux, splyw kajakowy Petla Ilawska...

Wkrotce jest nas juz troje. Ja, On i Szajbus ;)

Majowka 2000 w Spale... Tutaj juz tez jest nas troje :))))))

Duuuuuza...

Wieeeeeeksza... no ale to juz pazdziernik...

I naaaaaajwieksza...

Uffff... jakos poszlo...

Moj skarb.

Po tygodniu w koncu w domu czas zaczac rodzicielstwo na pelen etat.

Powrot do fotografa ;) tym razem z powodu Chrztu.

I T D... zyli sobie w 3jke plus 1 lub 2 psy i dalej zyja...

Pozdrawiam ;)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Moi Rodzice sportow nie uprawiali. Mojego meza tez nie. My walczymy z tzw. sambokilon czyli dodatkowymi kilogramami co sie przyczepily i pojsc nie chca... (sambo = sammanboende osoby mieszkajace razem, w przeciwienstwie do särbo - osob w zwiazku ale mieszkajacyh kazda u siebie)

Staralam sie, zeby mojemu dziecku od malenkosci wdrozyc koniecznosc uprawiania sportu dla sprawnosci i dobrego samopoczucia. Najpierw byl basen, potem karate. Ale wzgledy socjalne czyli kolezenskie wygraly. 3 lata temu chcial zaczac grac w noge. A w po lecie wiekszosc kolegow okazala sie grac w druzynie szczypiorniaka w pobliskim miasteczku. I tak radzi, nieradzi, jako, ze w jego roczniku innej druzyny nie bylo, zaczelismy wozic syneczka na treningi. Najpierw 3, potem 4, w koncu 5 razy w tygodniu. Na szczescie 2 z tych 5 razy sa u nas w miescie, tylko 3 w tygodniu sa ok 15km od nas i dzielimy sie dowozami z inna para rodzicow...

Jako ze syn ma problemy z koordynacja, trening mnostwo w nim zmienil. Wycwiczyl sie, zmeznial, jest szczuply, umiesniony i mimo szybkiego wzrostu na dlugosc dosc zgrabny i ogarniety.

Właśnie w weekend jego drużyna awansowała do 4 etapu USM czyli Ungdoms Sverige Mästerskap - Młodzieżowych Mistrzostw Szwecji. Jest teraz jedna z 32 drużyn grających dalej z prawie 100 z całej Szwecji. I nie na żadnej drużyny z bardziej na płn położonego miejsca.

 

Tylko ze w wygranej wielkiej zaslugi mojego dziecka nie bylo ;( Gral jakies 30sekund na 3 mecze. Poprzednio 10 minut w 1 meczu na 4 mecze na zawodach... Ostatnio juz prawie caly czas grzeje lawe i traci coraz bardziej motywacje do chodzenia na treningi. Moze nie jest i nie byl glownym zawodnikiem, ale teraz zostal zepchniety na koniec lancucha pokarmowego, nawet za graczy wypozyczonych i wcielonych do nas w innych 2 druzyn...

Doszlismy do wniosku, ze czas pogadac z trenerem, o jego przyszlosci. Jesli ma dalej trenowac, musi grac, zeby sie czegos nauczyc. Jesli juz sie wiecej nie
moze rozwinac, moze czas zrezygnowac z treningow. Zyskalby na czasie, stracil na systematycznosci trenowania i kontaktach socjalnych. Ot zagwostka.

Ale dzis nie pojde do trenera, mieszkajacego notabene po drugiej stronie mojej uliczki. Dzis cieszymy sie zwyciestwem polskich szczypornistow nad
szwedzkim - kolejny raz w wiekiej imprezie odkad ogladamy pilke reczna, 1 raz byl remis i 1 raz wczesniej wygralismy. Mimo pogrozej ze strony kolegow jak i obietnicy extra ciezkiego treningu w srode, i tak sie cieszymy ;)

https://www.facebook.com/zapiskiszwedzkie?ref=hl

Wpadajcie na moj fb chyba latwiej mi tam pare slow wstawic na biezaco ;)

czwartek, 25 grudnia 2014

 

Chcielismy snieg na swieta... nooo nie mogl miec lepszego tajmingu bo od wczoraj rao paaadal i paaaadal... No i napadalo do wieczora calkiem sporo... (choc jak sie okazalo w oddalonym o ledwie 40km Härnösand spadlo ponad 50cm i przyjaciele na wspolne swietowanie dzis nie dotarli...) Dzien zaczeli wiec moi chlopcy od odsniezania. Nooo moj maz uwazal,ze zabawa byla przednia haha... Poki slonce nie zaszlo mozna bylo podziwiac widoki za oknem... wygladalo bajkowo...

 

 

 

Kwiaty bozonarodzeniowe zakwitly right in time... Tu najpopularniejsze sa hiacyntu wielobarwne i amarylisy.

 

 

 

Nim zasiedlismy do kolacji mus byl Mosci Panstwo zeby fotki poczynic, coby Babcie i Dziadki i rodzina inna mogly podziwiac.

 

 

 

 

Caly dom jest udekorowany...

 

 

 

Oooo a tu macie mojego jednego kota Filemona no i jeden z 3 amarylisow, mam jeszcze bialego i bialo-rozowego.

 

 

Potem byl czas wigilijnych zdjec rodzinnych w konfiguracjach roznych...

 

 

 

 

 

 

 

Kolacja jak zwykle rozlozyla nas na lopatki... ufff... potem nadszedl oczywiscie czas prezentow...

 

 

Nooo Agusia chyba tez byla grzeczna... choc w zasadzie patrzac na zawartosc prezentow CENSORED byla chyba nie dosc niegrzeczna ;P

 

 

Potem przyszedl czas na odczynienie polskiej tradycji wigilijnej... W Szwecji o 15 od wieeeelu lat ogladaja Kalle Anka czyli Kaczora Donalda. A my po 20... Kevin sam w domu ;) KLASYKA hehe ...


 

Potem jeszcze maaaalenka kolacyjka...

 

 

I juz mozna zasiasc na kanapie i cieeeeeszyc sie blogim lenistwem... GOD FORTSÄTTNING zycza Szwedzi. Czyli milego kontynuowania swietowania...

wtorek, 23 grudnia 2014

Czujecie juz je??? Bo ja dzis w koncu tak. A jeszcze pare dni temu nie czulam... Zeszly tydzien byl kiepski. Kumulacja zmeczenia, zniechecenia, negatywnych zdarzen. Brak umowy dla meza, brak lekarza na oddziale od stycznia i pociachana opona od auta...  Zajrzyjcie do linka poniezej, jesli macie chwile... To Wam grozi, jesli nie bedziecie na siebie uwazac...


WYPALENIE


Mialam 4 z 6 objawow wypalenia, na szczescie tylko przez pare dni... ale sa to znaki ostrzegawcze dla mnie. Nie od dzis... nie wiem ile podolam choc chcialabym i zalezy mi na wspolpracownikach, pacjentach, miejscu.


Ale nie o tym mialo byc dzis. W pt spadl w koncu snieg ;)







Czas wiec bylo zrobic sobie nastroj swiateczny w pracy, gdzie przyszlo mi spedzic wiele godzin przed swietami, jako ze pracowalam do dzis (Wigilia tu jest dniem wolnym, na szczescie...)


 





W weekend poznalismy nowych przyszlym mieszkancow Kramfors... Oni chca tu, my zastanawiamy sie czy tu bedziemy... Ale dzieki nim spedzilismy cudny mrozny sobotni dzien na lonie natury, dawno to ostatnio tak sie szwendalismy po dworze w zimnej i generalnie ciemnej zimie.



                                                   








Potem zaczelo byc juz czasowo z gorki. Na szczescie monsz z synem w domu, wiec mocno pomogli. Ubrali choinke, zrobili szube i salatke, posprzatali. Ja zrobilam pazurki a potem ziuuuuu w pierogi. Po 5h i o 100 pierogow bogatszam stwierdzam, ze Mistrzynia Lepienia Pierogow nie zostane, ale Pierogowa Wladczynia Wigilijnego Stolu The Radziewinski Family Anno Domini na pewno.







Kochani. Nie bede juz pisac przed Swietami wiec wszystkim moim czytelnikow zycze Zdrowych, Spokojnych, Nieprzejedzonych i przede wszystkim Rodzinnych Swiat. Bo pamietajcie. Nie jest wazne co sie zje, ile bedzie potraw, czy okna wymyte, czy kurze wymiecione. Prezenty sa fajne, ale tak wiele osob nie bedzie mialo nawet najmniejszych prezentow, ani kilku potraw. Wazne jest z kim sie je, spedza czas, swietuje.

 

WESOLYCH SWIAT!!!!!!!!

 

sobota, 13 grudnia 2014

... sie wylalo... Straszyli, straszyli i nic sie nie dzialo. Ale raczej dzialo, wciaz umowe przedluzali. Az sie mleko wylalo... Od stycznia moj maz ma "wolne"... moze na miesiac... moze na wiecej... Moze na zawsze??? A juz tak ladnie bylo... 10 miesiecy przepracowanych. A teraz apjac od nowa...

Buuuuu... I jak sie zyciem cieszyc i zblizajacymi sie swietami, Nowym Rokiem... ech... Cale szczescie jutro syna przyjecie urodziowe, znajomi przyjada z dzieciakami... bedzie sie mozna wyzalic, pogadac, wypic...

Tagi: bezrobocie
00:44, zapiski_szwedzkie , Zapiski codzienne
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 października 2014

Dlugo mnie nie bylo. Nie ma dobrego momentu,zeby  zaczac na nowo. Ten nie jest ani dobry, ani szczesliwy...

Umarla mloda kobieta. Corka. Partnerka. Mama. Dziesiatki, setki, tysiace dla tlumu bezimiennych a dla Rodzin czesto najcenniejszych, jedynych umiera kazdego dnia. Ona walczyla i umarla na oczach ludzi.

Jej smierc nie moze miec sensu, bo miala na pewno mnostwo do powiedzenia swojemu mezczyznie, dzieciom, nam - widzom...

Ale ona juz nie powie ani slowa. Pozostaly jej role, jej zdjecia i wywiady. Jesli wszystko mialoby pojsc w zapomnienie, warto zapamietac choc to zdanie:

Przesterujcie sie, zanim zycie postawi Was pod sciana. Mnie postawilo prawie 7 lat temu, kiedy bylam w pelnym pedzie, przeprowadzka, zmiana pracy, nauka jezyka. A tu pam, bum ...  nie panuje nad cialem, ktore sie telepie raz, drugi. Tu mialam szczescie po raz pierwszy - bo moglam dostac objawow na ulicy, na przejsciu, schodzac po schodach. Moze potraktowaliby mnie jak pijaczke? Moze potracilby mnie samochod? Ale ja wpadlam w pasztecik neurologowi z jednej a niedoszlej neurolozce z drugiej. A 500m stamtad jedna z lepszych klinik IPIN... I kolejne szczescie - maz tego samego dnia byl na probie w pracy i dostal umowe. Czytaj ubezpieczenie. Czytaj brak rachunku za TK, MRI, angiografie. I szczescie po raz trzeci. Jestem zdrowa. Nie mam padaczki. Nie mam zadnych ubytkow... mimo wylanej krwi, nic mi nie jest. Zyje. Jestem. Wciaz moge z Wami korespondencyjnie rozmawiac.

Wiec mowie. Przesterujcie sie na pozytywne myslenie. Nie na rozowe okulary, ale na cieszenie z z malych i wielkich rzeczy. Z chwil ulotnych i zdarzen duzych. Nie zapetlajcie sie w czarnowidztwo, utyskiwanie, wieczny tumiwisizm. ZYJCIE. I kochajcie...

piątek, 11 kwietnia 2014

http://zapiskiszwedzkie.blox.pl/2010/04/RIP.html

Dzis mijaja 4 lata... az 4 lata... tylko 4 lata... Babciu, tak bardzo wciaz mi Ciebie brakuje. Tak czesto lapie sie na mysli,ze o tym czy o tamtym chcialabym Ci opowiedziec. Podzielic sie radosciami i smutkami moimi, mojej rodziny... Juz prawie prawie lapie za telefon albo chce zadzwonic na Skypie... ale nie mam Twojego numeru tam gdzie jestes. Gdziekolwiek to jest, mam nadzieje,ze jest Ci tam dobrze... To dla Ciebie ten wirtualny znicz. Pamietam i tesknie...

Idag har det gått 4 år sedan min kära Mormor gick bort. Redan... bara... Jag saknar henne såå oerhört mkt. Så ofta vill jag ringa henne för att berätta om ditten och datten. Om händelser i mitt och min familjens liv, de som ger glädje och de som gjort oss ledsna. Men jag har tyvärr inte Ditt nummer till det ställe Du finns nu. Hoppas att Du har det bra där Du finns nu... Detta ljus är för Dig. Jag kommer ihåg Dig och saknar Dig...

 



22:29, zapiski_szwedzkie , Zapiski codzienne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 marca 2014

Tez tak macie? Po ja tylko odkreslam tydzien za tygodniem. Pewnie przyczynia sie do tego fakt, ze mam w koncy mensza pracujacego codziennie, co oznacza,ze po przyjsciu z pracy trzeba jeszcze dom ogarnac, pozmywac, uprac, poprasowac, sprzatnac...

Niby w pracy nie jest (jeszcze) tragicznie, sytuacja w Sollefteå duzo bardziej zakrecona, w Kramfors zwykle spokojniej. Ale spraw papierowych cala masa i zdazaja sie dni, kiedy musze zostac dluzej, zeby to ogarnac. Czasem czuje sie jak jakas glupia, nieogarnieta. Nie mam wielu pacjentow kazdego dnia ale i tam ledwo sie wyrabiam... Nie wyobrazam sobie przyjmowania wiekszej ilosci pacjentow. Nie wytrzymalabym tez takiego tempa jakie w ostatnich tygodniach utrzymywala Asia...

Tydzien po wyjezdzie do Karlskrony byl dla mnie okropny. W kolejnym niby juz sie jako tako ogarnelam, ale i tak caly czas cos nowego splywalo. Teraz kolejny tydzien przede mna, ktory moze byc choc nie musi ciezki - moja podpora na oddziale, Asia idzie na swoje staze i jej juz w Sollefteå nie bedzie, zeby ratowac sytuacje, a drugi doktor, specjalista, tzw hyrläkare, ktory ma go ogarniac jak jest, w ostatnich 4 tygodniach prawie polowe czasu przechorowal... Jesli teraz znowu sie rozchoruje, nie bedzie komu zajac sie poradnia i oddzialem.

Noooo ale poki co byl piatek spedzony w domu z milymi znajomymi, w nieco podobnej sytuacji co my, on lekarz, ona nie-lekarka, ktora wiele lat byla bez pracy az w koncu on otworzyl firme, pracuje jako hyrläkare ale na dluzszych kontraktach w jednym miejscu, m.in. teraz u nas w Kramfors a ona jest zatrudniona na czesc etatu i pilnuje spraw papierkowych, podatkowych itp. a jednoczesnie reszte czasu zamuje sie domem i ich synem, w wieku naszego Dawida, tez chodzacego do klasy 6tej.

Dzis mielismy spedzic wieczor ze znajomymi Szwedami, trenujac nasza szwedczyzne, ale nam sie pochorowali i szukuje sie wieczor domowy. Bieeeedny synek, ktory sie juz nastawil na samotny wieczor, tylko ON, KONSOLA, SLUCHAWKI i koledzy online... Nieeee ma, wapno w domu.

Do Szwecji jak do calej Europy wczesniej w tym roku dotarla wiosna. Oczywiscie 20st i kwitnace kwiaty to tylko w Polsce, tu wiosna okreslamy zejscie sniegu i sloneczko dajace temperatury na sporym 8-10 stopniowym plusie. Tak bylo juz tydzien temu, potem w zeszlym weekend bylo slonko ale temperatury spadly do okolic zera, a we wtorek spadl snieg, troszke i sie zaraz stopil, za to w czwartek walilo sniegiem jakby znowu zima wrocila... brrrr... no ale "w marcu jak w garncu" - w pt rano snieg zaczal doslownie splywac, temperatura podskoczyla do 8st, a w sloncu  i wiecej.

Dzis po przebudzeniu kolo 11 piekne promienie nam swiecily, nie bylo wiec wyboru... Zebralismy rzeczy i ziuuuuu do najpiekniejszego miejsca w okolicy, Rotsidan... Bosz jak tam jest pieknie. Jesli sie kiedys stad wyprowadze, tego miejsca bedzie mi brakowalo najbardziej... Upieklismy sobie kielbaski na ognisku. Bylo cudnie...

środa, 19 marca 2014

Dzis tylko chcialam Wam podlinkowac wpis do bloga nowej znajomej Polki mieszkajacej w Szwecji. Wpis a raczej dwa wpisy dotycza jezyka szwedzkiego, jego odrebnosci i metod nauki.

Jezyk szwedzki: http://polkawszwecji.wordpress.com/2014/03/15/jezyk-szwedzki/comment-page-1/#comment-1286

Jak sie uczyc: http://polkawszwecji.wordpress.com/2014/01/18/pratar-du-svenska/

Zachecam do czytania, komentowania, Monika jest szalenie sympatyczna i na pewno jesli bedzie mogla poradzic czy podpowiedziec cos to to zrobi.