O autorze
KLUB POLKI NA OBCZYŹNIE
++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++ ++++++++++++++++++++++++++++ free counters ++++++++++++++++++++++++++++
++++++++++++++++++++++++++++
ZAPISKI O NASZYM WSPÓLNYM ŻYCIU NA DOBROWOLNEJ EMIGRACJI W SZWECJI...
Kategorie: Wszystkie | Klub Polki na obczyznie | Pracowe rozwazania | Zapiski codzienne
RSS

Pracowe rozwazania

środa, 10 grudnia 2014

Jullunch czyli pracowa Wigilia zaliczona. Nastroju nie zalapalam, bo nie te melodie swiateczne, nie te potrawy - szynka, zeberka, pulpeciki, serowy paj, lososiowy paj, sledziki tez nie w TYCH smakach ... poza moim rolmopsikiem, na ktory mam przetlumaczyc przepis... Ale zarelko dobre bylo i jak zwykle sie objedlismy. Szefowa stwierdzila, ze na za rok trzeba bedzie wynajac wiekszy lokal albo doniesc stoly, chyba ze znowu nie wszyscy beda mogli byc. Jakby przyszli Ci co ich nie bylo, nie zmiescilibysmy sie w sali lunchowej.

  

 

Jutro i w pt jestem za to na kurscie, rzadkosc ostatnio, zwlaszcza takie w nieclegiem poza domem. Tylko 90km od domu, ale w formie internatu, zebysmy sie zinternatowali... znaczy sie zintegrowali. Kurs jest organizowany przez odpowiednik polskiego ZUSu i na temat medycyny ubezpieczen, czyli jak pisac zwolnienia, zaswiadczenia, jak aktywnie rehabilitowac pacjentow,zeby zwolnienie bylo efektywne. W sumie brakowalo mi tej wiedzy baaaaardzo po przyjezdzie, teraz juz raczej jade tam smieje sie z pozycji eksperta, ale ciekawie bedzie posluchac, moze cos nowego jednak sie dowiem odnosnie teorii, zasad, bo praktyke mam raczej obcykana. I mam na tyle dobra marke wsrod pracownikow ZUS lokalnych, ze z ramienia Landstingu i psychiatrii oczestnicze w zebraniach wspolnych z Försäkringskassan(ZUS) i Arbetsförmedling(Urzad Pracy) - mam byc dawca naszej perspektywy na niektore plany, projekty, zmiany i dawca informacji o pracy w praktyce z pacjentami czesto dlugo na zwolnieniu lekarskim i rehabilitowaych wspolnie przez nas, Af i FK...

Jakby Szwed napisal, bedzie spääääänande. Czyli bedze faaaaascynujaco. ;) Poza tym fajnie na 2 dni wyrwac sie z kieratu. I moze przez 2 dni nie zdaza mi sie zrobic za duze zaleglosci...

czwartek, 06 listopada 2014

Ja chce, jaaaaa, mnie dajcie, mnie... Przeciez jestem mega wypoczata no to co mi tam, mozna mi dowalic, nieeee... Za kare!!!

Wakacje na Gran Canaria byly boskie. Nie zgrzesze ani jednym slowem skargi na nie... Slonce, ciepelko, grzanie kosci, lapanie opalenizny. Mega przyjemnie. Jest to swietny sposob na spedzenie ferii jesiennych, zatwierdzone, sprawdzone, przyklepane.. a kiedy my plawilismy sie w slonku, do Szwecji przyszlo przedzimie... Nie chcialo sie wracac. Ooooooj nie chcialo.

Bo sie poza tym, jak bardzo pogoda nie sprzyja wiedzialo troszeczke co sie bedzie dzialo w pracy... No ale sie ogromu kryzysu nie przewidzialo. A skadzesz kryzysik? Hmmm a mooooze stad,ze z 4 stalych lekarzy na 3 jednostki i 1 tzw. sztafeta w poprzednim tygodniu wolne mialo... 80% obsady??? Taaaa dokladnie 4 na 5 lekarzy. Niezle planowanie...

A jedyny staly byl na placu boju wspierany przez na "gwalt" sprowadzona sztafeciarska Greczynke, niezorientowana w systemie dokumentacji, pacjentach i organizacji jednostki. Dla nowej chwilowej sily lekarskiej nie byl to latwy kawalek chleba, oj nie. Wiec w sumie nic dziwnego,ze w koncu odmowila wspolpracy. No i kto mogl uratowac sytuacje??? Nooo chyba jedyny staly punkt na widnokrecie... wsciekly na maxa, zeby nie powiedziec wqrwiony... NA SZCZESCIE nie na mnie. Ale tak czy siak wymarzony powrot po sielskich, rajskich wakacjach.

A to przeciez nie tak mialo byc. Wiedzialam,ze jak zwykle bede miala zaleglosci skumulowane, zwolnienia, skierowania, problemy do rozwiazania. Na to sobie odbukowalam pol dzionka na administracje,zeby sie ogrzebac. Nie,zebym,ze wszystkim zdazyla, ale najgorsze byloby za mna. Ale w nadbagazu mam 3 wypisy do podyktowania dla pacjentow, ktorych moje wakacyjne oczy nie widzialy... i  jutro mam zasadniczo 4 mniej lub bardziej ostrych pacjentow... zamiast 1 ostrego i max 2-3 planowacych. BOMBIASTY piatek bedzie.

Nie zapominajmy ze od srody do poniedzialku rano dyzurek pod telefonem, narazie spokojny tfutfu, ale nie zapeszajmy...

Ech... az sie chce znowu zaczac planowac wakacje... BUUUUUUUUUUUUUU...

Tagi: praca wakacje
22:22, zapiski_szwedzkie , Pracowe rozwazania
Link Komentarze (9) »
wtorek, 01 kwietnia 2014

... no juz tak jest. I caly ten mail to nie ejst niestety Prima Aprilisowy zarcik... wiec kto ma depreche albo niejoze, niech nie czyta, bo bede medzic...

Chwilowo mala stabilizacja na froncie domowym i mezopracowym. Monsz pracuje juz ponad miesiac, zadowolony, umie juz prawie wszystko co powinien umiec. Dostal wyplate za pierwszy miesiac z kawalkiem. Odzyskal nadzieje ze swoj motor vel trajke w niedalekim czasie, wiec jestem pombardowana linkami z allegro i blocket.se z przykladowymi pojazdami. W desperacji, drazniony codziennie przemykajacymi pojazdami, zastanawia sie nad trojkolowym skuterem...

Umowe ma na pewno na kwiecien, a wszystko wskazuje,ze przynajmniej na lato tez, bo jest ujety w planowaniu wakacyjnym. Wstepnie sie juz pytal o wolne przy okazji naszej malenkiej 15-letniej rocznicy i nie powinno byc problemu. Pozostaje wiec pomyslec, gdzie sie chcemy wybrac, czy na kilka dni czy na caly tydzien i co wtedy z przychowkiem. Opcje sa albo go "sprzedac" do przyjaciol majacych dzieci w jego wieku, jesli by mogli albo wywiezc dziatwe na jakis miesiac zeby sie z nim rodzina w Polsce pomeczyla... eeee znaczy sie nacieszyla. Mysle,ze to drugie rozwiazanie wygra, jesli tylko uda sie to zorganizowac. Wtedy moglibysmy albo w Polsce na ten tydzien gdzies sie zaszyc we dwoje albo z Polski gdzie pojechac. A dziatwe na 2 tyg wyslac na jakis oboz z reszte po tygodniu z dziadkami jednymi i drugimi, niech sie poznaja, gadaja, nudza, spedzaja czas... Poki jeszcze chce.

W domu prace remontowe narazie nie ida, ale maz wykonczyl co zaczal i narazie wiecej nie robi. Narazie nie mamy szczegolnego napedu, bo a noz jednak zostajemy? Bardziej wiec zajal sie planowaniem np. zakupu badtuna i wstawieniem jej w taras z tylu z zadaszeniem, tak by mozna bylo urzadzac posiadowki z piwkiem w cieplej wodzie, mmm... Prace domowe jakos opedzamy i jeszcze sie zdarza jakas godzinka czy dwie wolne na wieczor. No chyba,ze mam dzien smyczowy, tzn mam dyzur pod telefonem, bo wtedy nie zna czlowiek dnia ani godziny. Np. w niedziele musialam jechac do Oviku i bylam "w pracy" od 18.45 do po 1 w ocy...

Za to mojopracowo sie wali, pali i skrzypi. Doktory sztafetowe, co pieknie oddzial prowadzili od wrzesnia do lutego odeszli w niepamiec. ZA DRODZY byli... ze efektywni, przewidywalni, szybcy, dobrzy... IT DOESN´T MATTER... Niamka, ktora sie przy nich uczyla mase i im pomagala ogarniac jest przez pol roku poza jednostka na ostatnich stazach i kursach, na wakacjach, urlopach, macierzynskich. Wroci na jesien, zasadniczo gotowa specjalizacyjnie. I jej sie nalezy, bo zrobila swoj staz caly solidnie...

Za to mniej sie nalezalo koledze drugiemu, ktoremy starzy wyjadacze naobiecywali gruszki na wierzbie kiedy go do nas zwaabiali, ze zrobi sobie specke spooookooojnie wg starych zasad i wysle do konca 2013 roku papiery. Ale nie policzyli za bardzo i wyslal niekompletne papiery, wiec mu specjalizacji nie uznali. I nie wiem czy smiac sie, cieszyc, bo mu sie NIE nalezalo... Ale to jednak nie w moim stylu, poza tym nie ja mu obiecywalam, nie ja my podpisywalam papiery. Nie moje ZOO, nie moje malpy...

A zeby wyslac wg nowych regul musi juz nie tylko dokompletowac staz na neurologii, ktorego brak mu zarzucili, ale przede wszystkim mase kursow. Bo teraz w ramach poprawy jakosci stazu specjalizacyjnego wymagaja masy papierkow ze stazy i z kursow, min. jeden kurs na kazdy punkt programu specjalizacyjnego... Na kursy panstwowe, dla niego ani kliniki nieplatne nie dostaje sie, bo juz ma jedna specke i panstwo szwedzkie mu juz nie chce ulatwiac kolejnej specjalizacji. Choc ma wole dospecjalizowania sie w dzialce nieobleganej i z brakami wsrod specjalistow... Wiec albo bedzie teraz wiecznym ST do emerytury, czyli jakies kolejne 10 lat... albo go nie bedzie przez najblizsze 2-3 lata bo sie bedzie dostazowywal i dokursowywal... i bedzie sporszo klinike kosztowal. Bo kazdy kurs trzeba mu bedzie kupic komercyjnie... Paragraf 22...

A byl on szefa nadzieja na lepsze czasy. Raz ze Szwed, da sie z nim pogadac, zna tutejsze zasady, nie wylamuje sie jak my... dwa ze spod Solle jest i mialby pewnie zaaoferowane pracowanie w Solle, ktore niedomaga o czym za chwile...

Taka nadzieja jest, jak ja i Aska bylysmy jak zostalysmy sprowadzone 6 lat temu, zeby zatkac dziure po odchodzacych na emeryture starych wyjadaczach, tych co to koledze naobiecywali, nie znajac realiow robienia specki... a bylo mnie i Niamke zaytac... Mialysmy byc ratunkiem, ale raz,ze nie do konca wpasowywujemy sie w szwedzkie schematy. Jakos nikt nie ma nic przeciw jak Niamka zaiwaniala jak maly samochodzi na oddziale, ratujac sytuacje, choc jest tylko w trakcie specjalizacji. Ale jak juz probujemy cos po naszemu, polskiemu zaalatwic, przewalczyc, zmienic, urealnic... NOOOOO tak sie tego po szwedzku nie robi... Grrr...

Jak bylo planowane wygi odeszly na te swoje emeryturki, jedno planowo, drugie z pochorowaniem sie pod koniec. Ja wg planow sie wyrobilam ze swoja specka, przejelam  piecze nad jedna z poradni (choc na szczescie nie sama a ze wsparciem kolegi, co to pojawial sie u nas i znikal wczesniej juz dwa razy, ale zawsze znikal bo wchodzil w konflikt z kims w poradni, zawsze plci zenskiej, hmmm... moze jakos teraz sie uda go zatrzymac, nie zestresowac, nie zajechac...). Niamecka bedzie wyrobiona z poslizgiem pomatczynym przed koncem tego roku...

Ale juz pomijajac, ze nie do konca wpasowywujemy sie w schematy to ani mnie ani jej nie sa pewni,ze zostaniemy. Niamka to juz znikac probowala pare razy. I ciagnie ja na to poludnie, bardziej niz ciagnie ja do mnie... Ze ja tez sie nad rejterada zastanawialam a raczej zastanawiam nie jest tajemnica. Jesli monsz prace utrzyma, istnieje szansa, ze bede chciala tu zostac przynajmniej najblizsze 3 lata. Ale jesli bedzie sie dzialo dalej jak sie dzieje, to nie wiem czy BEDE naprawde CHCIALA...

A co sie dzieje... Odkad Skonczycy, jak ich miedzy soba nazywalismy skonczyli nic nie jest jak powinno. Nowy sztafeta mial byc lekiem na cale zlo a tymczasem sam jest schorowany, po nowotworze, promieniowaniu... wrazliwy na infekcje. Choruje w kazdy poniedzialek a i we wtorki czesto, czasami nawet w srody. Nawet w te tygodnie jak jest na oddziale, choc sie stara nie obrabia sie z zaleglowsciami.

A oddzial to juz nie bajka, jak w Kramfors. Po przenosinach do Solle, w poblizu szpitala zmienila sie ciezkosc pacjentow, i ta somatyczna, bo przeciez teraz szpital jest w poblizu, wiec zawsze konsult moze przyjsc i mozna podeslac jakby co, a po drugie w szpitalu tna koszty i miejsca, wiec chca nam pacjentow oddac szybciej. Albo wcisnac takich co sa problematyczni, jesli tylko maja choc slad depresji, leku, psychozy - PSYCHIATRIA!!! Nawet starsza Pania, ktora ma zaburzenia lekowe bo ma chorobe obturacyjna pluc i sie jej ciezko oddycha - kazdy by sie bal... A lezac u nas nie oczeka sie pomocy od gminy bo maja na to 30dni a nie 5 jak na somatyce... Tylko ze u nich brak miejsc, wiec nawet tych 5 dniu polezec nie moze...

I tych rzeczywiscie psychiatrycznych nam sie szybko podsyla albo na konsulty, ktorych teraz jak szpital jest 300m a nie 40km od oddzialu, jest 2-3 razy wiecej... albo i od razu kladzie sie na oddzial. Kiedys sie ich puszczalo, moze umawialo wizyte na poradni, wyslalo skierowanie... teraz w razie aby aby lepiej polozyc. A tam nie ma I NIE BEDZIE stalego lekarza... Ani na oddziale ani na sasiadujacej z nim poradni... Poza tym chorowitym, ktory chyba do swojej emerytury jednak u nas nie dopracuje bo sie tylko na zwolnienie nadaje, jest jeszcze wracaajacy co pare tygodni na pare tygodni sztafet z demencja i zdaje sie Zp Aspergera tez wyjsciowo, dziwak straszny, no po prostu doktor Szalony... I Asia vel Niamka... ktorej nie ma... A poza tym tylko nas dwoje, pracujacych w drugim miescie, gdzie po roku udalo nam sie w miare wyczyscic i uporzadkowac jedna poradnie... I nie mam ani sily, ani ochoty walczyc z porzadkowaniem kolejnej zapuszczajacej sie powoli poradni, gdzie juz personel nie wie jak po raz kolejny przebukowywac wizyty pacjentow bo doktor zachorowal albo co mowic pacjentom, ktorzy potrzebuja zwolnienia, recept, planowania z FK - odpowiednik naszego ZUS... Kazda poradnia zdrowia psychicznego bazuje na przewidywalnosci, planowaniu i na stalosci, ciaglosci kontaktu lekarz - personel - pacjent. Juz i tak piszemy recepty, przyjmujemy pacjentow 1 dzien w tyg niektore tygodnie. Kazdy pacjent tam to znowu nowy pacjent, ale zwykle nie nowy-nowy a nowy dla mnie, za to znany w poradni od paru miesiecy czy lat... Czasem jestem 3 czy 4 lekarze kolejnym, ktorego spotyka... I trzeba sie obczytac, wiedziec co juz bylo robione, co bylo planowane... by nie wyjsc na idiotke, nie zaszkodzic a moze nawet pomoc. A co dalej??? Poradnia to i tak pryszcz, tydzien czy dwa bez lekarza jakos dadza rade. Ale tydzien na oddziale juz nie da rady. I KTO, no pytam sie KTO bedzie wtedy niby poproszony a tak naprawde zmuszony do ratowania sytuacji???? No bo jak mozna odmowic??? A jesli odmowie ja to kto? Kolega... Tak czy siak niedobrze. Zadne z nas nie jest zwierzem oddzialowym jak Niamka. No nie nasz swiat. Wiec bedziemytam pod przymusem, jeden dzien, probujac mniej zepsuc niz wiecej. A poradnia ucierpi i ta w Solle juz cierpiaca i ta nasza juz odchuchana... A JA NIE CHCE...

A szef co... na chorobowym... wiadomo, choroba nie wybiera. Ale nawet jak jest i tak sie nie da z nim gadac po ludzku. Nie kuma czaczy. Moze jest dobrym administatorem i budzetem zarzadza ale juz tkanka ludzka nie.

Mam sie nie przejmowac. Mam robic swoje i czekac na rozwoj sytuacji. Ale mnie wqrw trafia. Jednak polowa glowy mowi spieprz... stad bo pojdziesz na dno. Druga mowi dacie rade,bedzie dobrze... A serce panikuje... Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...

No to sie wyzalilam. Pewnie nikt nie da rady moich zalow ogarnac. Wiekszosc z Was zna sluzbe zdrowia z perspektywy pacjenta. A tu takie sobie zale mlodego lekarza... Ale ja tego nie ogarniam i boje sie, jak to bedzie. Jak postawic logiczne granice, ile chce na siebie wziasc, zeby przetrwac, nie przegiac sama ze soba i nie byc tez swinia, ktora zrzuca na innych. Ja tak nie do konca potrafie, choc juz kolega niedoszly specjalista nie ma np. z tym problemu... Za to kolega specjalista, z mojej poradni, ktory jest tez odpowiednikiem dyrektora ds medycznych i ma i staz i jakis tam jednak autorytet, ma tez poczucie misji, najwazniejsze jest dobro poradni. I jak nie ja to on sie poswieci a jak sie poswieci to sie zajedzie. Albo postawi sprawe tak,ze sie musimy poswiecic solidarnie i podzielic ciezarem a wtedy nie wiem, ile ja dam rade udzwignac. Nie fizycznie raczej stresowo i psychicznie, ogarnac, podolac, zdazyc, zrobic dla pacjentow dobra robote i dla personelu, by wszyscy byli jako tako zadowoleni i ja tez, a jednoczesnie dac rade ogarnac zycie. Nie jestem typem pracocholika, lubie moja mala stabilizacje i zaChiny nie chce wpasc w pulapke, w ktora wpada tak wielu moichwlasnych pacjentow... ze nie umieli powiedziec nie, postawic granic, wycofac sie...

No i badz tu madry... CDN...

piątek, 28 marca 2014

Ostatnio udalo mi sie poszerzyc horyzonty emigrancko blogowe. Lepiej pozno niz wcale ;) mowi przyslowie.

Najpierw odkrylam blog Polka w Szwecji i jego przemila autorke Monike, ktora mam nadzieje poznac in real world w niezadlugim czasie, bo czytajac jej wpisy mam poczucie pewnego pokrewienstwa dusz ;)

A potem kretymi sciezkami Internetu trafilam tez na KLUB POLEK , ktory jeszcze przez kilka dni realizuje projekt jezykowy, czlonkinie klubu w roznych stron swiata opisuja z roznych perspektyw swoje przygody z jezykami obcymi czy tez raczej ich drugimi jezykami ojczystymi.

Monika majaca sile sprawcza na fb i na swoim blogu rozleklamowala moje zapiski_szwedzkie. Poczulam sie z jednej strony doceniona, bo to znaczy, ze nie pisze tak najgorzej, z drugiej zmobilizowana, bo skoro obserwuje mnie wiecej osob, trzeba od czasu do czasu stanac na wysokosci zadania i cos madrego z siebie wydukac, z trzeciej przerazona, bo ja ten blog NAPRAWDE traktuje bardziej jak wlasny pamietnik, zbior mysli, przezyc ku pamieci wlasnej i troche rodziny od nas geograficznie oddalonej ale chcacej uczestniczyc w naszym zyciu codziennym i niecodziennym, wiec bycie podgladana przez jakas tam ilosc osob mnie nieznajacych moze byc tak wyzwaniem jak i utrudnieniem. Bo wiadomo,ze tematy wazne dla mnie, nie musza byc wazne, ze moje wartosci nie musza sie zgadzac z ich i ze poza pochwalami i wyrazami poparcia mozna sie tez zetknac z krytyka, wytykaniem palcami, trollami itp. Ale biore to na klate, jesli beda negaatywne slawy (hehe) konsekwencje bede szukac pilnej pomocy psychiatrycznej - spojrze w lustro ;)

A poki co chcialam pare kamyczkow dorzucic do jezykowego ogrodka, choc w wersji prywatnej,bo juz w klubie napisac w tym cyklu i tak nie zdaze. Moja przygoda ze szwedzkim nie zaczela sie od wielkiej milosci do jezyka, kraju czy szwedzkiej literatury. Raczej wziela sie z faktu mojego niedopasowania do polskiej rzeczywistosci i z nieumiejetnosci wpasowania sie w reguly pracy lekarza w Polsce. Nie chcialam byc kombinujacym, biegajacym z wywalonym jezorem miedzy 5 pracami tzw. "lapiduchem" opisywanym w Super Ekspresie pod wpadajacym w oczy tytulem w stylu: Lekarz w 50h cieglej pracy popelnia blad w ocenie stanu pacjenta i w 5 minutowej rozmowie przegapia mysli samobojcze. Ojciec 5os. rodziny nie zyje... Moja tzw. etyka zawodowa nie zgadzala sie z tym obrazem. NIE CHCIALAM tak pracowac jako lekarz a zwlaszcza na psychiatrii. Z drugiej strony przeciez studiowalam lacznie 7 lat (rok poslizgu po tym jak sie przenioslam juz jako mama Dawida z Bszczy do Wro), rok stazu, czekalo mnie kolejne min. 5 lat robienia specki i chcialam moc rodzinie zapewnic godne, dostatnie zycie bez zapracowywania sie na smierc...

Wiec zaczely sie rozwazania gdzie. Pojawiala sie Anglia. Niemcy... Dania..... A w koncu, jako ze naboru do Danii nie bylo, trafilo na Szwecje. I choc wyladowalam w malej diurze w pln Szwecji (geograficznie w srodkowej, ale w realu jednak juz polnocnej) to nie zaluje. Mieszkam w pieknym miejscu, choc w pizdu od swiata daleko. Mam tu cudownych towarzyszy doli i niedoli, glownie polskich przyjaciol i znajomych ale poznalam tez przynajmniej kilkoro fajnych Szwedow. Wiele sie dowiedzialam o swojej i mojej rodziny zdolnosci adaptacji, przetrwania w stresie, pod presja. Wzmocnilam sie psychicznie, poznalam sie lepiej. A przede wszystkim - po 6 latach moge to powiedziec, nauczylam sie w stopniu mnie satysfakcjonujacym (a tym, co mnie nie znaja wyjasniam,ze nie jestem istota, ktora ma tendencje do chwalipiectwa), dajacym mi w 95% komfort pracowania w zasadzie NON STOP z pomoca jezyka wlasnie... Tylko bez glupich skojaarzen prosze, hehe...

Psychiatra ma w zasadzie jako swoje narzedzia pracy oko - bo pacjenta trzeba obserwowac, jak sie zachowuje, jak odpowiada, jakie ma relacje z innymi i jak reaguje na lekarze i na otoczenie, ucho - trzeba sluchac i ROZUMIEC co i jak pacjent mowi i jezyk - bo pacjentowi trzeba zadawac pytania, tak zeby on je ZROZUMIAL... a wiec by pracowac komfortowo jako lekarz ogolnie a jako psychiatra w szczegolnosci, TRZEBA nauczyc sie jezyka. A jezyk to nie tylko slowa. Nie tylko gramatyka... To lekkosc mowienia i rozumienia. To rozne przyslowia, powiedzenia, ktore mozna wplesc w wypowiedz, by porozumienie bylo lepsze. Jeszcze nie jestem u celu, jeszcze moge sie wiele nauczyc. Ale czuje,ze juz jestem dosc blisko. I to daje mi komfort, bezpieczenstwo i stabilizacje. NO...

I tyle na dzis. Ide ogladac Taniec z Gwiazdami (TAAAAK mam polska TV i prawie tylko ja ogladam, szwedzkiego mam jednak dosyc przez 8-9h dziennie) i trzymac pod reka moja smycz dyzurowa (dyzur weekndowy pod telefonem...). Spokojnego weekendu.

wtorek, 11 marca 2014

Po wtorku byl oczywiscie jeszcze dalszy kawalek tygodnia. W srode mialam okazje spedzic dzien razem w doktorka, ktora jest jednym z 2 dlugofalowych sztafetow w poradni. Juz mam nadzieje, ze wszyscy wiedza, kto to sztafeta? No...

Doktorka bardzo pozytywna, Wegierka, po 50tce, usmiechnieta, nieco zakrecona, ale bardzo w podejsciu do pracy, stresu, pacjentow, organizacji podobna do mnie, a to razem ze wspolnymi elementami historii przyjechania do Szwecji szybko odnalazlysmy wspolny jezyk.

Poradnia choc tez ogolnopsychiatryczna, ale praca zespolowa zorganizowana inaczej niz u mnie. Zespol podzielony na dwie mniejsze czesci, w kazdej lekarz, psycholog, kurator (nie mylic ze znaczeniem tego slowa po polsku, tu kurator to pracownik, ktory zna sie na przepisach prawa socjalnego, pomaga pacjentom  wspolpracownikom w ogarnieciu rzeczywistosci, w znalezeniu odpowiedzia na problemy psychosocjalne), socionoma, pielegniarke... W takim malym zespole omawia sie i rozdziela nowe skierowania, radzi sie siebie nawzajem. Moim zdaniem ciekawy model, krotszy czas oczekiwania dla pacjentow na pierwsza wizyte. Bylam tez na jednej wizycie pacjenta... Oczywiscie caly czas,ze swiadomoscia, ze choc realnie nie pracuje to wszyscy mi sie przygladaja i jestem w jakis sposob oceniana, czy sie nadaje... i ze glowny mieszacz czyli moj ewentualny przyszly szef bedzie sie wypytywal ich o wrazenie.

Mieszacz??? A tak... i troche makiaweliczny manipulator. oze tezja bylam ciut za uczciwa, mowiac,ze nam zalezy na przeniesieniu sie teraz, ze wzgledu na szkole Dawida. I on sobie oczekuje,ze ja dezycje podejme w ciagu ok 5-6 tygodni. A co mi daje? No coz, moze bardziej ciekawa prace, fajniejsza, bardziej rozwojowa w teorii a moze i w praktyce organizacje, stymulacje do nauki. Pensje mniej wiecej w tym samym poziomie. Moge na poczatku posztafetowac, na dobre i na zle... bowiecej pieniedzy na reke ale mniejsze bezpieczenstwo socialne, brak chorobowego, dodatkowej skladki na emeryture, platnego urlopu itp. Daloby nam to zastrzyk finansowy rekompensujacy przeprowadzke, mozliwa strate na domu itp.

Bo w kwestii pracy dla mensza to on wielkich mozliwosci nie widzi. Podcinal nasze oczekiwania, to Radek ma szukac, kopa w dupe dac, niech sie uczy jezyka, a rynek pracy jest w K. duzo wiekszy i na pewno cos znajdzie. No ale wiadomo, poki tu JEST praca a tam hipotetycznie-teoretycznie sa wieksze mozliwosci a my dalej mamy na nazwisko Radziewinscy a nie Gustavsson czy podobnie i nie mamy poparcia z gory... no to wybor jest latwy.

Wszystko rozbije sie wiec o to, czy w Karlskronie sa w stanie cos dorzucic i jak praca tu bedzie sie ksztaltowac... a poza koniec marca nic poki co nie wiemy... zyjemy wiec w zawieszeniu, w rozkroku, jedna noga i myslami za przeprowadzka, druga w domowych pieleszach, w naszym domu, w naszej malej miescince, w naszymi przyjaciolmi i znajomymi... Ciezko byloby te korzonki i korzenie wyrwac...

Ech...

W czwartek zalapalam sie na mega interesujacy wyklad z anknytningsteori, http://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_przywi%C4%85zania po polsku teoria wiezi. Bardzo i brakowalo wiedzy z tego, bo mialam pecha nie byc na wykladzie o tym na moim kursie psychoterapii i jakos nikgdy sie za to nie wzielam. Teraz poczulam jeszcze wieksza ciagote do zglebienia tematu, hehe...

Oczywiscie nie oznacza to,ze tam kursy maja w kazdy czwartek, ale i tak fajnie,ze cos takiego i w takiej skali sie tam ogranizuje lokalnie, 150 uczestnikow tylko zatrudnionych w klinice... No inna skala normalnie...

W pt mi odpuszczono, szef wzial pod uwage, ze mamy przed soba prawie 100 mil czyli 1000km. Udalo nam sie wyjechac ok. 10 i dojechac na 21. Jechalo sie jak zwykle nudnawo... proste drogi, zadnych prawie zawalidrog, ktorych nie mozna by bylo myknac na najblizszym rozszerzeniu... Ale ta odleglosc... Dupki bolaly...

Wpadlismy od razu w cyklon przyjazni bo nasi kochani przyjaciele nas przenocowali zaoszczedzajac nam dodatkowe 80km drogi i wstawanie skoro swit. Pogadalim, zuppdatowalim co sie przez tydzien pozmienialo, a dziaaaalo sie dziaaaaalo nie tylko u nas. A potem lulu a od rana mecze. 2 wygrane i 1 przegrana, ale o wlos i to z zespolem, ktory jest duuuzo mocniejszy, rok a czasem nawet 2lata starsi zawodnicy, szybcy, sprawni... Bedziemy z nimi grali w grupie mecz w nast sobote na zawodach i wszyscy maja smaka,zeby w koncu RAZ z nimi wygrac. Zwlaszcza ze 2 lata temu nasze jeszcze wtedy dzieciaczki male ostro dostawaly od nich w leb, przegrywajac np 30 do 5... A teraz przegrali zdaje sie 2 bramkami i grali jak rowny z rownym... troche szczescia albo czasu zabraklo...

Wrocilismy w sb popoludniu. Potem jeszcze wpadli nowi znajomi szwedcy, czekal wiec nas mily wieczor aczkolwiek obcojezyczny. To, zmeczenie calego tygodnia, wino i sauna i odpadlam... najzwyczajniej wylazlam, zostawilam towarzystwo i zwinelam sie grzecznie pod kolderka...

Oczywiscie za wyjazd sie placi wysoka cene i w domu i w pracy tez. Mnostwo spraw nie zalatwianych przez caly tydzien czekalo na zrobienie... Wiec niedziela niby byla leniwa, ale nie do konca... A potem juz byl poniedzialek i w pracy czekali stesknieni i nieco cokolwiek zaniepokojeni koledzy i jeszcze bardziej czekajacy pacjenci... seeeeetki pacjentow...

wtorek, 04 marca 2014

http://www.szwecjadzisiaj.pl/namaczaj-w-mleku-goracy-klin/ 

Dzis w Szwecji dzien jedzenia semli czyli Fettisdag. Sprobowalam raz, podziekuje... Nie moj smak... z reszta to jakos do polskich paczkow mam sentyment, semla do mnie nie przemawia...

Kolejny dzien sprzedawania sie za mna... Przeszlam dzis sie po Izbie przyjac, Ostrym oddziale psychiatrycznym tzw. PAKA i PIVA a potem przez zwykly oddzial. Pogadalam z jedna doktorka, ktora jest tu od ponad 20 lat, od swojego stazu specjalizacyjnego ST, potem odpytalam szczoteczka koordynujacego prace ostrych oddzialow. Sczoteczek czyli mowiac po polsku pielegniarka rodzaju meskiego (pielegniarka to po szwedzku sjuksköterska czyt. szjukszuteszka, przechrzczona przez Polakow na szczoteczke(... a koncu zamienialm slow pare z szefem, tym co wczoraj i z moim znajomym lekarzem, chölem wszystkch chöli czyli takie glownym lekarzem na psychiatrii odowiedzialnym za sprawy rutyn, administracyjne i podobne...

Rozmowa z szefem zamieszala mi w glowie bo mniej albo wiecej probowal mnie postawic pod sciana, ze mam podjac dezycje w przeciagu 5-6 tygodni. Ze wzgledow roznych mysle,ze zejdzie nam dluzej a na pewno nie podejme zadnej decyzji bez jakichs zmian dla Radka tak w Kramfors jak w Karlskrona... A kiedy to bedzie??? Pewnie musialo by byc najpozniej w maju... ale z drugiej strony ok, zalezy mi na przenosinach zanim Dawid zacznie szkole, ale swiat sie nie zawali, jesli bedzie to pozniej albo wczesniej...

A od znajomego dowiedzialam sie,ze raz, robi cos na niwie pracy dla Radka, ze sytuacja lekarska jest dobra ale nie AZ taka dobra, ze praca jest nie tylko w jednej poradni a w wielu... Wiec sa opcje i mam sie nie poddawac. Moze sie nie stawiac, ale walczyc...

No to bede... Jak Tommy Lee Jones w Sciganym BEDE!!!

A po pracy, wykonczona gadaniem, sluchaniem i handlowaniem soba (hmmm jak sie to w branzy handlowej nazywa???) mialam ochote sie po prostu zresetowac. Najpierw spacer, potem 2 piwka afajnej knajpie The Fox & Anchor, zarezerowanie kina na czwartek, basenu z sauna na srode wieczor a w koncu ciepla zupa w hotelu potrafa zdzialac cuda... Plusy zycia w centrum miasta... w dodatku w mieszkaniu ale w hotelu...

niedziela, 02 marca 2014

Jadymy do tej Karlskrona, jadymy ... czy ta Szwecja się nigdy nie skończy? Za nami z domu ponad 50mil i przed nami jeszcze ponad 40. I my mielibyśmy się tyle przeprowadzać??? Brzmi dziwnie, nieludzko i prawie nie do ogarnięcia. ...

I jak to będzie... Tydzień pracy na próbę. Tydzień życia w hotelu w mieście. Plusy i minusy, a jeśli, a może, a gdyby... Kuuuurna jak ja nienawidzę takiego rozdwojenia jaźni. ...

sobota, 15 lutego 2014

Pierwszy tydzien dyzurowy. Co to oznacza? Oznacza to, że organizacja naszego małego oddziału w Solleftea i podobnego w Ornskoldsvik, nazywanego dla ulatwienia Ovik, musialy sie zmienic.

Organ nadzorczy, takie polaczenie naszego NFZ i MZ ocenil, ze nie da sie utrzymac oddzialow bez dostepu do lekarza specjalisty wieczorami i w weekendy, przynajmniej pod telefonem, takiego, ktory gdy przyjdzie potrzeba moze sie stawic na oddziale w wyznaczonym maksymalnym czasie.

Do tej pory personel mogl dzwonic do dyzurnego w Svall, w naszym szpitalu wojewodzkim, tam maja system dyzurowy na psychiatrii z tzw. framjourem, zwykle albo stazysta podyplomowym AT-läkare albo lekarzem w trakcie specjalizacji z psychiatrii - wtedy mozna liczyc na dobra prace i oceny dyzuranta, albo z psychiatrii dzieci i mlodziezy, sadowej lub z rodzinnej, bo Ci musza miec staze na psychiatri doroslych i w ich ramach maja tez dyzury na Izbie. Framjour albo primärjour czyli dyzurant przedni albo pierwszorzedny, poczatkowy... no ten w kazdym razie na pierwszej linii walki (ooo ja tam wlasnie siedzialam w trakcie stazu w Svall) jest na Izbie w dzien i popoludniu a wieczorem, w nocy i w weekendy ma tzw beredskap, czyli jesli nie ma pacjentow moze byc poza szpitalem i w ciagu pol godziny musi sie stawic w szpitalu. W ptaktyce zwykle bylo cos do robienia przynajmniej wieczorem a nierzadko i w nocy, kiedys zdarzyl mi sie dyzur, gdzie wolne mialam moze z godzine i tyle snu zlapalam a reszta przelazona. Takze moze z dyzurem na Izbie Przyjec nie ma co porownywac, tempo pracy inne, ale bywa... zwariowanie nieraz, haha...

Z punktu widzenia framjoura jest jednak fajne to,ze pod telefonem maz bakjoura, czyli specjaliste albo överläkare - gdzie överläkare to specjalista zwykle juz z jakims stazem i doswiadczeniem, tytul w zasadzie bardziej administracyjny niz naukowy. No i w zasadzie powinno sie dzwonic i potwierdzac kazda decyzje, pytac o rade, sposob rozwiazania spraw. Oni zjawiaja sie w weekendy na obejscie oddzialow, a w razie kryzysu np. 3 pacjentow na raz albo trudni pacjenci, maja obowiazek przyjechania i wspomozenia mlodszego kolegi. Z tym,ze teoretycznie na stawienie sie maja do 2h... wiec czasami moga nie zdazyc na najgorsza jatke...

U nas dyzur bedzie wersja bakjoura bez dostepu do framjoura na psychiatrii. To oznacza, ze jesli cos sie dzieje z pacjentem na oddziale niepsychiatrycznego, jedzie na sasiednia Izbe Przyjec i tam go oceniaja, jesli ktos na tej Izbie sie pojawi, kto wymaga oceny psychiatry, jest wsadzany w taxi albo a ambulans jesli jest w gorszym stanie, a w skrajnych przypadkach jedzie w eskorcie policji na ocene do przyjecia przymusowego... do Svall... Tak tak... z Solleftea czy z Ovik, 120km lub odpowiednio jakos tak 180km z Oviku, tam oceniaja czy wymaga polozenia i jesli tak klada, u siebie, u nas i odsylaja spowrotem albo tylko daja recepte i sla do domu. I w ten sposob moze sie zdarzyc, ze droga z IP w Solleftea na Oddzial Psychiatryczny w Solleftea polozony moze z 150m od niej, wydluza sie do 240km... Nie pytajcie mnie gdzie tu sens i logika... Ale inaczej nie da sie tego zrobic. Nie mamy tutaj na psychiatrii tylu lekarzy,zeby obstawic dyzuranta na stale w szpitalu, stazystow jest kilkunastu na caly szpital, ale tylko kilkoro 2-3-4 na psychiatrii, a czasem 0 albo 1. Specjalizujacych sie mamy dwoje na koncowce, szukamy nowych chetnych ale narazie bez powodzenia...

Z ledwoscia we wspolpracy z Ovik obsadzimy funkcje beredskap dla bakjoura czyli gotowosci pod telefonem specjalisty... dzielimy sie pol na pol i u nas za co drugi tydzien odpowiadac bede ja i moj kolega. A co drugi tydzien bedzie to obstawial Ovik - jednym stalym lekarzem i kilkoma tzw. sztafetowymi, czyli nie zatrudnionymi na etacie ale dojezdzjaacymi z inych rejonow Szwecji, na kontrakcie na wlasna firme albo przez firme zewnetrzna (taki szwedzki wynalazek, material na oddzialna notke, gdyby wogole kogos to interesowalo...)

Wiec w jednym tygodniu mam 5 dni, wt, cz, pt - od 16.30 do 8 rano i jeszcze sb i nd cala dobe. Teoretycznie moge przesiedziec je w domu a praktycznie moze sie zdarzyc ze bede musiala pojechac na oddzial. Z kolejny tydzien mojego kolegi ja biore 2 dni, wt i czw, w ten sposob odciazamy sie nawzajem, zeby nie musiec caly tydzien sie stresowac...

Jako ze obchodza mnie tylko pacjenci juz bedacy na oddziale, ryzyko nie jest duze... ale jest. Wiekszosc malych porad zalatwiac mamy przez telefon, leki, nadzow itp. Pojechac bedzie trzeba, jesli jakis pacjent z oddzialu pogorszy sie tak,ze moze byc konieczne wyslanie go do Svall na opieke przymusowa i wtedy trzeba ocenic, wypisac kwity, zalatwic pomoc policji... potrwac moze i pare h...

Narazie siedze w domu z telefonem i calkiem wyluzowac sie nie potrafie, bo jak... Mam ta smycz, doslownie do komorki podlaczona i w przenosni mentalna, haha... To czego sie obawiamy jest, ze Big Brother z Svall bedzie nam podsylal pacjentow w weekend, tych co trafili do Svall ale albo juz sie polepszyli albo wogole nie chca ich ta trzymac tylko wypchnac na ich macierzyste oddzialy. I wszystko fajnie w tyogdniu, jak moze ich na miejscu lekarz spotkac, pogadac, ocenic, zaordynowac leki. Ale gorzej w weekend jak mnie tam fizycznie nie ma... Maja niby tak nie robic, ale wiadomo... Okazja czyni zlodzieja... Na pewno beda testowac granice i ile im wolno.

Bo Svall genetalnie uwaza, ze oddzialy powinny byc tylko u ich, skoro u nas tak malo jest lekarzy. Tylko co powiedziec ludziom, ktorzy tam czuja sie wyobcowani, daleko od rodziny, nie da sie nic zaplanowac z gmina, opieka socjalna, sa odcieci od rodziny, znajomych... I te odleglosci??? Taaaaa uroki Szwecji i tak zle i tak niedobrze. Dlatego ta linia dyzurowa moze te nasze oddzialiki uratowac a z drugiej strony wiadomo... wieksze dla nas obciazenie i wiecej uwiazania...

Narazie to poczatki, nikt nie wie jak bedzie, jak to sie wszystko ulozy...

Ten pierwszy dyzurowy tydzien przyszedl po tygodniu ciężkim pracowo, bo dużo nowych pacjentow i trudnych pacjentow. I zaczal sie z przytupem zdrowotnym bo mi sie przyplatalo przeziebienie, pierwsze od chyba 1,5 roku ale generalnie rychlo w czas, prawda? Jakies takie nietypowe, katar glownie apsikowy, strzelalam seriami i chyba wyjatkowo wirusowy bo mnie ani raz calkiem nie przytkalo, bardziej apsiki mi wlasnie dokuczaly. Poza tym mi sie porobily owrzodzenia w buzi na granicy dziasla i policzka, przepraszam,ze tak opisowo, ale one dokuczyly mi najbardziej, zmuszajac przez 3 dni do brania Ketonalu, a ja NIGDY nie biore z ich powodu przeciwbolowych a jak mam inne bole zostaje przy skromniutkim Ibuprofenie... Na to wszystko wizytacja rodziny comiesieczna kobieca ;) i juz macie... jak nie urok to sraczka, prawda????

Cale szczescie wiec kochani, ze mamy akurat Olimpiade, juz pal szesc, ze w cieniu skandali, ze pogoda taka sobie, ze Norwedzy nie wierza Justynie, ze snieg sie topi. Ale nasi wygrywaja... Stoch, Kowalczyk, Brodka i znowu Stoch :) Na dodatek i szwedka Kalla, mieszkajaca na codzien w Svall a wiec prawie krajanka blyszczy podwojnym srebrem i zlotem druzynowo... Moze byc jeszcze lepiej, ale juz jest wspaniale... I tego sie trzymajmy, jeszcze 33h gotowosci, za oknem sieczka - pada snieg, prawie poziomo bo wieje i zacina, ciemno, srednio zimno, ale wolalabym sprzed kominka sie nie ruszac... no chyba ze jutro na 2 mecze synka. Co prawda przeziebienie go troszke przetarabanilo i siedzial 2 dni w domu, ale silny jest, juz sie ogarnal i moze grac. Takze kciuki mile widziane, jutro o 9.00 i 13.00. A rodzice, jak praca pozwoli, beda sie udzielac w sklepiku sprzedajac tosty, hopdogi *wersja Dawida, soczki, kawke, herbatke i inne w sklepiku, zarabiajac koroneczki na granie zespolu, ktory juz za 4 tyg startowac bedzie w kolejnych zawodach, tym razem po sasiedzku... w Svall :)

A jak dotrwam do nastepnego tygodnia czeka mnie podroz 50km na pln, do krainy zimy i sniegu z przyjaciolka i kolega z pracy na kurs... i znowu bedzi sie dzialo...